Szkice do przewodnika po Biblii Cygańskiej (9)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Z żabami sprawa jest prosta. Wystarczy gwałtownie podgrzać wodę i zaczną wyskakiwać. Do sąsiedniego stawu, czystego, zielonego, z orzeźwiająco zimną wodą. A co z nami? Dokąd my mamy uciekać? W Biblii Cygańskiej byłoby napisane (gdyby ona sama była zapisana): “Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię…”
Jak to napełniajcie? Co to my jesteśmy mrówki albo inne robactwo, żeby napełniać sobą ziemię? Powinno być: mnóżcie się i rozradzajcie na obliczu ziemi. Chyba że czegoś nie rozumiemy. Powiedzmy sobie szczerze. Abraham jak wyszedł nocą na pustyni, był już stary i lekko głuchawy. Jak Bóg do niego mówił: “Spójrz w niebo, widzisz te gwiazdy? Tam rozmnożę twoje nasienie. ” Abraham zrozumiał, że to tak właśnie brzmiało: “Rozmnożę twoje nasienie”. Ale przecież jak by Bóg chciał powiedzieć, jak liczne będzie plemię Abrahama, wskazałby na piasek pustyni. Nie, z pewnością chodziło mu o wskazanie gdzie, a nie tylko jak liczne będzie plemię Abrahama. W świetle tego mówiąc: napełniajcie sobą ziemię, z pewnością miał na myśli Kosmos, a nie tylko ten nasz ziemski padół.

Zdarzyło mi się, że uczyłem żeglowania sześciu franciszkanów.
Jacht utknął w przesmyku między wyspami. Nazywam to miejsce Cieśniną Wiatrów Pomylonych. Utknęliśmy, bo był słaby wiatr i do tego wyjątkowo pomylony. Mówię do załogi, zostawcie te żagle, zostawcie ten ster, niech łódka sama sobie radzi.
Krótko po tym przyszedł piękny świeży szkwał od rufy i łódka faktycznie sama popłynęła ku niebywałej radości braciszków. Zszedłem do kabiny, by zostawić załogę sam na sam z jachtem i zjąłem się ich brewiarzem. Otwieram na przypadkowej stronie, a tam opisana historia, jak to uczniowie budzą Jezusa na łodzi, bo zerwał się bardzo silny wiatr i duże fale. Jezus wszystko uciszył, a oni szeptali między sobą: kim on jest, że rozkazuje falom i wiatrom? A Jezus, czując, co mówią, pomyślał sobie: kim oni są, że rozkazują ludziom, których Bóg uczynił wolnymi, a boją się rozkazywać falom i wiatrom, które są im poddane. Oczywiście tego nie było brewiarzu franciszkanów. Od siebie dodam: kim my jesteśmy, że nie boimy się ujarzmiać ziemi, zwierząt i ludzi, choć widzimy, ile z tego bierze się nieszczęścia i jeszcze się usprawiedliwiamy, że to Bóg kazał nam “czynić ziemię poddaną”.

Leave a comment