Ewa Maria Slaska
Na spotkanie 5 marca w HumboldtForum mam napisać tekst o wojnie. Powoli go piszę, powoli, bo nie jest to łatwe. Przez kilka następnych czwartków będę tu publikowała kolejne fragmenty tego tekstu. Jak zawsze, bardzo proszę o kometarze.
Jak bardzo zmienia się nasze spojrzenie na wojnę. Mam 75 lat i patrzyłam na wojnę na co najmniej dziewięć sposobów. Mniej niż 10 lat na każde spojrzenie. Tak było? Taka to matematyka?
1. Dzieciństwo
Jako małe dziecko śmiertelnie bałam się wojny, tej, która minęła, i która w moim dziecinnym odczuciu była wojną Niemców przeciw Polakom. Bałam się, bo świat dookoła mnie twierdził, że ta wojna zaraz się powtórzy lub wróci i Niemcy znowu będą nas dręczyć.
Nie wiedziałam nic o specjalnym problemie bycia Żydówką podczas wojny, ale też nie wiedziałam i jeszcze co najmniej 30 lat miałam nie wiedzieć, że moja mama, a zatem oczywiście również ja byłyśmy Żydówkami. Nic też nie wiedziałam o specyfice polskiej wojny, która toczyła się i z Niemcami, i z Rosją sowiecką. Wojna to byli Niemcy. Wojna to byli Niemcy nienawidzący Polaków.
Urodziłam się w kilka lat po wojnie i do dziś nie wiem na pewno, czy moja dziecinna wojna była infiltracją wszechobecnej propagandy, czy została mi już w brzuchu mamy wszczepiona poprzez jej przerażenie i potworny lęk, które wessałam z jej krwią.
A może przekazało mi coś miasto, w którym wyrastałam, miasto pełne ruin. Moja przyjaciółka, która mieszkała w Warszawie na nowym osiedlu zbudowanym na gruzach getta, śniła o czarno ubranych, głodnych, wychudzonych ludziach.
W moich najdawniejszych snach wojna to były przede wszystkim ulice płonących jak pochodnie domów. Od dzieciństwa często miałam kolorowe sny, a pierwsze, jakie zapamiętałam, to sny o pomarańczowych płomieniach strzelających w ciemne niebo po obu stronach ulicy, którą biegniemy wraz z mamą.
W tych snach o wojnie zawsze była tylko mama. Również wiele lat później, gdy zamiast płonącego miasta śniłam marsze do obozu koncentracyjnego, też byłam tylko z mamą.
2. Szkoła podstawowa
Gdy poszłam do szkoły wojna zmieniła oblicze i już na pewno była obrazem stworzonym na użytek oświatowo-propagandowy. Jednakże muszę tu bardzo mocno podkreślić, że ten obraz wojny na użytek narodu został skonstruowany przez ludzi i dla ludzi, którzy wszyscy co do jednego doświadczyli jej okrucieństwa. O ile inne twory propagandy komunistycznej bardzo mocno odróżniały się od tego, co myśleliśmy i czuliśmy my, zwykli ludzie, o tyle wojna była wspólnym doświadczeniem wszystkich dorosłych, nawet tych bardzo młodych i dlatego jej obraz propagandowy i obraz rodzinny ściśle do siebie przylegały. Obraz rodzinny był po prostu szerszy niż ten, jaki podsuwała propaganda.
Tworzywem, z którego postawał w głowie oficjalny obraz wojny, był przede wszystkim film. Czasem kino przyjeżdżało do szkoły, czasem szliśmy do nieodległego kina Bajka. Zawsze wtedy oglądaliśmy trzy filmy – Wrzesień 1939, tak było, film o niewypałach, w którym chłopcy wrzucali do ogniska niemieckie bomby, a te urywały im ręce i nogi, i wreszcie film o chorych na jaglicę analfabetach z przedwojennych wiosek. Wszystkie trzy filmy doskonale pamiętam. Wojna była w nich osią i cezurą. Przed wojną było źle, wojna była koszmarem, po wojnie byłoby dobrze, gdyby nie to, że pozostawiła po sobie śmiertelnie groźne ślady.
