Irena Bobowska, Berlin: Drzewo / Baum / Tree

Ewa Maria Slaska

Kochani & meine Lieben. So sah das Sammeln für Irena-Bobowska-Baum aus. Tak wyglądała zbiórka na Drzewo Ireny Bobowskiej.
Na portalu gofundme zebraliśmy 605 Euro, na konto otrzymaliśmy z tego 551,33 €.
In gofoundme sammelten wir 605 €, auf mein Konto kam 551,33 € rein.
Tyle pieniędzy przesłałam w sumie wczoraj i dziś na konto organizacji Dziewuchy Berlin / So viel habe ich heute und gestern aufs Konto von Dziewuchy Berlin überwiesen.
Ich danke Euch  / Dziękuję

Diese Personen haben unsere Aktion unterstützt / Te osoby wsparły naszą akcję:

Dorota Cygan
Anita Dałkowska
Mini Gu
Ela Kargol
Philippe Kayser
Maria Kowalska
Konrad Kozaczek
Lidia Kozłowska
Grażyna Marzewska-Nowak & Krzysztof Nowak
Katarzyna & Przemysław Masalscy
NN (Dąbrówczanka/matura 1972)
Jakub Nowak
Anna Maria Patanè
Mariana Pryven
Roksana Przyjemska
Joasia Rubinroth
Danuta Schnabel
Ronald Seiffert
Petra Söllner
Danuta Stokowski
Monika Wrzosek-Müller

& 3 osoby, które wciąż jeszcze nie odpowiedziały mi na pytanie, czy i jak mogę opublikować ich nazwiska

& 3 Personen, die mir immer noch nicht gesagt haben, ob ich ihre Namen veröffentlichen darf

Barak Kultury: Plakat wystawy Nenia w Poznaniu podczas Festiwalu “Rusałka”, wernisaż 7 września 2023. Grafika Anna Krenz, film i organizacja wystawy Anna Krenz & Marzena Zajączkowska.

Ostatnie pieniądze na zbiórkę wpłynęły o 1 w nocy 26 września.

26 września 1942 roku przywieziono Irenę do więzienia Plötzensee. Było to miejsce kaźni i Irena wiedziała, że o świcie pójdzie na śmierć. Przyszedł ksiądz wysłuchać spowiedzi, a potem z komunią. Zabrał jej list do domu.

Jutro pójdę na śmierć, napisała. Nie żałuję niczego.

Całą noc nie mogę spać. Myślę o tej młodej kobiecie, tak pięknej, tak dzielnej, tak bohaterskiej. Wyobrażam sobie, jak mi się każą rozebrać do bielizny i zabierają do tego pomieszczenia z gilotyną. Gilotyna jest jeszcze zasłonięta zasłoną. Zapewne czarną. Sędzia czyta wyrok. Słucham go, ale czy rozumiem? Nauczyłam się w więzieniach niemieckiego, więc teoretycznie rozumiem ten długi biurokratyczny bełkot. Zdrada stanu! Hochverrat. Za 9 numerów kilkustronicowej gazetki!

Myślę o rówieśnikach Ireny, o mnie i moich rówieśnikach, gdy byliśmy w jej wieku. O tych, co teraz są w jej wieku. Co będą myśleli, co czuli? Będą studiować. Spotkają miłość. Pojadą w podróż. Będą mieli dzieci. Zostaną naukowcami lub artystami. Upieką chleb. Posadzą drzewo. Zbudują dom. Przeżyją życie.

Ja sobie lubię wyobrażać, napisała Irena.

Ja lubię sobie wyobrażać
Że jestem z bajki taką dobrą wróżką
Przedziwne cuda mogę stwarzać
Mą czarodziejską różdżką.

I wtedy chodzę i sieję po świecie
Taki radosny, dźwięczny śmiech.
Śmiech, który wszystko zło wymiecie,
Przed którym umknie wszelki grzech.

W takt mojej różdżki tańczą dzieci
Kłonią się kwiaty, szumią drzewa
Gdy zechcę, wiatr swawolny leci
I na mój rozkaz słowik w parku śpiewa.

W dzień wodzę w górze słońce ogniste
I co noc gwiazdy zapalam,
I mgły na łąkach snuję srebrzyste,
I księżycowi świecić pozwalam.

Rankiem rozpylam perliste rosy,
Zawrotnych woni udzielam ziołom,
Rok rocznie złocę pszeniczne kłosy
I deszcz spragnionym zsyłam siołom.

