Ela Kargol
Arno Breker (1900 – 1991)
Arno Breker, artysta, któremu się upiekło. Wyszedł z procesów denazyfikacyjnych bez szwanku z nalepką Mitläufer (współpodążający). Przed nim byli „główni winni” (Hauptschuldige), obciążeni (Belastete), obciążeni w mniejszym stopniu (Minderbelastete), a po nim tylko uwolnieni od zarzutów (Entlastete). Breker, ulubiony rzeźbiarz Hitlera, podobno jednak kogoś ostrzegł, kogoś uratował i dlatego dostał czwartą kategorię w procesie zwanym denazyfikacją.
Procesy denazyfikacyjne nie odbywały sie zgodnie z prawem i pierwotnym zamiarem.
Denazyfikacja przyniosła ograniczone rezultaty. Jej niekonsekwentne przeprowadzenie utrudniło ściganie zbrodniarzy nazistowskich i umożliwiło wielu byłym nazistom obejmowanie stanowisk w życiu publicznym Niemiec. W związku z brakiem kadr na podstawie artykułu 131 ustawy zasadniczej RFN 10 kwietnia 1951 Bundestag zdecydował niemal jednogłośnie (dwa głosy wstrzymujące się) o dopuszczeniu wszystkich osób, których nie zakwalifikowano do 1 lub 2 kategorii winnych do służby urzędniczej w Republice Federalnej Niemiec. Dopuszczone w ten sposób do służby osoby określano jako 131.

Arno Breker (1972), in seinem Düsseldorfer Atelier, Foto Joe F. Bodenstein (fot: Wikipedia)
Takich jak on, którym sie upiekło, było tysiące. I nie tylko w Niemczech.
Adminka ostatnio pisała o Alfredzie Szklarskim, który podczas okupacji publikował w gadzinówkach. On wprawdzie swoje odsiedział, ale myśmy, czytając kolejne tomy przygód Tomka, długo nic nie wiedzieli.
Breker znajdował się na najwyższej pozycji listy obdarzonych łaską bożą (Gottbegnadeten–Liste) stworzonej przez Hitlera i Goebbelsa. Lista obejmowała artystów z wielu dziedzin sztuki, zwolnionych ze służby wojskowej. Ich sztuka miała służyć wyłącznie nazistowskiej propagandzie.
Sam Hitler 24 lutego 1942 roku wypowiedział się następująco: Są dziesiątki takich, którzy nie mogą się przysłużyć Narodowi lepiej, niż idąc na front. Ale co tam komu po artyście? I potem strzeli mu taki ruski idiota w łeb! Tylu mamy żołnierzy, że co zaszkodzi, jak wyreklamujemy pięciuset czy sześciuset wybitnych! Takiego nie zastąpimy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gottbegnadeten-Liste
A wcale się tak nie zapowiadało. Breker równie dobrze mógł znaleźć się po drugiej stronie barykady, jak wielu jego przyjaciół. Po studiach w Düsseldorfie dołączył do grupy artystów Rheingruppe, która to grupa po Gleichschaltung w 1933 przestała istnieć. Przyjaźnił się z artystami, którzy nie popierali führera i nacjonalizmu. Fascynowały go rzeźby Rodina, twórczość Michała Anioła. Po powrocie z Włoch pozostał w Paryżu. Poznał wielu artystów, wśród nich był Pablo Picasso, Robert Delaunay, Jean Cocteau, Man Ray i inni.
W 1934 wrócił do Niemiec. Jak sam wspominał, jednym z namawiających go do powrotu był Max Liebermann. Po jego śmierci Breker, na prośbę żony Liebermanna wykonał maskę pośmiertną artysty. Odlew z brązu ustawił na cokole w swoim atelier w Berlinie – Grunewald, tak by inni mogli podziwiać jego rzeźbiarski kunszt.
Budynek wspomnianego atelier powstał w latach 1939-42 na specjalnie zlecenie wodza III Rzeszy dla ulubionego artysty-rzeźbiarza. Budynek stoi nadal w tym samym miejscu, wcale nie tak trudno dostępnym, ale mało widocznym i mało rozreklamowanym.

Zanim jednak Hitler wybudował Brekerowi pracownię w Berlinie – Grunewald, dość sceptycznie przyglądał się twórczości późniejszego ulubieńca.
Równocześnie z pracownią w Berlinie Breker dostał od führera na 40. urodziny posiadłość w Jäckelsbruch koło Wriezen.
Przełom nastąpił w roku 1936, gdy Breker zdobył srebrny medal w konkursie rzeźbiarskim Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego za rzeźby Dziesięcioboista i Zwyciężczyni. Przyniosło mu to uznanie i szybki awans na najwybitniejszego rzeźbiarza III Rzeszy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Olimpijski_Konkurs_Sztuki_i_Literatury_1936
Posągi do dziś zdobią tzw. Halę Kolumnową (Pfeilerhalle) przy Jahnplatz należącą do kompleksu olimpijskiego (wówczas Reichssportfeld).


