Z wolnej stopy (22)

Zbigniew Milewicz

Urzędowy savoir vivre – rocznik 1922

Pozostaję w latach międzywojennych. Urzędnicy, o których wspominałem we wpisie dwa tygodnie temu, mieli w II RP wysoki status społeczny. Od ich różnych decyzji zależały często losy i byt zwykłych obywateli, dlatego zapobiegliwi wydawcy różnych poradników książkowych starali się oswajać ten skomplikowany świat paragrafów i kto umiał czytać oraz pisać, ten mógł z nich skorzystać.

W drugiej połowie lat 70, myszkując po archiwum jednego z urzędów miejskich na Śląsku, natrafiłem przypadkiem na Podręcznik do nauki pisania pism urzędowych, pióra P. Zychowskiego, wydany nakładem autora w Poznaniu, w roku 1922. Książka leżała na stosie papierów, przeznaczonych na makulaturę, najwyraźniej zaglądano do niej bardzo często, ale była kompletna i kierownik działu nie miał nic przeciwko temu, żebym ją sobie przywłaszczył. W domu okazało się, że natrafiłem na ciekawy dokument epoki sprzed ponad pół wieku, odzwierciedlający obowiązujące wówczas normy językowe, prawne i obyczajowe, o czym później napisałem:

…Do pisania używa się czarnego atramentu, pisać należy czysto, starannie i czytelnie. Żadne pismo nie wygląda gorzej, niż pismo niedbałe, zwłaszcza na pobrudzonym i pomiętym skrawku papieru. Trzeba się postawić w położeniu odbierającego i pomyśleć, czy byłoby nam miło ślęczeć nad otrzymanem pismem, odcyfrowywać mozolnie litery i odgadywać właściwe znaczenie wyrazów, które się dwojako odczytać dadzą. Papier nie powinien być poplamiony. Dlatego dobrze jest umyć przed pisaniem ręce, gdyż nieraz i pot u rąk wystarcza, aby papier potłuścić. Zasypywania piaskiem trzeba ile możności unikać; jeżeli się go zaś używa, trzeba piasek dobrze strzepać. (…)

W każdem piśmie okazywać trzeba grzeczność, która jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Oczywiście, jak każda przesada, tak też i grzeczność przesadzona ma w sobie mniej szczerości, a więcej śmieszności. W zażaleniach wystrzegać się trzeba wszelkich wyrazów obelżywych, ordynarnych wyzwisk, wymyślań, gdyż łatwo można popaść w konflikt z prawem, które w takich razach przewiduje nawet surową karę. Chybi jednak ten, ktoby dla pozyskania względów władzy pragnął użyć do pisania powabnego papieru kolorowego i może go nawet chciał naperfumować. Ta forma jest w pisaniu urzędowem obcą i treści pismu nie doda. (…)

Na początek wzór podania do prezydenta państwa o ułaskawienie od kary więziennej:

Wierząc w wielką dobrotliwość Pana Prezydenta, okazywaną skruszonym winowajcom, ośmielam się udać do niego z prośbą o uwzględnienie następującej sprawy: Wyrokiem tutejszej izby karnej z dnia 5 maja t.r. skazany zostałem za popełnienie napadu na… miesięcy więzienia. Wyrok ten głęboko mnie dotyka, aczkolwiek przyznaję się zupełnie do winy, za którą od czasu popełnienia jej ciężko żałuję. Nie tylko splamiłem moje sumienie i honor uczciwego człowieka, ale niemniej widzę przed sobą okrutną przyszłość, jeśli się do więzienia dostanę. Nigdy dotąd nie byłem karany i gdyby nie rozpaczliwa nędza, która mnie już od długich tygodni męczyła, nigdy nie byłbym się odważył na cudze mienie i osobę. Jak ja teraz będę mógł stanąć w obliczu mojej żony i pięciorga drobnych dzieci, które we mnie widzą swego kochanego ojca i opiekuna?

