Viator
Dedykuję Świętemu Starcowi z Ryżej Tafli
Banalità incarnata: fratello sole, sorella luna… et colline, colline, colline…
W dzisiejszej gawędzie banał goni banał. Trudno. Przynajmniej jest to opowieść prawdziwa. A banalna prawda nie przestaje być prawdą.
Banalne jest stwierdzenie, że większość ludzi mogłaby wskazać jakieś filmy czy utwory literackie jako te, które głęboko przeorały ich osobowość, pełniły w pewnym sensie rolę formacyjną, są ważne. Viator też tak ma.
Franco Zefirelli: Brat słońce, siostra księżyc. Film powstał w 1972 roku, ale Pielgrzym obejrzał go po raz pierwszy jakieś półtora dekady później. Opowieść o życiu świętego Franciszka z Asyżu. Dokładniej: nie opowieść o życiu, lecz o pierwszym jego okresie, tak mniej więcej do spotkania z papieżem Innocentym III, co miało miejsce w 1210 roku, zaś Franciszek zmarł szesnaście lat później. Precyzyjniej: nie o życiu św. Franciszka, ale o tym, jak to życie zrozumiał i „przetrawił duchowo” sam Zefirelli. Nie historyczna biografia, tylko artystyczna impresja.
Można by tym obrazie sporo powiedzieć. To, że właściwie przytłoczył i zahamował skutecznie dalszą karierę odtwórców głównych ról: Grahama Faulknera i Judi Bowker. To, że sir Alec Guinnes przedstawił postać Innocentego III tyleż sugestywnie, co nieprawdziwie (realny Innocenty, największy i najpotężniejszy polityk w orszaku papieży, nigdy by sobie nie pozwolił na choćby chwilę słabości czy na przyznanie, że być może zbłądził). To, że franciszkanizm w ujęciu Zefirellego koncentruje się na pięknych i delikatnych elementach życia Biedaczyny, pomijając twarde i chropawe, a przy tym trąci nieco za mocno sentymentalną słodyczą (ten ptaszek na dachu domu rodziny Bernardone, te króliczki wśród kwitnącego kwiecia!) To, że ścieżka dźwiękowa czaruje i zniewala. To, że kostiumy przytłaczają przepychem, choć zarzucano im liczne anachronizmy. To, że obsada aktorska jest świetna. I to, że w domenie scenografii i plenerów dzieło jest wybitne. Kiedyś ten film był dla Viatora bardzo ważny i poniekąd wpływający na jego życiowe decyzje. Dziś pozostał pięknym, nostalgicznym wspomnieniem. Bo to właściwie bajka, a na bajce nie można budować swej egzystencji, choć warto się nią zachwycić.
Można by o tym wszystkim opowiedzieć, ale gdzie indziej i kiedy indziej. Ta historyjka dotyczy podróży Viatora.
Rozpoczynając cykl swoich gawęd wspominał Pielgrzym o tym, że wyprawa pozwoliła „skonfrontować wyobrażenia i marzenia, pielęgnowane – wręcz piastowane – przez dziesiątki lat i mocno już utrwalone, z rzeczywistością”. W tym odcinku można to chyba zobaczyć najlepiej.
Z filmu Zefirellego, obejrzanego, jak wspomniano, już niemal czterdzieści lat temu, najmocniej utrwaliły się w pamięci Viatora pejzaże i scenografia średniowiecznych włoskich miast. Wiadomo, że większość plenerów reżyser znalazł w Toskanii, choć Asyż akurat leży w Umbrii. Stwierdzić, że pejzaże Toskanii są obezwładniająco piękne, a tutejsze miasteczka na wzgórzach mają nieodparty urok, znaczy tyle, co pleść banały. To prawda. Oczywista. Toskania jest niezwykła. Ale Viator chciał się o tym przekonać naocznie. I co? I sprawdziło się! Pośród wzgórz, winnic, gajów oliwnych i średniowiecznych miasteczek odnalazł swój ideał, swoje marzenia. Ukształtowane, między innymi, dzięki filmowi Brat słońce, siostra księżyc. Uuuu! Czy banałowi koniecznie musi towarzyszyć patos?
O niezwykłym San Gimignano, mieście wież, „toskańskim Manhattanie”, słyszał chyba każdy. Nic nowego. Banał. W filmie San Gimignano zagrało Asyż. Tutaj Zefirelli kręcił sceny, w których Franciszek rozdaje biedakom majątek swego ojca. Wyśnione, wymarzone San Gimignano: nie zawiodło, nie rozczarowało. Jest piękne!




A inne miejsca? Lari, Lajatico, Volterra, Pienza, San Quirico d’Orcia, Montalcino… Dalej i dalej, bez końca! Do utraty tchu! Wzgórza. Ogromne obszary pokryte wzgórzami. Po horyzont. Przestrzenie, głębia, które w niezwykły sposób oddawali malarsko przy pomocy perspektywy powietrznej mistrzowie Quattrocenta. Kościółki i katedry, zameczki i twierdze, palazzi comunali. Winorośl, oliwka, cyprysy, pinie i dęby ostrolistne. A wszystko pod – do bólu lazurowym – niebem Toskanii.
Straszliwy banał, nieprawdaż? Ciężko opisać, lepiej obejrzeć. Oczywiście przy dźwiękach utworu pochodzącego, jakżeby inaczej, z filmu Franco Zefirellego. Tekst piosenki to swobodna parafraza Pieśni Słonecznej świętego Franciszka.
Zdjęcie 5 Zdjęcie 6 Zdjęcie 7









(…) Pochwalony bądź, Panie, z wszystkimi swymi twory,
Przede wszystkim z szlachetnym bratem naszym, słońcem,
które dzień stwarza, a Ty świecisz przez nie;
I jest piękne i promienne w wielkim blasku;
Twoim, Najwyższy jest wyobrażeniem.
Pochwalony bądź, Panie, przez brata naszego, księżyc, i nasze siostry, gwiazdy;
Tyś ukształtował je w niebie jasne i cenne, i piękne,
Pochwalony bądź, Panie przez brata naszego, wiatr,
I przez powietrze, i czas pochmurny i pogodny, i wszelki,
I przez które dajesz tworom utrzymanie.
Pochwalony bądź, Panie, przez siostrę naszą, wodę,
Co pożyteczna jest wielce i pokorna, i cenna, i czysta.
Pochwalony bądź, Panie, przez brata naszego, ogień,
Którym oświecasz noc,
A on jest piękny i radosny, i silny, i mocny.
Pochwalony bądź, Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię,
Która nas żywi i chowa,
I rodzi różne owoce z barwnymi kwiaty i zioły (…)
***
Taaak… Franciszek jest wielkim świętym. Ale cóż to za sztuka zostać Franciszkiem, jak się człowiek – w tym wypadku Giovanni Bernardone – urodził i wychował w Umbrii? No banał po prostu! Gdyby Viator urodził się był i wychował w Toskanii, to też by został Franciszkiem.

