Reblog Brücke Museum Mirga-Tas

Ich schrieb schon über sie, weil ich in Warszawa ihre Ausstellung gesehen habe und war beeindruckt. Als ich zurückkam, erfuhr ich, dass sich diesselbe Ausstellung seit 23. Juni auch in Brücke Museum befindet. Gibt es zwei Ausfürungen oder zwei Versionen? Ich glaube, es sind zwei Versionen. Sicher werde ich es wissen, wenn ich heute hingehe

On view exhibition

Małgorzata Mirga-Tas.
Sivdem Amenge. Ich nähte für uns. I sewed for us.

Małgorzata Mirga-Tas (b. 1978 in Zakopane, Poland) creates large-scale, brightly coloured textile collages and paintings. Her first solo exhibition in Germany sees the artist embarking on an artistic dialogue with the Brücke-Museum Collection.

Her works explore historical narratives as well as contemporary experiences faced by the Roma people. The artist often depicts scenes from their everyday lives, breaking with external stereotypes and countering them with a new, self-confident Roma iconography. Community, family, sisterhood and gender relations are core themes in her artistic oeuvre. Its protagonists are often people who are close to the artist: family members, artist friends and other important figures from the Roma community. 

The Bergitka*-Roma artist grew up in a Roma settlement in Czarna Góra, Poland. Her artistic practice is closely linked to her activism on behalf of the Roma community. For centuries, they have been portrayed through the eyes of non-Roma artists, whose depictions often reproduce unconsidered racist clichés – as in Otto Mueller’s paintings.

In her works, Mirga-Tas refers to these problematic historical images and renegotiates them. Several such artistic responses to the museum’s collection can be found in this exhibition.

Małgorzata Mirga-Tas studied Sculpture at the Academy of Fine Arts in Kraków. Since then, she has presented her works internationally in numerous solo and group exhibitions, including at the 11th Berlin Biennale (2020), the Center of Polish Sculpture in Orońsko (2020) and Göteborgs Konsthall (2023). In the last year, she represented Poland at the Venice Biennale and was featured at documenta fifteen. She is currently a scholarship holder of the DAAD Artists-in-Berlin Programme.

Programme

Press

***

*

From Wikipedia: Bergitka-Roma or Carpathian Roma (also “Goral Gypsies” in some works) are a Romani ethnic sub-group, living mostly in Poland in the Goral Lands. They were one of the first, if not the first, group of Roma to migrate to Poland, mostly from the territories of the Kingdom of Hungary and Principality of Transylvania, through the Carpathian mountains, sometime during the 15th century. The name Bergitka (sometimes Bergare) is actually the term for the group used by other Roma groups, originating in German Berg, meaning “mountain”. The members of the group refer to themselves simply as “Roma” or “amare Roma”.

Some Bergitka communities also exist in Slovakia, close to the Polish-Slovak border.

Traditional occupations of Bergitka Roma have been iron working and music.

2 thoughts on “Reblog Brücke Museum Mirga-Tas

  1. Gdyby nie urodziny adminki świętowane w ogrodzie u Anne i gdyby nie bystre spojrzenie Krysi na plakat, który obwieszczał między innymi dzisiejszą datę, a „dzisiaj“ było 3 września, nie pojechałabym tam i nie zobaczyłabym wystawy Małgorzaty Mirga-Tas z Czarnej Góry.

    W Czarnej Górze byłam nie raz. U Jędrusia, w jego starej chacie, a potem u Tereski i Jędrusia w nowej chacie, która stanęła na miejscu starej. Jędruś opowiadał o Cyganach z Czarnej Góry, opowiadał dużo i przyjaźnie, choć wtedy, a było to ze 30 lat temu, rzadko mówiono przyjaźnie o Cyganach.

    Przyjechałam za pięć dwunasta, czyli krótko przed zamknięciem Brücke – muzeum.
    Dwa wielkie patchworki powitały mnie już na zewnętrznych ścianach budynku Düttmanna. O Düttmannie kiedyś pisałam na blogu. Nie lubię – poza małymi wyjątkami – jego betonowej architektury. “Brücke” lubię, ale nie za architekturę, tylko za wystawienniczą zawartość.

