Matylda Wikland
Jutro jest rzeczą, bądź rozmyślania roztopowe
Podczas jednego z wykładów prof. Czarnocki zauważył, że w ostatniej ławce dwóch studentów gra w karty. Profesor przerwał wykład i poprosił, aby grający do niego podeszli. Zapytał, w co grają, a oni odpowiedzieli, że w pokera. Na pytanie o stawkę odrzekli, że grają o 5 zł za punkt. Profesor zdziwił się, że grają tak nisko, wyciągnął z kieszeni 10 zł i dał im, mówiąc: „Ja w waszym wieku też grałem w pokera, ale o wieś, a czasami o kilka wsi. Przykro, że gracie tak nisko, a teraz słuchajcie wykładu, bo to wam się bardziej w życiu przyda niż gra w karty”.
(prof. Janusz Emerich, “Wspomnienie o prof. Wilhelmie Czarnockim”)
Poruszenie wzwyż, przepuszczenie sennego świstu powietrza, i osunięcie się na wycyzelowane ramy podstawy. Chwila spokoju, słońce muska łagodne wzgórki lodu niczym oszlifowane czułą ręką rzemieślniczą. Fala wzbiera znów, uniesienie, oddzielenie, odepchnięcie, płyta z westchnieniem opada.
„Matylda, czas się ruszyć, od kwadransu siedzisz na tą krą,” O., która wywiozła nas nad morze, aby zobaczyć kry na wybrzeżu bałtyckim, niecierpliwi się.
„Ale patrz, ten lód jakby oddychał,” mówię, lecz wstaję, otrzepuję z puszku kolana. Na spodniach dwie mokre plamy mi pozostały po tym, ale tak już zdążyłam zmarznąć idąc tutaj, że nawet tego nie czuję zbytnio. Wzrokiem przetasowałam otoczenie. Na skraju widnokręgu majaczył statek, kontenerowiec jakiś czy inny. Właśnie, majaczył, nie inaczej.
Jak to w swoim monumentalnym “Słowniku…” określił Brückner, “majak, majaczyć, »majakiem krążąc«, znane dopiero od 17 wieku, od Tatarów i Kozaków, co po majakach, ‘wiechach i znakach’, wieści sobie podawali. Czechom to zupełnie obce, najbujniej na Rusi się rozkrzewiło; postaci z samem -ja, bez -k, i cerk. i Bałkan dobrze znają, cerk. namajati, ‘kiwać’; tatar. majak, ‘wiecha’, z rus., co i ‘latarnia morska’; pień ten sam co w machać; cerk. i pomawati, ‘kiwać’.”
Cały urok zaklęty jest w ostatnich kilku słowach definicyjki. Z rus. co i latarnia morska… Taka majacząca na horyzoncie. Latarnia morska, czyli to, co majaczy, czy majak, czyli to co zachowuje się jak ujrzana na horyzoncie latarnia morska.
Zauroczyło mnie to, gdy jakiś czas się natknęłam gdzieś. Majak majaczy. Latarnia morska, światłość na skale, na cyplu, na przodach. Majak tyłu doprowadził do portu, do sedna tej sprawy, jaką jest podróż, że wszystko to, co jawi się na krańcach, krawędziach, takie niewyraźne ale prowadzące do sedna, do obiektu, do przyczyny. Taki majak, że aż rozlał się, i majaczy. Po prostu urzekające.
Miłe to właściwie, że taka zdolność do czerpania radość z takich błahostek nie została zmiażdżona pod wciąż rosnącymi słupkami poparcia Konfederacji, i innych takich szkodników (nie, nie powinnam, to język nienawiści… ale tak trudno czasem być tym świadomym, tym wrażliwym na drugiego, gdy ten właśnie drugi czyha z cierniowymi pętami za zakrętem).

Sekundy dzieliły mnie od szmyrgnięcia prosto w kałużę, gdy naszła mnie myśl, że najgorsze to jednak są te stany przejściowe. Od rozpaczy do szczęścia, od wojny do pokoju, od skucia lodem do odwilży. Najgorszy jest stan przejściowy, gdyż nie da się go równo ująć aksjologicznie.
