Konrad (i EMS)
Kilka dni temu Konrad, który aktualnie przebywa w Wietnamie, a na weekend pojechał do Hue, starej wietnamskiej stolicy, napisał:
W niedzielę byłem na najwspanialszym cmentarzu w życiu (i jednym z najwspanialszych miejsc w ogóle). Ogromne nagrobki wielkości świątyń, często bardzo kolorowe, fraktalne, jak ze snu lub psychodelii, wybudowane przez zwykłe rodziny, które zainwestowały majątek. Było ich mnóstwo, widać je było daleko na horyzoncie, tak jakby cmentarz nie miał końca. Jednocześnie nikogo tam nie było, ani turystów, ani mieszkańców, słychać tylko śpiew ptaków i szum morza. Jeden tylko grób odtwarzał powtarzającą się bez końca mantrę. Coś niewyobrażalnego.
Miejsce to nazywa się potocznie miastem duchów. Bién An Báng.












Cmentarz jest ogromny, ma długość trzech kilometrów i zbudowany jest na białym piasku. Te ogromne groby finansuje zwykle rodzina z zagranicy.
Tyle Konrad. A ja myślę o tym, że też sfinansowałam w Polsce jakieś rodzinne groby, ale to, co sfinansowałam, nigdy nie było tak okazałe, a zatem zapewne również kosztowne. No cóż, co kraj, to obyczaj. W Polsce się nie wystawia tak ogromnych i ozdobnych nagrobków.
Przy okazji dodam, że mam jak na polskie obyczaje specyficzny stosunek do cmentarzy, grobów i nagrobków. Znam wiele osób z Polski, które boją się cmentarzy, a ja uwielbiam je zwiedzać i ciągle o nich piszę. Wystarczy poszukać zakładki “cmentarze” lub “groby” na tym blogu (niektórzy inni blogowi autorzy też lubią cmentarze, na pewno Ela Kargol i Viator).
A gdybyście pojechali do Wietnamu, odwiedzili Hue i chcieli zwiedzić cmentarz Bang, to Konrad przysłał też takiego linka:
https://huedaytour.com/guide/an-bang-cemetery-the-city-of-ghosts/
A ja zrobiłam skrina z mapki googla i oby google zechciał mi to wybaczyć. Nota bene, nie wiem, czy wiecie, ale Netflix ma jakąś blokadę i nie da się zrobić skrina z filmów, które oglądamy. Ale to już zupełnie inna historia, jak mawiał kot, który u Kiplinga chadzał własnymi drogami.

