Małą Mi do Berlina, czyli o seksie, wolności i flagach

Wczoraj publikowałam tu włoski artykuł o tym, że nie mamy już Europy, nie mamy wspólnej europejskiej flagi, flagi w tym sensie, w jakim flaga jakiegoś narodu, symbolicznie go jednoczy w chwili niebezpieczeństwa. Ela, pisząc kilka dni temu o wieńcach ku czci powstańców wielkopolskich, wyraziła nadzieję, że jak dojdzie do niebezpieczeństwa, wszyscy staną wspólnie pod tą jedną flagą, tak jak wspólnie, ci z lewa, ci z prawa i ci ze środka, złożyli “ku czci” identyczne ozdobione flagami wieńce.

Autor jednak, podobnie jak Paulo Rumiz, sugeruje, że się nie da, że flaga NA Pałacu Prezydenta i flaga Pałacu Prezydenta to dwie różne flagi i ich różność nas poróżnia.

Dziś ciąg dalszy tych rozważań:

Continue reading “Małą Mi do Berlina, czyli o seksie, wolności i flagach”

Faul w polu karnym (ciąg dalszy rozważań o wolności i życiu seksualnym kajakarzy)

Admin: Z przyjemnością stwierdzam, że wpisy na temat wolności, życia seksualnego kajakarzy i podróży Małą Mi do Berlina zaczynają jako żywo przypominać słynny cykl audycji radiowych niejakiego Jana T. Stanisławskiego, profesora mniemanologii stosowanej pt. O wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia (lub na odwrót).

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Jestem po lekturze broszurki Timothy Snydera O tyranii i przypomina mi się zdarzenie ze szkoły podstawowej, w której uczyłem matematyki. Michała, ucznia piątej klasy pozbywały się różne szkoły i w końcu trafił do naszej.  Nie dziwię się, miałem z nim dużo kłopotów.

Michał rzucił z drugiego piętra na dziewczyny woreczek, do którego wcześniej nasikał. Wszyscy nauczyciele byli oburzeni, a wychowawczyni wpisała mu do dziennika sto punktów karnych. To była jedyna kara, jaką mogła mu wymierzyć. Wracając do Snydera, narzędzia jakimi dysponuje  demokracja w walce z tyranią, bardzo przypominają mi te sto punktów wpisanych do dzienniczka Michałowi. Nie wróży to nic dobrego.

1 stycznia 2026 roku o godzinie 12.00 z pałacu prezydenckiego została zdjęta flaga, zastąpiona inną flagą biało-czerwoną.  Te inne flagi będą co sobotę zdejmowane i zastępowane następnymi. Te inne flagi nie są flagami pałacu prezydenckiego, bo co innego flaga pałacu prezydenta, a co innego flaga NA pałacu. To są zasady etykiety flagowej. Skoro na pałacu prezydenta nie ma flagi pałacu prezydenta to znaczy, że w pałacu nie ma prezydenta. O tym też mówi etykieta flagowa. A skoro nie ma prezydenta to kim jest Karol Nawrocki i co tam robi?

Jak oddział straci flagę lub proporzec, to nie szyje się nowej flagi, tylko rozwiązuje oddział. O tym mówi kodeks honorowy.

Te inne flagi mają być następnie przekazywane jakimś organizacjom. Obawiam się, że będą dzielić Polaków. Jest zbyt dużo flag, które dzielą Polaków, a nie ma flagi, która łączy. 

Gdyby Trump porwał flagę Wenezueli zamiast Nikolasa Maduro, to mógłby negocjować wymianę flagi na nagrodę Nobla z Marią Corina Machado, a  tak nie ma żadnej karty w ręku, bo Maduro nie ma dla niej  żadnej wartości.

Myślę, że historia flagi pałacu prezydenckiego w Warszawie się dopiero zaczyna.

PS od Adminki: Myślałam, że Autor żartuje, ale nie, bo oto:

Mała Mi na Nowy Rok

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

SABAT CZAROWNIC  NA CZARCIEJ GÓRZE

Dla mnie najważniejszym wydarzeniem tego roku była wyprawa MAŁĄ MI do Berlina.  Celem był Sabat Czarownic, woreczek foliowy na drzewie i spotkanie literackie w  SprachCafe. Z woreczkiem się udało, na spotkaniu literackim w SprachCafe byłem. Tylko z tym Sabatem Czarownic jakoś się nie ułożyło. Chyba, że coś przeoczyłem. Z listem  polecającym od Ewy Marii  trafiłem na piknik organizowany przez Stowarzyszenie “Oświata” i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy w Berlinie. Przeglądając zdjęcia i filmy szczególnie te z ukrycia, zaczynam coś podejrzewać.

