Wykłady profesora Dąbrowskiego III – Nazwisko

Myślałam, że już możemy przejść do Tatarów i Babci-Szamanki, ale okazuje się, że nie. Dziś tekst, który najlepiej udowadnia prawdziwość twierdzenia filozofii buddyzmu zen – nieważne gdzie zaczniesz swoją opowieść, w końcu obejmie ona po prostu cały świat.

Ryszard Dąbrowski

Etymologia i znaczenie nazwiska Dąbrowski

– nazwisko to występuje w polskich źródłach pisanych po raz pierwszy w 1386 roku, inne jego formy to: Dombrowski, Dabrowski, Dambrowski,
– nazwisko pochodzi od geograficznych nazw wiosek i miasteczek „Dąbrowa”, jest to najczęściej występująca w Polsce nazwa topograficzna,
-„dąbrowa” to przerzedzony las na użytek pasterski z pozostawionymi starymi dębami, które trudno wykarczować i najpożyteczniej było pozostawić je dla żołędzi służących na karmę dla bydła. Slowo „dąb” jest nazwą botaniczną drzewa. Reliktowo miało ono brzmieć „dąbrow”. Zanik starej formy objaśnia się semantycznym tabu związanym z kultem tego drzewa u Słowian. Samo słowo ma pochodzić ze staroindyjskiego i oznaczać dymno-szarą barwę drzewa dębowego. „Dąbrowa” to także ciemna niwa.
– w roku 1990 mieszkało w Polsce 92.945 osób o nazwisku Dąbrowski, 2.786 – Dombrowski, 131 – Dabrowski oraz 11 – Dambrowski.

U Słowian dąb a także wiąz, klon lub jesion, jako znaczniejsze drzewo, był nieodzowną częścią świętego gaju. Gaj był siedliskiem bogów i bóstw. Znajdował się w głębi lasów okalających wieś. Gdy zakładano nową osadę i wyłaniała się potrzeba obrania uroczyska na święty gaj, szaman dosiadał wtedy młodego pozbawionego uzdy konia i pozwalał się nieść w las nie kierując wierzchowcem. Tam gdzie się koń zatrzymał, powstawał święty gaj. Odbywały się tam modły oraz ceremonie religijne i ofiarne. Nie wolno było bez potrzeby wchodzić do świętego gaju, nie wolno było w nim zbędnie rozmawiać ani krzyczeć. Nie wolo było tam polować, zrywać liści, zbierać ziół i jagód oraz chrustu. Wykroczenie przeciwko tym tabu, miało ściągać zemstę bogów i powodować choroby, utratę wzroku a nawet śmierć.
Były gaje większe dla kilku wsi, mniejsze dla tylko jednej wsi, jednego rodu a nawet rodziny. Naczelnemu drzewu, a inaczej zamieszkującemu je bóstwu, przypisywano właściwości lecznicze. Zawieszano na nim podłużne szmatki, kawałki odzieży, zapaski, chustki oraz koszule. Zniszczenie zawieszonej części ubioru, w miarę upływu czasu, miało pociągnąć za sobą zniszczenie choroby. Powszechnie wierzono w apotropeiczną (ochronną) moc dębu.
Wiarę w mityczny związek dębu z gromowładnymi bóstwami daje się wytłumaczyć tym, że w dęby biją częściej pioruny niż w inne drzewa. Naukowcy twierdzą, że pioruny uderzają częściej w drzewa, które latem zawierają więcej skrobi (dąb, jawor, wiąz) niż np. lipa, która zawiera mniej skrobi a więcej tłuszczów.
Święte drzewo, które przeżyło swój wiek i padało na ziemię, musiało bezużytecznie rozsypać się w proch. Miejsce takie uważano także za święte i przypisywano mu własności lecznicze. Często wznoszono na nim później kościoły, cerkwie i klasztory. Ciekawym jest los świętych gajów po narzuceniu ludności chrześcijaństwa. Gaj pozostawał nadal miejscem zabronionym z obawy przed wystąpieniem nieszczęść. Hierarchia kościelna budowała często w jego obrębie kościół anektując jego świętość i nietykalność.
Interesującymi są inne wierzenia związane z drzewami na niektórych terenach Słowiańszczyzny. Wierzono, że tam gdzie zostanie pochowany człowiek wyrośnie wierzba, jawor lub jarzębina. Gdy zetnie się takie drzewo, wypłynie z niego krew i dobędzie się ludzki głos. Na środkowym Polesiu istniał całkowity zakaz rąbania jarzębiny umotywowany ich ludzkim pochodzeniem. Zrębując jakieś inne drzewo, należało złożyć ofiarę, aby uniknąć zemsty demona, który ewentualnie mógłby na nim lub w nim zamieszkiwać. Użycie lipy na opał było grzechem
W niektórych rejonach praktykowano metodę leczenia chorych, przeważnie dzieci, polegającą na przeciąganiu ich przez szczeliny umyślnie rozszczepione w żywym i zdrowym drzewie, najczęściej dębie. Rozszczepione drzewo było później związywane linami i w załeżności od stanu jego regeneracji wyrokowano o dalszym przebiegu rekonwalescencji chorego. Podczas tej ceremonii chory miał przejąć cechy zdrowego drzewa, jego krzepkość i odporność a drzewo miało „zdjąć” z niego chorobę.

Udało mi się znaleźć informacje dotyczące wierzeń związanych z dębem u Litwinów. Podobnie musiało to równierz wyglądać u Słowian zamieszkujących tereny obecnej Polski.

modelswiatakosmolitewskaModel świata w kosmologii plemion litewskich.

W centrum świata jest drzewo (dąb?) podtrzymujące niebo oraz sięgające korzeniami do świata podziemnego.
Ziemię i jej sklepienie oblewają wody praoceanu.

modelswiatakosmolitewska2Święty dąb i jego otoczenie oraz rysunek przekroju świętej strefy wokół dębu.

