Roman Brodowski (Brom)
II Wojna Światowa – WOŁYŃ
Druga wojna światowa, od początku jej rozpoczęcia to znaczy od września 1939 roku, zwłaszcza do czerwca 1941 roku dla nas, Polaków była dramatem wręcz niepojętym. Naród nasz musiał się zmierzyć nie tylko z agresorem zachodnim czyli faszystowskimi Niemcami, ale także od 17 września z kolejnym okupantem czyli Związkiem Radzieckim. Od początku wiadomym było, że państwo polskie nie jest w stanie obronić swojej suwerenności jednocześnie przed faszyzmem i komunizmem. Nic więc dziwnego że zarówno Niemcom jak i Rosjanom wystarczyło kilka tygodni, żeby całkowicie militarnie pokonać nasz kraj. Pakt Ribbentrop – Mołotow wszedł w życie. Polska podzielona została na dwie strefy wpływów. Zawarte wiosną 1939 roku umowy Polski z Anglią i Francją, które miały być gwarantem militarnego wsparcia w przypadku napadu hitlerowskich Niemiec na Polskę, pozostały tylko na papierze. Bezbronna, pozostawiona na łaskę najeźdźców Polska, bez wojska i bez rządu, który uciekł najpierw do Rumunii, a następnie dalej na Zachód, na kilka lat pozostała w rękach oprawców.
Niestety, poza Niemcami i Rosją, na wschodzie kraju, ponownie objawił się nasz stary antypolski wróg, czyli naród ukraiński, który wraz ze swoimi nacjonalistycznymi przywódcami w większości opowiedział się po stronie Niemiec hitlerowskich. Wsparcie ukraińskie okazało się dużą pomocą w planowanej i realizowanej przez Niemców eksterminacji narodu polskiego.
Wiadomo, że ukraińscy nacjonaliści dążyli do wywołania antypolskiej rewolucji, której celem miało być z jednej strony wyrugowanie polskiego narodu z terenów które uważali za historycznie ukraińskie, z drugiej zaś utworzenie tam suwerennego etnicznego państwa Ukrainy. Wspólne z Niemcami antypolskie działania od początku wojny przynosiły im krwawe żniwo.
Ukraińskie oddziały zbrojne na terenach podległych władzom niemieckim żarliwie wspomagały najeźdźców w procesie likwidacji ludności żydowskiej i polskiej.
Sytuacja pogorszyła się, gdy Niemcy rozpoczęły w czerwcu 1941 roku niewypowiedzianą wojnę ze Związkiem Radzieckim. Polskie ziemie dotychczas zajęte przez Rosjan, na długi czas opanowane zostały przez wojska niemieckie co dało ukraińskim nacjonalistom jeszcze większe możliwości terytorialne antypolskich wystąpień.
Okupacja niemiecka doprowadziła do eskalacji konfliktów etnicznych i narodowych pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Ukraińskie wystąpienia antypolskie dało się odczuć na całym terytorium wschodniej Polski, zwłaszcza na terenie Galicji i Wołynia.
Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów do roku 1940 działała pod jednym wspólnym, sztandarowym hasłem jakim była wspólna z Niemcami walka przeciwko Polakom oraz Rosji radzieckiej. Dopiero po roku 1940, kiedy to doszło do rozłamu wewnątrz organizacji, do sporu pomiędzy ówczesnymi jej przywódcami, Andriejem Mielnikiem i Stepfanem Banderą, ich walka przeciwko Polsce, nabrała bardziej samodzielnego, niezależnego od Niemców charakteru.
Andriej Mielnik był zwolennikiem umiarkowanej walki z Polską, natomiast Stepfan Bandera uważał, że przeciwko Polakom należy stosować jak najbardziej radykalne metody i dążył do eksterminacji narodu polskiego. Właśnie na tym tle doszło do rozdziału i rozpadu na frakcje. Mielnik rozpoczął tworzenie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów zwanej OUN-M, której celem było uzyskanie niepodległości poprzez współdziałanie z państwami osi, czyli państwami współpracującymi z Niemcami.
Nurt banderowski, OUN-B, charakteryzował się typowym etnicznym racjonalizmem. Jego celem było osiągnięcie niepodległość jednoetnicznej Ukrainy za wszelką cenę i przy użyciu wszelkich środków, a zatem również przez brutalność i przemoc
To właśnie banderowcy przyczynili się do największych etnicznych zbrodni na Polakach, Żydach, Rosjanach i przedstawicielach innych grup etnicznych, zamieszkujących zachodnie tereny Ukrainy, uznawane przez nacjonalistów za tereny etnicznie ukraińskie, przede wszystkim więc tereny Galicji i Wołynia.