    Na jednej ścianie konie (mogłyby być te Jędrusiowe), na drugiej postać starszej kobiety, w okularach, o spokojnym, przyjaznym, wyraźnym i dumnym spojrzeniu. Ręce oparte na biodrach. Bluzka jakby z szafy mojej mamy. To Zilli Schmidt, która przeżyła Auschwitz, Ravensbrück i do końca życia walczyła o uznanie i odszkodowanie jako ofiara nazistów. https://de.wikipedia.org/wiki/Zilli_Reichmann

    Ludzie, konie, kury, karty, krajobrazy, scenki rodzajowe będą powtarzać się na kolejnych obrazach już wewnątrz budynku, na wystawie.

    Kury
    Wyrosłam z kurami, obok kur, kurczaków, piskląt.
    Ani kot, ani pies, ani morska świnka nie były dla mnie zwierzętami domowymi.
    Jako kilkuletnie dziecko życzyłam sobie inkubator, czyli urządzenie, które służy do wylęgu piskląt. Jajka utrzymane przez okolo 14 dni w jednakowej temperaturze zaczynają pękać, pisklęta sieroty pojawiają sie na świecie. Chciałam się nimi zająć, tak jak robi to kwoka. Nigdy nie dostałam inkubatora. Mialam żal do ojca – chyba całe życie – o ten inkubator.

    Poradziłam sobie inaczej.
    Mieszkaliśmy w mieście w domu z małym ogrodem. Tak długo jak sąsiedzi wytrzymywali kurze i królicze zapachy, a nie byliśmy jedynymi hodowcami drobiu i królików, tak długo kury i króliki były z nami. Poddaliśmy się ostatni.
    A ja krótko przedtem zamiast inkubatora, nasadzilam kurę na jajka.
    Było to późnym latem, a jajka miałam od cioci, zapłodnione przez koguta. Nasze kury nie miały pana i władcy. Były dość wyemancypowane.
    Rodzice zorientowali sie zbyt późno, żeby przerwać eksperyment. Pisklęta zaczęły się pojawiać na początku września. Było zimno. Brałam je na noc do domu.
    W końcu, gdy je odchowałam, wróciły do kurnika. Ale to mnie traktowały jak kwokę. Gdy przychodzilam z jedzeniem i przy nich kucałam, wchodziły na mnie, pode mnie, gdakały, puszyły się, były szczęśliwe, jak ja.
    Moje kury nie skończyły w rosole. Nie pozwolilam. Umarły śmiercią naturalną.

    Te inne kończyły żywot krótko przed którąś niedzielą i to też była naturalna kolej rzeczy.

    Moje kury były pstrokate, kolorowe, jak na obrazach Małgorzaty z Czarnej Góry. Pióra mieniły się w słońcu i w deszczu.
    Nigdy nie wyglądały jak zmokłe kury.

    Pani Małgorzato, na pewno pani lubi kury.

    A więc kury, kozy, czerwony tramwaj linii 38 (z Bytomia?), porcelana z Bolesławca (choć wcale nie musiała być porcelaną z Bolesławca), gra w karty (nie mam pojęcia, w co grali), konie (trochę jak niebieskie konie Franca Marca), ciocia Basia (ze względu na skojarzenie z Ciocią Basią), wygnanie z Egiptu, wiejska chata w górach w dialogu z chatą rybacką Pechsteina. Inne dialogi z innymi twórcami Brücke, takimi jak Otto Mueller, Karl Schmidt-Rottluff, Erich Heckel. To wszystko grało i współgrało ze sobą. Czuję niedosyt, że tak krótko i czuję zadowolenie, że zobaczyłam.

    tu link do zdjęć:
    https://www.dropbox.com/scl/fo/6p5jqkft5n2c94h0v018f/h?rlkey=et1i8qywifsw30nc9a8d7cicw&dl=0

Leave a comment