Continue reading “Mała Mi na Nowy Rok”

Małą Mi tam i z powrotem, czyli o seksie i wolności, i o wszystkim innym

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Próbując odpowiedzieć na pytanie czy Dekalog to to samo co dziesięć przykazań, zajrzałem jeszcze raz do Encykliki  Redemptor homilis Jana Pawła II i znalazłem  tam takie słowa:
“Musi przeto zrodzić się pytanie, na jakiej drodze owa dana człowiekowi od początku władza, mocą której miał czynić ziemię sobie poddaną (por. Rdz 1, 28), obraca się przeciwko człowiekowi, wywołując zrozumiały stan niepokoju, świadomego czy też podświadomego lęku, poczucie zagrożenia, które na różne sposoby udziela się współczesnej rodzinie ludzkiej i w różnych postaciach się ujawnia.”
Jak to na jakiej drodze? Na drodze postępu cywilizacyjnego. Tu nie ma wątpliwości. Ale dlaczego? I czy jest inna droga? O dwóch drogach mówią dwa poematy o tym samym tytule ” Peri physeos “. Autorami byli – Heraklit i Parmenides. Dla pierwszego istnieje tylko to, co widzimy i co trwa w wiecznym ruchu, słynne Pantha rei. Dla drugiego istnieje tylko to, czego nie widzimy, bo jest nieruchome i dostępne  jedynie umysłem. A to, co widzimy, cała ta zmieniająca się rzeczywistość, to tylko iluzja. Fizyka poszła drogą Heraklita,  bo jest oczywista,  a  za fizyką cały świat.  Droga Parmenidesa nigdy nie wyszła poza obręb filozoficznych spekulacji. A szkoda, bo jakby się dobrze przyjrzeć, to można by zobaczyć, że są dwa sposoby czynienia ziemi sobie poddaną – dobry i zły. I o tym mówią dwie strony Dekalogu. Wybraliśmy tę czarną, niereformowalną,  opartą na fizyce zdarzeń powtarzalnych, a przez to podatnych na nadużycia, jak np. demokratyczne wybory. Zlekceważyliśmy drugą drogę, opartą na fizyce zdarzeń jednorazowych, nazywanych niesłusznie zbiegami okoliczności. Drogę, o której taktaty piszą filozofowie ze szkoły Parmenidesa,  o której John Lennon śpiewa w  Imagine, o której mówi kazanie wg Św. Mateusza, zwane Kazaniem na Górze.

Refleksja świąteczna

Według Biblii Cygańskiej wydarzenia w Betlejem potoczyły się tak. Jak już  Józef  ogarnął sytuację, znajdując lichy, ciemny szałas dla baranów, Maria zaczęła rodzić i wtedy rozległy się dzwonki i okrzyki pasterzy. Jeszcze tego trzeba – westchnął Józef. Pasterze okazali się bardzo gościnni i pomocni. Przynieśli z sobą kaganki i zrobiło się jaśniej, nowo narodzonego obmyli w kozim mleku jak to jest w zwyczaju  pasterzy a następnie ułożyli Go na miękiej koziej skórze i przykryli baranicą.  Jak Jezus zaczął płakać,  to któryś z pasterzy wyjął fujarkę i zaczął mu przygrywających. W ogóle  zrobiło się  przyjaźnie i błogo.  I wtedy weszło trzech mędrców że wschodu. Powiedzieli, że przywiodła ich tu  wyjątkowo jasna gwiazda i że wędrują  szukając nowonarodzonego, który będzie Wielkim Nauczycielem. Wszystko wskazuje na to, że to jest to dziecko. Muszą tylko coś sprawdzić i wyjęli różne przedmioty, z których Jesus oczami wybrał mirę, kadzidło i złoto. To dziecko musi iść z nami, oczywiście rodzice też mogą iść. Ponieważ Józef nie mógł się zdecydować, postraszyli go Herodem. I tak Jezus trafił do najlepszych szkół, gdzie zdobył wykształcenie. Już jako dorosły mężczyzna wrócił w rodzinne strony, by nauczać, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nieważne czy tak było czy nie, ważne by ta opowieść się podobała.

Na koniec składając świąteczne życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności, zapraszam do mojej bajki. Bajki, która zaczyna się tam, gdzie kończą się inne bajki, czyli hapy endem. Bajki w, której koniec nie  jest początkiem  nowego, tylko powrotem do czegoś, co zgubiliśmy po drodze.