Strefa ta podzielona była na trzy pola symbolizujące trzy strefy kosmosu:

– świat podziemny, władany przez boga śmierci Patollusa*, oznaczony czaszkami bydlęcymi lub ludzkimi,
– świat ziemski, władany przez boga płodności i życia Potrimpusa*, symbolizowany przez węża oraz
– świat nadziemny, władany przez boga strzegącego kosmicznego ładu Perkunasa*, symbolizowany przez ogień.

Patollus – (Patals, Patulas), bóg śmierci i zniszczenia, hipostaza boga magii. Symbolem jego była czaszka ludzka lub bydłęca. Ukazywał się nocą w postaci starca z długimi siwymi włosami.

Potrimpus – (Patrimpus), bóg płodności i wody oraz mądrości i zwycięstwa, władca życia. Symbolem jego był zaskroniec. Ukazywał sie w postaci węża lub młodego mężczyzny z wiankiem na głowie.

Perkunas – (Perkons, Perkun, Perun, słowiański Piorun), bóg nieba i sprawiedliwości, władca pór roku oraz piorunów. Najważniejszy bóg plemion litewskich. Jego świętym drzewem gdzie zamieszkiwał oraz symbolem było drzewo dąb. Jego nazwa wzięła sie od pierwotnej litewskiej nazwy dębu: „perky” oraz „perkus”. Z czsem zanikła nazwa kultowa boga stając sie określeniem zjawiska przyrodniczego – piorunów a drzewo zaczęto określać innym słowem („ążuolas”).
Później wierzono, że w dębie zamieszkiwał bożek dębowiec, który władał piorunami i często godził nimi właśnie w dęby.

***

Opracowano na podstawie:
– Bańkowski A. „Etymologiczny słownik języka polskiego”, Warszawa, 2000,
– Brückner A. „Słownik etymologiczny języka polskiego”, Warszawa, 1927,
– Moszyński K. „Kultura ludowa Słowian”,tom II – „Kultura duchowa”, Kraków, 1934,
– Rymut K. „Nazwiska Polaków”, Kraków, 1999,
– Tomczak L. „Słownik odapelatywnych nazwisk Polaków”, Wrocław, 2003,
– „Słownik nazw osobowych”, Tomy 1-6, Warszawa. 1965 – 1983,
– dane PESEL z końca 1990 roku.

Wykłady profesora Dąbrowskiego. II. Szlachta. Herby.

Ryszard Dąbrowski

Historia herbów polskiej szlachty

jastrzebiecWyraz „herb” pochodzi od niemieckego słowa „erbe” (dziedzictwo, spadek) i napłynął do Polski poprzez Czechy i Śląsk w formach „erb” i „herb”.

Symbolem i hasłem rodów rycerskich powstających na terenach polskich w XI i XII wieku było zawołanie. Zawołanie czyli proklamacja było sygnałem zwoływania się w potrzebie i stawiania się z bronią w określonym miejscu. W boju, w nocy, w rozproszeniu czy zamieszaniu było ono hasłem rozpoznawczym, a także bojowym okrzykiem zagrzewającym do męstwa.
Od XII wieku rycerze zaczęli nosić zbroję a głowę okrywał im hełm z przłybicą zakrywającą twarz. Walczący stawali się do siebie podobni i niemożliwym stało się rozpoznawanie i identyfikowanie pojedynczych rycerzy i oddziałów. Aby temu zapobiec zaczęto stosować znaki rozpoznawcze i identyfikujące takie jak proporce, chorągwie oraz symole malowane na tarczach i mocowane na hełmach.

Pod koniec XIII wieku wśród rycerstwa w Polsce zaczynają rozpowszechniać sie herby. Pochodzą one od znaków własnościowych lub znaków runicznych na tarczach bojowych z XI wieku, ewoluujących na wzór zachodni, a ich nazwą własną stają się zawołania.
korabBył to ewenement w całej Europie. Zjawiskiem typowym dla Polski był fakt, że jeden i ten sam herb posiadało wiele nie spokrewnionych ze sobą rodzin. Wynikało to ze wspólnego zawołania i związanego z nim herbu. Kto w XIII – XV wieku był rycerzem i stawał w konkretnej chorągwi, przybierał jej herb. Na zachodzie natomiast każda rodzina posiadała odrębny herb.

Herby rozpowszechniły się w Polsce na początku XIV wieku. Najstarsze z nich to Nowina (1293), Korab (1299), Zaręba (1301), Mądrostki (1302) a także Jastrzębiec (po raz pierwszy występuje na pieczęci w 1319 r., w źródłach pisanych w 1335 r. a w aktach sądowych w 1386 r.)
Herbem Jastrzębiec posługiwało się 360 rodzin. Towarzyszyły mu także takie zawołania jak: Bolesta, Boleściw, Jastrząbek, Kanona, Lubrza, Łazęka, Nagórę i Zarasy.

krzywda-niesSzlachcic polski był z zawodu rycerzem i tym się szczycił i chlubił. Łączył z tym także inne zawody. Bywał także ziemianinem, myśliwym oraz kowalem. Jako człowiek wojennego rzemiosła wszystko co czynił zaczynał znakiem krzyża, więc także i krzyż jest elementem większości polskich herbów. Herb był symbolem zawołania, zawodu, powołania, skłonności lub zamiłowań. Krzyż, podkowa oraz strzała były najczęstrzym elementem pierwszych herbów.
Podkowa w herbie Jastrzębiec jest symbolem kowali a także surogatem konia. Wszak dzielny rumak decydował często o losie rycerza.

Walczący rycerze, w celu dodania sobie grozy i wspaniałości, ozdabiali sobie hełmy piórami, skrzydłami, rogami, czaszkami oraz kwiatami, gałęziami lub krzyżem. Przedmioty te, nazywane „klejnotem”, stawały sie często elementem herbu i były umieszczane nad hełmem. Słowo „klejnot” jest także pochodzenia niemieckiego i oznaczało drobnostkę.
W herbie Jastrzębiec klejnotem jest jastrząb z podkową trzymaną w szponach lub także i bez niej.