Najpokorniej przeto proszę, ażeby Pan Prezydent Państwa darować mi raczył wymierzoną karę w drodze nieocenionego ułaskawienia, albo ażeby Pan Prezydent Państwa raczył złagodzić karę na mniejszą. Podpis: Ignacy Biesik, robotnik mieszkający w Poznaniu, Górna Wilda 8. (…)

Gdyby taki Ignacy Biesik nie był dajmy na to włamywaczem, ale nożownikiem, który ze swymi koleżkami o mały figiel nie wysłał na tamten świat pewnego posterunkowego, to poszkodowany, w trosce o własne zdrowie, tak winien prosić swych zwierzchników o przeniesienie go za biurko:

Przed dwoma laty stoczyłem z szajką bandytów, którzy włamali się do obory gospodarza Józefa Chamca w…. i skradli dwa barany, ciężką walkę, podczas której otrzymałem kilka pchnięć nożem w ramię i w bok. Pan Starosta złożył o tem szczegółowe sprawozdanie. Chociaż rany krótko potem się zagoiły, czuję jednak stale, mianowicie podczas uciążliwej służby, że ręka moja jest nieuleczalnie uszkodzona i boleśnie mi słabnie. W ostatnim czasie, a przede wszystkim w czasie słoty, nie mogę sumiennie spełniać ciężkiej służby złączonej z moją stacją w obwodzie liczącym 8 wsi. Ponieważ jednak nie czuję się tak dalece niezdatnym, ażebym żadnej pracy spełniać nie mógł, o czem także orzeka lekarz powiatowy w załączonym poświadczeniu, a również pan przodownik, śmiem niniejszym prosić, by Powiatowa Komenda raczyła mię z mego obecnego stanowiska zwolnić i przydzielić mnie do służby biurowej. Podpis: Posterunkowy Grzegorz Chwacki.

Skoro już jesteśmy przy złym stanie zdrowia, to warto sobie uzmysłowić, że w tamtych czasach zaświadczenie lekarskie nie miało tej mocy urzędowej, co dzisiejszy druk L-4. Ówcześni podwładni, kiedy zmogła ich jakaś dolegliwość, musieli gęsto tłumaczyć się przed swoimi szefami. Pisało się np. tak: Łaskawy Panie! Na Zasadzie załączonego atestu, otrzymanego wczoraj od fizyka powiatowego, widzę się zniewolony prosić jeszcze o dalsze przedłużenie urlopu, ponieważ wyzdrowienie moje niewiele naprzód postąpiło. Nerwy moje mocno ucierpiały i wciąż mi jeszcze dokuczają, chociaż od rana do wieczora przebywam na świeżem powietrzu. Z prawdziwym szacunkiem uniżony Roman Mieliński. (…)

A oto fragmenty budującego pisma ojca do kierownika szkoły, w sprawie nagannego prowadzenia się jego syna:

Szanowny Panie Rektorze! Wiadomość, że Szanowny Pan Rektor nie jest z prowadzenia się mojego syna zadowolony i też być nie może, wielce mnie zasmuciła. Przedłożyłem jemu dzisiaj całą zgrozę jego zgubnego prowadzenia się i wyjaśniłem mu wszelkie smutne konsekwencje, jakie z takiego postępowania niechybnie powstać muszą. Mam nadzieję, że moje ojcowskie upomnienie nie będzie bez skutku i proszę na ten raz Szan. P. Profesora mojemu synowi raczyć przebaczyć i nadal go otaczać swoją cenną opieką (…) jestem przekonany, że syn mój Władysław postąpił źle nie ze złej woli, lecz zbłądził wskutek swej młodzieńczej lekkomyślności. Nagana Szanownego Pana Profesora jest mimo wszystko sprawiedliwa i na miejscu. Proszę z powodu zakomunikowania mi jej, przyjąć moje szczere podziękowanie. Przypuszczam, że i syn mój, gdy dorośnie, będzie umiał ocenić i uszanować wszelkie nauki udzielone mu przez jego profesorów i prawdziwych dobrodziejów. (…)

Bywało, że ktoś pilnie pragnął uzyskać swoje świadectwo urodzenia. Pisał wtedy do plebana:

Wielmożny Księże Proboszczu i Dobrodzieju! W pewnej sądowej sprawie zażądano odemnie nadesłania świadectwa urodzenia. Upraszam zatem, ażebyś mi W. Ksiądz Dobrodziej raczył je nadesłać, a ja po jego odebraniu odwrotną pocztą odeślę żądaną należytość. Dla ułatwienia w wyszukiwaniu w księgach kościelnych mej metryki nadmieniam, że urodziłem się r. 1872 dnia 24 sierpnia. Ojciec mój był we wsi, w której obecnie W. Ksiądz Dobrodziej pełnisz duszpasterstwo, rządcą u hrabiego M., który wraz ze swoją krewną bratanką Pelagią Czarnecką trzymał mnie do chrztu.

