Roman Brodowski (Brom)
Pomimo wcześniejszych niepowodzeń polskich wystąpień przeciwko zaborcom, Polacy nie „składali broni” i przy każdej nadarzającej się okazji dawali o sobie znać. Taką okazją do zamanifestowania polskiej bytności narodowej na europejskiej arenie działań politycznych była Wiosna Ludów.
Od samego początku Polacy uczestniczyli w walce o godność, wolność i sprawiedliwość u boku innymi narodów i czynili to niemalże w każdym zakątku Europy, uczestnicząc w powstaniach i przystepując do struktur wojskowych.
W Dreźnie działali aktywnie Aleksander Krzyżanowski i Wiktor Heltman, działacz polityczny związany z Wielką Emigracją, jeden z przywódców Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, uczestnik Powstania Listopadowego. W Nadrenii i Palatynacie na polu bitwy walczył wypuszczony z więzienia przywódca nieudanego powstania trójzaborowego, Ludwik Mierosławski. Mierosławski i generał brygady Wojska Polskiego Franciszek Sznajde, potomek uczestnika Sejmu Wielkiego, dowodzili polskimi oddziałami powstańczymi. Podczas obrony Wiednia sławę zdobył późniejszy bohater powstania węgierskiego gen. Józef Bem. W Rzymie Legion Polski organizował nie kto inny jak sam polski wieszcz Adam Mickiewicz, a w Lombardii lombardzkimi wojskami dowodzili polscy generałowie Wojciech Chrzanowski i Mikołaj Kamiński.
Przykładów takich charyzmatycznych przywódców na uchodźstwie, zaangażowanych w walkę „o wolność naszą i waszą” można przytoczyć jeszcze bardzo dużo. Ale Wiosna Ludów zbudziła też w samej Rzeczypospolitej ducha walki.
W kraju we wszystkich zaborach wybuchały bunty. Polacy zaczęli śmielej i bardziej otwarcie występować przeciwko rządom zaborczym.
Na wieść o rewolucji w Berlinie (marzec 1848), w Poznaniu, gdzie od dłuższego czasu przygotowywano powstanie antypruskie, w prace konspiracyjne zaczęło angażować się coraz więcej patriotów. Opór ludności Wielkiego Księstwa Poznańskiego (Prowincja Poznańska) i wzrost nastrojów patriotycznych przyspieszyły wybuch powstania. Na terenie Wielkopolski jak grzyby po deszczu wyrastały lokalne Komitety Narodowe, zaczęto szkolić ludność do walki, zaczęły powstawać pierwsze zorganizowane oddziały wojskowe, na czele których stanął, powróciwszy z Nadrenii, Ludwik Mierosławski.
Wśród ludności wiejskiej na terenie całej wielkopolski prowadzono akcje propagandowe zachęcające do udziału w powstaniu, za co obiecywano chłopom szybkie wprowadzenie uwłaszczenia. Rekrutom nie posiadającym ziemi obiecywano jej przyznanie.
Pojawia się tu pytanie, jak to się stało, że takie działania, niezgodne przecież z obowiązującym pruskim prawem, pozostały bez reakcji władz administracyjnych Prus ? A możliwa jest tylko jedna odpowiedź, nie było reakcji, bo cała administracja pruska na wieść o rewolucji w Berlinie, w obawie o swoje życie, masowo opuszczała urzędy. Nie było komu podejmować decyzji.
Już w drugiej połowie marca 1848 roku cała wschodnia cześć Wielkopolski była zarządzana wyłącznie przez administrację zorganizowaną przez Polaków.
Aby uspokoić antypruskie nastroje król Fryderyk Wilhelm IV w dniu 24 marca ogłosił dekret nakazujący reorganizację Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Dekret ten zapoczątkował reformy prowincji. Decyzję króla Prus kierownictwo sil powstańczych przyjęło z zadowoleniem. Dekret uznano za początek szerokiej autonomii Wielkopolski i to uzyskanej bez przelewu krwi.
