Poniedziałek.
Katarzyna Krenz
z cyklu
Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci
Castelo de Vide, Convento de São Francisco
zdjęcia Jacek Dominiczak
3.
Abílio: Złamana łyżeczka
Tutaj wysoko w chmurach
żyją drzewa i ludzie, jak wszędzie.
Zegary jasnych dni i klepsydry nocy
kruszą się pod wahadłem czasu tak samo
jak u was na nizinach, a metalowe serca
dzwonów na wieży biją w rytmie
naszej i waszej wiary. Gdy nadchodzi
pora słońca,
gaje eukaliptusów, oliwek i pinii
zaczynają płonąć. Wtedy
nawet dno rzeki usycha z pragnienia
i domy rozpływają się, zemdlone,
w drżących smugach dymu.
Co rano słychać, jak bose stopy
biegną w popłochu, na oślep. Wody!
Lecz gdy wody zabraknie, pozostaje
już tylko słońce. I ogień. Poparzone ręce
przywierają do pustej konwi; odtąd
nawet cyna i kamień, i noc bez księżyca
będą się żarzyć, gotowe w każdej chwili
wzniecić płomień nienawiści.
W porze suszy
nasze noce są krótkie. Nikt w klasztorze
nie śpi. Czas odmierzamy oddechami,
które są szybkie i pełne niepokoju. Gorące
jak krew. Wczoraj, wychodząc z refektarza,
zauważyłem na podłodze złamaną łyżeczkę.
Jakby spała. Albo, mała i pokorna,
czekała na akt miłosierdzia.
W porze ognia nie ma u nas nic pewnego
ani trwałego – któż uwierzy,
że kiedyś kwitły tu róże? Bóg milczy,
a może to syk płomieni głuszy
jego głos. Bicie dzwonów na trwogę
niesie się tu wyżej i dalej niż tam u was
na nizinach, pośród łąk i mokrych łęgów.



Podoba mi się metaforyka tekstu. Jest nieoczywista i zakreśla ciekawe przestrzenie.