Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
Ludzie myślą, że są bezsilni w starciu z systemem. Są bezsilni, bo grają zgodnie z regułami narzuconymi przez system. Nie mają odwagi wyjść poza wszelkie reguły. Stary Burnus mówił, że lepiej z mądrym przegrać, niż z głupim wygrać. Co robić, żeby z głupim nie przegrać. Grać absurdem. Nie wiem, czemu to działa? Za każdym razem jestem zdziwiony, jak działa.
Na dzień przed spływem, ktoś doniósł do gminy, że mam kajaki i około dwudziestu uczestników spływu. Zadzwonił do mnie zastępca wójta i zażądał przekazania kajaków do gminy pod groźbą dyscyplinarnego zwolnienia z pracy. Pracowałem w szkole podlegającej pod gminę. Oczywiście kajaków nie oddałem. Nie wiem, jak oni to zrobili, ale wystarczyło jedno popołudnie i zorganizowali swój spływ. Zdobyli skądś kajaki i powsadzali do tych kajaków przypadkowych mieszkańców Żelazna. To był bardzo piękny spływ. Mimo, że to były pierwsze dni maja, pogoda była jak w czerwcu. Świeża zieleń, ukwiecone drzewa i żółto-zielone łąki. W ramach inauguracji pozbawiono mnie tytułu Komandora spływu. Zastępca wójta objął komendę i zaliczył dwie medialne wywrotki. Szelmy z Kościelnej zgubiły kajak, ale nikt nie miał o to pretensji. Na koniec dokonaliśmy symbolicznego otwarcia Katedry Poetyki w Ławicy.
Michał Heller zastanawiał się w książce Szczęście w przestrzeniach Banacha, jak to możliwe, że z chaosu fizyki kwantowej wyłania się harmonia świata?
Spotkałem się z opinią, iż wszystkie dotychczasowe hipotezy wykraczające poza teorię kwantów są za mało zwariowane, za mało absurdalne. Przygody z organizacją spływu z wójtem gminy Kłodzko otworzyły mnie na absurd, poznałem jego siłę, co w późniejszych moich zmaganiach z rzeczywistością bardzo mi pomogło.
*
Po spływie wystawiłem gminie rachunek zgodnie z umową i, tak jak się spodziewałem, odmówiono mi zapłaty. Zatem oddałem sprawę do sądu. Sąd odrzucił mój pozew, bo nie był napisany na stosownym formularzu. Nie ponowiłem pozwu, bo w tym czasie ukazał się w prasie artykuł pt. Spływ do sądu, a o to mi chodziło.

Bilans spływu był taki. Ja straciłem pracę w szkole, a Wójt trafił na listę kandydatów w wyborach do Sejmu z ramienia partii o największych zdolnościach koalicyjnych. W Gazecie Prowincjonalnej ukazał się mój artykuł pt. Kubuś Puchatek pił miód a nie piwo, dwanaście pytań do wójta. Na końcu zadałem pytanie, “czemu pan chce być posłem?” Wójt nie odpowiedział i może dlatego nie został posłem.
Wystąpiłem o kopie wniosku i sprawozdania z realizacji projektu.
Istotą kopenhaskiej interpretacji fizyki kwantowej jest rezygnacja z rzeczywistości między pomiarami. Jedyną rzeczywistością są wyniki pomiarów.
W związku z tym sprawozdanie z realizacji projektu musi się zgadzać z wnioskiem o dofinansowanie, a rzeczywistość – no cóż- nie istnieje. Gdybym próbował dyskutować z wójtem o rzeczywistości, wpadlibyśmy w niekończące się debaty w związku z przyzwoleniem na relatywizm, który się rozpanoszył za sprawą Teorii Względności Einsteina. Ale od czego mamy Katedrę Poetyki. We wniosku o dofinansowanie mamy punkt otwarcie Katedry Poetyki. W reportażu Spływ do sądu można przeczytać “na przykład nie mogliśmy się dowiedzieć co kryje się pod hasłem ‘Katedra Poetyki’. Nie mogliśmy tego z niczym skojarzyć”. Poza sprawozdaniem z realizacji projektu. Bo sprawozdanie musi być zgodne z wnioskiem.
Można powiedzieć, że pierwsza runda zakończyła się wynikiem jeden-jeden. Ja straciłem pracę w szkole, a wójt nie został posłem.
