Emil Kalinowski
Słowiański kuzyn Don Kichota
Od Adminki: To numer berliński, więc warto tak czy owak go poczytać, ale ja znalazłam w nim niewątpliwą bratnią duszę, człowieka, który zgodnie z tezą, że Don Kichot jest wszędzie, w liściach drzew i piasku na plaży ujrzy Cervantesa i Don Kichota, a zatem i Baratarię!
Co łączyło Don Kichota z hiszpańskiej Manczy z daleką Polską? Właściwie nic. Natomiast już autor „powieści wszech czasów”, sławny żołnierz i jeszcze sławniejszy pisarz, co nieco o Polsce wiedział i nie omieszkał o tym napomknąć w swoim innym, zapomnianym dziś utworze, Niezwyczajne przygody Persilesa i Sigismundy.

Miguel de Cervantes y Saavedra, mal. Juan de Jáuregui, wikipedia Commons
Gdzieś Hiszpania za górami… – śpiewał Jerzy Połomski w nieśmiertelnym szlagierze Cała sala śpiewa z nami. Było to wiele lat przed tym, kiedy pielgrzymki spragnionych słońca turystów znad Wisły zaczęły przyjeżdżać na Costa Brava czy Costa del Sol. To samo co Połomski mogliby powiedzieć i Polacy, i Hiszpanie kilka stuleci wcześniej. Początki kontaktów przedstawicieli tych dwóch narodów wiążą się z Niemcami, a właściwie z austriacką dynastią Habsburgów, która przez Joannę Szaloną, córkę Ferdynanda Aragońskiego i Izabeli Kastylijskiej, odziedziczyła tron tego świeżo zjednoczonego iberyjskiego królestwa.
W żyłach hiszpańskiego króla Karola I Habsburga, znanego lepiej jako cesarz Karol V, płynęła też pewna domieszka polskiej krwi. Oto bowiem jego pradziad, Fryderyk III Habsburg, był synem Cymbarki, księżniczki mazowieckiej. Podobno to naszej rodaczce przedstawiciele tej familii zawdzięczali swoją słynną „zajęczą wargę”.
Z kolei brat Karola Ferdynand (imię po dziadku) poślubił Annę Jagiellonkę, prawnuczkę zwycięzcy spod Grunwaldu z czesko-węgierskiej linii Jagiellonów.
Trzeba przyznać, że w tym dynastycznym gąszczu połapać się niełatwo, a dalej będzie równie ciekawie.
To dzięki Habsburgom Zygmunt Jagiellończyk, później zwany Starym, poślubił włoską księżniczkę. Bona – bo o niej mowa – po kądzieli pochodziła z bocznej, neapolitańskiej gałęzi dynastii aragońskiej. Bona Sforza d’Aragona zbliżyła więc jagiellońskie królestwo nie tylko do słonecznej Italii, lecz także do dumnej Hiszpanii. Córka monarszej pary, kolejna Anna Jagiellonka, korespondowała ze swoim kuzynem Maksymilianem II Habsburgiem, pisząc po włosku, a listy otrzymując po hiszpańsku! Ostatnia z rodu Jagiellonów miała sporo interesów zarówno we Włoszech, jak i w Hiszpanii, które odziedziczyła po zmarłych matce i bracie. Chodziło mianowicie o „sumy neapolitańskie”, czyli pożyczkę Bony zapisaną Filipowi II Habsburgowi, synowi i następcy Karola w Hiszpanii i Włoszech, zabezpieczoną na księstwach Bari i Rossano. Z powodu owego włoskiego dziedzictwa już Zygmunt II August latami utrzymywał przy dworze w Madrycie swojego wysłannika.
Taki stan rzeczy znany był zapewne urodzonemu w 1547 roku drugiemu najsłynniejszemu – zaraz po stworzonym przez siebie Don Kichocie – hiszpańskiemu hidalgowi. Mowa o Miguelu de Cervantesie y Saavedrze. Znany dziś na całym świecie hiszpański pisarz, syn Rodriga i Eleonory de Cortinas, urodził się w niewielkim mieście Alcalá de Henares niedaleko Madrytu. Przedziwnym zrządzeniem losu po 1989 roku właśnie ta podmadrycka miejscowość stała się ulubionym miejscem osiedlania się Polaków przybywających za chlebem do Hiszpanii i pracujących w pobliskiej stolicy. Gdy Miguelito miał pół roku, w odległej Polsce – w Wielkanoc – zmarł król Zygmunt I Stary. Na pogrzeb sędziwego monarchy, który odbył się dopiero 26 lipca, przybyło wielu zagranicznych gości. Łukasz Górnicki zanotował w swojej kronice: Byli posłowie wielcy od cesarza Karolusa, Ferdynanda króla rzymskiego, elektorów, książąt rzeskich i włoskich, od królowej węgierskiej, od Wenetów [tj. Republiki Weneckiej – przyp. aut.] i od inszych wielkich książąt, a margrabiowie brandenburscy sami osobami swymi byli.