Władze powstańcze liczyły się z tym, że powstanie stanowi dla narodu wielkie ryzyko. Pomni na to, co wydarzyło się dwa lata wcześniej, a więc na tragedię galicyjską, władze polskie starały się ostudzić emocje, by dokonać procesu przejmowania administracji z rąk pruskich w jak najbardziej pokojowy sposób.
Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak było niestety i w tym przypadku, do zwycięstwa była jeszcze daleka droga.
Decyzja Fryderyka Wilhelma, by nadać Polakom pełną autonomię podjęta została pod presją. Królestwo Pruskie znajdowało się na krawędzi wojny z Rosją, a więc Polacy byli atrakcyjnym sprzymierzeńcem i warto ich było kusić obietnicami wolności. Jednakże gdy Rosja i Prusy się porozumiały, a to oddaliło niebezpieczeństwo wojny, uzbrojeni Polacy przestali stanowić sojuszniczą siłę, lecz – wręcz przeciwnie – stali się zagrożeniem.
W Wielkim Księstwie pomiędzy ludnością polską i niemiecką nasiliły się konflikty, które stały się poważnym problemem dla władz Berlina. Dla zapewnienia bezpieczeństwa Niemców Fryderyk Wilhelm IV nakazał zwiększyć kontyngent wojsk pruskich na terenie Wielkiego Księstwa i zabezpieczyć pruskim urzędnikom powrót do pracy. W końcu przy nasilających się protestach polskiego społeczeństwa, dla przywrócenia spokoju, dowódca wojsk pruskich, gen. August Peter von Colombo ogłosił stan oblężenia na terenie całej Wielkopolski.
Dopiero rokowania rozładowały rosnące napięcie, grożące rozpoczęciem powstania. Rokowania zakończyły się podpisaniem 10 kwietnia 1848 roku układu w Jarosławcu, na mocy którego Administracja Wielkiego Księstwa miała pozostać w rękach Polaków, natomiast liczebność polskich organizacji zbrojnych miała wynosić trzy tysiące osób.
Niestety układ pozostał tylko na papierze. Zarówno Polacy jak i Prusacy nie kwapili się do jego przestrzegania. Prusy likwidowały lokalne Komitety Narodowe, a dowódca polskich sił powstańczych nie rozpuścił swoich żołnierzy, lecz wprost przeciwnie wzmógł nabór. Na terenie Wielkiego Księstwa coraz częściej dochodziło do potyczek zbrojnych między wojskami pruskimi a uzbrojonymi chłopami.
Do głównej konfrontacji powstańców z armią pruską doszło 29 kwietnia. Armia królestwa Prus zaatakowała główny obóz powstańczy w Książu, co rozpoczęło kolejne zbrojne powstanie narodowo-wyzwoleńcze w Wielkopolsce.
Powstańcy odnieśli kilka spektakularnych zwycięstw, pod Miłosławiem czy Sokołowem. Jednak na dłuższa metę Armia Powstańcza dowodzona przez Ludwika Mierosławskiego nie miała szans na zwyciężenie wroga. Było jasne, że niewyszkoleni chłopi, uzbrojeni często li tylko w kosy i widły, nie byli w stanie pokonać regularnej i świetnie uzbrojonej armii pruskiej. Ludwik Mierosławski poddał się i podpisał kapitulację 9 maja 1848 roku.
Niestety była to kolejna klęska polskich powstańców. Na domiar złego na sejmie frankfurckim władze wycofały wszystkie obietnice dane Polakom w Wielkim Księstwie Poznańskim.
Jednakże nie tyko w zaborze Pruskim, nie tyko Wielkopolsce czy na Pomorzu, ale także na Śląsku dochodziło do polskich wystąpień rewolucyjnych. Na Śląsku chłopi występowali przeciwko obowiązkom pańszczyźnianym. W Bytomiu powstała pierwsza gazeta w języku polskim adresowana do Polaków. Gazety w języku polskim zaczęto także wydawać na Mazurach, Warmii i Pomorzu.
