Historia Ukrainy w pigułce Broma (27), powstania i legiony

Roman Brodowski (Brom)

Początki walki narodowo-wyzwoleńczej i legiony polskie na obczyźnie

Chociaż pozaborowa rzeczywistość wymazała Rzeczpospolitą z map ówczesnego świata, to zaborcom przyszło zmierzyć się z problemem „przejętych” przez siebie ludziach, a mowa tu o tworzących unię Polakach, Litwinach i etnicznych Rusinach. Ich stosunek do nowych władz, w zależności od statusu społecznego, był zróżnicowany. Zarówno chłopi, jak i część mieszczaństwa, szczególnie ta, która nie posiadała jeszcze świadomości przynależności narodowej, obojętnie przyjęli podległość innym, nowym władzom.

Sprawa miała się jednak inaczej w środowisku szlacheckim, które z pewnością tę zmianę, utratę niepodległości, odczuwało w sposób nader bolesny. Świadomość klęski narodowej i nowa rzeczywistość, która na wielu wymogła realizm polityczny, zmusiły przedstawicieli szlachty do pogodzenia się z nową sytuacją. Również zamożni obywatele byłej Rzeczypospolitej z obawy przed utratą majątków, choć być może nie aprobowali zaboru, przyjęli ten stan rzeczy bez oporów.

Jednakże, mimo braku wsparcia sporej części pozbawionego Ojczyzny narodu, we wszystkich trzech zaborach zaczęły się rodzić ruchy narodowo-wyzwoleńcze. Na wielu płaszczyznach prowadzono działania podtrzymujące zachowanie bytu narodowego, ba, nawet dążenia do odzyskania niepodległości.
Niektórzy patrioci działali w zgodzie z narzuconymi im prawami. Zajmowali się krzewieniem kultury narodowej i podrzymywaniem tradycji przodków. Tworzyły się kluby sportowe, kółka zainteresowań, inicjatywy gospodarcze, czy towarzystwa religijne.

Niespełna pięć lat po utracie niepodległości, z inicjatywy Stanisława Staszica w Warszawie powstało Towarzystwo Przyjaciół Nauk. W roku 1805 Tadeusz Czacki założył w Krzemieńcu, na Wołyniu, Liceum Krzemienieckie.
Bogate i znane rody magnackie, Potockich, Czartoryskich z Izabelą na czele, Ossolińskich z Maksymilianem i wiele, wiele innych, dla ochrony dóbr ojczyźnianych, zajmowały się gromadzeniem narodowych pamiątek, wspierały działalność pisarzy i naukowców, tworzyły biblioteki i czytelnie. To właśnie dzięki magnackiej pomocy Bogumił Linde mógł przygotować i wydać Słownik Języka Polskiego. Działania te są świadectwem odradzania się prawdziwego patriotyzmu. Były jednak również działania bardziej radykalne. Część patriotów od początku rozbiorów nie akceptowało utraty niepodległości, podejmując działalność spiskową.

Niestety tajne organizacje narodowo-wyzwoleńcze były zbyt słabe i nieliczne, by mogły w bezpośredniej konfrontacji z siłami państw zaborczych odnieść jakiekolwiek sukcesy. Spójrzmy na przykład na grupę spiskowców działających w Galicji, tzw. Centralizację Lwowską. Była to jedna z pierwszych organizacji antyzaborowych, działająca na terenie trzech zaborów. Powstała w rok po dokonaniu ostatniego zaboru, w 1796 roku, w Krakowie, lecz ze względu na bezpieczeństwo jej centrala przeniesiona została do Lwowa. Centralizacja skupiała przede wszystkim bogatą arystokrację i ziemiaństwo z terenów zaboru austriackiego i rosyjskiego, jednakże jej działalność obejmowała także Wołyń i część Litwy. Wspierana przez Francję oraz Turcję planowała wywołanie powstania ogólnonarodowego. Niestety nie otrzymała w kraju takiego wsparcia, by doszło do realizacji tego przedsięwzięcia. Co prawda działacze Centralizacji z Joachimem Denisko na czele, nie widząc możliwości podjęcia ogólnonarodowej walki z zaborcami, w celu wywołania wojny turecko-austriackiej dokonali próby prowokacji na pograniczu Bukowiny, jednakże akcja ta zakończyła się niepowodzeniem. Zbrojne odziały Centralizacji zostały rozbite, a przywódcy oraz działacze aresztowani.

