Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
czyli kolejne rozważania z pogranicza między fizyką kwantową a życiem
W tym roku oprócz setnej rocznicy interpretacji kopenhaskiej obchodzimy również dziewiędziesiątą rocznicę Kota Schrödingera. Z tej okazji, z myślą o kobietach, skonstruowałem “kartonowy zderzacz kotów”. Kot Schrödingera wrawdzie zawsze robi wrażenie na kobietach, ale koncentrują się na jego stanie martwym, co zaciemnia obraz superpozycji stanów żywy / martwy. Liczę, że mój “kartonowy zderzacz kotów” tej wady nie będzie miał. Zderzenia są bezbolesne, są kocią zabawą, sprawiającą radość zarówno kotom jak i dzieciom. Ponadto zderzacz rzuca światło na wpływ kopenhaskiej interpretacji fizyki kwantowej na teorię literatury i życie w małym miasteczku. Budowa zderzacza nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani substancji radioaktywnych. Wystarczy karton, szpilki, nożyczki i pisak.
Dyskutując podstawy fizyki kwantowej, próbuję odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy myśleć? Spróbuję to wyjaśnić na przykładzie tartaku. Tartak nie produkuje drzew, drzewa rosną w lesie, skąd tartak je sprowadza. Tartak jedynie obrabia drzewa, tnie na deski, układa w sztaple, suszy. Umysł nie produkuje myśli. Myśli rosną w zaświatach na “poletku Pana Boga”, skąd je sprowadzamy. W głowie odbywa się jedynie ich obróbka. Pachnie to platonizmem i jest nie do przyjęcia. Ale tak myślał Gottlob Frege, ojciec współczesnej logiki. Pisał o tym w artykule “Myśl – studium logiczne”. Argumenty, które przedstawił trudno zignorować. Mówiąc o kapitulacji myślenia, mam na myśli rezygnację ze “sprowadzania drzew z lasu” i ograniczenie się do ich obróbki, do bardzo sprawnego przekładania z kupki na kupkę. Żeby to przezwyciężyć, trzeba zacząć od fizyki, bo na gruncie obowiązującej nauki nie ma żadnego lasu, żadnego “poletka Pana Boga”.
Sprawiedliwość jest myślą a nie wyrokiem sądu uzasadnionym przepisami. Jeżeli sąd mija się ze sprawiedliwością, to trzeba go na tę myśl naprowadzić. Dostałem mandat za przejście na czerwonym świetle. To było niesprawiedliwe, choć zgodne z przepisami, bo była druga w nocy i nic nie jechało. Odmówiłem zapłaty, w związku z czym sąd wydał wyrok. Podjąłem próbę podstępnego naprowadzenia Sądu na właściwą myśl, pisząc w odwołaniu, że jak pokazałem ten wyrok moim sąsiadom na wsi, to oni się śmiali z Wysokiego Sądu i pukali w głowę. Chyba się udało, bo Sąd umorzył mandat.