Ujmijmy te roztopy jeszcze inaczej:
Gdyby tak ta cała znieczulica, ta cała egoistyczna obojętność, która skuwa większość ludzkości, tak prosto przyrównywana do jakiejś czapy lodowej, gdyby ona tak nagle weszła w fazę topnienia, fazę roztopów, dajmy, pod wpływem promieni jakiegoś radioaktywnego nowopowstałego wybuchu-słońca (chciałabym być większą optymistką, idealistką, lecz zbyt dużo nastudiowałam się chyba historii, aby wierzyć w siłę wpływu na masy czegoś innego niźli obezwładniającego nieszczęścia), tak więc gdyby to się zaczęło roztapiać, to mogłoby ten świat cały, ten skrwawiony, skurwiony status quo, zatopić. Najpierw by może się zaczął ślizgać, musiałby uważniej stawiać nogi, a potem łup, łapu capu i po strachu, utopić.
A skuty lodem Bałtyk jakby oddycha…
/Z archiwum rzeczy zasłyszanych ostatnimi czasy na Uczelni:
M.: „Co oni mnie chcą na komisję wojskową szmajtać (sic), zapytają się, czy miałam kiedyś jakieś smutne myśli, to powiem, że jestem po próbach samobójczych.”
W.: „No, kochana, a potem będziesz dzwonić, powiesz, cześć W., miałam być tylko na komisji, ale nie będę na zajęciach przez kilka dni, bo mnie prosto z niej wzięli odstawili do psychiatryka. I to, czekaj, gdzie ty to miałaś zameldowanie? A, i to odstawili mnie do psychiatryka w Sosnowcu.”/
Wiersz На вуліцах хлопцы шукалі свабоду… Arcioma Kowaleuskiego rozpoczyna się od tytułowej konstatacji, iż „Na ulicach chłopcy szukali wolności,/Jak baby szukają butelek w śmieciach.” Akt pozornie wzniosły sprowadzony do roli nawyku, do roli ostatniej deski ratunku ubogiego, do roli utartego mechanizmu przetrwania. Samo szukanie, zaznaczamy.
Wolność, jak sztuczną tanią kawę,
Chętnie spożywamy codziennie,
Ma nieprzyjemnie słony, krwawy smak…
Chyba na próżno czekamy na coś innego.
Taki już naród, taki już lud, na tych ziemiach, na tych szerokościach geograficznych. Za to, co się na nich rozgrywało – rozgrywa, oceniać więc jednak trzeba i jego.
Natomiast. Jeżeli winny jest naród, a wir sind das Volk, a lud jest nami, państw w państwie nie można robić, my wszyscy, my skazani na miejsce narodzin, my skazani na bycie pigmentem na stemplu WIR, my-my-my-my—
Naród to los. Rzucić się na ten ród, dowlec go przed trybunał.
Niedawno, Kosowo świętowało osiemnaście lat od deklaracji niepodległości. W żadnej z uroczystości nie brał udziału człowiek, który ją proklamował, były prezydent Hashim Thaci, który tę lutową rocznicę spędził w Hadze, a dokładniej w haskim areszcie przy KSC. 17 lutego 2008 roku ogłoszono niepodległe Kosowo; 18 lutego 2026 roku przekazano sprawę do rozpatrzenia sędziów. 18 lat i jeden dzień dzieliło moment gdy ,,feeling the heartbeats of our ancestors, we declared Kosovo an independent and democratic state” od ,,I was criticised heavily in Kosovo, and I still am, for supporting the establishment of this court. Critics say this court aims to criminalise our war for freedom and the idea of independence. I did not believe that at the time we voted. (…) This prosecution, instead of removing the black cloud over Kosovo, seeks to block out the sun over it with a black storm…” (mowę końcową Thaci’ego cytuję za czasopismem ‘Fjala e Lirë’).
