Life ain’t always beautiful
Sometimes it’s just plain hard
Life can knock you down
It can break your heart.
Life ain’t always beautiful
You think you’re on your way
And it’s just a dead end road
At the end of the day.
Życie nie zawsze jest piękne,
Czasami jest ciężkie,
Potrafi zadać cios
Albo złamać serce
Życie nie zawsze jest piękne
Zdaje ci się, że idziesz dobrą drogą,
A na jej końcu dociera do ciebie,
Że była tylko ślepą ulicą
Gary Allan, Life ain’t always beautiful
Joanna Trümner
Kompromis
W kilka dni po niespodziewannej wizycie Emmy dyrektor wezwał go na rozmowę do gabinetu. „Dotarły do mnie bardzo niepokojące informacje”, rozpoczął rozmowę, patrząc przenikliwie na Stuarta. „Na pewno domyśla się Pan, o co chodzi. Czy ma mi Pan coś do powiedzenia?”, zapytał. Stuart przez chwilę szukał właściwych słów. „Przed kilkoma dniami jedna z uczennic końcowej klasy, Emma odwiedziła mnie niespodziewanie w domu. Nie wiem skąd znała mój adres. Bardzo zależało jej na poprawieniu oceny na świadectwie. Tak bardzo, że gotowa była się ze mną przespać”. „Dlaczego mnie Pan natychmiast nie poinformował?”, zapytał dyrektor z wyrzutem. „Bo nic się nie stało, wyprosiłem ją błyskawicznie za drzwi i nie wdawałem się w żadne dyskusje”, odpowiedział Stuart. „,Emma przedstawia sytuację zupełnie inaczej. Twierdzi, że Pan zaproponował jej spotkanie u siebie w domu i obiecał, że dostanie szansę na ustne poprawienie oceny. Miała do Pana całkowite zaufanie, tymczasem Pan zaczął ją szantażować i zmusił do rozebrania. W ostatniej chwili udało jej się uciec. Emma jest teraz szoku i przez najbliższy tydzień zostanie w domu”, poinformował dyrektor.
„Co za stek bzdur, jedno wielkie kłamstwo! Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił”, powiedział Stuart podniesionym głosem. W tej samej chwili zdał sobie sprawę, że sytuacja, w jakiej się znalazł i którą do tej pory traktował jak szczeniacki wybryk dojrzewającej nastolatki, może kosztować go miejsce pracy i, co gorsza, opinię. Nie miał świadków zajścia i nic nie przemawiało na jego korzyść. Po minie dyrektora widać było, że i dla niego rozmowa jest niezręczna i nieprzyjemna. „Przez dwadzieścia lat pracy nie miałem tego typu incydentu w szkole, nie bardzo wiem, co z tym dalej robić”, przyznał się. „Na razie proszę, żeby Pan poszedł na tygodniowy bezpłatny urlop. W międzyczasie postaram się do końca wyjaśnić sytuację i podjąć dalsze decyzje”.
Stuart wrócił do domu w fatalnym nastroju. Bezskutecznie próbował walczyć z rezygnacją i rosnącym uczuciem upokorzenia i niesprawiedliwości. Nie bał się stracić pracy, od dawna wiedział, że nadszedł czas na podjęcie w życiu radykalnej zmiany. Od tygodni nieustannie myślał o powrocie do muzyki. Brakowało mu kontaktu z publicznością i poczucia wolności, które towarzyszyło mu na trasach koncertowych. Monotonię codziennej pracy chętnie zastąpiłby znowu wędrówką z miejsca na miejsce, poznawaniem świata i ludzi. Najchętniej jeszcze dzisiaj napisałby wypowiedzenie i zrezygnował z dalszej pracy w szkole. Przytłaczała go jednak świadomość, że rezygnacja z pracy akurat teraz byłaby równoznaczna z przyznaniem się do winy.
„Muszę to przeczekać, wytrzymać, nie mogę pozwolić, żeby wygrała obrzydliwa intryga wyrachowanej smarkuli. Będę się bronił, nawet, gdyby miało się to skończyć w sądzie”, pomyślał i zaczął rozglądać się po kuchni w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Jego wzrok zatrzymał się na przypiętym magnesem do lodówki zdjęciu klasy, która do niedawna była jego ulubioną klasą w szkole. Bez trudu rozpoznał na fotografii śliczną, nieśmiale uśmiechającą się Emmę. „Ze mną się tak nie postępuje!”, powiedział głośno, wpatrując się w jej twarz. Przypomniał sobie zdjęcie ślubne Eve w założonym przez matkę albumie. Ze zdumieniem zobaczył wtedy, że ze zrobionego przez fotografa zdjęcia pary młodej matka wycięła twarz Williama. Zrobiła to z wielką precyzją. Patrząc na puste miejsce na ślubnej fotografii siostry Stuart zrozumiał, że matka w ten sposób chciała wymazać na zawsze obecność zięcia w życiu rodziny. Na wspomnienie absurdalnego, opowiadającego połowę prawdy zdjęcia w albumie rodzinnym uśmiechnął się pod nosem. W chwilę później wyjął nożyczki z szuflady i wyciął twarz Emmy. Wrzucając ścinki do kosza od śmieci poczuł ulgę.