Wróćmy do problemu życia seksualnego kajakarzy

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Wróćmy do problemu życia seksualnego kajakarzy. Ustaliliśmy, że oni śpiewają do później nocy, bo czują się wolni od egzystencjalnego lęku związanego z postępem cywilizacyjnym. Pozostaje pytanie – a co z życiem seksualnym, czemu je zaniedbują. Tego ani chemicznie ani biologicznie nie da się wyjaśnić. Sięgnijmy zatem do Biblii.  Biblia nie interesuje mnie jako opowieść o tym, co się kiedyś wydarzyło,  interesuje mnie o tyle, o ile opowiada o nas. Nawet w historii o Adamie i Ewie widzę opowieść o nas współczesnych.

Odpowiedzi na wcześniej postawione pytanie będę szukał w DEKALOGU. Dziesiąte przykazanie mówi o pożądaniu żony bliźniego  i każdej rzeczy która jego jest, przy czym jedni na pierwszym  miejscu stawiają rzecz a inni żonę. Rozdzielają przy tym  to przykazanie  na dwie części, by posiadania żony nie stawiać na równi z posiadaniem rzeczy.  Mało tego, z samym  Dekalogiem jest problem. W Księdze wyjścia pod nr 32.15 można przeczytać: “A obróciwszy się Mojżesz zstąpił z góry, dwie tablice świadectwa mając w rękach swych, tablice pisane po obu stronach; i na tej, i na owej stronie były pisane.” No ładnie, to co?, Bogu żal było kamieni, że zapisał dziesięć przykazań po obu stronach?  A dalej jest jeszcze ciekawiej. Zbliżając się do obozu Izraelitów “Mojżesz porzucił z rąk swoich tablice i stukł je pod górą”. Dlaczego?
Co go tak rozgniewało? Coś mi się nie chce wierzyć, że “gdy się przybliżył do obozu, ujrzał cielca i tańce”. To go rozgniewało, rozumiem, ale przecież nie zaskoczyło aż tak, że w nerwach potłukł te tablice.
Coś mi się zdaje, że idąc z góry, zastanawiał się, czemu te tablice są zapisane po obu stronach, tak samo na tej i na owej stronie. Męczyło go to i w końcu nie wytrzymał, cisnął nimi o ziemię, aż się potłukły, a winę zwalił na Izraelitów. Potem sam wykuł  nowe tablice, zapisane tylko z jednej strony. Jednak, czyżby coś pominął? By to zbadać, przygotowałem dwa sklejkowe modele tablic. Jedne zapisałem  po obu stronach, tak jak w pierwowzorze, danym od Boga, a drugie zapisane zostały tylko po jednej stronie, tak jak u Mojżesza. Tak się złożyło, że jedną sklejkę miałem mniejszą, a to się aż prosiło, bym podczepił ją pod tę większą,  no i wyszło coś takiego.

U góry jest odpowiednik tablic,  zapisanych z dwóch stron ręką Boga, a na dole odpowiednik tych, które Mojżesz sam wykonał, zapisany z jednej strony. Przyglądając się tej instalacji z dwóch stron, postawiłem sobie pytanie: Czy dziesięć przykazań to na pewno to samo co DEKALOG?

Refleksja przedświąteczna.

Motywem świąt Bożego Narodzenie  jest baśniowa wręcz opowieść o narodzinach w stajence, o klękających bydlętach, przygrywających  pastuszkach, hołdzie trzech króli i gwieździe Betlejemskiej.  Ale zanim do tego doszło, trzeba sobie uświadomić, że jest to opowieść o bezdusznych urzędnikach, którzy skazują ciężarną kobietę na wędrówki, by zaspokoić ich urzędnicze fanaberie. Opowieść o właścicielach zajazdów, którzy na widok kobiety w ostatnich chwilach ciąży, mówią, że nie ma miejsca, by nie robić sobie kłopotu z porodem. W końcu o władcy, tak bardzo bojącym się utraty władzy, że gotowy jest na każdą zbrodnię. Czyli jest to opowieść o nas. Wiemy, że wszystko się dobrze skończyło, ale nie musiało. Nie zamierzam psuć świątecznego nastroju, chcę go tylko trochę ostudzić, przytłoczony jarmarkiem bożonarodzeniowym.