W Polsce istniało około 530 herbów, z czego tylko 70 ozdobionych było klejnotami.

niesiecki_grzymalaHerby malowane były różnymi kolorami. W heraldyce ilość ich jest ograniczona a poszczególnym barwom przypisane są określone cechy. I tak kolor biały oznacza – chwałę, czystość, radość i niewinność; srebrny – radość, czystość, szlachetność i rozsądek; żółty – słońce i splendor; złoty – cnotę, wzniosłość, szlachetność, wybitność i mądrość; czerwony – miłość, waleczność, panowanie i ogień; purpurowy – panowanie, dostojeństwo i umiarkowanie; zielony – nadzieję, piękno i radość; niebieski – skromność, oddanie i wierność oraz czarny – surowość, żałobę, smutek i skromność.

Herb na tarczy, pieczęci i sygnecie symbolizował przynależność do danego rodu oraz jego dziedzictwa moralnego i materialnego. Jakże tego pierwszego i drugiego obecnie nam brakuje.

Ilustracje w tekście – herby szlachty polskiej – a ściślej rzecz biorąc mojej rodziny i rodziny mojego byłego męża. Jastrzębiec (który jest, jak się domyślam herbem Autora, jest też herbem mojej Teściowej), Korab (Kryniccy, moi tatarscy dziadkowie ze strony matki ojca), Krzywda (herb Boguckich), Grzymała (herb Slaskich).

Wykłady profesora Dąbrowskiego. I. Szlachta. Prolegomena.

profdabrowskiKiedy przygotowywałam wpis o wystawie Ryszarda “Złota rybka i rower”, znalazłam w sieci informację, że pochodzi on z rodziny tatarskiej i że jeszcze jego babka była tatarską szamanką. Z tej krótkiej notatki prasowej wynikało, że Ryszard sporo wie o swych tatarskich korzeniach.  Zaciekawiło mnie to, bo my też jesteśmy potomkami polskiej rodziny tatarskiej, po stronie babki ojca nosimy nazwisko Kryniccy, a to są spolonizowani i uszlachceni Tatarzy, pieczętujący się herbem Korab. Ale prawdę mówiąc nikt z nas chyba nie wie nic więcej na ten temat, ja może odrobinkę więcej niż reszta rodziny, bo podczas zajęć z antropologii (archeolodzy i tego się uczą) dowiedziałam się o istnieniu plamy mongolskiej i za pomocą badań wizualnych, przeprowadzanych głównie na plażach i basenach, ustaliłam naocznie, że wszyscy ją mamy. Poza tym niektórzy faceci w naszej rodzinie mają “dzikie wejrzenie”, takie spode łba, które wydaje mi się nader tatarskie,

I to by było na tyle.

Tymczasem Ryszard Dąbrowski, zapytany, czy dałby mi na blog jakiś tekst o jego rodzinnych Tatarach, przysłał mi serię wykładów o szlachcie i Tatarach. Te tematy się łączą, a jak, to zobaczycie za kilka tygodni. Postanowiłam bowiem ponowić polskie zabawy z tytułem profesora i mianować Ryszarda profesorem mianowanym (przeze mnie). Byli już Profesor Mmaa, termit, z “Wykładu profesora Mmaa” Stefana Themersona, był Jan Tadeusz Stanisławski, profesor mniemanologii stosowanej,  Profesorek Nerwosolek z  Antresolki Tadeusza Baranowskiego czy profesor Gąbka, prowadzący ekspedycję do Krainy Deszczowców w powieściach Stanisława Pagaczewskiego. Był wreszcie Profesor Tutka Jerzego Szaniawskiego. Wydaje mi się jednak, że Ryszard Dąbrowski ze znanych polskich profesorów najbardziej przypomina…

filutek-kotOtóż, Proszę Państwa, Ryszard Dąbrowski będzie od dziś prowadził Czwartkowe Wykłady o różnych sprawach, w tym o szlachcie i Tatarach, a może, jak się rozpędzimy, i na inne tematy. I mimo mojego dowcipkującego wstępu, wykłady będą poważne.

Geneza polskiej szlachty, jej rozkwit i upadek

Na przełomie VI i VII wieku dokonuje się na terenach polskich eliminacja rodów jako czynnika ustrojowo-politycznego na rzecz organizacji państwowej. Zaczynają kształtować się struktury feudalne oraz monarchistyczne, które umacniają się w X i XI wieku. W XI i XII wieku indywidualizuje się własność ziemska oraz powstają nowe rody zawiązywane przez rycerstwo – posiadaczy ziemskich, zobowiązanych do służby wojskowej. W niektórych przypadkach rody te powstają na pniu starych, najczęściej są one jednak „świeże” i przywłaszczają sobie część „starej rodowej ziemi”. W celu powiększenia drużyn do obrony państwa, książęta masowo nadawali rycerstwu ziemię w zamian za obowiązek służby wojskowej. Początkowo, aby zostać przyjętym do rycerstwa, należało umieć władać bronią i być ochrzczonym. Rycerz powinien wykazywać się honorem, dumą, odwagą i męstwem, wiernością danemu słowu oraz hojnością. W miarę upływu czasu przyjęcie do rycerstwa ograniczono tylko dla potomków rodzin rycerskich mających majątek i posiadłości ziemskie. Zaczęło kształtować się pojęcie szlachty – ludzi pochodzących z rodzin rycerskich. Rycerstwo biedne nie weszło do rodów heraldycznych, praw do herbu nie otrzymało i znalazło się poza szlachtą.
W XII wieku posiadanie ziemi nabrało charakteru pełnej własności wraz z prawem jej dziedziczenia.

