Powtórka: Chanuka

kura

Pisałam już o tym  kilkakrotnie. Są wpisy na tym blogu, lub na moich poprzednich, które od lat lubię. Nie są jakieś wybitne tematycznie. Być może to zwykłe wpisy, ale jednak specjalne. Taki jest mój wpis Czas czereśni i wpis Lecha Milewskiego Bieg Wazów, i jeden z wpisówZbycha Milewicza o Podróży w górę rzeki, i opowieść Krysi Koziewicz o chałupie, i Ciotuchny o odbieraniu dzieci z przedszkola podczas lodowej śnieżycy. Niektóre już opublikowałam, niektóre pojawią się lada dzień. Dlaczego akurat te lubię najbardziej – nie wiem. Ale w ten smutny czas, bo zbliżają się święta, a tu w Ukrainie i w Izraelu straszne wojny, w Polsce tak uporczywe przepychanki z ustępującą partią, że aż człowieka ciarki przechodzą, a więc w ten trudny czas robi mi się cieplej, gdy przygotowuję na blogu Wasze i Nasze najmilsze wpisy. Eli wpis o polskiej bezdomnej z Moabitu, Moniki wpis o wyspach, Teresy o muzyce do nieba, Tibora, mój ukochany, o sałatce krzyżackiej. Wybaczcie mi, wzięło mnie na wspominki. Jutro chanuka.

Ewa Maria Slaska

Poniższy wpis  opublikowałam na blogu noszącym ów skomplikowany tytuł (Jak udusić kurę, o czym młoda panna koło 30 powinna wiedzieć, a dziwnym trafem – nie wie) w sobotę, 24 grudnia 2011 roku, bo pierwszy dzień żydowskiej chanuki przypadał wtedy w wigilię. Chanuka to święto ruchome, jak wszystkie święta w żydowskim kalendarzu. Potem była kiedyś Chanuka w Thanksgiving Day. Powiedziałam wtedy, że lepiej jeść pączki niż indyki.Nadal się z tym zgadzam. W tym roku Chanuka zaczyna się w dzień po naszym świętym Mikołaju. To pasuje, w oba dni obdarowujemy dzieci. 

1

Gdy pojechałam kiedyś na święta do Izraela, wszędzie na ulicach spotykałam młodych ludzi, którzy rozdawali przechodniom lepkie od lukru pączki, a na dachu Knessetu w ogromnym świeczniku co dzień zapalano jedną lampkę oliwną więcej.

2

Co roku jest podobnie. Chanuka to święto żydowskie trwające osiem dni, zaczynające się 25 dnia miesiąca kislew. Upamiętnia zwycięstwo powstania Machabeuszy przeciwko perskim, a właściwie helleńskim, Seleucydom w roku 164 pne. Persowie zbeszcześcili Świątynię i zakazali odprawiania obrzędów żydowskich. Po zwycięstwie trzeba było poświęcić Świątynię, paląc w niej rytualnie czystą oliwę. Niestety w całym Mieście było tylko troszeczkę takiej oliwy, a aby oczyścić nową, trzeba było ośmiu dni. I zdarzył się cud – bo owa odrobina oliwy paliła się przez cały czas, czyli przez osiem dni.

3

Na pamiątkę tego zdarzenia w święto świateł w każdym żydowskim domu i mieście, w synagogach, sklepach i urzędach pali się światełka, co dzień o jedno więcej. I je się słodkie potrawy smażone na oliwie – tradycyjnie powinny to być “latkes” czyli nasze polskie “ołatki”, co w tradycji żydowskiej oznacza pulchne placki ziemniaczane, a w polskiej małe bliny czy racuszki z jabłkami, ale mogą to też być pączki lub naleśniki z serem.

4

Dla niereligijnych Żydów chanuka to świeckie święto, coś w rodzaju żydowskiego Bożego Narodzenia lub Mikołaja – dzieciom daje się w prezencie drobne pieniądze lub słodycze. Zwyczajowo podczas chanuki uprawia się hazard – dorośli grają w karty o pieniądze, dzieci w tzw. drejdla (coś w rodzaju bączka z napisami), gdzie stawką są czekoladki imitujące monety.

5

Podaję przepis na latkes, czyli chanukowe placki ziemniaczane:
– 10 ziemniaków
– 1 marchewka
– 1 duża cebula
– 3 ząbki czosnku
– 2 łyżki mąki razowej
– 1 łyżka płatków owsianych
– 2 jajka
– pieprz
– pieprz ziołowy
– sól
– łyżeczka proszku do pieczenia

Warzywa obrać. Marchewkę i ziemniaki utrzeć na drobnej tarce. Dodać drobniutko posiekane czosnek i cebulę, mąkę, płatki, przyprawy oraz jajka, dokładnie wymieszać. Smażyć na patelni na dobrze rozgrzanej oliwie, “na złoto”. Usmażone placki odsączyć z nadmiaru tłuszczu na ręcznikach papierowych. Podawać ciepłe, ze śmietaną i cukrem.

6

Z tym moim chanukowym pobytem w Izraelu łączą się dwie opowieści – obie charakteryzują zarówno mnie jak Izrael.