Wolność, dygresja polityczna, czyli dalej o podróży Małą Mi do Berlina i z powrotem

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Lubimy się bać. Pamiętam jak w młodości chodziliśmy wieczorami po mieście i jak trafiała się ciemna uliczka to ktoś rzucał – diabeł nas gonił. Ale się wtedy uciekało. Przeskoczyłem drogę wjazdową do jednej posesji, co w dzień nigdy mi się nie udało. Jak się już zmęczyliśmy, to przechodziliśmy do marszu i nikt nawet nie sprawdzał, czy dalej diabeł nas goni. Polityka tak jak i religia to zarządzanie lękiem. Czemu to jest tak skuteczne?

Wyobraźmy sobie dwie partie polityczne. Jedna  L – partia prorozwojowa, w miarę sprawna w rządzeniu, rozsądnie oceniająca zagrożenia i podejmująca racjonalne kroki, by je zażegnać.  Druga, R-partia, nieudolna gospodarczo, hamująca rozwój, obsesyjnie mnożącą i wyolbrzymiająca zagrożenia.

Przyjmijmy, że fundamentalnym, zepchniętym do podświadomości lękiem, jest lęk związany z postępem cywilizacyjnym. Przyjmijmy, za Kępińskim, że jednym za sposobów redukcji tego fundamentalnego nieokreślonego lęku, jest przykrycie go strachem czyli lękiem określonym, niekoniecznie racjonalnym.

Ja bym głosował za R-partią. Swoją nieudolnością przynajmniej nie potęgowałaby mojego lęku fundamentalnego, jednocześnie zastępowałaby go lepiej znośnymi dobrze określonymi lękami i nieistotne na ile racjonalnymi. L-partia ta prorozwojowa mało, że pcha mnie w coraz głębszy lęk, to na dodatek nie daje mi tej ułudy, że wiem co mi grozi. Jakby jakimś cudem wygrała L-partia, to na prezydenta wybrałbym kogoś, kto będzie straszył i sypał piasek w tryby, hamował powrót na drogę postępu. ” No i rybka”  jak mawiał prof. Feliks P.

Myślę, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niemniej nie bagatelizował bym  tego fundamentalnego  lęku w wyjaśnianiu ludzkich często irracjonalnych wyborów.

I na zakończenie trochę z Apokalipsy.  Po niewieście obleczonej w słońce i smoku o siedmiu głowach i dziesięciu rogach czas na Bestię. “Bestia, którą widziałem, podobną była do  pantery, łapy jej – jak u niedźwiedzia, paszcza jej – jak paszczą lwa.? No i od razu przychodzi mi na myśl Karol Nawrocki. Ryczy jak lew, jak wielu polityków ma lepkie łapy niczym niedźwiedź po dobraniu się do miodu, a że nie zakłada skóry pantery na plecy, niczym plemienny kacyk, to dlatego że dziś inną moda. Za to lata robić sobie fotki  za ocean .

“-ołem -anie – pre- dencie”

Wolność

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Chciałem napisać coś o “wolności do”. I może bym napisał, gdyby nie to, że żona mi zaśpiewała:
On pokazał światu drogi
Wielkie czyny myślą wzbudził
A jednego tylko pragnął
Szczęścia prostych ludzi
Mieszkał tutaj w Poroninie…
( jakby ktoś nie wiedział)

I chyba miała rację. Może wystarczy ta wolność “od”, a wolność “do” sama przyjdzie. I lepiej jak sama przyjdzie, by nie skończyło się kolejnym smutkiem spełnionych marzeń, tak jak w tym Amerykańskim śnie pokolenia solidarności opisanym w książce  Ewy Marii  Slaskiej. Od wytyczania nowych dróg lepsze są niczym nie ograniczone marzenia, wolne od pokusy ich realizacji. Pisze o tym Karol Maliszewski we wstępie do tomiku wierszy Antoniego Olgierda Misiaka pt. Piąta wyprawa Krzysztofa Kolumba do Indii Zachodnich:
Byłaby to najdłuższa wyprawa
Kolumba. Długa jak ludzkie życie.
Jak dochodzenie do życiowej mądrości.
Życiowa mądrość  zaleca zakorzenienie,
pogodzenie się z losem.
Młodzieńczy niepokój szuka i pyta,
błądzi i marzy o odległych wyspach,
egzotycznych portach.

