Kartonowy Zderzacz Kotów (KZK), ciąg dalszy

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

18 marca we Wrocławskim Stowarzyszeniu Twórców Kultury miała miejsce prapremiera KZK. Była to okazja, bym jeszcze raz wszystko przemyślał i wprowadził stosowne poprawki. Dobrym pomysłem było jednoczesne prezentowanie KZK z podobnym eksperymentem na fotonach. Jak tylko pojawiały się pytania, które miały mnie zbić z tropu, przechodziłem do interferencji fotonów i od razu pytający doznawał olśnienia i wycofywał pytanie.

Przy okazji wprowadziłem kilka poprawek w KZK.

Continue reading “Kartonowy Zderzacz Kotów (KZK), ciąg dalszy”

Kartonowy zderzacz kotów

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

czyli kolejne rozważania z pogranicza między fizyką kwantową a życiem

W tym roku oprócz setnej rocznicy interpretacji kopenhaskiej obchodzimy również dziewiędziesiątą rocznicę Kota Schrödingera. Z tej okazji, z myślą o kobietach, skonstruowałem “kartonowy zderzacz kotów”. Kot Schrödingera wprawdzie zawsze robi wrażenie na kobietach, ale koncentrują się na jego stanie martwym, co zaciemnia obraz superpozycji stanów żywy / martwy. Liczę, że mój “kartonowy zderzacz  kotów” tej wady nie będzie miał. Zderzenia są bezbolesne, są kocią zabawą, sprawiającą radość zarówno kotom jak i dzieciom. Ponadto zderzacz rzuca światło na wpływ kopenhaskiej interpretacji fizyki kwantowej na teorię literatury i życie w małym miasteczku. Budowa zderzacza nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani substancji radioaktywnych. Wystarczy karton, szpilki, nożyczki i pisak.

Continue reading “Kartonowy zderzacz kotów”

Kajakarstwo a fizyka kwantowa 3

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Pojedynek na miotły

Druga runda zaczęła się, gdy na płocie przed moim domem pojawił się plakat o gminnym konkursie na najbardziej zadbaną  wieś w gminie. Ostatni punkt regulaminu głosił, że “pięć najmniej zadbanych wsi otrzyma symboliczne Miotły 2004, które zostaną  rozpowszechnione w prasie, na stronach internetowych oraz w miejscach użyteczności publicznej.”

Po pierwszej ocenie czystości wsi najlepiej wypadła wieś wójta a najgorzej Ławica, gdzie mieszkałem. Zwróciłem się do wójta z prośbą o odstąpienie od  przyznawania Mioteł, uzasadniając to tak: “jeśli urząd przyznaje sobie prawo do publicznego piętnowania na podstawie subiektywnej oceny, to znaczy, że ktoś chce przywołać upiory z poprzedniego stulecia.” W odpowiedzi wójt bronił Mioteł. Wywiązała się dyskusja na łamach prasy pt. MIOTŁY 2004. Część mieszkańców gminy była po stronie wójta a część po mojej.

Ogłoszenie wyników konkursu miało nastąpić w ramach gminnych dożynek. Nic nie wskazywało na to, by wójt miał się poddać w sprawie Mioteł. Nie było mnie na dożynkach. Chyba dwa dni po tym wydarzeniu spotkałem redaktora naczelnego tygodnika kłodzkiego Euroglaciensis. A on do mnie:
– Czy pan wie, co pan zrobił?
Wystraszyłem się.
– Co takiego?, pytam.
– Panie Marku, wójt się poddał. Nikt się tego nie spodziewał, to do niego niepodobne. 

Tydzień później dostałem wezwanie do prokuratury, gdzie postawiono mi zarzuty zagrożone karą do dwóch lat więzienia.

W wyborach do Sejmu Wójt był jedynką w swoim okręgu, był pewien, że tym razem się dostanie.

