Jakub Nowak
Krolestwo Mustangu, to był cel mojej czwartej wędrówki po Nepalu. „Zaginione Królestwo” to leżący na półpustynnej wyżynie fragment dawnego Tybetu, kulturowo związany z buddyzmem tybetańskim. Do roku 1992 zamknięty dla turystów, miał swojego króla, autonomię i kulturę. Mimo że w 2008 roku królestwo zostało zniesione przez rząd Nepalu, mieszkańcy nadal uznają swojego władcę. Żyją tak, jak żyło się w Mustangu kilka wieków temu.
Głębokość doliny rozpiętej pomiędzy Annapurną i Dhaulagiri sięga nawet 6800 metrów. Kali Gandaki – Czarna Rzeka kończy swój bieg, wpadając do Gangesu. To dlatego kilka wieków temu wyznaczała szlak handlowy z Tybetu do Indii. Wraz z nimi przywędrowało do Mustangu bogactwo wielu kultur i buddyzm.
Ciszę wypełnia szmer kamyków spadających ze zboczy. Po suchych, ziemistych wzgórzach pasterze prowadzą nieliczne stada czarnych kóz. Niezwykłe kolory skał pochodzą – jak głosi legenda – od krwi i sinych wnętrzności demonów zgładzonych przez Guru Rinpoche, mędrca i jogina, który przyniósł w VIII wieku buddyzm z Indii do Tybetu. Prośby do bogów zanosi szczególnie tutaj pracowity wiatr, szamoczący niemal bez ustanku modlitewnymi flagami z mantrami i wizerunkami bóstw.