Miał nieszczęście wpadnięcia w tę samą pułapkę, którą dostrzegli przywódcy ONZ, gdy przedstawiono im definicję Genocydu. Thaci pomógł stworzyć trybunał, który później uznał, że i on znajduje się w zakresie jego działań. Gdy hegemonom pokazano Genocyd, zrozumieli, że fragmenty tego nowego Kodeksu Hammurabiego, które miast kamieniem okazywały się lustrem, należy odłupać i zeszlifować. Zeszlifować, aby po latach zabrakło świadomości, że i to pojęcie jest jednym ukształtowanym przez swój kontekst. Definicyjnie, wiele zbrodni nie jest sensu stricto Ludobójstwem w rozumieniu Konwencji, i jest to jak najbardziej zamierzone. Nie jest to ujma aksjomatyczna, a semantyczna, lecz zdaje się to nie mieć większego znaczenia.
/Docent W.: ,,Jeżeli przychodzi do nas neurotyk, to głównie po to, aby stać się lepszym neurotykiem.”/

Przystanek autobusowy “Park Naukowo-Technologiczny”, na wiacie flamastrem hasło anty-bolszewickie, marzec 2026 r. (potencjalny dowód na istnienie podróżników w czasie?)
/K. : “Nie no, mnie nie powinni wzywać na te komisje teraz. Wiesz, rok temu taka mnie złapała paranoja, że rychło wojna rypnie… Poszłam do wuceerki \[Wojskowe Centrum Rekrutacyjne], tak z własnej, nieprzymuszonej woli, podusiłam się w podziemiach z tymi gościami, co chcieli sobie do WOT-u, bo ich do Policji nie chcieli…”
J.: “Hę?”
K.: “Nie wiem, tak gadali. Głowa mnie bolała. W każdym raziutku, wmówiłam sobie, że idzie wojna, więc trzeba mieć albo przeszkolenie, albo _get out of army free card_. No i efkę dostałam, za choroby psychiczne.”
J.: “Laska, genialnie.”/
Jaka natka, taka mać. Taaaaaka mać. ,,Dzisiaj ma głos towarzysz Mauzer!” Co prawda już głos trochę ma ochrypły, nie żałujmy jednak towarzysza Mauzera, radosna jego robota. Lewa! Lewa! Lewa! Połączyć oba końce Ouroborosa, wykonaaaać!
Schnell, schnell, dzieciaczki, przecież wiecie, co to znaczy, już wam filmy na lekcjach pokazywali, schnell! Czytaliście na notę w dzienniku, że najważniejsze to nie dać się— Trywializacja, normalizacja, mobilizacja! Forverts, forverts Kadimka, ,,Kadima, Vorwärts, Vorwärts, im Schritt, wir haben keine Zeit zu verlieren. Wir wissen, wir tragen die Zukunft mit, d’rum müssen wir vorwärts marschieren” (cyt. za Fortunoff Video Archive). Nikt niech się nie wyłamuje (Lewa! Lewa! Lewa!), wszędzie poza asfaltem leżą miny, nigdy tego nie rozminujemy całego, po co marnować zasoby, jak można po prostu naprzód, naprzód, naprzód!
Człowiek woli, człowiek mocy, nie ma czego szukać poza jasno wytyczoną z góry ścieżką, jest taki mocny, taki wolny, ma swoich przywódców o imionach – dzwonach. Tak wolny, tak silny, że może się oddać całkowicie pod rozkazy Wodza, a co. Nikt nie zabroni, nawet ten kombinator, Rozum. „Zali wzrok orli zgaśnie?/Czyż ulegniemy w walce?!” Nein! Nein do potęgi dwudziestej pierwszej! Wciąż jeszcze jest wróg, nie lękajcie się, wroga nigdy nam nie zabraknie. Odkąd Kain stał się tym pierwszym Odkrywcą, pierwszym Innowatorem, jak go Jung (co wielkim psychoanalitykiem był) określił kiedyś tam, mamy fundament naszego fachu. Czegóż więcej do szczęścia, przecież wróg czyha w każdym gramie powietrza, nie wdychać, achtung, achtung. Może wiązać się z późniejszym zaliczeniem do elementów wrogich, przed użyciem skonsultuj się z sumieniem bądź historią.
Siądę przy Pulpicie
Sterowniczym Galaktyki
i obetnę sobie ręce.