Szlachta otrzymała szereg praw i przywilejów: prawo do dziedziczenia ziemi, imunitet ekonomiczny i sądowy, zwolnienie od ciężarów prawa królewskigo, np. z cła od soli oraz na przywożone artykuły i wywożone płody rolne, prawo zapewniające szlachcie wyłączność kupna ziemi czy zobowiązanie króla do wykupywania szlachty z niewoli.
Szlachectwo można było także utracić poprzez otrzymanie wyroku śmierci, ciężkiego więzienia lub banicji, zamieszkanie w mieście lub zajęcie się handlem oraz oddaniu się szynkarstwu. Definicja szlachectwa i przynależność do tego stanu ewoluowały na przestrzeni wieków. Niekiedy, aby być szlachcicem należało mieć oboje rodziców stanu szlacheckiego, kiedy indziej tylko ojca.
Szlachta umacniała nieustająco swoje prawa i przywileje oraz pozycję, godząc się na przekazywanie monarsze środków finansowych lub na przyszłego następcę tronu tylko i wyłącznie w zamian za kolejne przywileje. Ważnym elementem rozwoju stanu szlacheckiego było powstanie w końcu XV wieku, wyłonionego z prowincjonalnych sejmików, szlacheckiego parlamentu. Teraz nie król nadawał szlachcie przywileje aby ją zjednać, lecz ona je sama sobie w kolejnych konstytucjach sejmowych nadawała. Jedną z pierwszych w 1505 roku była „nihil novi”, która ustanowiła, iż król bez zgody szlachty nie będzie mógł stanowić rozporządzeń naruszających jej praw i wolności.

Szlachta polska była jedyna w całej Europie równa i bez utytułowanej arystokracji, bez tytułów książęcych (poza kilkoma litewskimi) i bez orderów, które czyniłyby wyłom w demokracji i solidarno-ści szlacheckiej. Miało to i złe strony jak elekcja, lberum veto, próżność i anarchia, które potęgował fakt, iż w Polsce w stosunku do populacji ludności, szlachty było w porównaniu do innych krajach europejskich około 10 razy więcej. Czasy saskie były apogeum i karykaturą tej sytuacji.
Ekonomicznie różnice były ogromne; z jednej strony Radziwiłłowie, Potoccy, Czartoryscy i Sapiechowie, a z drugiej chmary szlachty zaściankowj żyjącej na poziomie chłopstwa lub nawet poniżej. Pomału szlachta bezrolna przemieniała się w bandy rabujące mieszczan. Margines społeczny powiększała grupa „szlacheckich” próżniaków, żebraków i pijaków.
Rozwarstwienie ekonomiczne szlachty powiększał duży przyrost naturalny i wynikające z niego dzielenie majątków. Z drugiej strony następowała kumulacja majątków ziemskich (latyfundiów) w rękach zamożnej szlachty (Zamojscy).
W XVII – XVIII wieku demokratyczna władza szlachty zaczęła przechodzić w ręce magnaterii, uzależniającej od siebie szlachtę średnią oraz drobniejszą. Do tej ostatniej grupy zaliczała sie szlachta cząstkowa – posiadająca ziemię i kilku chłopów pańszczyźnianych, szlachta zagonowa lub inaczej zagrodowa – posiadająca kawałek ziemi własnoręcznie uprawianej, szlachta czynszowa – uprawiająca ziemię cudzą, szlachta domowa – służebna u bogatych szlachciców oraz szlachta brukowa czyli gołota – nic nie posiadająca i żyjąca z żebraniny lub złodziejstwa oraz sprzedająca się każdemu, kto tylko jej usługi chciał kupić. Z czasem magnateria staje się potęgą polityczną, podporządkowując sobie miasta oraz ubezwłasnowalniając chłopstwo, które nie może już zmieniać pracodawcy.

Na mocy kolejnych konstytucji (1505, 1550, 1633 i 1677) szlachta nie mogąc osiedlać się w miastach i uprawiać rzemiosła lub handlu izolowała się i dystansowała od pozostałych grup społecznych. Od XVI wieku posiadała ona także wyłączność na piastowanie funkcji i godności kościelnych. Rozwój kapitalizmu następujący z opóźnieniem w Polsce, chronił szlachtę jako stan.
Możliwości awansu w jej szeregi i związanej z tym nobilizacji nie były jednak całkowicie zamknięte. Poprzez nadanie przez króla, rady rycerskie oraz sejm a także poprzez przekupstwo, pieniądze, adoptowanie lub samozwaństwo stawało się szlachcicem. Ułatwiał to fakt, iż w Polsce nie istniał urząd prowadzący rejestry szlachty rodowej. Od XVIII wieku, szlachectwo można było otrzymać także za pełnienie odpowiednich funkcji w administracji cywilnej lub wojskowej. Najprościej jednak było szlachectwo kupić, co wykorzystywały często bogate rodziny żydowskie.
Obalona została doktrtyna „błękitnej krwi” i szlacheckiego urodzenia. O szlachectwie zaczął decydować kapitał.

Dnia 3 maja 1791 r. sejm szlachecki uchwalił kolejną konstytucję. Była ona zaczątkiem rewolucji ideologicznej, zmierzającej do demokratyzacji Polski. Pierwszym krokiem w tym kierunku było zniesienie „liberum veto” i wprowadzenie decydowania większością głosów oraz ograniczenie praw publicznych drobnej nic nie posiadającej szlachty, kupowanej i sterowanej przez magnaterię. Konstytucja ta nie spowodowała niestety uwłaszczenia chłopstwa oraz uznawała katolicyzm za religię panującą, a odejście od niej za przestępstwo. Wzmacniała ona jednak procesy społeczno-polityczne, przyczyniające się do powstawania układu kapitalistycznego i różnicowała rozwarstwienie klasowe poprzez relegowanie drobnej szlachty ze stanu.
W okresie rozbiorów, zapoczątkowanych konfederacją targowicką (zawiązaną przez hetmanów F. K. Branickiego i S. Rzewuskiego oraz generała S. Sz. Potockiego) a także krótko po nich, drobna szlachta ulega dalszej deklasacji, a szlachta średnia tzw. sarmacka, ulegając tendencjom kapitalistycznym, osiąga awans ekonomiczny i intelektualny.