Miałem nieruchomość, którą opuściliśmy po powodzi w 1997 roku. Miejscowa ludność szabrowała tam, co się dało. Stan techniczny tej mojej posiadłości był opłakany. Była też obciążona hipotekami ZUS-u, Urzędu Skarbowego i Banku. Jej wartość była zatem ujemna. Koszty rozbiórki przewyższały wartość ziemi.
Krótko po tym jak zgodziłem się na organizację spływu we współpracy z gminą, dostałem od inspektora Nadzoru Budowlanego mandat na 1000 złotych za brak zabezpieczenia nieruchości. Poszedłem z tym do pani Marioli, a ona zaniosła pismo wójtowi i powiedziała, żebym się nie martwił.

Jednak po historii z miotłami do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o mojej odpowiedzialności za katastrofę budowlaną dużych rozmiarów.
Zostałem skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.
Asesor, która wydała ten wyrok, bardzo mnie przepraszała, mówiła, że nie może inaczej i radziła, bym się odwołał do Sądu Okręgowego w Świdnicy
Mając ten wyrok, poszedłem do ZUS-u, Urzędu Skarbowego i Banku. Z uwagi na wyrok umorzyli mi wszystkie długi, a na koniec jakimś niesamowitym trafem sprzedałem tę nieruchomość, oczywiście za bezcen.
Powinienem wójtowi postawić przynajmniej piwo. Tymczasem on znów przepadł w wyborach, choć był pierwszy na liście. Jego partia w okręgu, w którym startował nie zdobyła żadnego mandatu.
Podobno był to jedyny taki przypadek w Polsce.

Kajakarstwo a fizyka kwantowa (3)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Ludzie myślą, że są bezsilni w starciu z systemem. Są bezsilni, bo grają zgodnie z regułami narzuconymi przez system. Nie mają odwagi wyjść poza wszelkie reguły. Stary Burnus mówił, że lepiej z mądrym przegrać, niż z głupim wygrać. Co robić, żeby z głupim nie przegrać. Grać absurdem. Nie wiem, czemu to działa? Za każdym razem jestem zdziwiony, jak działa.

Continue reading “Kajakarstwo a fizyka kwantowa (3)”

Kajakarstwo a fizyka kwantowa (2)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Zostałem zaproszony do urzędu gminy, gdzie pani Mariola poinformowała mnie, że wójtowi bardzo spodobała się idea spływu kajakowego Wiosenne Wody Ziemi Kłodzkiej, w związku z czym mam się wstrzymać z wszelkimi działaniami w tym kierunku i czekać na stosowne zarządzenie wójta.

                       *
Heisenberg wspomina pewną rozmowę z Einsteinem.
Einstein: Zakłada pan, że w atomie są elektrony… jednakże tory elektronów w atomie chciałby Pan całkowicie usunąć. Czy może mi Pan wyjaśnić podstawy tych dziwnych założeń?
Heisenberg: Torów elektronów nie można obserwować… rozsądną rzeczą jest uwzględnienie w teorii tylko tych wielkości, które mogą być obserwowalne.

Continue reading “Kajakarstwo a fizyka kwantowa (2)”

Seks i wolność, czyli o wspomaganiu kajakarstwa fizyką kwantową

Marek Włodarczak, czyli Tabor Regresywny

Zastanawiałem się jak zakończyć temat o życiu seksualnym kajakarzy. Szukałem jakiegoś kontrprzykładu. Przypadkowo wpadła mi w ręce książka pt. Życie seksualne Papagejów. Próbowałem to przeczytać, ale nie dałem rady tej pseudointelektualnej biegunce umysłowej. 

Jak zwykle życie pisze scenariusze, które nikomu by się nie przyśniły. Cały świat jest zbulwersowany aferą Jeffreja Epsteina. Nie chcę na tym żerować. Chciałbym tylko zauważyć, że życie seksualne elit politycznych i biznesowych jest przeciwieństwem  życia seksualnego kajakarzy, tak jak przeciwieństwem jest ich stan posiadania.  

