Chciałam zrobić wpis pt. “Wielkanoc u Don Kichota”, zwłaszcza że przypomniała mi się pewna nie do końca uzasadniona teoria naukowa, która głosi, że Don Kichot to parodystyczny opis roku kościelnego, a raczej dwa opisy, skoro po dziesięciu latach powstał drugi tom przygód rycerza o smętnym obliczu i ponowił ów zamysł. Ale Internet (tak, tak, wiadomo) nie jest już tym, czym był dawniej – nie jest żadną kopalnią wiedzy, tylko zbiorowiskiem promocji i autopromocji, nie znalazłam więc niczego na temat Wielkanocy u Don Kichota ani w powieści “Don Kichot”, tylko reklamówki lokali, które nazywają się Don Kichot i pięć lat temu, albo pojutrze zaproponowały i proponują coś na Wielkanoc.
Znalazłszy zatem śniadanie w Dereczynie, które, podobnie jak ponoć i powieść nasza, miało oczywistą funkcję kalendarzową, postanowiłam dalej drążyć temat “Wielkanoc Don Kichota”. Dalej mi się nie powiodło, ale oto objawił się tekst Cztery Asy Zbigniewa Drabika z roku 1946, co wraz z Sapiehą daje już przecież współczesną i pozbawioną logiki zbitkę pojęć “Wielkanoc” i “Don Kichot”. A zatem Don Kichot Drabika w wykonaniu chóru Cztery Asy:
Aj, bolało serce Don Kichota
Gdy wyśmiewała go hołota
I nie szczędziła mu kpin
Don Pedro i don Diego
Nazywali go lebiegą
Aj, odważnym przecież był junakiem
Pojedynkował się z wiatrakiem
To nie był wiatrak, to młyn
Nieprawda, nieprawda
A może winiarnia
Szukał najprościej
Prawdziwej miłości
A w zamian spotykał go pech
Każda wybrana
Gdy zginał kolana
Spojrzała, słuchała i w śmiech
W Barcelonie
Przysięgał jednej na balkonie
A w Madrycie
Anicie dawał życie swe
W Salamance
Znów innej zwierzał się bogdance
A w Kastylii
Od razu kochał na śmierć
Nie szczędził czułych słów
Nad brzegami Ebry
Miłosnej dostał febry
I wykpiony był znów
I w Bilbao
Piętnaście dziewcząt go wyśmiało
A w Tobozie
Pokochał jedną na fest
Aj, ostatnia była to nadzieja
Z Tobozy piękna Dulcynea
I wreszcie zdobył, co chciał
Bo w gruncie rzeczy wydra
W lewym oku miała świdra
Aj, choć widział w niej najelegantszą
A jego giermek Sancho Panso
Za najpiękniejszą ją miał
… (?)
… (?) ją chował
A Don Kichota
Porwała ochota
By wszystkim pokazać, co ma
Zjeździł kraj cały
I pannom zuchwałym
Pokazał, że radę im da
W Barcelonie
Obrugał jedną na balkonie
A w Madrycie
Anicie cofnął słowo swe
W Salamance
Pokazał figę swej bogdance
A w Kastylii
Unieszczęśliwił aż dwie
Lecz gdy znajdował się
Nad brzegami Ebry
Znów chłopak dostał febry
Bo dowiedział się, że
Dulcynea
Ta jego chluba i nadzieja
Z jego giermkiem
Uciekła licho wie gdzie
I tak historia kończy się
Olé!
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,cztery_asy,don_kichot.html