W kilka dni później zadzwonił dyrektor szkoły. „W poniedziałek zaczyna Pan lekcje od ósmej, pani Billings złamała rękę”, powiedział lapidarnie. „Żadnego „przepraszam”, pomyślał Stuart odkładając słuchawkę, „żadnego przykro mi, że Pana podejrzewałem, wszystko się wyjaśniło”.
Poczuł się bardzo samotny. Przez chwilę myślał o tym, żeby zadzwonić do Briana. „Dawno z nim nie rozmawiałem, ale on od razu wyczuje, że coś jest nie tak. Nie chcę żeby myślał, że odzywam się tylko wtedy, kiedy mam problemy.” Po chwili namysłu wykręcił numer Toma, w tle usłyszał głośny płacz dziecka. „Może mógłbym ci jakoś pomóc, mam kilka dni wolnych w szkole”, powiedział, przemilczając powód przerwy w pracy. „Z nieba mi spadłeś”, odpowiedział Tom. „Jadę do Rity do szpitala, mała drze się w niebogłosy, a mama ma straszną migrenę. Super by było, gdybyś wyszedł z Emily na spacer do parku.” Niedługo potem Stuart odbierał Emily z rąk matki Toma. „To twój wujek, Stuart”, powiedział Tom do niemowlęcia, które w międzyczasie zasnęło, zmęczone długim płaczem. Stuart ze wzruszeniem przyglądał się malutkim palcom, noskowi i buzi dziecka.
Podczas spaceru w parku mała spała tak mocno, że Stuart kilkakrotnie zatrzymywał wózek i pochylał się i sprawdzał, czy Emily oddycha. Po dwóch godzinach wrócił do domu Toma. W momencie, gdy wchodził do domu, dziewczynka obudziła się i zaczęła płakać. „Na pewno jest głodna”, powiedziała matka Toma. Wyjęła dziecko z wózka i uśmiechnęła się do Stuarta z wdzięcznością: „Dziękuję za chwilę spokoju”.
W poniedziałek dyrektor czekał na niego po lekcjach na korytarzu. „Chciałem z Panem porozmawiać, chodźmy do mnie do gabinetu”, powiedział. „Po wielu rozmowach z Emmą i jej rodzicami udało się nam znaleźć kompromis. Nikt oprócz Pana i Emmy nie wie, co naprawdę między wami zaszło. Ona zaczęła się plątać w swojej relacji, podejrzewam, że nie mówi prawdy, ale nie możemy tego udowodnić bez szkody dla szkoły. Długo zastanawiałem się nad sensownym rozwiązaniem. Zdecydowałem, że Pan będzie nadal u nas pracował, a Emmie damy na świadectwie ocenę „dostateczną” z matematyki. W ten sposób sprawa zostanie raz na zawsze zamknięta”. „No chyba nie myśli, że ja tą ocenę wystawię”, pomyślał Stuart, żeby po chwili zdać sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia. „Zgadzam się”, powiedział i pożegnał się z dyrektorem. „Więc smarkata postawiła na swoim”, myślał wracając do domu. „Nie ma nic gorszego niż kompromisy”.
W godzinę później w domu nalał sobie dużą szklankę whisky. Po raz pierwszy od dawna chciał się upić i zapomnieć o wydarzeniach ostatnich tygodni. Z każdą kroplą wypitego alkoholu rosła w nim złość. „Życie potrafi być paskudne. Nasza piękna Emma wygrała, osiągnęła swój cel. Jej metoda na życie okazała się skuteczna”, myślał z żalem. Coraz mocniej dręczyło go zmęczenie i zniechęcenie. „Nie nadaję się do tych cholernych zależności, powinienem rzucić szkołę i wrócić do muzyki. Na razie muszę po prostu wytrzymać, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, pół roku, rok, a potem możecie mnie wszyscy…” O północy chwiejnym krokiem poszedł spać.
Kładąc się do łóżka nie odczuwał samotności. Rysowała się przed nim wyraźnie wizja kolejnych miesięcy. Po wakacjach, podczas których odwiedzi Kate w Berlinie, wróci do pracy w szkole. Cały czas wolny poświęci na odszukiwaniu i nawiązywaniu kontaktów i pisaniu nowych utworów. „Tym razem lepiej się przygotuję”, czuł, że wszystko powoli znowu nabiera sensu.
Po godzinie z głębokiego snu wyrwał go telefon. W słuchawce od razu rozpoznał głos Iana. „Tu twój stary przyjaciel, za tydzień będę w Sydney, mogę się na jakiś czas u ciebie zatrzymać?” Ian chciał wrócić na stałe do Australii. „No problem, stary, dom jest duży, już kilka razy mieszkaliśmy razem”, odpowiedział. Cieszył się, że skończy się jego samotność. „Trzeba mu dać szansę, ludzie się przecież zmieniają”, myślał, próbując ignorować to, czego nie tak znowu dawno dowiedział się na lotnisku od Ann.
Cdn