Dzień i noc oraz 4 pory roku
Elfy, chochliki, wszystkie kwietne duszki
I nimfy z łąki przy potoku,
Syreny w morzu – też są moje służki.

(Moabit, 24.12.1941)

Też sobie dalej wyobrażam…

Nie widzę kata, ale wiem, że i on jak jego dwaj pomocnicy jest zakrwawiony. Jest 4:36 rano. Właściwie jest już 27 września, ale w dokumentach wszędzie zapisana zostaje wczorajsza data. 26 września. Piątek. Zgodnie z przepisami w soboty nie odbywały się egzekucje. Moja się odbyła. Jednak biurokracja nie może jej uznać za czyn sobotni. Musiałam zostać zabita w piątek. Więc wszyscy z uporem będą powtarzać, że przywieziono mnie do więzienia 26 września po południu, a tego samego dnia o 4 rano ścięto mi głowę.

Nielogiczne? Cóż z tego? Wystarczy, że śmierć jest logicznym następstwem wydania 9 kilkustronicowych gazetek przeciw okupacji Polski przez Niemcy.

A może tylko logicznym następstwem tego, że spadło mi na szyję ostrze gilotyny. Moja głowa wpadła do blaszanego wiadra.

Moje ciało zniknęło nie wiadomo gdzie.

Kat, Wilhelm Röttger, dostał 80 marek niemieckich i papierosa. Za każdą głowę tyle dostawał.

Więcej we wpisie Eli Kargol…

Transsyb (5)

Zbigniew Milewicz

Nad Jenisejem i Angarą

Do następnego etapu podróży jest niecałe czternaście godzin, można więc przeboleć, że znowu mamy boczne koje. Naprzeciw mości się sympatyczna rodzina, jadąca z Kazachstanu aż za Krasnojarsk, na 80 urodziny mamy męża. Pochodzą z Białorusi, od najstarszego do najmłodszego, kilkuletniego wnuka wszyscy okrągli jak piłki. Połowę ich bagażu na pewno stanowi prowiant na drogę i praktycznie przez całą podróż jedzą, a my z Edmundem musimy im w tym towarzyszyć. Obraziliby się na nas, gdybyśmy odmówili. Ojciec z synem znają mnóstwo dowcipów, jest więc wesoło jak na familijnym pikniku.


Rodzinie towarzyszy starsza, drobna Kazaszka, która od lat pracuje pod kręgiem polarnym, w Norilsku. Opowiada o trudnych warunkach życia w tym mieście, których przeciwwagą są wysokie pensje, bo miasto siedzi na niklu. Pół roku trwa – opowiada kobieta – noc polarna, lądem do nich nie sposób się dostać, brak dróg, pozostaje Jenisej albo połączenia lotnicze. Norilsk jest miastem zamkniętym, przybysz musi mieć wizę, na którą czeka się średnio pół roku, a żeby ją dostać, trzeba wykazać się zarobkiem miesięcznym powyżej 14 tysięcy rubli na członka rodziny i odpowiednimi gabarytami mieszkania. Słowem, tylko nielicznym udaje się tam dobrowolnie dostać, ale my na szczęście jedziemy w innym kierunku.

Continue reading “Transsyb (5)”

Zadumanie

Teresa Rudolf

Tak trudno, tak trudno

Żałuję,
niemożliwości życia
na kilku płaszczyznach
równolegle, gdzie jest się OK.

a da się?

***

Żałuję
niemożności przeproszenia,
wybaczenia, gdy chowamy,
i wyciągamy rękę z lękiem

odrzucenia…

***

Żałuję
niemożliwości bycia
równolegle w kilku miejscach
w różnym czasie, jak w filmach

dla dzieci…

***

Żałuję,
budowania muru ochronnego
przed największym wrogiem,
jakim jesteśmy my sami,

z lęku, co za nim.

***

Żałuję,
przepraszam,
dziękuję, wybaczam, proszę,
magiczne słowa szczerozłote…

…a trafią?

***

Żałuję, 
“więcej grzechów 
nie pamiętam” a i też 
za nie, serdecznie żałuję…

…a ty masz to wiedzieć.

Jak kwiaty

Słońce przebija się
przez firany mego 
dziś zadumania; 

nad bólem świata,
katastrofami,
trzęsieniami ziemi,

nad podstępnym
niezdrowym zdrowiem,
które powinno wyzdrowieć,

a zabiera nam ludzi 
w zaświaty, gdzie są już
ci z głodu,  ci z chichotu losu…

ci potrzebni, niepotrzebni,
bogaci, biedni, mądrzy, głupi,
też i ci, co jak kwiaty tak cicho…

…odchodzą.

