Wiersze o wszystkim po trosze

Teresa Rudolf

Młodość Jeremiego, kiedyś…

O miłości, 
o szczęściu
o dobrym losie,
nie mów do mnie,

dajmy życiu szansę;
by uczyło dobrego losu, 
lub umiejętnie oszukiwać,
by nie wiedzieć, kto winny,

kto głupi, kto zarozumiały, 
kto pusty, kto oszukany
potrafi też już kłamać
mówiąc o Szczęściu,

Tęsknocie…
Miłości… 
Dobrym
Życiu…

Niezwykła, szalona miłość Lata

Zakochało się 
Lato bez pamięci
w uciekającej boso 
przepięknej Wiośnie.

Spalała ta miłość szalona 
kolorowe serce z kwiatów,
a swoją tęsknotą nadzieję
zieloną zamieniła w popiół.

Na powrót tejże Wiosny,
czekało to tęskniące Lato,
I Ogień w Wodę zamienilo,
łzami słonymi zatapiając…

…Ziemię płaczącą 
z nim… 

Serce w nowiu (1)

Agnieszka Wesołowska

Idę z nowymi wierszami. Przerwę miałam bardzo długą, a tym samym doświadczenie niepisania (lub może nieutrwalania tego, co dzieje się na pograniczu światów wewnętrznych i zewnętrznych).
Chyba są to wiersze trochę inne. Pisałam je w niezwykłym dla mnie roku, w niezwykłym również stanie ducha.
Część tych tekstów powstała w Warszawie, a mój pobyt w stolicy możliwy był dzięki kilku osobom. Trochę postanowiłam poszukać sprzyjających okoliczności i zmiany. A trochę – mam wrażenie – los zaczął rozdawać karty, których użył kiedyś w innej konfiguracji.
Nic nie dzieje się zupełnie samo, choć może czasem tak to trochę wygląda. Ani to przypadek, ani przeznaczenie. Trzeba się niekiedy ruszyć i porozglądać się za czymś ważnym. A do ludzi zawsze miałam szczęście 🙂

PS od Adminki: O wierszach Agnieszki Wesołowskiej pisałam TU.

Serduszko blond

I.

Szmaragdowe światło
XXXXXXXXXXwrześniowej rozkoszy.
Rozprasza się lato.
XXXXXXXXXXPo cichu mnie prosisz

by się nieskończoność
XXXXXXXXXXwplątała we włosy.
I żeby ochrzczono
XXXXXXXXXXsłodkie krople rosy.

XXXXXXXXXX REF: Serduszko blond
XXXXXXXXXX uderza w ton
XXXXXXXXXXw szmer tarantuli.
XXXXXXXXXXLecz czarny welon
XXXXXXXXXXto byłby błąd…
XXXXXXXXXXLapis lazuli

II.

Starzeje się słońce
XXXXXXXXXXprzez miłość niewielką,
bezbarwne miesiące
XXXXXXXXXXoddają mu piękno.

Ziemia wiedzie siebie
XXXXXXXXXXsamą na gościniec,
najcichszym strumieniem
XXXXXXXXXXmówi że nie minie.

XXXXXXXXXXREF: Serduszko blond
XXXXXXXXXX

III.

Jeszcze to co lubisz
XXXXXXXXXXparuje znad blatu,
tak jakby się Jowisz
XXXXXXXXXXchciał objawić światu.
Nieulotna chwila
XXXXXXXXXXbierze nas w obronę,
niebo się przechyla
XXXXXXXXXXznowu w naszą stronę

Piosnka

Wiatr przewraca się, potyka,
XXXXXXXXXXnie dowieje,
póki nie nauczymy się
XXXXXXXXXXstepu ziemi.

Staccato, którym stąpamy
XXXXXXXXXXjest chwiejne,
gdy szukamy kroku do słońc
XXXXXXXXXXnaszych cieni.

Przywiało nas tu świstanie
XXXXXXXXXXtego ognia,
co to leciał razem z wiatrem.
XXXXXXXXXXTrochę ostygł.

