Roman Brodowski (Brom)
Jeszcze podczas czasie trwania rokowań polsko-rosyjskich przed zawarciem rozejmu andruszowskiego, w roku 1666, hetman kozacki Piotr Doroszenko ponownie wszedł w układy z chanatem krymskim. Zwierzchnictwo nad Kozakami oddał Krymowi, czyli Wielkiemu Wezyrowi Imperium Osmańskiego, a dokładniej mówiąc – Turcji, Kozacy stali się kolejnymi, nowymi poddanymi islamskiej potęgi. Jeszcze w grudniu tego roku Kozacy wraz ze swym nowym sojusznikiem, a właściwie występującymi w jego imieniu Tatarami krymskimi, Doroszenko rozpoczął kolejna bratnią wojnę i wkrótce zniszczył pod Brahilowem kilkutysięczną armię Rzeczypospolitej. Działania wojenne objęły również teren województwa ruskiego, gdzie Kozacy i Tatarzy w bestialski sposób spalili wiele miejscowości, zbierając bogaty jasyr.
Niestety Korona nie dysponowała armią zdolną do prowadzenia prawdziwej wojny. Wojsko polskie było zniechęcone do walki, żołnierze nieopłacani, dowódcy, magnaci polscy i litewscy, skłóceni z królem. Dziwna to była „wojenka”. Słowa jakich użyłem w jednym z wierszy o współczesnej Ukrainie konflikcie – swój na swego poszedł z nagim mieczem, by w bratniej niezgodzie krew przelewać… – bardzo pasują do tamtych czasów. Tak rzeczywiście było. Zarówno wojska koronne jak i tatarskie wiązały się doraźnymi sojuszami z Kozakami, którzy przeto walczyli nie tylko przeciwko Koronie, ale i przeciwko sobie.
Ziemia ukraińska płonęła i krwawiła. Nieliczne próby pokonania sił kozacko-tatarskich często kończyły się porażkami, a jednym z nielicznych spektakularnych zwycięstw, było zwycięstwo hetmana Jana Sobieskiego w październiku 1667 roku w bitwie pod Podchajcami. Siły Sobieskiego w porównaniu z przeciwnikiem były niewielkie, Polaków było bowiem około 6000, z tego połowę stanowili uzbrojeni chłopi, w tym również wielu z tak zwanej kozaczej czerni, którzy stanęli w obronie swoich domostw, oraz połowę – regularne wojsko. Natomiast przeciwnik miał do dyspozycji 20 000 zaprawionych w boju żołnierzy. Zarówno Kozacy jak i Tatarzy wielokrotnie próbowali pokonać dobrze usytuowane wojska koronne, jednak dzięki przemyślanej taktyce obronnej polskiego hetmana, ataki te za każdym razem udało się odeprzeć. W końcu, w związku z poniesionymi podczas natarć stratami, koalicja kozacko-turecka zrezygnowała z bezpośrednich prób pokonania wojsk Sobieskiego i przeszła do oblężenia sil polskich. Jednak ukryte w lasach i okolicznych miejscowościach polskie oddziały oraz okoliczna ludność, w sposób partyzancki blokowały szlaki zaopatrzenia dla armii kozacko tatarskiej, a wojsko Kozaków zaporoskich, sprzyjających Rzeczypospolitej w sile ponad dwóch tysięcy „bojców” pod wodzą atamana Iwana Sirko, zaatakowały przygraniczne miejscowości, łupiąc je i paląc. Sytuacja wymusiła na chanie gotowość do rokowań, które zakończyły ten etap wojennej kampanii podpisanym 16 października układem.
Podczas tych rokowań Tatarzy starali się namówić Polskę do zawarcia z nimi nowego sojuszu antyrosyjskiego. Skończyło się jednak na tym, że w zamian „za kosztowne dary dla chanatu” oraz zdobyty jasyr, Tatarzy mieli wstrzymać się od najazdów na rubieże Rzeczypospolitej. Mieli również zaprzestać napadów na będące w sojuszu z Polską ordy dobrudzką i bodziacką.
Hetman Kozacki Doroszenko, nie widząc innej możliwości, 19 października podpisał z Polską ugodę. Uznał zwierzchnictwo króla i złożył mu przysięgę na wierność.
Niestety, zarówno ugoda jak i złożona przez Doroszenkę przysięga wierności nie na wiele się zdały, bo gdy w 1670 roku hetman zażądał od Michała Korybuta Wiśniowieckiego autonomii dla kozackiej Ukrainy, został natychmiast pozbawiony buławy hetmańskiej. Nowym hetmanem został mianowany przez króla, uznający zwierzchnictwo Korony, kozacki pułkownik Humania, Michał Chanienka.