Polityka państw zaborczych, nie likwidując stanu szlacheckiego, dążyła do jego ograniczenia i osłabienia. Dotknięta tym została szlachta drobna i uboga. Magnateria i szlachta wielka zaraz po rozbiorach znalazła się w orszakach monarchów-zaborców.
Państwa zaborcze nie były tak jak Polska demokracjami szlacheckimi lecz monarchiami absolutnymi. W żadnym z tych państw nie było takiej ilości szlachty przyzwyczajonej przeciwstawiać się administracji państwowej. Opanowanie przyzwyczajonej do samopaństwa szlachty stało się dla zaborców koniecznością, a jedyną możliwością zrealizowania tego stanowiło zniszczenie jedności stanu szlacheckiego i jego rozwarstwienie.

W Cesarstwie Rosyjskim dawne bojarstwo, wyodrębnione w procesie historycznym i będące odpowiednikiem rycerstwa i europejskiej szlachty, zostało przez carów wytępione. Powołany został nowy stan urzędniczo-wojskowy, usłużny i posłuszny, nagradzany łatwymi do zniesienia „ukazami”. W zaborze rosyjskim, w systemie między chłopem-niewolnikiem a szlachcicem-ziemianinem nie było miejsca dla drobnej szlachty. W 1800 r. zażądano od polskiej szlachty wylegitymowania się ze szlachectwa i jego udowodnienia. Dla większości biednej szlachty było to niemożliwe do spełnienia. Stare patenty zaginęły lub zostały zniszczone podczas licznych pożarów spowodowanych wojnami i buntami chłopskimi. Powoływanie się na tradycję rodzinną nie wystarczało.
Ukazem carskim z 24.05.1818 r. z ksiąg szlachecko-genealogicznych zawiązanej Heroldii Królewstwa Polskiego wykreślona została cała szlachta, która nie wylegitymowała swego pochodzenia stanowego.
Po powstaniu listopadowym, będącym ruchem szlacheckim, „ukazem” carskim z 19.10.1831 r. z całej szlachty polskiej wyodrębniono „dworian” – nie skompromitowanych udziałem w powstaniu.
Z pozostałej jej części utworzono: „odnodworców” – niewylegitymowaną szlachtę wiejską i „grażdan” – niewylegitymowaną szlachtę miejską. Przy tej okazji w celu ograniczenia liczby szlachty wielu jej przedstawicieli zaliczono do stanu chłopskiego. W 1863 r. zniesiono stan odnodworców i grażdan, a szlachtę tę wcielono do gmin wiejskich i miejskich na zwykłych prawach.
Takie usunięcie ze stanu drobnej szlachty, która prawie w całości znalazła się w granicach zaboru rosyjskiego, przyspieszyło proces rozkładu szlachty polskiej.

Szlachta czynszowa i zagonowa o ile, za udział w powstaniach listopadowym i styczniowym, nie została karnie wywieziona w głąb Rosji, „schłopiała”. Szlachta brukowa – wtopiła się w środowisko miejskie a szlachta domowa, wobec likwidacji świt, zasiliła szeregi proletariatu wiejskiego i miejskiego, często cierpiąc biedę.
W szlachecko-demokratycznej Rzeczypospolitej wszelkiego rodzaju tytuły, poza kilkoma litewskimi wyjątkami, były prawnie zakazane. Zamożne rody szlacheckie, wzorem zachodnim, żądne były wszelkiego rodzaju tytułów arystokratycznych. Zaborca austriacki wypełnił te pożądania nadając za ogromne pieniądze tytuły hrabiowskie (2.400 dukatów) i baronów („tylko” 1.200 dukatów), zyskując przychylność i służebność możnych polskich rodów. Noworyszowska arystokracja zwabiona tytułami i możliwościami kariery dworskiej, odcięła się od pozostałej masy szlacheckiej, która, słabsza ekonomicznie i bez stosunków, stała się łatwiejsza do opanowania.
„Zwykłe” szlachectwo, zaliczające daną osobę do stanu rycerskiego, należało udowodnić przed specjalnymi komisjami. Stopień szlachecki otrzymywali także oficerowie, po trzydziestu latach służby wojskowej i udziału w co najmniej jednej wojnie oraz oficerowie, urzędnicy i ziemianie odznaczeni wysokimi odznaczeniami państwowymi. Tytuły barona nadawano komandorom wysokich orderów oraz szlachcicom odznaczonym orderem Marii Teresy za czyny bohaterskie.
W zaborze pruskim szlachta drobna była nieliczną grupą, a szlachta ziemiańska szybko i służalczo odnalazła się w strukturach zaborczych. Uznanie tytułów szlacheckich zależało od łaski monarchy. Członkowie polskich rodów szlacheckich będących na służbie u króla polskiego, po złożeniu lenna oraz hołdu królowi Prus, zaliczani byli do stanu szlacheckiego, co było równoznaczne z ochroną posiadłości. Również ci, którzy udowodnili, iż ich przodkowie od przynajmniej stu lat są szlachtą lub za taką ich uważano, otrzymywali w berlińskim „Heroldsamt” (urząd ten istniał do 1918 roku) certyfikat szlachectwa i prawo do używania przy nazwisku tytularnego członu „von”.
Do godności szlacheckiej wynoszone były także osoby pełniące przez długi czas wyższe funkcje państwowe lub wojskowe.

Można postawić tezę iż osoby, które podczas zaborów utraciły szlachectwo lub się o jego odnowienie nie starały, wykazały się starymi rycerskimi cechami: honorem, dumą, męstwem i wiernością. Jakże pogodzić udział w powstaniach listopadowym i styczniowym z usłużnym proszeniem okupanta o odnowienie i uznanie szlachectwa.