Wyczekując rychłego spełnienia mej prośby zostaję Wielmożnego Księdza Proboszcza Dobrodzieja najniższym sługą – Ludwik Kowalski.

Popatrzmy jeszcze, jak to usprawiedliwiali się niegdyś przed swoimi zwierzchnikami urzędnicy policyjni:

Do Magistratu, Dekretem z dnia 12 marca br. zostałem ustanowiony w mieście Brodach, jako niższy policyjny urzędnik. Składam za ten dowód zaufania uniżone podziękowanie i przyrzekam, że będę zawsze się pilnie stosować do poleceń mej przełożonej Władzy, nie zboczę na krok z drogi obowiązku. Oczerniono mnie jednak, jakobym się upijał. To fałsz. Prawda, że po skończonej służbie lubię się zabawić z porządnymi ludźmi w jakiej przyzwoitej oberży, ale nigdy mi się nie zdarzyło, abym był pijany, choć przyznaję, że czasem jestem wesoły. Nigdy przecież nie tknę się ani kieliszka wódki podczas godzin służbowych. I największy mój nieprzyjaciel nie uczyni mi tego zarzutu, bo nie mógłby stawić na to dowodów. (…)

Na zakończenie, pozostając przy policyjnym temacie, wzór raportu posterunkowego o dokonanym włamaniu:

Dzisiaj w południe dokonano kradzieży, przez włamanie się do mieszkania urzędnika magistrackiego A.B. Złodziej wydusił szybę w oknie w kuchni i otworzywszy je wszedł do mieszkania. Wskutek szelestu zauważono w pokoju mieszkalnym, że ktoś po kuchni chodzi i gdy B. do kuchni zajrzał, ażeby się przekonać, co się dzieje, złodziej prędko umknął znowu oknem, zabrawszy 2 surowe szynki. Chociaż natychmiast zaczęto go ścigać przy pomocy skotarza W. pasącego w pobliżu owce, nie było można go dogonić. Miał mniej więcej 35 lat, blond włosy i blond mały wąsik. Miał też okulary, na głowie krymkową czapkę, czarny paletot i zielonkawą, płócienną torebkę w ręku. Po drodze, w pobliżu szopy sikawkowej, zgubił chustkę z monogramem, która jedynie służyć może jako ślad w dochodzeniach osobistości sprawcy. G.A., posterunkowy.”

Od publikacji tego tekstu minęło już ponad czterdzieści lat, podręcznikowi P. Zychowskiego, który nadal stoi na mojej bibliotecznej półce niedługo stuknie setka. Może skorzystają z niego kiedyś jeszcze moje wnuki, nie pod kątem językowym oczywiście, bo język, którym mówimy i w którym piszemy zmienia się ustawicznie, ale względem różnych, uniwersalnych prawd, które książka ta zawiera. Takich na przykład, żeby nie włamywać się do mieszkania w czasie obecności gospodarzy, bo dwie szynki to marny łup, chyba, że złodziej długo niczego nie jadł. Surowa szynka po ugotowaniu jest bardzo smaczna, ale można nie zdążyć jej zjeść, jeżeli posterunkowy rzeczywiście nie popija na służbie, tylko pilnie stosuje się do poleceń swojej przełożonej Władzy. Swoją drogą, jak pięknie o niej kiedyś mówiono, aż łza się w oku kręci.

1 thought on “Z wolnej stopy (22)”

  1. Dziś bawi ten dziwny, skomplikowany język kontaktu z urzędnikiem. Przed jednak ca. stu laty obowiązywał jeszcze styl wyrażający szacunek do instytucji państwowych, zaliczanych tradycyjnie do najwyższej kategorii w dzielonym na klasy społeczeństwie. Przynależność tę dokumentowało okazywanie wzajemnego szacunku przez odpowiednie słownictwo i zachowanie. Dzięki Bogu żyjemy już w społeczeństwie bezklasowym, ale czy ich likwidacja musiała doprowadzić do zaniku tych dobrych tradycji i dziś niestety często zauważanego “schamienia” języka ? Dzięki autorowi za wykrycie tego “białego kruka”.

Leave a Reply to Maria Mayerhöfer - Trzeciak Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.