Wysłannikiem starszego z braci Habsburgów został jednak nie Hiszpan, lecz Niemiec. W wielkiej polityce nie ma sentymentów – Karol V, wykorzystując śmierć Zygmunta, zakrzątnął się wokół praw Bony do księstw Bari i Rossano, których chciał ją pozbawić, lecz królowa wdowa w porę dowiedziała się o intrydze. Rozpoczęły się kilkuletnie zmagania dyplomatyczne i pozadyplomatyczne o to dziedzictwo, zakończone wyjazdem Bony z Polski i późniejszą podejrzaną (plotkowano o truciźnie) śmiercią w Italii w 1557 roku.
Trzy lata później rodzina nastoletniego Cervantesa przeprowadziła się do Madrytu, potem zaś do Sewilli, gdzie – jak się podejrzewa – twórca Don Kichota mógł się uczyć w tamtejszej szkole jezuitów. Mniej więcej w tym samym czasie ten założony przez byłego hiszpańskiego żołnierza, św. Ignacego Loyolę, zakon otworzył pierwszą placówkę edukacyjną na ziemiach polskich – w Braniewie na Warmii. W 1569 roku, kiedy na sejmie w Lublinie zawarto unię polsko-litewską, w Madrycie wydano książkę z pierwszymi wierszami młodego Miguela, który wcześniej wrócił do tego miasta, gdzie pobierał (dalsze?) nauki.
Już pod koniec roku znalazł się jednak we Włoszech – prawdopodobnie z powodu pojedynku, po którym musiał uciekać przed karzącą ręką sprawiedliwości. Rychło wstąpił w szeregi wojska i wziął udział w zwycięskiej dla chrześcijan bitwie morskiej z Turkami pod Lepanto 7 października 1571 roku. Hiszpania, cesarstwo i papiestwo chętnie widziałyby Rzeczpospolitą w utworzonej wówczas Świętej Lidze, lecz zarówno Zygmunt August, jak i polska oraz litewska szlachta wszystkimi sposobami starali się uniknąć zbrojnej konfrontacji z muzułmańskim mocarstwem.

Mariano de la Roca y Delgado, Miguel de Cervantes wyobrażający sobie Don Kichota, 1856; Źródło: Museo del Prado, domena publiczna.
Gdy przyszły literat leczył odniesione rany (na zawsze pozostał kaleką z niesprawną lewą ręką) i odbywał służbę garnizonową w rządzonych przez Hiszpanów rejonach Italii, w Rzeczypospolitej trwało znane w całej Europie „wielkie bezkrólewie”.
Cervantes słyszał zapewne o wyborze na polsko-litewski tron Henryka Walezjusza, królewicza znad Sekwany. Niefortunny elekt, porzuciwszy później swe północne królestwo, goniąc za koroną Francji, zatrzymał się w Wenecji. Może i to nie uszło uwagi hiszpańskiego wojaka.
Los nie był łaskawy dla Cervantesa, gdyż jesienią 1575 roku dostał się na pięć długich lat do tureckiej niewoli, którą spędził w Algierze. Po powrocie do Madrytu mimo trudnej sytuacji finansowej oddał się pracy pisarskiej, wydając w 1585 roku w rodzinnej Alcali powieść pasterską Galatea. Jego najsłynniejsze dzieło zostało opublikowane dopiero dwie dekady później, w 1605 roku, po wielu perypetiach życiowych autora; po kolejnych dziesięciu latach ukazała się jego kontynuacja.
Swój ostatni utwór Cervantes przygotowywał do druku tuż przed śmiercią, wiosną 1616 roku. Zmarł
23 kwietnia, w sam dzień św. Jerzego, który dzisiaj jest Światowym Dniem Książki.
Traf chciał, że tegoż dnia obchodzi się także wspomnienie patrona Polski, św. Wojciecha. A ile mógł wiedzieć hiszpański pisarz o ówczesnej Rzeczypospolitej? Na to pytanie najlepiej poszukać odpowiedzi w jego ostatniej książce, którą wydrukowano ostatecznie już po śmierci Don Miguela.
RZECZ O (PANNIE) SIGISMUNDZIE
Co prawda akcja powieści o podtytule Historia Setentrional, czyli„Opowieść północna”, nie została osadzona w Polsce czy na Litwie, lecz na legendarno-utopijnych wyspach mórz Północy, nie brakuje w niej jednak wątków polskich. Już w jednej z pierwszych scen nadwiślański czytelnik przeciera oczy ze zdumienia, czytając, że piękna „barbarzynka”, odgrywająca rolę tłumaczki głównych bohaterów, zwraca się do duńskiego następcy tronu po polsku. Tenże „kuzyn” szekspirowskiego Hamleta, książę Arnaldo – jak zapewnia autor – pojął doskonale jej mowę.