Uwłaszczenie chłopów (w Prusach zniesiono poddaństwo w 1807 roku, w Austrii w 1848, a w Rosji w 1861 roku) spowodowało ruinę wielu gospodarstw folwarcznych. Pozwoliło to szlachcie, bez szkody dla ich szlachectwa, na oddanie się zajęciom miejskim, handlowi i rzemiosłu, co kiedyś było zabronione. Szlachta zaczyna tracić swój dawny wymiar i charakter jednolitej kulturowo społeczności. Przyspiesza to rozkład tego stanu na klasy i jego upadek. Zaczyna się okres kultury poszlacheckiej. Szlachta istnieje już tylko formalnie, a w kapitalistycznym systemie społecznym wyznacznikiem staje się układ klasowy a nie stanowy.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, na mocy nowej konstytucji z 17.03.1921 r., w art. 96 zniesiono wszystkie szlacheckie przywileje stanowe, tytuły arystokratyczne i herby. Ani konstytucja Piłsudskiego z 25.04.1935 ani tym bardziej konstytucje powojenne nie przywróciły w Polsce stanu szlacheckiego i arystokracji.

Obecnie istnieje w Polsce kilka skłóconych ze sobą organizacji „monarchistycznych”, nadających (bezwartościowe) szlachectwo oraz przyznających swoim poplecznikom tytuły hrabiowskie. Działania te należy traktować pobłażliwie i z przymrużeniem oka i politowaniem. Dziwić należy się próżności osób gotowych za te „tytuły” płacić pieniądze.

Szlachta polska to zamknięty obszar historii polskiej, który już nigdy nie powróci.
Badając obecnie historię własnej rodziny możemy mówić jedynie o jej szlacheckim pochodzeniu. Analizując etymologię swego nazwiska można mówić o jego mniejszym lub większym historycznym znaczeniu i wywodzeniu go ze szlachty. Poznawanie tej historii i tradycji będącej jednym z elementów kultury narodowej jest naszym obowiązkiem, pozwalającym zgłębić dzieje naszych przodków, przybliżyć ich charaktery, a przez to także zrozumieć nam samych siebie, w znacznej części sterowanych otrzymanymi w spadku genami.

 Zdjęcie profesora – Krystyna Koziewicz

Der Fisch und ich

Była wystawa / Es gab eine Ausstellung

| Galerie

Kulturhaus Spandau | Mauerstr 6 | 13597 Berlin

Der goldene Fisch & das Fahrrad
Das Stückchen der Seele

Fotografie

Ausstellung: Fr. 04.04. – So. 27.04.2014
Vernissage am Donnerstag 3. April um 19 Uhr
Öffnungszeiten: Mo. – Fr., 14 – 18 Uhr | Sa. – So., 14 – 20 Uhr

Eintritt frei

DabrowskiRichard Stanislaw Dabrowski, geboren 1950 in Stettin/ Polen, ist von Beruf Diplom Maschinenbauingenieur – jedoch von Berufung Fotograf.

Seine Lebensauffassungen und Herangehensweisen wurden durch seine bisherigen (Lebens-) Erfahrungen geprägt: ab dem elften Lebensjahr wurde er zum Nonkonformisten; in den 60. Jahren war er Hippie und seit 1977 Oppositioneller und Bürgerrechtler. Bald begann er für Underground Zeitschriften als Fotograf sowie Grafiker tätig zu sein und schrieb darüber hinaus politkritische Texte und war Mitglied des Komitee für die Verteidigung politischer Gefangener.

Es war eine Frage der Zeit, bis SB (Staatssicherheitsdienst) auf ihn IM (Informelle Mitarbeiter) angesetzt hat, um ihn auszuspionieren und zu überwachen, wenn auch nicht immer erfolgreich.

Der Kriegszustand wurde in Polen ausgerufen und das Gericht stempelte ihn scharf als Antikommunisten ab und entzog ihm die berufliche Existenz indem das Berufsverbot als Ingenieur ausgesprochen wurde. Aus dem Ingenieur wurde gezwungenermaßen ein Schlosser, wenn auch nur für 8 Monate.

Den einzig sinnvollen Ausweg stellte die Ausreise aus Polen dar. Im Dezember 1982 saß Richard Dabrowski schließlich mit Frau und zwei Kindern mit einem One-Way Pass im Zug nach West-Berlin, wo er bis heute mit seiner Frau weiterhin lebt. Dieser aufregende Werdegang mit vielseitigen als auch überraschenden Grenz-erfahrungen spiegelt sich in der Arbeit von Richard Dabrowski wieder.

Bis heute wurden seine Fotografien und Serien auf 34 Einzelausstellungen in Polen, Deutschland, England, Dänemark und Österreich präsentiert und durch zahlreiche Publikationen und Preise honoriert.
Heute, nach fast 64 Jahren, ist sein Blick durch die Linse weiterhin humorvoll kritisch, noch geschärfter, aber auch herzlich weicher.

Richards Tochter Anna
(Designerin und auch Fotografin)

***
Richard Dabrowski

Der goldene Fisch & das Fahrrad –
ein Stückchen der Seele

Mit dem Fotografieren beschäftige ich mich aktiv schon 36 Jahre. Diese Portraitreihe fällt jedoch aus dem Rahmen meiner bisherigen Arbeiten. Das hat sicherlich damit zu tun, dass die Idee zu dieser (vielleicht schon meiner letzten) Einzelausstellung, durch einen plötzlichen und ungewöhnlichen Schicksalsschlag ausgelöst wurde.

Im Juni 2006 war ich nach einem Fahrradunfall – mit dem Verdacht auf eine Wirbelsäulenverletzung – mehrere Stunden gelähmt und wünschte mir in diesem Moment nichts sehnlicher als den glimpflichen Ausgang des Geschehenen. Durch den Kopf gingen mir banale, stereotypische Gedanken wie flüchtig unsere Existenz sei. Glücklicherweise stellte sich heraus, dass eine gebrochene Rippe auf die Nerven drückte und so die beängstige Lähmung verursachte.

Nachdem ich wieder zu mir gekommen war, beschloss ich alle meine Freunde und Kollegen sowie Verwandten fotografisch zu verewigen – denn der plötzliche Verlust der Gesundheit oder des Lebens kann jedem widerfahren.