Reblog: Umarł słaby filozof

Jacek Kołtan

Myślę o Giannim Vattimo, wspaniałym włoskim filozofie, który zniknął 19 września wieczorem w wieku 87 lat.

Kilka dekad temu doświadczył uważności świata – jego książki przekładano na języki, jego wypowiedzi były namiętnie komentowane. Przeciwstawił się ograniczeniom chrześcijaństwa, szczególnie w jego katolickim roszczeniu do uniwersalizmu, podjął wątki gadamerowskiej hermeneutyki, czyniąc z niej – jak sam to określał – myśl słabą.

Udało mi się zaprosić go na konferencję, a kto próbował, ten wie, że nawet jeśli zaakceptował zaproszenie, ostatecznie mógł nie dotrzeć na miejsce. Potrafił się rozmyślić w ostatnim momencie, ale jeszcze częściej gubił się na lotniskach, przyjeżdżał spóźniony.

Do Warszawy doleciał innym połączeniem, przegapił swój lot.

Ale kiedy już był, okazywał się bardzo hojnym rozmówcą i czarodziejem słowa. Jego esej znaleźć można w książeczce “Solidarność i kryzys zaufania”.

Napisał w nim: „Pytanie: czy aby przetrwać lub osiągnąć szczęście, naprawdę potrzebujemy (my – ludzie) uniwersalnej prawdy (prawd)? Na przykład czy konstruowanie realnego świata wymaga wspólnej wiary w jakieś „opisowe” twierdzenia (w rodzaju: wszyscy ludzie są równi, człowiek jest istotą wolną itd.)? Mówiąc inaczej, czy aby osiągnąć zgodę, musimy dojść do prawdy, czy może osiągając zgodę, dochodzimy jednocześnie do prawdy?

Próbuję pokazać, że istnieje związek pomiędzy każdym roszczeniem do prawdziwości na poziomie teoretycznym a faktycznym istnieniem władzy. Aby móc stwierdzić, że rzeczy ‘są’ takie, a nie inne, trzeba być w jakiś sposób ‘u władzy’.”

I dodawał natychmiast: „Nie mówię przy tym prawdy. Opowiadam tylko historię moich doświadczeń jako filozofa, który dorastał w chrześcijańskim świecie Zachodu i doświadczył uniwersalizmu właśnie w ten sposób.”

Prosił, by jego odejście skomentować frazą:

Byłem słaby.
Gianni Vattimo
04.01.1936 – 19.09.2023


Na zdjęciach w dialogu z Pierrem Manent i Scottem Lashem. Na Uniwersytecie Warszawskim w 2010 roku.

***

Ze zlinkowanej powyżej publikacji wyjęłam życiorys Vattimy i, za poradą Jacka Kołtana, fragment jego tekstu, będący kontynuacją cytatu z powyższego wpisu:

Gianni Vattimo (ur. 1936), włoski filozof i polityk. Wykłada na uniwersytecie w Turynie, gdzie jest profesorem estetyki i teorii filozofii. Był także profesorem wizytującym na uniwersytetach amerykańskich (między innymi w Yale i Los Angeles). Jako uczeń Luigiego Pareysona twórczo rozwinął wątki hermeneutyczne filozofii Fryderyka Nietzschego i Martina Heideggera. Jego koncepcję „myśli słabej” cechuje antymetafizyczne i antyuniwersalistyczne nastawienie, które wykorzystuje on także do reinterpretacji tradycji chrześcijańskiej. Vattimo aktywnie uczestniczy w europejskim życiu politycznym zarówno jako poseł do Parlamentu Europejskiego, jak i uczestnik debat publicznych. Do jego ważniejszych prac należą:
Essere, storia e linguaggio in Heidegger (1963),
Poesia e ontologia (1968)
Koniec nowoczesności (1985 [2006]),
Społeczeństwo przejrzyste (1989 [2006])
Przyszłość religii (współautor: Richard Rorty, 2005 [2010])
Verità o fede debole?
Dialogo sucristianesimo e relativismo (współautor: René Girard, 2006)
After the Death of God (współautor: John D. Caputo, 2007).