7
8

Leciałam do Tel Avivu prywatnym samolotem, który wozi(ł) pobożnych Żydów do kasyna na greckiej wyspie Rodos. Podobno Żydzi lubią gry hazardowe i to wcale nie takie niewinne jak na chanukę czy gry na automatach, lecz – ostry hazard.

Podobno religia im tego zabrania i w Izraelu nie ma kasyn. Podobno w różnych krajach lokuje się kasyna nastawione przede wszystkim na żydowską klientelę. Podobno właściciele tych kasyn kasują kasę. No tak. Podobno konkurencją dla kasyn na Rodos czy w Budapeszcie są podobne przybytki w Autonomii Palestyńskiej. O wszystkim tym piszę, że “podobno”, bo tak mi opowiadano, ale nie sprawdzałam. Natomiast sprawdziłam, jak się leci w chanukę kasynowym samolotem do Izraela. Przedziwnie. Cały samolot pełen wytwornie odzianych kobiet w średnim (hmmm) wieku i hałaśliwych tęgich mężczyzn. Wszyscy mają wielkie walizy, a w nich masę wytwornych strojów. A w tym rozgardiaszu ja – chuda Polka w bojówkach i z maleńkim plecaczkiem. Co gorsza mam bilet tylko w jedną stronę, powrotny dostanę w Tel Avivie. Wszyscy patrzą na mnie jak na raroga, a izraelska służba bezpieczeństwa na lotnisku na Rodos (tak tak, izraelska a nie grecka!) na mój widok dostaje piany na pysku. Prawdopodobnie sądzą, że ich wysadzę w powietrze. Wszyscy siedzą w samolocie, a mnie ciągle prześwietlają, rozbierają, zaglądają, czy nie mam szpilek schowanych we włosach lub skarpetkach. Przeszukują i przesłuchują. A co? A dlaczego? A skąd? A po co? A czemu bez biletu powrotnego? (bo dostanę na miejscu) A czemu bez bagażu? (zawsze mam mało bagażu). Po godzinie przysyłają nową osobę, kobietę. Przygląda mi się uważnie i pyta, jakie mamy święto? Chanukę, odpowiadam. Co jadłaś dziś na obiad? Latkes z jabłkami. Był to po prawdzie przypadek, ale była to też najprawdziwsza prawda. Kobieta oddaje mi buty, skarpetki i paszport. Możemy lecieć.

Idę w Jerozolimie do Mea Shearim, dzielnicy ortodoksyjnych Żydów. Mam na głowie chusteczkę i ubrałam się w długi płaszcz, wydaje mi się, że to odpowiedni strój, żeby przejść przez kilka ulic, wejść do restauracyjki, zjeść latkes i wrócić do normalnego świata. Nie gapię się na nikogo, nie fotografuję, idę, jak przystało kobiecie, patrząc raczej pod nogi lub na boki, a nie nie ludzi. Mimo to czuję i widzę, że przechodnie patrzą na mnie z nienawiścią.

Wieczorem opowiadam o tym znajomemu. To właściciel kasyna na Rodos i owej linii lotniczej, którą przyleciałam; to on opowiedział mi to wszystko, co powyżej napisałam w zdaniach ze słowem “podobno”. Jak byłaś ubrana? pyta. Tak jak teraz. Byłaś w spodniach? Głos mojego znajomego jest pełen najwyższego zdumienia. Nie mam ze sobą innych ciuchów, a poza tym mam przecież na sobie długi płaszcz, wystają tylko kawałki nogawek. Avi kręci głową. Masz szczęście, mówi, że jest chanuka. Dlaczego? Bo pobożny Żyd w święto nie pracuje. Gdyby nie chanuka, obrzucono by cię kamieniami.

Ilustracje: świecznik chanukowy, tzw. chanukai; codziennie zapalamy o jedną świeczkę więcej, nie używając do tego zapałek, lecz pojedynczej świeczki umieszczonej w osobnym uchwycie, umocowanym w przedniej części świecznika. To mój świecznik, dostałam go od rodziców mojej synowej. Co roku zapalam w nim świeczki, choć wcale nie jestem pobożną Żydówką.

One thought on “Powtórka: Chanuka

  1. Bajka o sześciu tłmaczkach

    Sześć tłumaczek w ramach nieuzgodnienia
    tłumaczyło tę samą powieść w oparach natchnienia:
    pierwszej wyszedł poemat z oktawą,
    drugiej coś ze sportu: “Kiszka, brawo!”,
    trzecia przywiozła powieść historyczną
    pt. “Zamierzchłe czasy”,
    czwarta rewelację w trzech tomach (nieomal klasyk!),
    piąta reportaż “Tam, gdzie był dół”,
    szósta – “O hodowli pszczół”.

    Pytanie
    Skąd ta historia dzika?

    Odpowiedź
    Żadna nie znała języka.

    Morał, czyli pouczenie:

    Więc po co sięgać do oryginału?
    Zamiast jednego, sześć dzieł powstało.
    Konstant Ildefons Gałczyński
    (wiersze, annet. pl Wizard Oskar)

    Dziękuję Ewo, mam wrażenie, że Gałczyński pasowałby świetnie do Twego blogu…
    z takim poczuciem humoru..🤣
    pozdrawiam Teresa

Leave a comment