I na tym bym zakończył. Jednocześnie chciałbym rozpocząć nowy temat:

FIZYKA KWANTOWA JAKO NAJWIĘKSZY SKANDAL INTELEKTUALNY ODZIEDZICZONY PO XX WIEKU

Mimo iż podstawy fizyki kwantowej formowały się sto lat temu, to do dnia dzisiejszego nikt nie rozumie, czemu ta fizyka tak działa. David Deutsch nazwał to największym skandalem intelektualnym XX wieku.  We wstępie do książki  Wernera Heisenberga Der Teil und das Ganze (Część i całość) Friedrich Weizsäcker pisze: Zdarza się niekiedy, że nauka nabiera znaczenia dla dziejów świata: nie z powodu konsekwencji technicznych, lecz przez przemianę myślenia.
Za sprawą fizyki kwantowej nie mogło dojść do przemiany myślenia, skoro jej nie rozumiemy. Natomiast doszło do kapitulacji myślenia na rzecz instrumentalnego ślizgania się po powierzchni zjawisk. A to już jest skandal nad skandale. Będę próbował o tym opowiedzieć, przyglądając się bardzo prostemu eksperymentowi ze światłem i historii pewnego spływu kajakowego sprzed 25 lat.
Historia tego spływu zaczyna się zdjęciem wychodka za stodołą, zrobionym w ramach wykorzystania ostatniej wątpliwej klatki kliszy analogowej. Tak się złożyło, że pisałem akurat żartobliwą  pracę z naukoznawstwa o ursynologii jako dyscyplinie naukowej (Ursynologia to nauka o Kubusiu Puchatku). Brakowało mi tylko wyspecjalizowanej  komórki naukowej. Jak zobaczyłem to zdjęcie, to od razu nadałem mu tytuł Katedra Poetyki w Ławicy. Nic by się nie stało, gdyby nie to, że jako prezes Towarzystwa Filozoficzno-Kajakowego im. Kubusia Puchatka dostałem z gminy pismo z prośbą o plan działania Towarzystwa na 2001 rok. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że wysłałem taki niby plan, a w nim plan spływu kajakowego Wiosenne Wody Ziemi Kłodzkiej. A już zupełnie nie wiem, co mi odbiło, że w ramach spływu zaplanowałem otwarcie Katedry Poetyki w Ławicy. No nie mogłem przewidzieć, że na otwarcie Katedry Poetyki w Ławicy zjadą się z Warszawy politycy z pierwszych stron gazet, dyrektor polskiego oddziału Banku Światowego, telewizja program II, nie mówiąc już o pomniejszych dygnitarzach. Nie mogłem przewidzieć, że historia tego spływu wpisze się w fundamentalne problemy fizyki kwantowej.

Katedra Poetyki w Ławicy

O seksie, wolności i podróży do Berlina

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Czyli

Faul w polu karnym (cd.)

W  1994 roku  Lech Wałęsa przenosi siedzibę prezydenta z Belwederu do pałacu na Krakowskim Przedmieściu.  Zaczyna się okres prezydentury okrągłostołowej. Kolejni prezydeci to znaczy Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński i Bronisław  Komorowski są niewątpliwie prezydentami  okrągłostołowymi. O Andrzeju Dudzie nie można już tego powiedzieć, a na pewno z ducha nie był  okrągłostołowy. Po Dudzie przychodzi Karol Nawrocki. Jawnie zrywa z  okrągłym stołem wyrzucając go z pałacu i obwieszczając  koniec postkomunizmu. Nie obwieścił co dalej.  Możemy się tylko domyślać, widząc miting kończący pielgrzymkę kibiców do Częstochowy na Jasną Górę.

Continue reading “O seksie, wolności i podróży do Berlina”

Mała Mi a pałac prezydencki RP

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Faul w polu karnym

Przyglądając się trzem następnym  okresom w historii pałacu, doszedłem do wniosku, że warto by je połączyć i rozpatrywać razem, co nie znaczy zrównywać. Chodzi o dwudziestolecie międzywojenne, okres okupacji i czasy PRL-u. Zarówno przed wojną jak i po wojnie pałac był siedzibą premiera i rady ministrów. W czasie wojny został przekształcony w hotel i kasyno, nie wiem czy oficerskie czy po prostu kasyno gry.