Wiele stron później okazuje się, iż owa piękna kobieta zwała się Transila i urodziła się na pewnej wyspie spośród siedmiu sąsiadujących z Ibernią, zatem gdzieś w rejonie Hybryd między Szkocją a Irlandią. Jej ojciec, możny pan Maurycy, postanowił wydać ją za dzielnego młodziana imieniem Ladislao, czyli Władysław. Czyżby to dzięki niemu poznała polską mowę? Nie wiadomo, gdyż Cervantes nam o tym nie mówi, pozostają więc tylko domysły.
Niestety, dalej historia przybiera dość przykry obrót. Okazuje się, że w ojczyźnie Transili istniał „barbarzyński i przeklęty” obyczaj, swoiste prawo pierwszej nocy, znane nam chociażby z filmu Braveheart. Zgodnie z nim – jak tłumaczy Cervantes – przed pokładzinami pary młodej do łożnicy świeżo zaślubionej panny wchodzą po jednym bracia jej małżonka, jeśli ich posiada, i paru najbliższych krewniaków po to, by wić wianki z kwiatków jej ogródka, który ona pragnęłaby zachować nietkniętym dla swego męża. Tyleż piękna, co cnotliwa i odważna Transila nie mogła przystać na to okropieństwo, dlatego zanim przyszło do rzeczy, wybiegła z komnaty z lancą w dłoni, gotowa razić każdego, kto chciałby uczynić zadość obrzydliwemu zwyczajowi.
Następnie uciekła z kraju, wsiadając do pierwszej napotkanej łodzi, co stało się początkiem dalszych niesamowitych przygód, których streszczać już nie będziemy. Czy ów Czy ów Ladislao-Władysław był Polakiem, który wziął za żonę kobietę z dalekiego wyspiarskiego kraju? Tego niestety autor Don Kichota nie precyzuje.
Transila, choć wielkich przymiotów ciała, ducha i umysłu, nie mogła się równać z główną bohaterką powieści. Była nią najpiękniejsza z pięknych – Auristela, która w rzeczywistości nazywała się Sigismunda. Trudno się oprzeć skojarzeniu z trzykrotnie powtarzającym się w życiu hiszpańskiego pisarza imieniem władcy Polski. W 1616 roku tron Rzeczypospolitej należał wszak do Zygmunta III, ojca 21-letniego królewicza Władysława. Co ciekawe, Ladislao został przedstawiony przez Cervantesa jako dziarski młodzian świetnej postawy, na pozór nieco powyżej lat dwudziestu czterech.

Statua Cervantesa na elewacji Biblioteki Publicznej w Madrycie; public domain
Na tym jednak podobieństwa się kończą, gdyż akcja powieści toczy się gdzieś pod koniec lat pięćdziesiątych XVI wieku – świadczy o tym informacja o niedawnym zgonie cesarza Karola V. Zdarzają się wprawdzie pewne nieścisłości chronologiczne, np. spotkanie przez bohaterów młodych jeszcze konkwistadorów Francisca Pizarra i Juana de Orellana (ten pierwszy zmarł w 1541 roku), innym razem – chyba przez pomyłkę – jest mowa o dworze Filipa III, a nie II. Trudno jednak oczekiwać, aby siedemnastowieczny pisarz oddawał realia epoki z precyzją dziewiętnastowiecznego historyka.
Sama „niezrównana” panna Sigismunda pochodziła nie z Polski, lecz z Frislandii, królestwa na wyspie leżącej – jak zapewniał autor powieści – między Thule (czyli Islandią) a Grenlandią. Pomyłki czy zmyślenia jest tu winien nie Cervantes, lecz nieścisła ówczesna literatura „fachowa”, na której bazował. Niezrównani na wodach południowych Hiszpanie mieli bowiem o Północy pojęcie mgliste, niewolne od fantastycznych podań o przedziwnych krainach i morskich potworach. Może owa Frislandia skojarzyła się Hiszpanowi z Finlandią, której księciem był ojciec Zygmunta III Wazy. W postaci Sigismundy, która – wedle gustów epoki i wymogów gatunku „powieści bizantyjskiej” – była krańcowo wyidealizowana, trudno znaleźć więcej polskich akcentów, toteż skierujemy naszą uwagę na inne wątki związane z naszym krajem. Na marginesie dodajmy tylko, że prawzór opowieści o Persilesie i Sigismundzie, romans Heliodora Etiopica, przełożył z greki na język łaciński Polak, Stanisław Warszewicki, w 1552 roku.