***

Nie mówię przy tym prawdy. Opowiadam tylko historię moich doświadczeń jako filozofa, który dorastał w chrześcijańskim świecie Zachodu i doświadczył uniwersalizmu właśnie w ten sposób. Wierzyłem kiedyś, że nam, ludziom cywilizacji zachodniej, jako filozofom i chrześcijanom została dana prawda i że naszym zadaniem jest głosić ją całemu światu ze względu na współczucie dla naszych współbraci. Jednak „praktyczny” fakt buntu przeciwko kolonializmowi oraz praktyki nowego imperializmu stosowane przez globalny kapitalizm zmuszają mnie do ponownego przemyślenia mojej filozoficznej idei uniwersalizmu.
Nie dokonałem żadnego teoretycznego odkrycia. Zdałem sobie jedynie sprawę, że w świecie, w którym zaznaczyły swą obecność różne kultury, nie mogę już dłużej mówić o uniwersalnej prawdzie. Nie mogę też dłużej ignorować silnego związku między prawdą i władzą.
Co dalej? Jaki wniosek płynie z tego prise de conscience? Jako człowiek Zachodu moim partnerom w dialogu międzyreligijnym mogę zaoferować doświadczenie z historią uniwersalizmu.
Nawiasem mówiąc, na tym polega moje (czy tylko moje?) bycie chrześcijaninem. „Wyższość” (cudzysłów powinien być wielokrotny) chrześcijaństwa zawiera się w tym (niezależnie od tego, co mówią i myślą papieże), że jest to religia braku religii. Sednem chrześcijańskiego przesłania, jest to, że Bóg/Bogini porzucił(a) swoją transcendencję, by stać się jednym (jedną) z nas. Innymi słowy, jak mówi włoskie powiedzenie, dzięki Bogu, jestem ateistą.
ale:
Co zamiast uniwersalnej prawdy, świata zjednoczonego pod rządami jakiejś „racjonalnej”, demokratycznej władzy?
Nie wiem. Wydaje mi się natomiast, że jako chrześcijanin muszę nawiązywać kontakt z moimi współbraćmi, którzy w przeważającej większości nie są, jak powiedziałby Walter Benjamin, „zwycięzcami” czy też udziałowcami istniejącego porządku i w związku z tym nie wspierają praktycznego, imperialistycznego uniwersalizmu, który grozi likwidacją ludzkości z jej nieredukowalną różnorodnością form i wartości. Rzecz jasna, tak jak prawdopodobnie wszystkie religie, ja również nie znam przepisu na idealne państwo. Nie da się bowiem projektować porządku anarchicznego. Jednak w obecnej sytuacji wydaje się, że jakaś forma anarchicznego – teoretycznego i praktycznego – sprzeciwu mogłaby nam z pewnością pomóc.


Przełożył Marcin Moskalewicz

Die fünfte Jahreszeit…

…ein Dialog zwischen den Dichter in Tegel – Süd

Wenn der Sommer vorbei ist und die Ernte in die Scheunen gebracht ist, wenn sich die Natur niederlegt, wie ein ganz altes Pferd, das sich im Stall hinlegt, so müde ist es – wenn der späte Nachsommer im Verklingen ist und der frühe Herbst noch nicht angefangen hat – dann ist die fünfte Jahreszeit.

Nun ruht es. Die Natur hält den Atem an; an andern Tagen atmet sie unmerklich aus leise wogender Brust. Nun ist alles vorüber: geboren ist, gereift ist, gewachsen ist, gelaicht ist, geerntet ist – nun ist es vorüber. Nun sind da noch die Blätter und die Gräser und die Sträucher, aber im Augenblick dient das zu gar nichts; wenn überhaupt in der Natur ein Zweck verborgen ist: im Augenblick steht das Räderwerk still. Es ruht.


Mücken spielen im schwarz-goldenen Licht, im Licht sind wirklich schwarze Töne, tiefes Altgold liegt unter den Buchen, Pflaumenblau auf den Höhen … kein Blatt bewegt sich, es ist ganz still. Blank sind die Farben, der See liegt wie gemalt, es ist ganz still. Boot, das flußab gleitet, Aufgespartes wird dahingegeben – es ruht.

So vier, so acht Tage – Und dann geht etwas vor.