Zur Umsetzung dieser Idee hatte ich mehrere Anforderungen getroffen:
– die Person und ich duzen uns;
– auf allen Fotos werde ich schwarz gekleidet sein, wie die Animatoren im japanischen Puppentheater;
– beim “ersten” Foto – von zwei – soll sich die fotografierende Person selbst ausdenken, so wie sie sich fotografieren möchte, setzt dies erst mit mir als Modell um;
– dann werden die „Rollen“ für das „zweiten“ Foto getauscht, d.h. die Person nimmt nun selbst die Position vor der Kamera ein und ich hinter der Kamera;
– zusätzlich wird allen fotografierten Personen gleiche Frage gestellt:

„Du füllst Deinen Wasserkocher mit Wasser und plötzlich plumpst ein goldener Fisch hinein. Für die Freilassung verspricht er Dir einen Wunsch zu erfüllen. Was würdest Du Dir wünschen?“

Diese zwei inszenierten Fotos zusammen mit der Antwort auf die gestellte Frage bilden diese vielschichtige Fotoserie der Portraitierten. So entstanden im Zeitraum von 2006 bis 2009, die Momentaufnahmen von subjektiv ausgewählten 138 Personen verschie-denen Alters sowie Nationalität und stellen ein soziologisches Mosaik dar.

Verblüffend war festzustellen, dass die Meisten sich und ihren Liebsten „Glück und Gesundheit“ wünschten. Niemand wollte ewigen Frieden auf der Erde, Beseitigung von Krankheiten und Hungersnot, Stopp dem Klimawandel sowie Aussterben von Arten oder, dass, im Gegensatz zu dem zweiten Hauptsatz der Thermodynamik (Prinzip der Entropie), das Universum und Sonnensystem ewig existieren. Niemand wollte unendlich leben und nur fünf Personen einen Wunsch hatten, der die ganze Menschheit betrifft.

An dieser Stelle möchte ich allen „Autoren“ der Ausstellung großen Dank aussprechen. Sie haben einen intimen Teil ihrer Persönlichkeit und Ihre Seele dafür preisgegeben. Zum Glück waren sie keine Mitglieder von Naturvölkern, denn diese lassen sich nicht fotografieren. Sie sind überzeugt, dass sie um ein Teil ihrer Seele beraubt werden. Wenn ich nun hundert Jahre alte Fotos meiner Vorfahren betrachte, glaube ich auch daran.

Leider war es mir nicht gegeben fünfzehn Freunde und Verwandte zu fotografieren, die verstorben sind, bevor ich diese Idee hatte. Inzwischen sind von den Fotografierten vier meiner guten Freunde von uns gegangen.

Zu guter letzt:

Mein Wunsch wurde erfüllt – ich habe eine gesunde Wirbelsäule.

Wenn ich mir noch was wünschen dürfte, würde ich zu gerne meinen Vorfahren begegnen. Am liebsten bis zur Amöbe oder den Affen. Oder, wenn das nicht möglich ist, wenigstens bis zu sieben Generationen, wie das bei Menschen, die Schamanismus praktizieren, üblich ist.

Noch ein paar Sätze zum Selbstportrait, das ich mir ausgedacht habe. Seit 1991, besuche ich jedes Jahr das fünftausend zwei hundert Jahre alte Megalithengrab „Vasagaard“ auf Bornholm. In einem abgedecktenden Stein befindet sich eine Vertiefung für das rituelle Blut, in das ich aus Tradition opfernd Rotwein gieße und zusätzlich einige Schlücke trinke. Nach diesem slawischen Gebrauch versuche ich die Gunst der Götter, die diese heilige Stelle besiedeln, für ein nächstes Jahr zu erbetten. In dem Selbstporträt legte ich bewusst meine Kleidung ab und fotografierte mich nackt, so wie ich geboren wurde. Ebenso wünsche ich mir nackt zu sterben und verbrannt zu werden.

Das ist jedoch bereits mein dritter Wunsch. Der reale goldene Fisch erfüllt angeblich drei Wünsche auf einmal.

***
Ich bin eine von dieser 138 Personen, die von Richard fotografiert wurden. Ich wollte im weißen Kleid fotografiert werden. Mein Wunsch betraf Sterben. Mein Sterben. Aber mehr weiss ich nicht. Kommet und sehet.

Eure Ewa Maria

***

A tu po polsku i koniecznie kliknijcie na hasełko “Zobacz więcej”: http://zpaf.pl/aktualnosci/rd-zlota-rybka/

Sprzed dziesięciu lat

RD autor wczorajszego wpisu czyli Ryszard Dąbrowski

przysłał mi mój własny tekst o jego wystawie napisany przeze mnie dokładnie 10 lat temu, w lutym 2004 roku! W tekście pojawi się nawet wczorajsze Naunders.

Ewa Maria Slaska

Tekst do wystawy fotograficznej Ryszarda Dąbrowskiego „Przypadkowa przeszłość” eksponowanej w marcu i kwietniu 2004 roku w „Małej Galerii” w Gorzowie Wielkopolskim.

Przypadkowa przeszłość

Gdy fotografik prosi pisarkę o napisanie tekstu do katalogu wystawy, musi się liczyć z tym, że zamówiony produkt okaże się raczej zestawem myśli literackich niż fachową analizą prezentowanego materiału. Gdy Ryszard Dąbrowski, którego znam już prawie dwadzieścia lat, poprosił mnie o refleksje na temat wystawy PRZYPADKOWA PRZESZŁOŚĆ sprawa okazała się – przypadkowo? – o tyle ciekawsza, że jestem nie tylko pisarką, ale również z wykształcenia archeolożką, a zatem człowiekiem profesjonalnie zajmującym się przeszłością. Przypadkową? Zazwyczaj tak. Z czym bowiem ma do czynienia archeolog, jeżeli nie z przypadkowymi, materialnymi fragmentami minionego czasu, z których to przecież umysł badacza a nie uczestników historii tworzy pewien, tylko pozornie spójny, a naprawdę dowolny i przypadkowy obraz przeszłości. Prace Dąbrowskiego okazały się dla archeologa i pisarza (archeolożki i pisarki) inspirującym materiałem do przemyśleń.