Niech wszyscy wiedzą,
co to Wolność!
(Wiktar Żybul, ***)
/Mój własny głos, czytający artykuł wspomnieniowy z uczelnianego miesięcznika: ,,,Dodam, że po wojnie mieliśmy do dyspozycji duże zapasy zwłok przeznaczonych na cele naukowe; ich głowy służyły do nauki stomatologom.’ Jezu, to było mniej więcej w tym czasie, co Nałkowska opisywała. Coś jest do powiedzenie o tym pragmatyzmie pogorzelców. Pogrobowców, od tego co przypominał sprzed lat ten idący od północy wiatr? “Wiatr od morza szedł rześki, coś sprzed lat przypominał”? Chwila, tam coś też o głowach przecież było… A tak, “A głowy odcięte od torsów tak równo, jakby byli z kamienia.” Radość patologów, radość stomatologów. To samo ludzkie ciało, a jednak inne. Sama przecież taką głowę widziałam na zajęciach, choć raz tylko… _Achso_, konteksty, konteksty… Krew rozlewa się po dziurawym kalejdoskopie…”/
Człowiek jest człowieka najlepszą bronią. Zawsze, po wieki wieków. Bycie człowiekiem jest człowieka najlepszą ochroną. Lecz uważaj. Możesz się nawet nie zorientować, kiedy przestaniesz nim być. Raczej ciebie o tym nie poinformują, dopóki nie będzie to dla nich korzystne.
Oni teraz właśnie sadzą w sobie winorośl, która będzie ich następnie dusiła, rozrastała się po wszelkich płaszczyznach ich życia, ich społeczeństwa, będzie wypuszczać trujące opary w źródła z których będzie płynąć każdy z ich toków myślenia i działania, możesz sobie myśleć, że po latach to na ten moment będą wskazywać jako narodziny patologii narodowej neurozy psychozy. Możesz to wszystko myśleć, już-nie-człowieku, i nic to nie zmieni, tak naprawdę, gdyby to były kwestie interesujące Ich, to byście tutaj przecież raczej nie byli.
Zbyt górnolotne to trochę. Za mało tu błota (a u nas przecie trzeba błota, inaczej czego sprzątaniem byśmy się trudnili, krwi niby, dobre sobie). Denne takie, wydmuszka stłuczona pod naciskiem palców. Zbyt często się do tego odnoszę, koleiny już się w tym argumencie robią i nasiąkają.
Ostatnio przesłane zostało mi zdjęcie z korytarzy miejscowego AWF-u, z wyłożoną weń makulaturą dla odwiedzających. Makulatura nazywa się „Miniatury. Pismo Studentów Szkół Wychowania Fizycznego”. Na okładce szkic warszawskiego zamku królewskiego, pieniądze uzyskane ze sprzedaży numeru tego przekazujemy na odbudowę zamku królewskiego! Wydanie za rok 1971. Co robi na korytarzu w 2026? Przeżywa.
W środku sekcja „Rymy młodych.” Autorstwo JNA Stradowska-Jurkowska. Wiersz pozbawiony tytułu sensu stricto, za tytuł służy mu dedykacja. „Bratu Pani Wandy Karczewskiej spalonemu w krematorium”.
Fragment:
Czas który cię zatruł
wrzucił w piec płonący
w chwilę później łaskawca
nas życiem obdarzył
Tyś się w locie latawca
w trawach wyjść odważył
Znam cię przecież ledwo
przez zapach bratków
Zapach bratków,
zapach braków.
/Docent W.: ,,W latach czterdziestych zaczął pisać Aleksander Romanowicz Łuria. Od razu powiem, że ja się zastanawiam, czy coś, co to takiego jest z tymi Żydami aszkenazyjskimi, że… Nawet badania funkcji intelektualnych wykazują, że są trochę wyższe niż przeciętne. Łuria był właśnie Żydem, bardzo nielubianym przez Stalina i władze sowieckie, zsyłany do różnych obozów, a mimo to myślał bez przerwy./
Za Wiktorem Baterem, jeżeli już wojna kogoś czegoś nauczyła, to tego, że nigdy nikogo nic nie nauczyła. Gwałt, Gewalt.