A stare dobre kawałki
XXXXXXXXXXjak przeciągi.
Tango czy disco latino
XXXXXXXXXXsą jak mosty.

Wielka miłość spakowana,
XXXXXXXXXXjuż w pudełku.
Jak bezsensy, bo pojąć ich
XXXXXXXXXXnie umiemy.

Te cukierki znalezione
XXXXXXXXXXgdzieś na rynku…
Płakać przecież nie wypada
XXXXXXXXXXza nimi.

Piosenka o nadziei

Mgła znów zatyka nam uszy
byśmy niknęli bardziej
niż w gęstej i słonej ciszy
wybrzeże tonie co dzień

Mówiłam ci że nie umiem
patrzeć na zimny zachód
gdy port odpływa w całunie
orzechowego piachu

Rozstanie znów nie wychodzi
przez żadne drzwi do nieba
zachód będzie już zawsze
w miejscu takim jak trzeba

Doprawdy akurat teraz
musiała zrodzić się tu
ta pierwsza ludzka mewa
co skrzeczy nasz duszny ból

Zawsze będę cię wołać
każdym przesmykiem w gardle
wiesz jak się chodzi dokoła
kiedy iść prosto jest źle

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (1)

Viator


Forza Italia!

Już od wczesnej młodości, od kiedy tylko zaczął czytać o dalekich krainach i śnić o podróżach do nich, pragnął gorąco Viator odwiedzić słoneczną Italię. Długo plany te pozostały marzeniami: najpierw nie było można, bo komuna. Potem nie było za co, bo studia i wchodzenie w życie rodzinne tudzież zawodowe. Jeszcze później nie było czasu, bo tak się jakoś to życie rodzinne i zawodowe rozwijało. Gdy zaś już było można, było za co, a i czas się znalazł, priorytet otrzymała nie słoneczna Italia, ale słodka Francja. Dopiero po kilku latach intensywnej eksploracji kraju Gallów i po po nasyceniu się tymże zgłębianiem, przyszedł czas na kolejne, jak to mówią, destynacje. I oto na przełomie sierpnia i września, w drugim swego życia półwieczu, ruszył Viator ku Półwyspowi Apenińskiemu.


Gwoli ścisłości: to nie pierwsze spotkanie. Wędrowiec odwiedził już Włochy trzy lata temu. Tyle, że nie była to wówczas wizyta z prawdziwego zdarzenia, ale raczej naskórkowy kontakt w okamgnieniu. Muśnięcie zaledwie. Tylko jeden dzień (no, bądźmy precyzyjni – półtorej doby), en passant doliną Padu: z austriackiego Innsbrucka do francuskiego Briançon. Choć, trzeba to przyznać, nawet to okamgnienie zaostrzyło apetyt i zachęciło do sięgnięcia po więcej: Werona, Mantua, Cremona, Pawia oraz maleńkie piemonckie Pinerolo. Kolejna wizyta stała się tylko kwestią czasu.

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (1)”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (11). Od króla do hetmana.

Roman Brodowski (Brom)

Na mocy zawartej Unii zarówno polska jak i litewska arystokracja otrzymała prawo do swobodnego przemieszczania się po całej Rzeczypospolitej, do kupowania bez ograniczeń ziemi na całym obszarze Rzeczypospolitej, natomiast wszelkie prawa litewskich magnatów ( bojarów) jak też i szlachty, zrównane zostały z prawami jakie posiadali polscy włodarze w Koronie. Szlachta litewska otrzymała między innymi przywilej brania udziału w obradach polskiego, połączonego sejmu, a więc prawo współdecydowania o losach Rzeczypospolitej, jak też prawo wyboru Elekta.
Co ważne, Rusinom zamieszkującym Rzeczpospolitą, zarówno tym na ziemiach litewskich jak i w Koronie, zagwarantowano prawo do swobodnego posługiwania się ich językiem, tak na ulicy, jak i w urzędach.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (11). Od króla do hetmana.”