Okazało się, że nie można na ziemiach pod zaborami zorganizowć skutecznej działalności niepodległościowej, czyniono to więc poza ich granicami, na emigracji. Największym ośrodkiem emigracyjnym Polaków była w tym czasie Francja. Właśnie tam, w Paryżu wokół warszawskiego adwokata, Franciszka Barssa oraz generała Józefa Wielhorskiego powstała Agencja, grupa działaczy na rzecz odzyskania niepodległości, do której należał również Józef Wybicki. Agencja była klubem patriotycznym i skupiała ludzi, którzy uważali, że w przypadku wskrzeszenia Polski, podstawę ustrojowa winna stanowić Konstytucja 3 Maja, a jedyny ratunek w odzyskaniu niepodległości widzieli w rewolucyjnej Francji. Członkowie Agencji dążyli do powstania u boku armii napoleońskiej polskich oddziałów wojskowych.

Niestety tak jak w utraconej Rzeczypospolitej, pod zaborami, również i nad Sekwaną, panował typowy dla nas brak jedności. Również we Francji ścierały się frakcje Agencji i Radykałów. Radykałowie jeszcze w 1795 roku powołali Deputację, czyli coś w rodzaju rządu emigracyjnego, który żądał natychmiastowego przeprowadzenie reform społecznych i dążył do wzniecenia w kraju kolejnego powstania ogólnonarodowego. Z kolei Agencja wyznaczyła generała Henryka Dąbrowskiego do stworzenia na terenie Republiki Lombardzkiej polskich odziałów zbrojnych, nazwanych Legionami. Planom tym sprzyjał cesarz Napoleon Bonaparte. Legiony, zwane „legionami polskimi we Włoszech”, na mocy układu ze stycznia 1797 roku, jaki zawarł Generał Dąbrowskim z rządem lombardzkim, podporządkowane zostały Republice Lombardii. Co ciekawe, legioniści mieli możliwość otrzymania obywatelstwa Lombardii, ale tylko po podpisaniu deklaracji, że nie powrócą z bronią do swojej byłej ojczyzny. Odziały Dąbrowskiego zasilili przede wszystkim Polacy wzięci do niewoli, a służący wcześniej w armii austriackiej. Legiony w szybkim czasie osiągnęły stan 7000 żołnierzy. Mimo iż jesienią tego samego roku Francja podpisała krótkotrwały pokój z Austrią, legiony Dąbrowskiego nie zostały rozwiązane, co pozwoliło Napoleonowi zasilić nimi swoje wojsko podczas kolejnej batalii wojennej w roku 1798.

Chociaż Legiony, które powstały w Lombardii, były pierwszymi polskimi oddziałami narodowo-wyzwoleńczymi, działającymi poza podzielonym krajem, to jednak nie było to jedyne polskie wojsko na obczyźnie. Już w kolejnej wojennej kampanii Bonapartego, w 1800 roku, Legiony włoskie generała Dąbrowskiego wsparła utworzona w Niemczech tak zwana Legia Naddunajska pod dowództwem gen. Karola Kniaziewicza.

Niestety, pomimo wysiłków „polskiego oręża”, wspierającego działania wojenne Francji, kolejny pokój zawarty przez Cesarza Francji w 1801 roku w Luneville, nie przyniósł żadnych obiecanych Polakom korzyści, natomiast licząca wówczas ponad 16 tysięcy formacja polskich legionów została przeorganizowana. W jej miejsce powstały trzy półbrygady piechoty oraz pułk jazdy. Dwie trzecie sił byłych legionów polskich – dwie półbrygady – Napoleon wysłał na Haiti do francuskiej kolonii San Domingo. Nie była to bynajmniej operacja pokojowa, lecz wprost przeciwnie. Polacy mieli spacyfikować powstańcze siły niewolników, walczących o niepodległość i zniesienie ich niewoli.
To co tu piszę z pewnością przykro jest czytać, ale faktów nie można upiększać, a tym bardziej zatajać, także jeżeli jest to prawda bolesna, a ta niestety taką jest. Bo jak na ironię, polscy żołnierze walczący o niepodległość swojej własnej ojczyzny, marzący o wolności swojego, poniżonego i rozdartego narodu, na Haiti nie pozwolili innemu zniewolonemu narodowi na takie same marzenia, na wolność, niepodległość i zerwanie łańcuchów.
Po stłumieniu powstania haitańskiego do Europy powróciło zaledwie 300 legionistów. Reszta poległa na polu walki lub została zdziesiątkowana przez choroby tropikalne.

We Włoszech pozostała ostatnia polska półbrygada oraz pułk jazdy. Ich losy były również tragiczne. Część z nich brała udział w walkach na Półwyspie Apenińskim, oddając życie „za wolność nie naszą”, część pozostała we Włoszech, w służbie królestwa Neapolu, a część włączona została do armii utworzonej przez Napoleona na Śląsku, w skład której wchodzili również nieliczni pozostali przy życiu Polacy z Legii Nadwiślańskiej. Ich też bardzo niewielu powróciło do kraju.
Pomimo krótkiego żywota pierwszych polskich legionów na obczyźnie, weszły one na stałe do kanonu świadomości historycznej naszego Narodu. Do dziś o nich śpiewamy.

cdn

Leave a comment