Ukraińska poetka Halyna Kruk: „Wojna wszystko wyjaśnia do tego stopnia, że praktycznie nie ma już miejsca na poezję. Tylko na świadectwa.” Kiedyś usłyszałam fragment wywiadu z amerykańską żołnierz piechoty wracającą z Iraku, która powiedziała, że będzie tęsknić za wojną, bo dzięki niej zawsze wiedziała z jakiego powodu coś czuje, mogła być pewna swoich emocji. Kiedyś czytałam w reportażu, że niektóre ukraińskie kobiety dobierają piżamy pod kątem tego, w czym nie byłoby wstyd być odnalezioną pod gruzami. Na spotkaniu autorskim z mężczyzną zajmującym się pomocą humanitarną dla pól-legalnych mieszkańców czarnobylskiej zony (tzw. samosiołów), usłyszałam, że wycieczki do zony tak jak wcześniej funkcjonowały raczej już nie powrócą, nawet po zakończeniu Wojny – teren znajduje się w linii prostej od białoruskiej granicy do ukraińskiej stolicy, i pozostanie najprawdopodobniej zmilitaryzowany w ten czy inny sposób. Myślę, wojna jest wiecznością. Myślę, przynajmniej w tym pociągu do tragedii pociągnięto za awaryjny hamulec.
Aleksiejewicz nazwała swoje zapiski czarnobylskie „z przyszłości”. Twórczość o tym bunkrze Babel, tych sztetlach i sztotach, ich ostatnich dniach w cieniu tej swastycznej gwiazdy Piołun, wydaje mi się mieć pewien rys, nie nawet a-czasowy, a anty-czasowy.
To się działo, to się dzieje, to będzie się dziać.
Wojna ma w sobie rys wieczności, tej może której tak uparcie szuka rosyjska literatura, tej wieczności, gdyż wojna raz wkraczając, staje się wszystkim. Nawet teraźniejszość musi jej się pokłonić, stając się albo czasu wojny, albo mimo wojny, ten deseń. A w tym splocie wiecznościowym, my.
To my, to my ludzie, ci od losu. To my, każdy z nas człowiek, czyż to nie brzmi dumnie („powtarzamy za wielkim Maksymem,/A tu coraz ktoś w pysk cię zasunie/ i powtarza, że jesteś psim synem.) To my, to po prostu ludzie, i jesteśmy nimi nawet w trakcie wojny. Zagłady. To wciąż wszystko my. My, ludzie.
Duża część opowieści o takich wydarzeniach, takich okresach, wydaje mi się być nastawiona na odklejenie tych płaszczyzn, na oddalenie czytającego człowieka, od człowieka, o którym się czyta. Jeżeli jest on aksjomatycznie spalony, rozumie się. Jeżeli jest pozytywny, to okazuje się, że każdy mógłby być Zoją Kosmodiemjanską, każdy mógłby być kamieniem rzuconym na szaniec.
Narzekam tak na te polskie umęczenie, tych męczenników na każdym miejskim rynku, tego Polaka małego i jego krew i bliznę, tego Polaka małego, którego naturalnym środowiskiem jest szubienica z zalanymi niedomkniętym bidonem górnymi rogami. Wiera Burłak, „Wiersz o szubienicy”:
Boją się wymówić: Szubienicznicy.
A mnie się zdaje, że lepsi szubienicznicy,
A ja myślę, że lepsi szubienicznicy,
Lepsi, stanowczo lepsi szubienicznicy,
Lepsi szubienicznicy
Od katów.
Być może więc jest tak, że „Wieczności” mamy trzy: wojnę, teraźniejszość, i te znalezione niedawno wewnątrz czaszki nieszczęśnika jakiegoś spod Wezuwiusza, zamienione w czarne szkło sploty neuronalne.

Luty zamienił się w Marzec, roztopy się dokonały. Nie wpadam już w kałużę co dwa kroki. Przebiśniegi dawno przekwitły, za to zaczynamy mieć już bazie. Symbolika odrodzenia zawsze się jakaś znajdzie.