Po lewej stronie między dwoma filarami stoi Dziesięcioboista, a po prawej Zwyciężczyni. Dziesięcioboista trzyma w ręku ręcznik, zwyciężczyni gałązkę laurową. Gdy kilka lat temu oglądałam monumentalne rzeźby wokół stadionu olimpijskiego, plac Jahna, budynki wokół i rzeźby pominęłam.
Dopiero niedawno stanęłam przed wysoką halą kolumnową, przypominającą starożytną świątynię, po chwili dostrzegłam między filarami wielkie rzeźby zwycięzców.
Sporo monumentalnych prac Brekera zostało zniszczonych podczas wojny lub po wojnie, niektóre ukryte są w magazynach lub znajdują się w prywatnych kolekcjach, ale część jego dzieł nadal stoi na cokołach w muzeach, w parkach lub na portykach i placach, nie rozpoznawane na pierwszy rzut oka jako rzeźby Arno Brekera.
Po wojnie Arno Breker nadal tworzył, nadal wystawiał, otrzymywał mało zamówień publicznych, ale wiele prywatnych.
Jedno z zamówień publicznych, a mianowicie pomnik Heinricha Heinego spotkał się z niechęcią i protestami. Gdy inne miasta odmówiły przyjęcia i postawienia pomnika, Towarzystwo Pomnika Heinricha Heinego (Heinrich-Heine-Denkmal-Gesellschaft) podarowało go miastu Norderney, w którym ten romantyczny poeta niemiecki przebywał i o którym pisał.

Mimo inicjatywy obywatelskiej głoszącej Heine tak – Breker nie, pomnik oparty na przedwojennym projekcie stanął w 1983 roku (a raczej usiadł, albo przykucnął) na Norderney. W związku z pracami budowlanymi w roku 2020 pomnik trafił do depozytu.
Szukając rzeźb Brekera w Berlinie, znalazłam artykuł o dawnym konsulacie jugosłowiańskim i pewnej kamiennej głowie, wystającej z muru budynku – głowie autorstwa Brekera. Krótko potem, jadąc samochodem do kawiarni Café am Neuen See w Tiergartenie (Berlin) zupełnie przypadkowo, skierowałam wzrok w górę wprost na okna balkonu byłego Jugosłowiańskiego Poselstwa w Berlinie.


Nad oknami kobieca głowa. Podobno był jeszcze herb Jugosławii. Herbu już nie ma, została głowa. Architektem budynku był Werner March, ten sam, który wraz z bratem projektował berliński stadion olimpijski.
Wróćmy do Domu Sztuki w Berlinie – Grunewald.
W sierpniu 2020 r. podczas prowadzonych prac remontowych wokół budynku dokonano dwóch przypadkowych odkryć. Berlińska ziemia nadal kryje bomby z okresu II wojny światowej. Tym razem nie była to bomba, choć odkrycie bombowe. Odkopano dwie marmurowe rzeźby.
Jedna z rzeźb to głowa romskiego chłopca (Romanichel). Breker poznał chłopca w latach 20. XX wieku w Paryżu. Zafascynowany modelem wykonał już wtedy kilka jego portretów. Głowa znaleziona na terenie ogrodu Kunsthaus Dahlem była wzorowana na gipsowym odlewie z 1931 roku.


Przypuszczalnie obie rzeźby powstały w związku z projektami rzeźbiarskimi Brekera dla planowanej stolicy „Germanii”. I znowu przypadek sprawił, że byłam w tym czasie w Kunsthaus Dahlem, gdy marmurowe głowy można było z bliska obejrzeć, zanim schowane zostały w jakimś depozycie.
Kunsthaus Dahlem nie kryje swojej historii. Budynek powstał w latach 1939/1943. Architektem był Hans Freese, jeden z architektów z listy niezastąpionych i przez boga naznaczonych. Jego niechlubnym dziełem są też budynki obozu pracy przymusowej w Berlinie-Niederschöneweide.
Po przebudowie w latach 2014-2015, Kunsthaus Dahlem został otwarty jako galeria sztuki niemieckiego powojennego modernizmu.
Wśród wysokich sosen swoje miejsce znalazły rzeźby Bernharda Heiligera, wybitnego ucznia Brekera, który odziedziczył po wojnie jego atelier i tworzył w nim przez długie lata, zresztą nie nie tylko on.



Fundacja Bernharda Heiligera ma tu swoją siedzibę od 1996 roku.
Arno Breker już tu nie powrócił.

Droga Elu, tyle odkryc, niby w Berlinie, ktory powinnysmy znac; a tu wszystko nowe. Dziekuje