Wielki nieobecny

Zbigniew Milewicz

Mija dziesiąta rocznica śmierci Sławomira Mrożka. Dramatopisarz, prozaik, satyryk, jeden z najbardziej znanych na świecie polskich pisarzy. Urodził się 29 czerwca 1930 w Borzęcinie, zmarł 15 sierpnia 2013 w Nicei. Mieszkał w Paryżu, USA, Niemczech, Meksyku, w roku 1996 wrócił do Polski, do Krakowa. W roku 2008 ponownie wyemigrował z Polski i zamieszkał w Nicei, we Francji.

Tak zaczyna swoją opowieść o Nim publicystka z Culture.pl*, akcentując, że był twórcą wyjątkowo wszechstronnym, swobodnie poruszającym się w rozmaitych formach wypowiedzi. Jej relacja o Sławomirze Mrożku jest zręcznie skonstruowana i zawiera sporo ciekawych faktów, ale z uwagi na znaczną objętość materiału pozwoliłem sobie umieścić go w załączniku do tego wpisu. Mnie fascynował Mrożek przede wszystkim jako mistrz absurdu i krótkich form literackich, usiłowałem go naśladować w swoim pisaniu, ale nigdy nie udawało mi się choćby nadepnąć mu na piętę. Jak On wspaniale operował słowem. Nie wiem, czy to Państwo znacie:

Chcę być koniem

 Mój Boże, jak bardzo chciałbym być koniem…

Gdybym tylko zobaczył w lustrze, że zamiast rąk i nóg mam kopyta, z tyłu ogon i autentyczną końską głowę – natychmiast udałbym się do urzędu mieszkaniowego.
– Proszę o nowoczesne, duże mieszkanie – powiedziałbym.
– Niech pan złoży podanie i czeka na swoją kolej.
– Ha, ha! – zaśmiałbym się. – Czy panowie nie widzą, że ja nie jestem zwyczajnym, takim sobie, szarym człowiekiem? Ja jestem kimś innym, kimś ekstra!

I zaraz otrzymałbym nowoczesne, duże mieszkanie z łazienką.

Występowałbym w kabarecie i nikt by nie mógł powiedzieć, że jestem niezdolny. Nawet wtedy, gdyby moje teksty były niedobre. Przeciwnie.

– Jak na konia, to znakomite – chwalono by mnie.
– Ten ma łeb – mówiliby inni.

Nie mówię już o korzyściach, jakie wyciągnąłbym z przysłów i porzekadeł: końskie zdrowie, uśmiać się jak koń, koń ma cztery nogi i też się potknie…

Oczywiście,  b y c i e  koniem miałoby pewnie strony ujemne. Moim wrogom dałbym nową broń do ręki. Pisząc do mnie anonimy, zaczynaliby w ten sposób: „Pan jest koń? Pan jest kucyk!”

Kobiety interesowałyby się mną. – Pan jest taki inny… – mówiłyby.

Idąc do nieba, otrzymałbym, siłą faktu, skrzydła. Stałbym się wtedy pegazem. Skrzydlaty koń! Czy może być coś piękniejszego dla człowieka?

Sławomir Mrożek, (w:) Opowiadania, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974, s.14

Albo znakomity Artysta:

_________________

*Krystyna Dąbrowska, wrzesień 2009, aktualizacja sierpień 2013

Ciąg dalszy jutro

2 thoughts on “Wielki nieobecny

  1. Dziękuję Zbychoo za ten interesująco napisany wpis.
    Jak widać, Sławomir Mrożek wszystko widział z własnego “winkla”, z ogromnym przymróżeniem oka opisywał głębokie społeczne i też całkiem indywidualne zjawiska.
    Był jakby lustrem odbijającym do dziś, wszechmocną mentalność człowieka “na wszystkie czasy”…
    Sam sobie robił jakby własną mapkę rzeczy ważnych i własnych?
    Dołączam cytat, który właśnie zrobił na mnie takie wrażenie:
    “Nic nie jest poważne samo w sobie, nie jest w ogóle żadne. Wszystko jest nijakie. Jeżeli sami nie nadamy rzeczom jakiegoś charakteru, utoniemy w tej nijakości. Musimy stworzyć jakieś znaczenia, jeżeli ich nie ma w naturze.”
    Sławomir Mrożek (lubimy czytać.pl)

Leave a comment