Teresa Rudolf
Fraszka o Bezwstydzie
A mnie nie jest wstyd,
że ani trochę mi nie wstyd,
choć tobie, lub tobie wstyd…
I może kiedyś
“umrę ze wstydu”,
że wciąż i ciągle,
nie jest mi wstyd…
A będzie to TAKI
wstyd cudny,
umrzeć TAK
bezwstydnie,
ze wstydu…
Jesień
Bliźniaczki,
a takie przecież różne,
ta: kolorowa artystka,
malarka uśmiechnięta,
pod nosem nuci sobie,
malując lasy i parki…
a ta: płaczliwa łzami
jak deszcz chłodnymi,
lamentuje nad światem
stukając w okna domów
melancholijną szarzyzną,
strasząc, że będzie gorzej…
…bo kiedyś przyjdzie zima.
Patrzysz i co…
Patrzysz
w błękit nieba,
patrzysz
na ulicy ruch,
patrzysz
na przyrodę,
patrzysz w jej oczy…
…wspaniałe jest
tak patrzeć,
ale… czy widzisz,
BŁĘKIT NIEBA,
ULICĘ,
PRZYRODĘ,
JEJ OCZY?

Tereso. Z rozrzewnieniem czytałam, zresztą, jak zawsze. Twoje wiersze czytam z uwagą. Jesteś poetką z duszą. Pozdrawiam i życzę nowej weny na dalsze – o jesieni przemyślenia.
Droga Lucy, dziękuję Ci za Twoje jak zawsze miłe odwiedziny tutaj i życzę również pięknej jesieni.