Znacznie rzadziej wojna docierała do nas poprzez opowieści ludzi. Tylko zresztą w oficjalnych sytuacjach, bo u mnie w rodzinie na temat wojny milczało się dosłownie jak grób. Przez wiele lat myślałam, że wyrastałam w jakiejś szczególnej sytuacji rodzinnej, gdzie nikt nic nie mówił. Dopiero wiele lat później zorientowałam się, że milczała prawie cała Polska, i tak samo było w Związku Sowieckim, na Węgrzech, w Albanii, Rumunii, Bułgarii, NRD, Czechosłowacji, czyli tak naprawdę w ogromnej części Europy.
No, ale czasem przychodzili do szkoły ludzie, którzy opowiadali o tym, jak było podczas wojny. Teraz nazywa się ich świadkami historii, ale wtedy chyba nie istniało jeszcze takie pojęcie. Myślę, że mówiło się o nich więźniowie, bo też byli z reguły więźniami.
To podczas jednego z tych spotkań usłyszałam z ust byłego więźnia obozu koncentracyjnego Stutthof, te właśnie dwa słowa – obóz koncentracyjny. Więzień zapewne myślał, że my, uczniowie wiemy, o czym on opowiada, my nie wiedzieliśmy nic, ale też nie ośmieliliśmy się pytać.
Obóz.
cdn

Po przeczytaniu tego wpisu miałam parę refleksji:
-jak gromnie ważne jest poczucie bezpieczeństwa u dzieci, kiedy mają styczność z natłokiem informacji, będącymi w istocie rzeczy tylko bodźcami do emocjonalnego przeżywania czegoś, bez spełniania żadnej rzetelnie informatywnej, wyjaśniającej roli. Mama Ewy ,we snach miała rolę jakby osobistego Anioła Stróża, będąc przy niej (dlatego bez innych członków rodziny) jakby pokazując “nie bój się, JA jestem zawsze przy Tobie “. Piękne scenki, w kontekście strachu, jakie wywoływało przeżywanie we śnie skojarzeń z tak groźnym fenomenem jakim jest wojna, właśnie ta z filmów, ta ze strzępków czyiś wspomnień w klimacie powojennej Polski.
– paradoks ogólno-narodowo-internacjonalnego swoistego tabu, jakim była II wojna światowa w rodzinach, społeczeństwie, z równoczesnym bombardowaniem, jednakową wszędzie w Europie propagandą “po-anty-wojenną”, związaną wyłącznie z Niemcami.
Propaganda ta była retraumatyzowaniem ludzi, którzy ją przeżyli (np.filmy, litetatura, sztuka), bez ogólno- psychologicznie-socjologicznego przepracowania tego, czym jest KAŻDA wojna, bez równoczesnego, ciągłego, uświadamiania ludzkości, że przy odpowiedniej polityce władzy, reżimie, strategii rządzących, z odpowiednim zapleczem militarnym, wojnę może rozpocząć i prowadzić każdy kraj, a w swym okrucieństwie nie będzie się ona rózniła od żadnej innej. A niejeden człowiek biorący w niej czynny udział, może stać się potworem.
Dokonano na ten temat wiele znanych testów, badań, w przeróżnych programach, a wyniki ich potwierdzają tylko tę okrutną prawdę.
Najważniejsze, aby być samemu czujnym, jakiej polityce się sprzyja i oddaje w każdych jej wyborach swój “krzyż-yk na drogę” swemu krajowi a czasem i światu.
Niebezpieczny jest zachwyt jakiejś populacji fenomenem przywódcy, który posiada swą “niezwykłą charyzmę” i jest swoistym “wybawicielem” dla często zmaltretowanej z różnych przyczyn społeczności, a która dla niego zrobi WSZYSTKO.
Masz taki wpis: Gdy wakacje są ważniejsze niż wojna
Ich lade ein: https://www.stadtmuseum.de/veranstaltungen/wo-ist-der-krieg