O czym tu pisać?

Ewa Maria Slaska

Upał. Ja nie mam siły wymyślać tematów, ale moi Autorzy najwyraźniej też nie mają siły. A tu tymczasem szykuje się wyjazd na tydzień, kiedy na pewno nie będę miała czasu, żeby znajdować i konstruować jakieś ciekawe wpisy.

O czym tu pisać? Dobrze, że mam wzory smętnego pytania samego siebie, o czymżeż by tu napisać. Przypomnę Wam. Bo znać znacie, ale czy pamiętacie. Jeśli pamiętacie, przepraszam. Ale na berlińskim bruku niektóre z tych uwag po tylu latach nadal uderzają trafnością. A ponieważ moje Czytelniczki i Czytelnicy rozsiani po świecie, to zapytam: a u Was też tak jak tam ongiś na paryskim bruku? Te swary? I to, żeśmy nieproszeni goście? I ten kraj jedyny, jaki się nam ostał, kraj lat dziecinnych?

Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, Epilog

O tem że dumać na paryskim bruku,
Przynosząc z miasta uszy pełne stuku,
Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów,
Za późnych żalów, potępieńczych swarów!
 
Biada nam, zbiegi, żeśmy w czas morowy
Lękliwe nieśli za granicę głowy!
Bo gdzie stąpili, szła przed nimi trwoga,
W każdym sąsiedzi znajdowali wroga,
Aż nas objęto w ciasny krąg łańcucha
I każą oddać co najprędzej ducha.
 
A gdy na żale ten świat nie ma ucha,
Gdy ich co chwila nowina przeraża
Bijąca z Polski jako dzwon smętarza,
Gdy im prędkiego zgonu życzą straże,
Wrogi ich wabią z dala jak grabarze,
Gdy w niebie nawet nadziei nie widzą –
Nie dziw, że ludzi, świat, sobie ohydzą,
Że utraciwszy rozum w mękach długich,
Plwają na siebie i żrą jedni drugich!
 
Chciałem pominąć, ptak małego lotu,
Pominąć strefy ulewy i grzmotu
I szukać tylko cienia i pogody,
Wieki dzieciństwa, domowe zagrody…
 
Jedyne szczęście, kto w szarej godzinie
Z kilku przyjaciół usiadł przy kominie,
Drzwi od Europy zamykał hałasów,
Wyrwał się z myślą ku szczęśliwym czasom
I dumał, myślił o swojej krainie…
 
Ale o krwi tej, co się świeżo lała,
O łzach, któremi płynie Polska cała,
O sławie, która jeszcze nie przebrzmiała –
O nich pomyślić – nie mieliśmy duszy!…

Bo naród bywa na takiej katuszy,
Że kiedy zwróci wzrok ku jego męce,
Nawet Odwaga załamuje ręce.
 
Te pokolenia żałobami czarne,
Powietrze tylą klątwami ciężarne,
Tam myśl nie śmiała zwrócić lotów,
W sferę okropną nawet ptakom grzmotów.
 
O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie
Złożona – nie ma sił mówić o tobie!
 
Ach! czyjeż usta śmią pochlebiać sobie,
Że dzisiaj znajdą to serdeczne słowo,
Które rozczula rozpacz marmorową,

Które z serc wieko podejmie kamienne,
Rozwiąże oczy tylą łez brzemienne
I sprawia, że łza przystygła wypłynie?
Nim się te usta znajdą, wiek przeminie.
 
Kiedyś – gdy zemsty lwie przehuczą ryki,
Przebrzmi głos trąby, przełamią się szyki,
Gdy wróg ostatni wyda krzyk boleści,
Umilknie, światu swobodę obwieści,
Gdy orły nasze lotem błyskawicy
Spadną u dawnej Chrobrego granicy,
Gdy ciał podjedzą i krwią całe spłyną,
I skrzydła wreszcie na spoczynek zwiną –
Wtenczas, dębowem liściem uwieńczeni,
Rzuciwszy miecze, siądą rozbrojeni
Rycerze nasi! Zechcą słuchać pieni!
Gdy świat obecnej doli pozazdrości,
Będą czas mieli słuchać o przeszłości!
Wtenczas zapłaczą nad ojców losami
I wtenczas łza ta ich lica nie splami.
 
Dziś dla nas, w świecie nieproszonych gości,
W całej przeszłości i w całej przyszłości
Jedna już tylko jest kraina taka,
W której jest trochę szczęścia dla Polaka:

Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
Święty i czysty jak pierwsze kochanie,
Nie zaburzony błędów przypomnieniem,
Nie podkopany nadziei złudzeniem

Ani zmieniony wypadków strumieniem.
Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał,
Te kraje rad bym myślami powitał:
Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie
Biegł jak po łące, a znał tylko kwiecie
Miłe i piękne, jadowite rzucił,
Ku pożytecznym oka nie odwrócił.
 
Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny,
Jak świat jest boży, tak on był nasz własny!
Jakże tam wszystko do nas należało!
Jak pomnim wszystko, co nas otaczało:
Od lipy, która koroną wspaniałą
Całej wsi dzieciom użyczała cienia,
Aż do każdego strumienia, kamienia,
Jak każdy kątek ziemi był znajomy
Aż po granicę, po sąsiadów domy!
 
I tylko krajów tych obywatele
Jedni zostali wierni przyjaciele,
Jedni dotychczas sprzymierzeńcy pewni!
Bo któż tam mieszkał? – Matka, bracia, krewni,
Sąsiedzi dobrzy. Kogo z nich ubyło,
Jakże tam o nim często się mówiło,
Ile pamiątek, jaka żałość długa
Tam, gdzie do pana przywiązańszy sługa
Niż w innych krajach małżonka do męża;
Gdzie żołnierz dłużej żałuje oręża
Niż tu syn ojca; po psie płaczą szczerze
I dłużej niż tu lud po bohaterze.
 
I przyjaciele wtenczas pomogli rozmowie,
I do piosnki rzucali mnie słowo za słowem –
Jak bajeczne żurawie nad dzikim ostrowem,
Nad zaklętym pałacem przelatując wiosną
I słysząc zaklętego chłopca skargę głośną,
Każdy ptak chłopcu jedno pióro zrucił,
On zrobił skrzydła i do swoich wrócił…
 
O, gdybym kiedy dożył tej pociechy,
Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy,
Żeby wieśniaczki, kręcąc kołowrotki,
Gdy odśpiewają ulubione zwrotki
O tej dziewczynie, co tak grać lubiła,
Że przy skrzypeczkach gąski pogubiła,
O tej sierocie, co piękna jak zorze
Zaganiać gąski szła w wieczornej porze,
Gdyby też wzięły na koniec do ręki
Te księgi, proste jako ich piosenki!
 
Tak za dni moich, przy wiejskiej zabawie,
Czytano nieraz pod lipą na trawie
Pieśń o Justynie, powieść o Wiesławie.
A przy stoliku drzemiący pan włodarz

Albo ekonom, lub nawet gospodarz,
Nie bronił czytać i sam słuchać raczył,
I młodszym rzeczy trudniejsze tłumaczył,
Chwalił piękności, a błędom wybaczył.
 
I zazdrościła młodzież wieszczów sławie,
Która tam dotąd brzmi w lasach i w polu,
I którym droższy niż laur Kapitolu
Wianek rękami wieśniaczki osnuty
Z modrych bławatków i zielonej ruty.

5 thoughts on “O czym tu pisać?

  1. Rzeczywiście…
    Wprawdzie u mnie zima, nie lato, ale życie jakoś się ode mnie oddaliło – dwójka wnucząt w Polsce, jedna wnuczka na wędrówce przez pustynie Australii.

    Z jakiejś przekory zwróciłem się o pomoc do ChatGpt, odpowiedział(a):

    „O czym tu dumać wśród eukaliptusów?”
    (stylizowany na A. Mickiewicza)

    O czym tu dumać w spiekocie południa,
    Gdzie wiatr gorący w pustynię się wdziera,
    Gdzie niebo pali, a ziemia bez studni,
    I ani brzozy, ni cienia z modrzewia?

    Tu kangur skacze, tam dudek nie woła,
    Nie wie ta ziemia co Mazur jeziora,
    Zamiast pszenicy – czerwone są pola,
    Zamiast hejnału – śpiew ptaków z zarośli.

    Ojczyzno moja! – rzekłbym z tęsknotą,
    Lecz głos zamiera pod słońca naporem.
    Tu inny pacierz, tu inne pieśni,
    Tu święta w grudniu z palmowym kolorem.

    Lecz serce bije jak w szeregach dawnych,
    Gdy w duszy dźwięczy mazurka nuta.
    Choć nie pod Wawel, lecz pod Sydney dachem,
    Wciąż mi Ojczyzna święta i niezmyta.

    Tu jestem wolny, lecz nie całkiem swój,
    Bo gdy opowiem o śniegach i chlebie,
    To nikt nie pojmie, co znaczy „Zdrój”,
    Co znaczy „Matka” – co „Polska” w potrzebie.

    Więc o czym dumać? – o dziejach zakrytych,
    O pieśniach dziadów, co w popiół się zmienią,
    O polskich drogach przez brzozy ukrytych,
    Co z każdym krokiem do domu się lenią.

    O dumnym duchu, co w pustce nie ginie,
    Choć go przeniosą na kraniec tej kuli.
    Bo Polska w sercu nie zginie w godzinie,
    Choć ją rozdzielą oceany i bóle.

    Autor(ka) – ChatGpt.

  2. To dopiero, niesamowite. Ja sie ociagam z uzywaniem tego najnowszego wynalazku, ale musze przyznac, lepiej nie mozna. Z jednej strony takie wspanialosci w sieci, w internecie, z drugiej na ziemi, realnie wszystko sie burzy, na niczym nie mozna polegac. Ale brawo, dziekuje za super wiersz, ballade, a la Mickiewicz…

  3. Oj, rany…aż strach się wychylać z czymś swoim….tak dobry wiersz ..

Leave a comment