Szkice do Biblii Cygańskiej, niepisanej, odcinek 7 i (podobno) na pewno ostatni (się okaże)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

I w końcu dotarli do Ziemi Obiecanej do krainy Kanaan. I zobaczyli winnice ze zwisającymi kiściami winogron. Zobaczyli kraj miodem i mlekiem płynący, ukwiecone miasteczka, drzewa figowe obsypane owocami, gaje oliwne, targowiska ze stołami uginającymi się od wszelkich owoców i warzyw. I zobaczyli ludzi pogodnych, gościnnych, rozśpiewanych przy winobraniu. I wtedy coś w nich pękło. Zrozumieli, że są szarańczą, która niszczy wszystko na swojej drodze. Niszczy ludzi, ziemię i zwierzęta. Zrozumieli, że wchodząc do tej ziemi splamią ją krwią niewinnych, bo im wmówiono, że są narodem wybranym. I zbuntowali się przeciwko Mojżeszowi.


– Mamy dość ciebie i twojego Boga, który nas namawia do mordów i grabieży. Mamy dość twojej arki i dekalogu, którego i tak nikt nie przestrzega. Mamy dość tego cyrku obrzędów, dość kapłanów, którzy chcą nam regulować życie, sami będąc mocno rozregulowani. Mamy dość religii i ofiar przebłagalnych, nie chcemy przywódców narodu, starszyzna plemienna nam wystarczy, nie chcemy być narodem osiadłym na cudzej ziemi, w ogóle nie chcemy być narodem, bo to narzędzie manipulacji. Wracamy na pustynię, tam nasze miejsce.
A Mojżesz siedział z zakrytymi oczyma i płakał. W końcu wstał i powiedział
– Przez czterdzieści dni głodowałem, odpokutowując za drogę, którą was prowadziłem i już myślałem, że nigdy się nie opanujecie, że wszystko na darmo. Oczywiście, wracamy na pustynię. I opowiedział im o kamiennych tablicach, zapisanych po obu stronach, na awersie i rewersie, i wytłumaczył, że wtedy by tego nie przyjęli, że musieli sami poznać skutki panowania nad grzechem zrodzonym z idei ujarzmiania.
Wyruszyli na pustynię, która okazała się łaskawa, trafiali na zielone oazy pełne owoców i źródlanej wody, które wcześniej jakimś cudem omijali, a ludzie spotkani po drodze byli coraz bardziej gościnni. I tylko młodzież podburzona przez Jozuego, która nasłuchała się opowieści o krainach bogatych, ludnych miastach, urodzajnych polach, szemrała, że chce do Ziemi Obiecanej, że chce poznać te wszystkie wynalazki, chodzić po ulicach i kupować na straganach wszelkie dobra, oglądać wielkie widowiska batalistyczne, podziwiać orszaki władców. Przekonywali, że wcale nie trzeba tego zdobywać siłą. Przecież możliwe jest pokojowe współistnienie, braterstwo między narodami, sprawiedliwy podział dóbr bez wyzysku człowieka przez człowieka. Trzeba tylko ustanowić stosowne prawa i powołać instytucje, stojące na straży jego przestrzegania. Wybrać sprawiedliwych sędziów i mądrych przywódców, pilnujących zrównoważonego rozwoju z zachowaniem zielonego ładu.
W końcu Mojżesz się zgodził. Odprowadził ich z powrotem do Kanaanu i tam ich zostawił, a sam wrócił do swoich. I ruszyli dalej, a im dalej szli, tym pustynia była bardziej zielona, krainy coraz wspanialsze. Szli kierując się rozsądkiem, a rozsądek szedł za nimi, mamrocząc coś pod nosem. Ostatni raz widziano ich w Indiach, a potem słuch o nich zaginął.

Może wędrują jeszcze gdzieś w świecie, może ktoś ich widział?

Leave a comment