Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (3)

Viator

Wielka droga

Tydzień temu Viator stwierdził, iż jest do bólu racjonalny oraz niepodatny na tanie wzruszenia. I, w rzeczy samej, to święta prawda. Czy wobec tego Wędrowiec, którego zamiłowanie do ciągłych peregrynacji sugerowałoby kosmopolityzm, może być patriotą? Nie tylko może, ale po prostu jest. Tyle, że jego patriotyzm nie toleruje łzawych, sentymentalnych, tandetnych, pyszałkowatych czy zgoła tromtadrackich poruszeń serca. I dlatego zawsze, gdy nadarza się po temu okazja, odwiedza w obcych krajach polskie cmentarze wojenne, by pokłonić się bohaterom, którym nie było dane wrócić do Ojczyzny. Ale nie czuje wówczas dumy ani wzmożenia moralnego, tylko smutek. Bohaterom, skoro oddali życie, bezsprzecznie należy się szacunek i chwała. Ale o ileż wspanialej byłoby, gdyby nikt nigdy nie musiał okazywać bohaterstwa! Gdyby nikt nigdzie nie spoczywał w obcej ziemi. Marzenia…

Bolonia jest zaiste imponująca i coś jeszcze o niej Viator z pewnością opowie w przyszłości. Ale dziś powspomina jedynie, jak zakończył swą wizytę w tym mieście. Opuszczając centrum i biorąc kurs na Rawennę, zatrzymał się tam, gdzie nie można było nie przystanąć.


Żołnierze II Korpusu Polskiego, ci „od Andersa”. Półwysep Apeniński mieści cztery cmentarze, gdzie pochowano zesłańców, którzy z nieludzkiej ziemi doszli aż dotąd. Dotąd, bowiem zdobyciem Bolonii Korpus zakończył swój szlak bojowy. Doszli aż dotąd? Raczej tylko dotąd, niestety.

Dalej niż na szerokość (geograficzną) Sieny w kierunku południowym, jak już wspomniano, Viator się nie zapuszczał, przeto do nekropolii na Monte Cassino ani w Casamassima nie dotarł. Były plany, aby odwiedzić Ankonę i przy okazji pokłonić się chłopcom spoczywającym w pobliskim Loreto, ale plany te uległy zmianie. Przeto Bolonia stała się niejako obligiem: nie mogło być inaczej.


Viator nie jest podatny na tanie wzruszenia, lecz trzeba wyznać, że lekki ucisk w gardle jednak poczuł. Nawiedziła go też inna refleksja, nieco mniej uroczysta. Ale może niepotrzebnie? Może to przewrażliwienie? Czytelniku, osądź sam.

Pielgrzym, przemierzając krainę Gallów, widział liczne cmentarze francuskie, brytyjskie, amerykańskie i niemieckie. Pierwszo- i drugowojenne. Reguła zawsze była jedna: groby żołnierzy żydowskich oraz wyznawców islamu, jako dość liczne, tworzą co prawda na tych nekropolich zgrupowania, kwatery jakby, ale w żaden sposób nie odseparowane od pozostałych mogił: w obliczu śmierci wszyscy są wszak równi. Tak to wyglądało również na tych polskich cmentarzach, na których Wędrowiec dotąd zagościł. Tak zaaranżowane jest wszak Monte Cassino; nie naocznie, ale internetowo się o tym Viator przekonał. Natomiast na normandzkim cmentarzu w Grainville-Langannerie, piastującym prochy chłopców „od Maczka”, poległych pod Falaise, groby żydowskie są, co stwierdził już absolutnie naocznie, wręcz rozrzucone wśród pozostałych, bez żadnego wyodrębniania. W kwaterze polskiej na alianckiej nekropolii w Arnhem-Oostebreek (Belgia rzecz jasna, nie Francja) nie znalazł Viator mogił żydowskich: widocznie wśród chłopców „od Sosabowskiego” albo nie było wyznawców judaizmu, albo żaden nie poległ w desantach operacji Market-Garden. Gdyby tak się stało, na pewno spoczęliby wśród kolegów.

Cóż zatem zafrapowało Viatora w Bolonii? Prawosławni (czyli zapewne Białorusini oraz Ukraińcy) spoczywają jak należy: we wspólnej kwaterze, ale kwaterze bezpośrednio sąsiadującej z innymi, bynajmniej nie osobnej.


A groby żydowskie? Zlokalizowano je dalej. Na uboczu. Ten dystans to tylko kwestia kompozycji przestrzennej, konieczności wypełnienia pustego miejsca przy ogrodzeniu, czy, nie daj Boże, czegoś innego? Skoro ci żołnierze doszli aż tutaj, to znaczy, że, choć mogli, nie opuścili Korpusu w Palestynie, tak jak to uczynił kapral podchorąży Menachem Begin. To znaczy, że przedłożyli Polskę nad Ziemię Obiecaną. To znaczy, że byli najprawdziwszymi patriotami, którym należy się cześć i szacunek. No to jest przewrażliwiony Viator czy też nie?

A jak ocenić lokalizację mogiły podporucznika Romana-Zygmunta Staftowid-Bortkiewicza? Wyznając buddyzm raczej nie oczekiwał, iż z tego względu zostanie pochowany jeszcze bardziej osobno, niż żydowscy koledzy: w samym rogu cmentarza.

Tak czy inaczej: chłopcy, śpijcie słodko. Wszak dulce et decorum est pro Patria mori.

One thought on “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (3)

  1. Przepiękne wspomnienie. Mam i ja swoje z cmentarza w Bolonii. Kiedy byłem tam w 1987 roku ubiegłego wieku, kapłan, który przewodził naszej pielgrzymce do Italii ( to był czas, jak pewnie każdy się domyśla, że do Italii nie jeździło się turystycznie a pielgrzymowało by spotkać się w Rzymie z ” największym z rodu Polaków”) odnalazł tam grób swojego stryjecznego dziadka. Piękna to była chwila dla niego i dla całej naszej grupy.

    A potem Monte Cassino – i rzeczywiście, cała różnorodność grobów Polaków różnych wyznań i narodowości , którzy za tę Ojczyznę przelali krew na obcej ziemi.

    Tego zapomnieć się nie da.

Leave a comment