Katarzyna Kulikowska
Wiersze i rysunki z cyklu “Świat zawieszony na drzewie”
Otwieram stary kalendarz
Tam wyobraźnia śpi w obrazkach
Sny biegają po kartkach
Krajobrazy wierszy przenoszą mnie
Poza zasięg rzeczywistości
Dziecinna gra wije się niczym wąż
Marzec jest dziennikiem
Głos opowiadań mówi o codzienności
Staruszek kalendarz odczuwa
Każdym miesiącem moją obecność
Kwiaty z kalendarza
Kwiaty z kalendarza wyszły na ławeczkę
ukwieciły drewnianą deskę
mrużąc senne płatki
zamknęły się w szklanej pułapce
W moim wnętrzu padał deszcz
Z ulewy wyłoniła się Wenecja
Spacerowałam weneckimi uliczkami
Poszukiwałam w kamieniczkach
horyzontów słońca
Znalazłam tylko mokre
ściany pokoju
Anioł
Pojawiam się w obłoku światła
Moje skrzydła falują
Mój uśmiech jaśnieje w ciemnościach
Moje oczy są pełne miłosierdzia
Gdy mówię gołębica nadlatuje
Rozpływam się w świetle
Gołębica odlatuje
Zostaje tylko słowo
Śnieżne płatki niczym gwiazdki
rozświetlają noc
Jabłoń stroi się w białą sukienkę
Dom stoi zanurzony w śniegu
Za oknem lampka oświetla pokój
promieniując złotem
W kącie stoi choinka w bombkach,
dzwonkach, orzechach i piernikach
Rodzina siedzi przy świątecznym stole
Zapach choinki daje wrażenie
przebywania w lesie
Powietrze pachnie miłością
Dom śpiewa kolędę
Nagle rodzinie wyrastają skrzydła
Aureole świecą nad głowami
Bóg patrzy przez okno i uśmiecha się.
Niebo w szafce
Mężczyzna wymyśla sobie niebo
w szafce
Mieszka tam
Płaszcze są aniołami o skrzydłach
pachnących lawendą
Anioły w kieszeniach noszą małe
planety i papierowe ptaki
Mężczyzna słyszy nagle głos
kobiety
„Wyjdź, kochanie, z szafki”
Ziemia czeka na Ciebie
* cytat z Sylwii Plath
Dziewczyna w turkusowym westchnieniu lata
całuje usta zachodzącego słońca
Wie że kocha swoje marzenia
lecz nie może odejść od siebie
Przechadza się promenadą i
rozpływa w morzu
Obłąkana słuchała
swoich głosów
jak skarg dzieci krzyczących jedno
przez drugie
Chciała je uspokoić jak morze w czasie
sztormu
ale tylko Bóg ma prawo rozkazywać
morzu a ono rozstąpi się
Walcząc ze sztormem umarła
przeszyta krzykiem dzieci
niczym włócznią
Mikroskop marzeń
Na strunach traw
jak na gitarze spokój gra
wachlarzem gałęzi chłodzi wiatr
Oryginalny patchwork
przysłania niebo
Zielone powietrze oddycha
Pozłacane nici na kontrabasie
kurza łapka prowadzi
do mikroskopu marzeń
Sen błyska i znika
Niczym świetlik
Tylko ciemność rozumie
Jego wieczną tułaczkę
Po ornamencie nocy.
Skazany na ciszę
Głuchoniemy usiłuje przejść
przez próg własnej głuchoty
Otworzyć uszy zamknięte na kłódkę
Schwytać uciekające dźwięki
Nie może, więc poszukuje klucza
do jestem
i uczy się być
Introwertyk
Mam w sobie świat, który boli
Odczuwam każde słowo jak atak szpilek
Milczenie jak grad kamieni
Oddycham z bólem jakbym rodził krew
Zjadany przez węże myśli zmniejszam się
o istnienie
Kiedyś nastąpi ciąg dalszy