01Dąbrowski twierdzi, że od ponad dwudziestu lat zbiera pierwsze, niedoświetlone, na poły doświetlone lub „strzelone na rozgrzewkę” klatki filmów. Można by powiedzieć, że powstała z tego kolekcja, zbiór czy archiwum, a jednak nie użyłabym tu żadnego z tych słów. To nie pasja zbieracza przyświecała wrzucaniu do szuflady tego narastającego latami stosu ścinków, odpadków normalnej, codziennej pracy człowieka parającego się fotografią. Nie było to archiwum badacza, bo Dąbrowski nie opatrzył poszczególnych fragmentów datą czy opisem. Ale nie był to w żadnym razie śmietnik. Najbliższą analogią tego dziwnego zbioru wydaje się żydowska geniza, miejsce, gdzie wrzucano wszystko, co zostało napisane, a aktualnie nie było potrzebne. Słowa pisanego się nie wyrzucało, bo “było u Boga”, wszystko wędrowało do genizy, czy była to wielka gliniana amfora, jaskinia skalna czy komórka, schowek, skrytka. Z sześciuset zgromadzonych negatywów czarno-białych fotografii, dwieście klatek zostało przez artystę dopuszczonych do następnego etapu, do selekcji tego, co można i chce się pokazać odbiorcy. Dopiero ten etap, twierdzi Dąbrowski, był prawdziwym działaniem twórczym. Do finału doszło czterdzieści zdjęć.

02Zwoje z genizy w Qumran odsłoniły genezę wielu tekstów biblijnych, były cennym materiałem do badań nad początkami chrześcijaństwa. Wybrane negatywy z „genizy” Dąbrowskiego odsłaniają genezę procesu twórczego. Bo w procesie kreacji nie temat jest ważny, a samo tworzenie. Punktem wyjścia wystawy czterdziestu zdjęć Dąbrowskiego jest NIC. Nieważny, przeznaczony do wyrzucenia, przypadkowo przechowany negatyw. Mniej niż śmiecie będące tworzywem trash-art. Biała płaszczyzna niczego z czarnym śladem klamerki, którą przyczepia się negatyw do wysuszenia. Czerń i biel. Te zdjęcia, mówi Dąbrowski, są miłosną deklaracją. Miłość do niczego? Nie, to miłość do fotografii czarno-białej. Z bieli niczego wyłaniają się przypadkowe momenty. Ale ten przypadek, twierdzi Dąbrowski, to nie tylko pewien moment rzeczywistości, bo również moment, gdy widz zaczyna podlegać czarno-białej magii fotografii.

03Zdjęcia działają początkowo jak abstrakcja. Stopniowo jednak dochodzi do głosu rzeczywistość, podłoga, trotuar, kamienny bruk. Pokój, ściana, jakaś pseudonaftowa lampa, jakiś obraz na ścianie i znowu aparat obsuwa się w dół, łóżko, zmięta pościel, pierwszy cień człowieka, pierwszy w serii zdjęć, a może pierwszy w ogóle, zatem adam albo ewa, początek, gen wyjściowy i geneza obecności człowieka w świecie. Świat zastany, woda, drzewo, świat przetworzony, ulica, przystań, schody, to Wiedeń, nagrobek, nagle bardzo wyraźny, z dokładnie dającym się odczytać napisem po niemiecku, Karl Waldegger z Naunders w Austrii umarł, pozostawiając pogrążoną w żalu rodzinę, wieniec i latarnię, pokój dziecka z wielkim misiem, to Berlin. U góry i u dołu czarno-białych zdjęć rytmiczna powtarzalność kodów technicznych, nazwy filmów, numery klatek, strzałki, pokazujące kierunek przewijania filmu.

04Coraz mniej bieli, szarość ciemnieje, nie wiadomo, czy noc to moment, gdy zaszło słońce, czy przeciwnie, zaszło, bo nadeszła ciemność ostatniej niemal całkiem czarnej klatki, która przecież jednak nadal była klatką pierwszą, niepotrzebną, odrzuconą, na przemiał, na rozkurz, dla szczurów, do genizy. Na zagładę. Na ocalenie. Na przypomnienie, że był kiedyś czas, gdy to fotograf musiał być mistrzem, by zdjęcie okazało się dziełem sztuki. Gdy to fotograf a nie komputer był autorem efektów, chwytów, tricków, bo to on decydował o naświetleniu, o czerni, bieli, smudze cienia na tle wody. Cyfrowy aparat fotograficzny to mały komputer, który być może wie lepiej niż człowiek, jakie parametry techniczne trzeba spełnić, by zdjęcie było w pełni, w stu procentach udane. W cyfrowym aparacie fotograficznym nie ma pierwszych klatek, które zawsze były nie do użytku. Pierwsze zdjęcie wykonane cyfrowym aparatem fotograficznym jest zawsze tak samo dobre (albo tak samo marne) jak ostatnie. Ta wystawa, mówi Dąbrowski, to moje pożegnanie z fotografią analogową, choć być może jeszcze długo nie kupię sobie aparatu cyfrowego.

05„Być może” należy do repertuaru słów o przypadku i jego nieograniczonych możliwościach. „Być może” oznacza, że przyszłość jest niepewna, nieokreślona, zaledwie możliwa. Być może kupię aparat cyfrowy. Być może długo go jeszcze nie kupię. Przyszłość jest niepewna, przeszłość przypadkowa, a teraźniejszość, jak twierdzą naukowcy, trwa co najwyżej trzy sekundy. Tyle potrzebuje mózg, by przetworzyć teraźniejszość w przeszłość. A przecież wszystko, czego ludzkość dokonała na przestrzeni dziejów a człowiek na przestrzeni życia, dokonuje się tylko w teraźniejszości. Być może wcale i nigdy nie udało się nam stworzyć niczego spójnego, żadnej trwałej i sensownej całości, żadnego prawdziwego zdjęcia, może to tylko nasz mózg przez trzy sekundy porządkuje nasz świat i może to, co robimy to naprawdę zawsze i tylko pierwsze zdjęcie. Czasem prześwietlone, czasem niedoświetlone.

06