Sezon ogórkowy

Lato się definitywnie skończyło, już nawet prasa podała, że mamy zabierać ze sobą kurtki, bo nawet jak przez chwilę jest słonecznie, to zaraz i tak będzie zimno. Jeszcze w zeszłym tygodniu był koszmarny upał i lato hulało, a jak lato, to próbuję zdążyć przed jego końcem z… ogórkami. W zeszłym roku Ela pisała o ogórkach małosolnych, teraz ja znalazłam ogórki na pierwszej stronie dziennika Berliner Zeitung (i proszę nie mylić z brukowym BZ).

Tytuł jest świetny: Kryzys ogórkowy na Islandii, i podtytuł: Logan Moffitt wiralnie prezentuje się z warzywem.

Continue reading “Sezon ogórkowy”

Ela i Don Kichot, czyli czego się dowiadujemy dzięki pewnej pocztówce

Poudre et Cigarettes d’Abyssinie Exibard

czyli proszki i papierosy abisyńskie nadzwyczaj skuteczne przeciw astmie, produkowane w laboratorium H. Ferré, Blottiére & Cie (to Cie znaczy compagne – spółka), w Paryżu na ulicy Richelieu 28. Tam też ok. roku 1913 wydawano serię kartek reklamowych, z których jedną, tę z Don Kichotem, dostałam na urodziny od Eli Kargol:


Continue reading “Ela i Don Kichot, czyli czego się dowiadujemy dzięki pewnej pocztówce”

Samotny myśliwy 10

Katarzyna Krenz

jesienne mgly 006E

Foto Autorka: Poranne mgły

10. Rysunek na piasku

Obraz rozbrzmiewał wiatrem:
fale płaszczyzn i plam barwnych
prowadziły po przekątnej w głąb,
by tam zgodnie uderzyć w struny
wzroku. To był dobry znak, który

mówił mu, że ucieczka z tej bezludnej
wyspy była możliwa. Aby tak się stało,
obraz musiał ożyć. Farba i płótno?
To ziemia, woda i powietrze. Tak było.
I teraz tak musiało być – jak dawniej.

Wyspa to wiedziała, była jak otwarta paleta.
dlatego pozwolił jej stąpać przez sepię
jałowego ugoru. Twarda bruzda
zasychała szybko, utrwalona werniksem z
morskiej soli. Dzięki temu zachowa

na zawsze pamięć kształtu, połączy
ukryty genotyp ziarna i kłącza, popiołu
i kamienia. Nie dopuści do odkształceń
w wyniku jego nieostrożnej decyzji. On
wahał się, lecz mimo to zrobił następny krok.

Chyląc głowę pod niebem z ołowiu,
przeszedł suchą stopą na drugi brzeg
płótna. Nawet jeśli ziemia miałaby
otworzyć krater wulkanu, a morze
zamknąć mu drogę odwrotu – nie cofnął się.

Szedł tam z tęsknoty za dawnym światem,
lecz wiodła go także ciekawość odkrywcy:
zapragnął jako pierwszy dotknąć horyzontu,
przekroczyć ciemną grań samotności. I żyć dalej.

C. / 14.05.2011

Magnolia, magnolia…

Agata Koch

W 1874 roku Czetwertyńscy wybudowali w Milanowie przyfolwarczną szkołę, do której uczęszczały również dzieci z okolicznych wsi, powołali do życia i wyposażyli Ochotniczą Straż Pożarną, wspierali założoną przez mieszkańców Milanowa orkiestrę dętą oraz amatorski teatr. Włodzimierz Czetwertyński pełnił wiele funkcji publicznych. Maria Wanda Czetwertyńska hojnie wspierała inicjatywy społeczne, skierowane w szczególności do kobiet i dzieci.

Książę Włodzimierz był miłośnikiem przyrody, bibliofilem, interesował się również literaturą i sztuką. Toteż w dworze znalazło się pomieszczenie na oranżerię, bibliotekę, galerię obrazów oraz archiwum rodzinne.

Continue reading “Magnolia, magnolia…”