Także na Krymie sytuacja się zmieniła, bo chan Adil Girej za zawarcie przymierza z Polską bez zgody sułtana, został usunięty z tronu krymskiego. Nowym chanem Krymu został przychylny Imperium Osmańskiemu Selim Girej.
Odrzucony, pozbawiony przez króla władzy nad współpracującymi z Rzecząpospolitą Kozakami Piotr Doroszenko nie rezygnując z planów utworzenia samodzielnego państwa kozackiego, ponownie połączył swoje siły w sojuszu kozacko-islamskim.
W grudniu 1671 roku sułtan turecki, jako nadrzędny władca Krymu, w pretekście jakim była obrona „prześladowanych” kozackich oddziałów Doroszenki oraz Tatarów krymskich przed wojskami królewskimi, wypowiedział wojnę Rzeczypospolitej. Na Polskę ruszyła cała osmańska potęga
Pozwólcie, że w tym momencie, nie pierwszy już raz, zareklamuję dzieło jednego z naszych największych klasyków literatury historycznopodobnej, Henryka Sienkiewicza, jakim jest „Trylogia”. W jej ostatniej części, czyli „Panu Wołodyjowskim” autor trafnie opisuje zarówno początek wojny oręża polskiego z potęgą osmańską, jak i dramaturgię niektórych, zapisanych w historii, wydarzeń.
Rok 1672 i kolejne lata stały się dla Rzeczypospolitej dalszą powolną, wyniszczającą gospodarczo, ekonomicznie, a co najgorsze, społecznie, agonią. Jeśli się przyjrzym dokładnie, zobaczymy, że każdej naszej wojnie w tamtej epoce, czy to zaiste naszej czy zainicjowanej przez wroga, Kozacy zazwyczaj stali po stronie przeciwnika. Dla nich nieważne było, z kim zawierają sojusz, lecz to jak doprowadzić do upadku Rzeczypospolitej, jak zresztą każdej innej nieruskiej kultury, jednak zwłaszcza Lachów. Nie inaczej było i tym razem. Potężna armia turecka, pod dowództwem władcy Imperium, sułtana Mehmeda IV, wsparta wielotysięcznym wojskiem kozackim, rozpoczęła wojenny „przemarsz” przez terytorium Unii polsko-litewskiej.
Pogrążona w wewnętrznych konfliktach, Rzeczypospolita, w których popierająca króla szlachta, walczyła z antykrólewsko nastawioną opozycją magnacką, dysponowała marnym wojskiem. Siły zbrojne były przerzedzone i wycieńczone, uwikłane w lokalne konflikty z Kozakami i Tatarami nie były w stanie skutecznie przeciwstawić się wrogowi. Korona była całkowicie nieprzygotowana do wojny z tak silnym jak Turcja przeciwnikiem. Nic więc, w tym dziwnego, że turecka orda w początkowej fazie wojny bez większych problemów zdobywała coraz to nowe tereny w Polsce i na Litwie.
W sierpniu 1772 roku Turcy opanowali Podole, południową część województwa kijowskiego oraz całe województwo bracławskie. Po krótkim oblężeniu zdobyli strategiczny punkt jakim był dla wojska polskiego Kamieniec Podolski, twierdza stanowiąca zaporę i broniąca dostępu na zachodnie tereny Rzeczypospolitej
Po zdobyciu Kamieńca, Turcy mieli otwarta drogę na Lwów. Turecko-kozacka nawała, licząca 50 tysięcy wojska, przybyła tu już 20 września. Turcy okrążyli miasto szczelnym pierścieniem. Część oddziałów pozostała pod Lwowem, czekając dogodnej chwili na szturm, a część, w tym zwłaszcza oddziały tatarskie i zaporoskie pod dowództwem Doroszenki, rozpoczęła walki na terenach Rusi Czerwonej, pustosząc, paląc, mordując lub biorąc w jasyr jej mieszkańców. Dramat ten dotknął szczególnie ziemie halicko-wołyńskie między Sanem i Bugiem.
Rzeczypospolita, świadoma tego, że nie jest w stanie przeciwstawić się armii tureckiej, zmuszona była do zawarcia bardzo niekorzystnego dla niej traktatu. Podpisano go 18 października 1672 roku w Buczaczu. Rzeczypospolita zobowiązała się do odstąpienia Turcji Podola wraz z Kamieniem Podolskim oraz wypłacania corocznego haraczu. Poza tym miała zrzec się na rzecz Doroszenki i jego Kozaków należącej do niej prawem ugody andruszowskiej, prawobrzeżnej Ukrainy.
cdn