O tym właśnie mówią teksty kłodzkiego poety. O konflikcie, jaki nosimy w sobie. Konflikcie między szarą egzystencją a kolorowymi marzeniami. Wiersze te wypełnia tęsknota za młodością i jej porywami, nostalgia za czymś, co mogło się wydarzyć, a jednak się nie wydarzyło. Bohater mógł wsiąść do stojącego w porcie żaglowca, by udać się na włóczęgę, z której się nie wraca. Albo wraca odmienionym, z szeroko rozwartymi oczami, wypełnionymi cieniem zdumienia i blaskiem zrozumienia.
Autor stworzył podzieloną na wierszowane fragmenty opowieść życia, dojrzewającego do goryczy pogodzenia, znajdującego pociechę w konfabulowaniu. Ten wewnętrzny świat konfabulującego bohatera, uciekiniera z szarzyzny rzeczywistości, wypełniają doznania istotne, wielkie uniesienia skojarzone z podróżą w czarodziejskie nieznane oraz z miłością do lotu, z obrazami ciepłych mórz i szczęśliwych wysp.
Są w nas bliżej nieokreślone tęsknoty,
ani je realizować ani z nich rezygnować
i jest jeden rodzaj lęku, który mnie szczególnie interesuje.
Lęk, który muszę w sobie zwalczyć przed każdym wyruszeniem w drogę.
Nie jest to lęk przed chłodem, głodem i wszelkimi niedogodnościami wędrówki. Wiem, że to są lęki pozorne. Tym lękiem, który muszę w sobie za każdym razem zwalczyć, jest lęk przed wstydem. Znów będę się wygłupiał, ciągnął jakiś idjotyczny wózek albo pół łódki. Znów na stare lata mi odbiło. Mam swój sposób na radzenie sobie z tym lękiem. Publiczne zbieranie śmieci. Nie w celu sprzątania, tylko w celu wyzbycia się lęku przed wstydem. Idąc ulicą widzę papier albo jakieś opakowanie leżące na chodniku i na oczach ludzi (to jest istotne) je podnoszę i wrzucam do kosza.

I to jest pierwszy krok w kierunku wolności.

Małą Mi tam i z powrotem

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Wolność, seks i księżyc IV

Apokalipsa dużo i mówi, ale nic nie wyjaśnia. Trzeba zasięgnąć języka u najwyższej instancji. W kwestiach ewangelicznych najlepiej u papieża.

JP II rozpoczął swój pontyfikat od Encykliki Redemptor Homilis, gdzie w paragrafie Czego boi się współczesny człowiek napisał: “Człowiek dzisiejszy zdaje się być stale zagrożony przez to, co jest jego własnym wytworem, co jest wynikiem pracy jego rąk, a zarazem — i bardziej jeszcze — pracy jego umysłu, dążeń jego woli. Owoce tej wielorakiej działalności człowieka zbyt rychło i w sposób najczęściej nie przewidywany, nie tylko i nie tyle podlegają „alienacji”, w tym sensie, że zostają odebrane temu, kto je wytworzył, ile — przynajmniej częściowo, w jakimś pochodnym i pośrednim zakresie skutków — skierowują się przeciw człowiekowi. Zostają przeciw niemu skierowane lub mogą zostać skierowane przeciw niemu. Na tym zdaje się polegać główny rozdział dramatu współczesnej ludzkiej egzystencji w jej najszerszym i najpowszechniejszym wymiarze. Człowiek coraz bardziej bytuje w lęku. Żyje w lęku, że jego wytwory — rzecz jasna nie wszystkie i nie większość, ale niektóre i to właśnie te, które zawierają w sobie szczególną miarę ludzkiej pomysłowości i przedsiębiorczości — mogą zostać obrócone w sposób radykalny przeciwko człowiekowi. Mogą stać się środkami i narzędziami jakiegoś wręcz niewyobrażalnego samozniszczenia, wobec którego wszystkie znane nam z dziejów kataklizmy i katastrofy zdają się blednąć.”

Continue reading “Małą Mi tam i z powrotem”

KSIĘŻYC, SEKS I WOLNOŚĆ część III

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

By przyjrzeć się dokładniej czym jest lęk,  sięgnąłem po książkę Antoniego Kępińskiego pt. “Lęk”.

Okazuje się, że jest wiele odmian lęku, ale wszystkie mają jeden wspólny mianownik. Nie wiadomo, co jest źródłem  lęku.  I tak pierwszy najłagodniejszy rodzaj lęku: NIEOKREŚLONY NIEPOKÓJ jest bezprzedmiotowy; nie wiemy, czego się boimy, nie wiemy co nam dokucza, chcielibyśmy wyjść z sytuacji,  w której się znajdujemy, swobodnie odetchnąć, ale nie wiemy, na czym Zło polega. 

Continue reading “KSIĘŻYC, SEKS I WOLNOŚĆ część III”