Continue reading “Mała Mi a pałac prezydencki RP”

Małą Mi do Berlina, czyli o seksie, wolności i flagach

Wczoraj publikowałam tu włoski artykuł o tym, że nie mamy już Europy, nie mamy wspólnej europejskiej flagi, flagi w tym sensie, w jakim flaga jakiegoś narodu, symbolicznie go jednoczy w chwili niebezpieczeństwa. Ela, pisząc kilka dni temu o wieńcach ku czci powstańców wielkopolskich, wyraziła nadzieję, że jak dojdzie do niebezpieczeństwa, wszyscy staną wspólnie pod tą jedną flagą, tak jak wspólnie, ci z lewa, ci z prawa i ci ze środka, złożyli “ku czci” identyczne ozdobione flagami wieńce.

Autor jednak, podobnie jak Paulo Rumiz, sugeruje, że się nie da, że flaga NA Pałacu Prezydenta i flaga Pałacu Prezydenta to dwie różne flagi i ich różność nas poróżnia.

Dziś ciąg dalszy tych rozważań:

Continue reading “Małą Mi do Berlina, czyli o seksie, wolności i flagach”

Faul w polu karnym (ciąg dalszy rozważań o wolności i życiu seksualnym kajakarzy)

Admin: Z przyjemnością stwierdzam, że wpisy na temat wolności, życia seksualnego kajakarzy i podróży Małą Mi do Berlina zaczynają jako żywo przypominać słynny cykl audycji radiowych niejakiego Jana T. Stanisławskiego, profesora mniemanologii stosowanej pt. O wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia (lub na odwrót).

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Jestem po lekturze broszurki Timothy Snydera O tyranii i przypomina mi się zdarzenie ze szkoły podstawowej, w której uczyłem matematyki. Michała, ucznia piątej klasy pozbywały się różne szkoły i w końcu trafił do naszej.  Nie dziwię się, miałem z nim dużo kłopotów.

Michał rzucił z drugiego piętra na dziewczyny woreczek, do którego wcześniej nasikał. Wszyscy nauczyciele byli oburzeni, a wychowawczyni wpisała mu do dziennika sto punktów karnych. To była jedyna kara, jaką mogła mu wymierzyć. Wracając do Snydera, narzędzia jakimi dysponuje  demokracja w walce z tyranią, bardzo przypominają mi te sto punktów wpisanych do dzienniczka Michałowi. Nie wróży to nic dobrego.

1 stycznia 2026 roku o godzinie 12.00 z pałacu prezydenckiego została zdjęta flaga, zastąpiona inną flagą biało-czerwoną.  Te inne flagi będą co sobotę zdejmowane i zastępowane następnymi. Te inne flagi nie są flagami pałacu prezydenckiego, bo co innego flaga pałacu prezydenta, a co innego flaga NA pałacu. To są zasady etykiety flagowej. Skoro na pałacu prezydenta nie ma flagi pałacu prezydenta to znaczy, że w pałacu nie ma prezydenta. O tym też mówi etykieta flagowa. A skoro nie ma prezydenta to kim jest Karol Nawrocki i co tam robi?

Jak oddział straci flagę lub proporzec, to nie szyje się nowej flagi, tylko rozwiązuje oddział. O tym mówi kodeks honorowy.

Te inne flagi mają być następnie przekazywane jakimś organizacjom. Obawiam się, że będą dzielić Polaków. Jest zbyt dużo flag, które dzielą Polaków, a nie ma flagi, która łączy. 

Gdyby Trump porwał flagę Wenezueli zamiast Nikolasa Maduro, to mógłby negocjować wymianę flagi na nagrodę Nobla z Marią Corina Machado, a  tak nie ma żadnej karty w ręku, bo Maduro nie ma dla niej  żadnej wartości.

Myślę, że historia flagi pałacu prezydenckiego w Warszawie się dopiero zaczyna.

PS od Adminki: Myślałam, że Autor żartuje, ale nie, bo oto: