Roman Brodowski (Brom)
Polska międzywojenna a ukraiński nacjonalizm
Organizacja ukraińskich nacjonalistów na początku 1930 roku przeniosła swoją podziemną działalność z Wiednia do Polski oraz na tereny wschodniej Ukrainy, czyli utworzonej przez sowietów Ukraińskiej Republiki Sowieckiej. Jej działalność dotyczyła kwestii ideowych, ale nie tylko, bo zakładała siłowe rozwiązania na rzecz wyzwolenia zniewolonych Ukraińców „spod jarzma okupantów”, czyli i Rosji sowieckej, i Polski. Metody niewiele różniły się od tych, jakie stosowano podczas antypolskich wystąpień ukraińskich kozaków i chłopów od roku 1917 do początku lat dwudziestych.
Przykładem niech będzie rok 1922, kiedy to ukraińscy patrioci pod przywództwem Jewhena Konowalca, ówczesnego komendanta ukraińskiej organizacji wojskowej (UWO), współtwórcy oddziałów strzelców siczowych, przez wiele miesięcy dokonywali na terenie wschodniej Galicji, czyli w województwach lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim, antypolskich akcji sabotażowych i terrorystycznych, mordując ludność cywilną pochodzenia polskiego. Niewiele się one różniły od tego, jak w niedalekiej przyszłości, bo podczas II wojny światowej, miano potraktować Polaków na Wołyniu.
Takich akcji było więcej.
Nacjonalistyczna OUN traktowała polskie władze i administrację na terenie Galicji i Wołynia jak władze okupacyjne, dlatego kierowała działania przede wszystkim przeciwko polskim strukturom administracyjnym, gospodarczym i społecznym, dążąc do wywołania na terenie Polski narodowego powstania „etnicznych Ukraińców”. W okresie międzywojennym dokonano wielu personalnych zamachów na przedstawicieli polskiej władzy. Jedną z ofiar był polski poseł na Sejm, zwolennik dialogu z Ukraińcami, Tadeusz Hołówka. Zamachu dokonano w Truskawcu, polskim podówczas mieście na terenie Galicji. Na polecenia OUN-u w sierpniu 1931 roku zginął polityk, który szukał porozumienia i dążył do wspólnego konsensusu obu narodów.
Drugą ofiarą był minister spraw wewnętrznych, Bronisław Pieracki. Ten sanacyjny polityk, w odróżnieniu od Tadeusza Hołówki, był zwolennikiem polityki twardej ręki wobec ukraińskich „sił narodowych” i ukraińskich „antypolaków”, zwolennikiem represji wobec całej wspólnoty ukraińskiej. Zamachu dokonano w Warszawie w 1934 roku. Podobnie jak Hołówka, Pieracki również zginął.
Oznaczało to, że nieważne, czy ktoś jest sprzymierzeńcem czy wrogiem, lecz to, czy jest „Lachem”, a działania nacjonalistów obejmowały nie tylko tereny Ukrainy, lecz całe terytorium II Rzeczypospolitej.
Za zamachy i akcje terrorystyczne odpowiadała nie tylko OUN, ale wiele pomniejszych, lokalnych organizacji ukraińskiej na terenie Galicji i Wołynia.
Ten stan rzeczy z pewnością miał wpływ na politykę władz II Rzeczypospolitej w stosunku do mniejszości narodowych, zwłaszcza Ukraińców, i na stosunek Polaków do nich.
Gdy w odpowiedzi na akty terroru rząd polski przeprowadził w 1930 roku pacyfikację na terenach najgęściej zamieszkanych przez ludność ukraińską, sposób jej przeprowadzenia niewiele różnił się od tego, jak w stosunku do Polaków postępowali terroryści ukraińscy.
Władze wprowadzały do akcji kawalerię, policję oraz zmilitaryzowane organizacje porządkowe, stosujące akty przemocy, represji, a często i terroru wobec mieszkańcach ukraińskich wsi, miasteczek i osiedli. Niszczono ukraiński dobytek, domy, szkoły, biblioteki, spółdzielnie, stowarzyszenia publiczne, gnębiąc, zamykając w więzieniach lub zabijając stawiających opór Ukraińców.
Polski z pewnością nie gasiła w ten sposób pożarów, a wprost przeciwnie. Ta stosowana w odwecie za polskie krzywdy przemoc wzmagała jeszcze bardziej wrogie antypolskie nastroje.
Warto tu może podkreślić, że Polska nie posiadała tak potężnego aparatu represji i środków bezpośredniego przymusu, jaki stosowała na przykład radziecka Rosja wobec swoich wewnętrznych wrogów, jak zsyłki na Sybir, kazamaty oraz wymyślne metody prowadzenia czystek etnicznych, a zatem trzeba powiedzieć, że polskie władze w swych działaniach represyjnych były w miarę wstrzemięźliwe. Starały się, choć z pewnością zbyt mało intensywnie, prowadzić politykę tolerancji kulturowej, religijnej, a nawet politycznej, zmierzającej jednak do asymilacji a nie separacji.
Trzeba jednak powiedzieć, że niewola, jakiej pod zaborami doświadczyły zarówno społeczeństwo polskie jak i ukraińskie, niczego nas nie nauczyła. Tak jak dawniej łączyły nas przede wszystkim szczere więzi antypatii, a wręcz nienawiści.
Te trudne i jakże skomplikowane relacje polsko-ukraińskie w okresie międzywojennym jeszcze się nasiliły. Przyczyną tego stanu rzeczy jest oczywiście polityka, jaką prowadziły względem siebie oba państwa, ale nie tylko.
Terytorialny spór o jakim wielokrotnie wspominałem, a mianowicie wschodnia Galicja oraz Wołyń, stanowiły dla Ukraińców „być, albo nie być” ich jednoetnicznej państwowości. Dla Polaków natomiast utrzymanie tych ziem w granicach Rzeczypospolitej było elementem polityki państwa wieloetnicznego. Ten dwubiegunowy proces budowy rzeczywistości pozaborowej, gdzie Ukraińcy dążyli do stworzenia niezależnego państwa, natomiast Polacy do ich asymilacji, utrwalił konflikty tak społeczne, jak polityczne, przede wszystkim zaś ukraiński nacjonalizm, który bardzo szybko został wchłonięty przez całą ludność ukraińską. Podstawowym celem nacjonalistów, a zatem całej ludności ukraiżskiej, było zjednoczenie ziem i narodu w obrębie własnego suwerennego państwa. Ich radykalizm prowadził prostą drogą do akceptacji modelu państwa totalitarnego, a więc opartego na ideologii i wartościach, jakie niósł ze sobą rodzący się faszyzm. Ich celem była eliminacja etnicznego wroga, czyli obu wrogów – Polski i Rosji.
Dlatego przemoc jaką stosowali Ukraińcy w okresie międzywojennym w stosunku do wrogów często miała charakter aktów terrorystycznych, zamachów oraz ludobójstwa, jak chociażby wkrótce na Wołyniu. Konflikty, podsycane nie tylko przez nacjonalistów ale niekiedy i przez innych działaczy politycznych, przybierały na sile. Powstawały grupy i organizacje paramilitarne, przygotowujące się do utworzeniu państwa ukraińskiego w wyniku ogólnonarodowego powstania, które poodjęły współpracę z niemiecką ideologią nazizmu.
Ten pożar polsko-ukraiński, to tlące się na pograniczu cywilizacji wschodniej i zachodniej zarzewie konfliktów lat dwudziestych i trzydziestych, były niejako prologiem do wybuchu wielkiego ruchu antypolskiego.
Tak się miało stać.
cdn