Eines Morgens riechst du den Herbst. Es ist noch nicht kalt; es ist nicht windig; es hat sich eigentlich gar nichts geändert – und doch alles. Es geht wie ein Knack durch die Luft – es ist etwas geschehen; so lange hat sich der Kubus noch gehalten, er hat geschwankt … na … na …, und nun ist er auf die andere Seite gefallen. Noch ist alles wie gestern: die Blätter, die Bäume, die Sträucher … aber nun ist alles anders. Das Licht ist hell, Spinnenfäden schwimmen durch die Luft, alles hat sich einen Ruck gegeben, dahin der Zauber, der Bann ist gebrochen – nun geht es in einen klaren Herbst. Wie viele hast du? Dies ist einer davon. Das Wunder hat vielleicht vier Tage gedauert oder fünf, und du hast gewünscht, es solle nie, nie aufhören. Es ist die Zeit, in der ältere Herren sehr sentimental werden – es ist nicht der Johannistrieb, es ist etwas andres. Es ist: optimistische Todesahnung, eine fröhliche Erkenntnis des Endes. Spätsommer, Frühherbst und das, was zwischen ihnen beiden liegt. Eine ganz kurze Spanne Zeit im Jahre.

Es ist die fünfte und schönste Jahreszeit.

——————————————————————-

Mein lieber Herr Tibor, das verlassen der Bäume ist das Grundübel der Gesellschaftsformen und deren Kriege. Ich habe mir schon einen Baum ausgesucht. Allerdings bin ich nicht der einzige, der auf diesem Baum “sein Auge geworfen hat, da standen schon andere, und sofort kam es zu aggressiven Handlungen untereinander. Die einen wollten einen Ast mit Balkon, die anderen wollten einen Ast mit Garage. Ich meine, so geht es doch nicht, darum verließ ich das Geschehen, um diese Problematik am Staun Tisch *) zu besprechen. 

In diesem Sinn oder so ähnlich, Jawollja, das meint auch der Sanitätsgefreite Neumann.

 Er ist eigentlich Pole, hat seinen Namen nur “Eindeutschen” lassen. 

———————————————————————————————–

*) Staun Tisch – das wöchentliche Treffen der Tegeler Dichter am Emstaler Platz in Jahren 2012 – 2018

A(n)namorphosis

Katarzyna Mazur

Schrieb:

Liebe Freund*innen, Kolleg*innen und Bekannte,

ich möchte Euch ganz herzlich zur der Eröffnung meiner Ausstellung A(n)namorphosis einladen!

Wann? Diesen Freitag, den 22.09.2023 19 Uhr


Opening:
22.09.2023 at 7pm
Talk with Katarzyna Mazur and Sara-Lena Maierhofer
Exhibition until 27.10.2023
Only by appointment: info@kominek-gallery.com

Wo?  Kominek Gallery, Berlin Prenzlauer Berg
Immanuelkirch Str. 25
10405 Berlin

Continue reading “A(n)namorphosis”

Irena-Bobowska-Baum in Berlin

Über Irena Bobowska wurde im letzten Jahr auf diesem Blog mehrere Male geschrieben. Anna Krenz und ich veranstalteten im September 2022 vier Veranstaltungen über das Leben und dem Tod dieser jungen Polin, die, von der Kindheit her gehbehindert, in ihrem kurzem Leben soviel schaffen konnte. Sie war eine Dichterin und Zeichnerin, eine soziale Aktivistin, eine Pfadfinderin. Eine Konspiratorin, die sich, wie Millionen anderer Polinnen und Polen wärend des 2. Weltkrieges gegen die Unrecht-Macht der Nazis in ihrer Heimat einsetzten. Am 3. September 1920 in Poznań (Posen) in Polen geboren, starb sie den Heldinnen-Tod am 26. September 1942, hingerichtet durch die Guillotine im Berliner Todes-Gefängnis Plötzensee.

Continue reading “Irena-Bobowska-Baum in Berlin”

Transsyb (4)

Zbigniew Milewicz

Droga na kościach

Bez transsybu nie byłoby Nowosybirska, ale po kolei. Kiedy w górach Ałtaju na początku XIX wieku położono pierwsze w Rosji tory kolejowe o długości około 2 kilometrów, po których konne zaprzęgi transportowały urobek srebra z kopalni, w Anglii powstawały już pierwsze prototypy parowozów. Prawie kolejnych trzydziestu lat potrzebowała Rosja, żeby na linii Petersburg – Carskie Sioło – Pawłowsk otwarta została pierwsza pasażerska linia kolejowa, obsługiwana przez parowóz. W 1860 r. długość linii kolejowych na świecie wynosiła już 108 tys. km: w Stanach Zjednoczonych – 49 tys., Wielkiej Brytanii – 17 tys., Niemczech – 11 tys., a w ogromnej Rosji ledwie 1590 km. Światłe głowy w państwie rozumiały, że opóźnienia te hamują jego rozwój, ale w budżecie brakowało środków na postęp techniczny. Z pomocy prywatnego i zagranicznego kapitału cesarz nie chciał skorzystać, monopol na kolej miał być niepodzielnie państwowy.

