Don Kiszon(e ogórki)

czyli Hrejterzy

Dziękuję Kindze za znalezienie Hrejterów, a Piotrowi Nazarukowi za przysłanie Don Kichota, którego spotkał w październiku na ulicy Długiej w Warszawie.

To Picasso.

A ponieważ jak wiadomo Don Kichot jest wszędzie, donoszę najuprzejmiej, że mnóstwo o nim pisze Jorge Luis Borges w Dalszych dociekaniach (Warszawa, 1999, s. 53 i wiele następnych).

“Wyprodukowane w Hollywood filmy”, pisze Borges w rozdziale Nasz ubogi indywidualizm, “niestrudzenie domagają się podziwu dla człowieka (na ogół dziennikarza), który stara się pozyskać sobie przyjaźń jakiegoś przestępcy, aby oddać go później w ręce policji. Argentyńczyk, dla którego przyjaźń jest namiętnością, a policja mafią, przeczuwa, że ten “bohater” jest wyjątkową kanalią. Tak jak Don Kichot , wedle którego “niech każdy władny grzech nosi”, czuje, że “nie przystoi ludziom czestnym być katami drugich” (Don Kichote, I, XXII). Podejrzewałem nieraz, wobec próżnych symetrii hiszpańskiego stylu, że różnimy się nieuleczalnie od Hiszpanów. Te dwie linijki z Don Kichota wystarczyły, aby przekonać mnie o moim błędzie; są one spokojnym i tajemniczym symbolem naszego pokrewieństwa.” W przypisie Borges doda jeszcze, że “Państwo jest bezosobowe; Argentyńczyk pojmuje jedynie stosunki osobowe. Dlatego kradzież pieniędzy publicznych nie jest dla niego przestępstwem. Stwierdzam fakt, nie usprawiedliwiam go ani nie uniewinniam.”

I pomyśleć, że były czasy, iż my, Polacy, myśleliśmy, że to nasza polska cecha, że była dziedzictwem zaborów i wojen i że przetrwała ona wszelkie reżimy. Również ostatnie osiem lat.

A stary mistrz pióra i filozofii pouczył nas, że chyba jednak jesteśmy Argentyńczykami.

One thought on “Don Kiszon(e ogórki)

Leave a comment