107. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego (opowieść o wieńcach)

Ela Kargol

Dzień po

Jeszcze dywan czerwony przed ułanem leży.
Kwiaty świeże w wieńce ułożone.
A wieńce biało czerwone.

Wieniec z wieńcem się styka.
Kwiat kwiata dotyka.
Szarfa z lewej strony wije się na prawo.
Przybył wódz, wszyscy biją brawo.

Potem stoją w szeregu,
do hymnu, do roty
Ramię w ramię,
Kwiat w kwiat,
Brat w brat,

Pieśń w pieśń,
Raca w racę.
Nieś się pieśni nieś!
Wołają rodacy!

Pieśń się rzeczywiście poniosła, całkiem możliwe, że ponad podziałami.

Ja też śpiewałam, najpierw w poznańskim Teatrze Polskim potem w Auli Uniwersyteckiej UAM, czyli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. A dzień wcześniej, na Dworcu Letnim w Poznaniu witałam Paderewskiego i jego żonę Helenę. Śpiewałam głośno i wyraźnie, również trzecią zwrotkę Roty.

Gdy Maria Konopnicka pisała tekst Roty, Polska była pod zaborami i najprawdopodobniej (są też inne teorie powstania pieśni) pieśń powstała dla poparcia protestu Wielkopolanek w Poznaniu 10 maja 1908 r.

Utwór powstał pod wpływem oburzenia prześladowaniami polskości w zaborze pruskim (zob. germanizacja). Prawdopodobnie bezpośrednim impulsem do jego napisania był protestacyjny wiec kobiet w Poznaniu 10 maja 1908 r. zorganizowany m.in. w odpowiedzi na pruską ustawę o wywłaszczeniu oraz tzw. paragraf kagańcowy w ustawie o zebraniach i stowarzyszeniach.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rota_(Maria_Konopnicka)

Mój cioteczny dziadek, Andrzej Garszkowiak walczył w powstaniu. Poległ w powstaniu. Pod Gnieznem. Nie widnieje na żadnej liście Powstańców Wielkopolskich, ponieważ poza zdjęciem i aktem urodzenia, gdzie figuruje jako Andreas, obywatel zaboru pruskiego, a jego rodzice jako Hedwig i Joseph, nie posiadam żadnych innych dokumentów. W domu był zawsze czczony jak bohater, nasz rodzinny bohater narodowy. Jego portret wisiał na honorowym miejscu.

Na zdjęciach z dworca Olga Dąbkiewicz ze Szczecina, animatorka kultury retro na Pomorzu Zachodnim, założycielka grupy „Retro Vibes”

Pomysłodawcą i wieloletnim organizatorem inscenizacji wjazdu Paderewskiego do Poznania był nauczyciel i dyrygent Poznańskiego Chóru Nauczycieli, pan Ryszard Łuczak, który zmarł w zeszłym roku. Pamiętam jego radość, pasję i donośny głos rozlegający się w hali starego, poniemieckiego dworca poznańskiego. Kiedy zaczęłam brać udział w tych dworcowych powitaniach Mistrza Paderewskiego, mieszkałam już w Berlinie.

Moje dzieci mają podwójne obywatelstwa, wnuki też. Trzeciej zwrotki Roty nie znają, prawdopodobnie nie znają żadnej zwrotki, chociaż wnuk coraz więcej pyta. A ja stoję na straży zachowania języka, kultury, pamięci.


27 grudnia 2025 w Poznaniu na ulicach było bardzo ślisko. Nie nadążyłam za pieszą wycieczką śladami powstania. Choć postoje były częste, bo miejsc, o których opowiedzieć i posłuchać warto, jest w Poznaniu dużo. Dotarłam tylko do ulicy Ratajczaka, nazwanej na pamiątkę śmierci pierwszego poległego powstańca, Franciszka Ratajczaka. Niefortunnie skręciłam kilka kroków w bok i znalazłam się przy dwóch płaskorzeźbach, które również opowiadają własną historię. Przed nimi także niegdyś składano wieńce, choć dziś co jakiś czas bywają oblewane farbą. A jednak trwają: dumnie, w bratnim uścisku dwóch armii i w spojrzeniu dwóch przyjaciół. Mowa o polskim i radzieckim żołnierzu oraz o poetach: Mickiewiczu i Puszkinie.

O groby powstańców dbają rodziny, uczniowie, nie tylko Wielkopolanie. O ile te groby istnieją. A jeśli ich nie ma, tak jak w naszej rodzinie, pozostaje jedynie pamięć. Pamięć zrodzona ze strzępków rozmów z dziadkiem, później z rodzicami, z pożółkłych fotografii i poszukiwań.

Brat mojego dziadka, Andrzej Garszkowiak / 5. Kompania 1. Pułku Strzelców Wlkp. Andrzej Garszkowiak, czwarty od lewej w rzędzie u góry

Zawsze pytamy zbyt mało i zbyt mało zapamiętujemy.

Dzień po poszłam obejrzeć wieńce złożone pod pomnikiem Ułanów Wielkopolskich, a właściwie pod Pomnikiem 15. Pułku Ułanów Poznańskich, zniszczonym przez Niemców w 1939 roku i ponownie odsłoniętym w 1982.

Wieńce stały w równej kolumnie, jakby po uroczystym przemarszu po czerwonym dywanie zatrzymały się przed cokołem pomnika. Wszystkie biało‑czerwone, wszystkie dumne, odwrócone tyłem do pomnika, zwrócone przodem ku publiczności. Ich „mundury” były niemal identyczne, jakby wyszły spod ręki tego samego krawca albo tej samej kwiaciarki. Szarfy, niczym epolety, podobne do siebie, czasem wręcz jednakowe, tej samej rangi. Podchodziłam do każdego z nich. A one stały ramię w ramię, razem.


Wróg był jeden, choć nie zawsze naprawdę wróg. Czasem tylko sąsiad z inną Abstammungsurkunde albo z inną datą urodzenia. Dziadka, trochę starszego, wcielono do armii pruskiej; jego brat Andrzej walczył już w wojsku wielkopolskim.

Dla kogo te wieńce? Dla Ludwika i Andrzeja, dla Ludwika, odznaczonego żelaznym krzyżem, który z Francji wrócił z Hallerem do Polski i brał udział w wojnie bolszewickiej 1920 i dla Andrzeja z 5. Kompanii 1. Pułku Strzelców Wielkopolskich i dla tysięcy innych.

Mój patriotyzm pozwala mi śpiewać 3 zwrotkę Roty w tym dniu. Ale nie pozwolił mi maszerować w szeregu z panem prezydentem.

Następnego dnia sypnęło śniegiem i zerwał się wiatr. Gdyby nie wieńce, czerwony dywan dawno zostałby zdmuchnięty gdzieś w bok. To właśnie ich ciężar, rzetelność i stanowczość zatrzymały go na miejscu – jeśli w ogóle można tak o wieńcach mówić.


Patrzę na te wieńce i myślę, że mają w sobie niezwykłą zdolność trwania. Stoją ramię w ramię, kwiat w kwiat, jakby wiedziały, że ich miejsce jest właśnie tu razem, w milczącym szeregu. A ten szereg albo kompania, albo pułk nie pytają o różnice, nie dzielą, nie oceniają. Ich barwy nie spierają się ze sobą, ich szarfy nie konkurują, a róże nie kłują.

One thought on “107. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego (opowieść o wieńcach)

Leave a comment