Dopiero przegrana w Wojnie Krymskiej w latach 1853-1856 uświadomiła władzy konieczność pewnych kompromisów. Mogło nie dojść do poddania Sewastopola wojskom sprzymierzonym z imperium osmańskim, gdyby Moskwa miała połączenie kolejowe z Morzem Czarnym, umożliwiające szybki transport wojskowego wsparcia. W czasie wojny zmarł Mikołaj I Romanow. Następca tronu, Aleksander II był politykiem bardziej elastycznym i przewidującym, ale dopiero za panowania następnego z Romanowów koleje w Rosji otrzymały zielone światło. Aleksander III, znany ze skrajnego, politycznego konserwatyzmu, antysemityzmu, tudzież z wielkiej podejrzliwości wobec otoczenia (za jego panowania powstała słynna, carska Ochrana, protoplastka późniejszej Czeka i kolejnych służb bezpieczeństwa w tym kraju), był jednak dobrym gospodarzem. Poszerzył granice państwa o nowe zdobycze terytorialne i stworzył możliwości dla rozwoju technicznego. Jedno bez drugiego nie mogło się obejść. Na Wielkim Trakcie Syberyjskim, zwanym potocznie moskiewskim, albo irkuckim (w zależności od tego, kto dokąd zmierzał ) ruch był coraz intensywniejszy. Z centralnej części kraju na Wschód docierały towary przemysłowe i poczta, w odwrotnym kierunku – futra, złoto, srebro i herbata z Chin. Trakt kontynuował tradycje Wielkiego Szlaku Herbacianego, sięgające XVII wieku. Towarami najczęściej wysyłanymi do Chin były futra, skóry oraz arkusze żelaza, a najchętniej sprowadzanymi do Rosji, poza herbatą – jedwab, aksamit, cukier, laka. Autorzy dwutomowej pracy p.t. „Transport kolejowy Wschodniej Syberii od XIX do XX wieku“, opublikowanej na stulecie Transsyberyjskiej Magistrali1 podają, że w latach 1887-1891 przewóz towarów wzrósł na owym trakcie pięciokrotnie. Z Tomska w stronę Irkucka szło co roku do 70 tysięcy wozów z ładunkami towarów o łącznym ciężarze 1,6-1,7 miliona pudów. Zajęcie przy tym miało 16 tysięcy woźniców. Transport trwał jednak miesiącami, droga była trudna, niebezpieczna, w porze deszczów i roztopów w ogóle nieprzejezdna. Był to także szlak tysięcy zesłańcow, którzy na katorgę wędrowali pieszo, przeważnie zimą i latem, kiedy drogi się do tego nadawały. Ich też przybywało, carska Ochrana dwoiła się i troiła. Kolej miała te ograniczenia wyeliminować.

Continue reading “Transsyb (4)”

Pożegnanie z latem

Teresa Rudolf

Złotorude spotkanie

Lato oszołomione
spotkaniem z Jesienią:
“skąd przybywasz piękna,
rudokasztanowa Kobieto?”

“Ach, z innego kąta Ziemi,
wymieniłam się z Zimą,
elegancką, aż do bólu
chłodną kobietą”.

“A co Pani powie
o miłym spotkaniu
wieczorem, zapachnie
najnowszą kompozycją
aromatów?”

“Chętnie, kocham
taniec w świetle
księżyca, świetliki,
zapach dobrych
perfum”.

I tak będą tańczyć
aż do babiego lata
a początku jesieni,

… aż do
przesmutnego
w tym roku
rozstania…

Już powoli….

Kwiaty posmutniały
wiedząc, że to ich
przemijania
smutny
czas.

Pamiętają w pąkach
dzieciństwo swe, 
młodzieńczość
uwodzicielską,
nocne tańce.

Nie patrzą już na siebie
w zieleni łąk, pól,
prasują swoje
zmięte liście
i płatki…

…wiedząc, 
że to po nic,
po nic…

…bo tak to już,
po prostu 
jest.