PRZYPADKI MARCINA BANEDREGO
Gdy zakochany w Sigismundzie albo Auristeli jej wybranek Periandro vel Persiles, książę z królestwa Thule, chcąc ją uratować z rąk korsarzy, zapędził się nad Morze Lodowate gdzieś powyżej Norwegii, trafił do krainy zwanej Bituania, rządzonej przez króla Cratila. Tam, znalazłszy się – dosłownie – na lodzie, został otoczony przez żołnierzy tego monarchy (przybyłych na nartach!), a z ich dowódcą rozmawiał – a jakże – po polsku. Bo czyż Bituania nie brzmi podobnie jak Lithuania, czyli Litwa? Z żadną z części składowych Rzeczypospolitej nie kojarzy się natomiast wyspa Escinta, leżąca w okolicach północnej Szkocji. Znajomo wygląda za to jej ustrój – mieszkańcy wybierają monarchę, który rządzi tylko dożywotnio, a po jego śmierci następuje nowa elekcja, a jeśli władca dopuści się jakiegoś poważnego wykroczenia, poddani mogą pozbawić go tronu. Ale oprócz podobnych pośrednich świadectw jedną z postaci obecnych w dziele o Sigismundzie jest pewien Polak, którego los rzucił na Półwysep Iberyjski.
Ortel Banedre, bo tak nazywał się ów polski awanturnik, trafił do Lizbony, wiedziony naturalnym pragnieniem wszystkich ludzi, by poznawać inne kraje. Wcześniej, będąc pacholęciem jeszcze, przeniósł się z ojczyzny do Hiszpanii, czego powodów Cervantes nie wyjaśnia. W stolicy Portugalii wdał się w przypadkowy pojedynek, co zmusiło go do ucieczki. Uszedł aż do Indii, gdzie, wojując w służbie korony portugalskiej, zdołał się wzbogacić. Gdy miał wracać do Polski ze zdobyczą, znów z powodu swej inklinacji do podróży zapragnął zwiedzić sławne miasta Hiszpanii. Pech chciał, że w miasteczku Talavera de la Reina spotkał piękną dziewczynę imieniem Luisa. Zaślepiony silnym uczuciem rychło się z nią ożenił, przekupując jej ojca i ignorując uczucie dziewczyny do narzeczonego Alonsa. Później miał tego gorzko pożałować, ponieważ Luisa niebawem go zdradziła i uciekła ze swym niedoszłym mężem.
Dalsze losy Polaka nie tyle mówiły o jego kraju pochodzenia, ile służyły autorowi do opisania perypetii miłosno małżeńskich, którym w znacznej mierze poświęcona jest ta książka. Nie będziemy ich wszystkich opisywać, warto natomiast zauważyć, że nasz rodak jest u Cervantesa bohaterem tragikomicznym, ale ukazanym nie bez sympatii. Na postaci Ortela Banedre spoczął życzliwy uśmiech twórcy Don Kiszota – celnie podsumowała polska znawczyni jego prozy Zofia Szmydtowa. Jak wyjaśnia Cervantes, niespotykane, najwyraźniej nieco przekręcone imię Polaka – Ortel, po kastylijsku brzmiałoby Martin. Autorowi mogło więc chodzić o skandynawski wariant tegoż – Morten. Jeszcze trudniej zinterpretować nazwisko polskiego pechowca. Złożenie „Ortel Banedre” przywodzi na myśl „Fogelwedre”, jak południowi gospodarze mogli mówić o księdzu Stanisławie Fogelwederze, pośle Anny Jagiellonki w Hiszpanii w latach 1576–1586. Ale może po prostu miało ono brzmieć z cudzoziemska?
Miguel de Cervantes y Saavedra wiedział zatem co nieco o naszym kraju i wykorzystał tę wiedze w swoim ostatnim – jak się okazało – dziele. Rzeczpospolita jawi się w nim jako potężny kraj Europy Północnej – na tyle, że nasz język to swoista lingua franca na morzach i wyspach tej części świata. Wszędobylscy Polacy kochali podróżować, czego żywym dowodem
był pan Marcin Banedre, który dotarł aż do Hiszpanii, a stamtąd jeszcze dalej. Pechowiec zakończył życie w Rzymie, spotykając tam swoją byłą żonę z jej nowym wybrankiem, Bartolome z Manczy, rezolutem nieco przypominającym Sancza Pansę. I choć zginął marnie, zadźgany przez ową Luisę, nie był postacią negatywną, lecz jeszcze jednym nieszczęśnikiem uwikłanym w uczuciowe komplikacje. Beznadziejna miłość do pięknej plebejuszki łączy go poniekąd z najsłynniejszym bohaterem dzieł Cervantesa – „szalejącym” za Dulcyneą z Toboso Don Kichotem.
EMIL KALINOWSKI, historyk, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, zajmuje się historią nowożytną