***
W Galicji Wiosna Ludów miała jeszcze gwałtowniejszy przebieg niż Wielkim Księstwie Poznańskim. Zaczęło się od wielkiej fali manifestacji. Pod ich naciskiem, obawiając się wybuchu powstania, rząd austriacki uwolnił więźniów politycznych. Do największych polskich miast galicyjskich, do Lwowa i Krakowa, powrócili z emigracji polscy działacze polityczni. Tak jak w Prusach, tak i tu zaczęto tworzyć Komitety Narodowe.
Na prowincji, we wsiach zbuntowani chłopi przestali wykonywać prace pańszczyźniane. Austriacy obawiali się sojuszu chłopsko – szlacheckiego, do którego niestety nie łańdoszło w roku 1846. Aby temu zapobiec i nie dopuścić do działań rewolucyjnych, mogących przerodzić się w powstanie ogólnopolskie, władze Galicji 22 kwietnia 1848 roku ogłosiły akt zniesienia pańszczyzny. Zlikwidowało to zarówno zagrożenie wybuchów buntów na wsiach, jak też współdziałania chłopów z polskimi organizacjami patriotycznymi.
Mimo to Austriakom nie udało się powstrzymać działań powstańczych w większych miastach. W Krakowie w kwietniu 1848 roku, gdy wojska austriackie zajęły miasto, mieszkańcy zbudowali sieć barykad i wraz z powstańcami, członkami Polskiego Komitetu Narodowego bronili miasta przed wrogą armią.
Nie inaczej było we Lwowie. Lwowianie bronili się aż do 1 listopada, do momentu, gdy wojsko austriackie użyło artylerii i zburzyło miasto. Do konfrontacji, do zbrojnego oporu polskich sil powstańczych dochodziło także i w innych miastach galicyjskich.
Jednakże i tym razem,tak jak w roku 1846, Polacy nie mieli szans na odniesienie zwycięstwa. Jak i wówczas, bez wsparcia chłopów, a tym bardziej „z pomocą ” polskich konfidentów, współpracujących z władzami Austrii, każdy przejaw oporu względem zaborców musiał liczyć się z klęską.
Pisałem już o tym, że w zaborze austriackim Polakom żyło się coraz gorzej, spotykali się z coraz większa wrogością i to nie tylko ze strony władz austriackich, ale i dawnej ludności ruskiej, ktora występowała przeciw „ Lachom”, przeciw panom. Wydawałoby się że w austriackiej niewoli, nie tylko narodowi polskiemu, ale i Rusinom (Ukraińcom) zależało na odzyskaniu wolności, na walce o niepodległość. Wszakże dzielili z nimi wspólny, zaborowy los. Było jednak inaczej.
Zamieszkujący obrzeża byłej, południowo wschodniej Rzeczypospolitej (Ukrainy) potomkowie wspólnoty kozackiej, swoimi własnymi drogami starali się osiągnąć niepodległość. Prowadziły one przez konflikty z Polakami. Narastały one stopniowo i były podsycane przez Austrię. Jak już pisałem, proces kształtowania się ukraińskiej świadomości narodowej, od lat trzydziestych XIX wieku, ruchy narodowo-twórcze, kulturowe, a potem i polityczne Ukraińcy budowali przeciw Polakom, a nie z nimi. Wystąpili do cesarza Austrii z prośbą o uregulowanie ich statusu narodowego. Chodziło im o rozdzielenie wspólnoty polsko-ukraińskiei i uznania przez Wiedeń ukraińskiej odrębności narodowej. Polacy w tym czasie uznawali Ukraińców (Rusinów) za część narodu polskiego.
Dla uzyskania poparcia władz austriackich w walce o przyznanie tej odrębności działacze ukraińscy okazywali lojalność cesarzowi i zwalczali spiskujące przeciwko Wiedniowi polskie ruchy narodowo-wyzwoleńcze. Oczywiście, taki stan rzeczy był Wiedniowi na rękę. Antypolski sojusznik sam zapukał do „cesarskich komnat”.
Przypomina mi to nieco czasy Chmielnickiego i umowę perejasławską.
cdn