Pod koniec 1942 roku banderowcy powołali do życia oddziały ukraińskiej powstańczej armii (UPA). Jej hymnem był „Marsz Ukraińskich Nacjonalistów”. Było to przesłanie, które głosiło bezwzględną walkę na wszystkich terenach aż po San. Celem UPA było utworzenie w przyszłości państwa nacjonalistyczno-etnicznego. Dlatego też główną metodą działania UPA i wspierających je ukraińskich chłopów były czystki etniczne. Kierowali się przy tym takimi samymi zasadami, jak Niemcy w stosunku do wszystkich Słowian, czyli Polaków, Rosjan, Białorusinów a także, w przyszłości, Ukraińców. Z dokumentów wiadomo, że na ziemiach Słowian miała powstać wielka niemiecka III Rzesza, gdzie Słowianie mieli być tylko niewolnikami. Przyszli niemieccy mieszkańcy słowiańszczyzny mieli tu przybyć w ramach „Generalplan Ost” na przełomie lat 1941-42 rok. Odpowiedzialnym za realizację tego planu był pod nadzorem Heinricha Himlera dr med. Hans Ehlich.
Na razie jednak niemieccy bauerzy nie przybywali na Ukrainę, gdzie działała UPA i wspierający ją chłopi ukraińscy. Prześladowania trwały już od dawna, ich kulminacją była niedziela 11 lipca 1943 roku, tak zw. „Krwawa Niedziela”, kiedy UPA zaatakowała ludność polską żyjącą na terenach wiejskich i miejskich Wołynia.
Nie bez przyczyny wybrano niedzielę, dzień Polacy udawali się do kościołów na msze. Uczestnicy mszy katolickich byli pierwszymi ofiarami napaści. Było to niejako logiczne, bo na msze katolickie nie przechodzili wyznawcy prawosławia.
Metody „likwidacji” Polaków podczas nabożeństw były wszędzie podobne. Pod kościół podjeżdżali Ukraińcy, ryglowali drzwi wyjściowe, oblewali kościół naftą i podpalali. Kto nie spalił się żywcem, komu udało się uciec z płonącego budynku, został zabity przez Ukraińców, czasem zastrzelony, czasem dobity siekierami, widłami, nożami, czy rozerwany końmi.
Kiedy czytam (a mam wołyńskie korzenie) opisy i wspomnienia świadków tamtych wydarzeń, zastanawiam się, czy to na pewno ludzie ludziom zgotowali tak tragiczny los, bo wierzyć mi się nie chce, że człowiek jest zdolny do takich zbrodni.
Zapoczątkowany przez UPA w lipcu 1943 roku proces eksterminacji narodu polskiego trwał wiele miesięcy. Przebieg był podobny, okrążano wieś, gospodarstwo, osiedle, w których mieszkali Polacy, zabijano „Lacha”, zabierano wszystko, co można było zabrać, resztę palono.
Oczywiście Polacy o ile mogli, o tyle się bronili. Jednakże przewaga militarna i iliściowa Ukraińców była tak duża, że Polacy nie mieli najmniejszych szans na ocalenie. Ani działająca tam partyzantka AK, ani ochotnicze oddziały samoobrony nie były w stanie zapobiec tragedii.
Według szacunków podczas czystek etnicznych na Wołyniu zginęło między 80 a 120 tysięcy Polaków. Oczywiście są to dane bardzo nieścisłe, niektóre źródła mówią o wielokrotności polskich ofiar. Niestety nikt nie jest w stanie określić skali ludobójstwa, nikt nie policzy ciał zakopanych na wołyńskiej ziemi. Niestety władze ukraińskie do dzisiaj robią wszystko, aby tragiczna prawda tamtego czasu nigdy nie ujrzała światła.
Mordy i wypędzenia przyczyniły się do tego, że dzisiaj Wołyń, zwłaszcza na terenie Ukrainy, jest częściowo wyludniony, a zdziczała przyroda nie jest w stanie zapewnić należnego spokoju tym, którzy tam pozostali. Boję się, że dopóki sprawa tragedii wołyńskiej nie zostanie po obu stronach wyjaśniona, a ofiary nie znajdą godnego pochówku, dopóty między narodem polskim a ukraińskim będzie dochodziło do wszelkiego rodzaju antypatii.
cdn
