Krótka relacja z pobytu w Berlinie (grudzień 2023)

Jolanta Kozaczek

Z ogromną przyjemnością przyjęłam od bliskiej mi Osoby zaproszenie na święta do Berlina.

Podróż pociągiem z Gdańska do Berlina upłynęła dość szybko – no prawie, bo jednak z godzinnym opóźnieniem na trasie. Czym było spowodowane opóźnienie – może dużym obłożeniem linii kolejowych właśnie w okresie Świąt? Jednak z mojego doświadczenia, jako osoby korzystającej z transportu kolejowego w Polsce, opóźnienia typu ”godzinnego” są już normą, szczególnie na trasach dalekobieżnych. Wysiadłam na głównym dworcu kolejowym w Berlinie, Hauptbahnhof. Dworzec wyglądał bardzo nowocześnie, był przeogromny, jak również bardzo dobrze oznakowany napisami, więc bez problemu udałam się do wyjścia. A przyznaję, że często się gubię w nowym miejscu – cóż, nie posiadłam tej cechy „orientacji w terenie”, ale tu najwyraźniej nie była potrzebna.


Przemieszczałam się po Berlinie głównie metrem, które kursuje dość sprawnie. Wchodząc do berlińskiego metra zaobserwowałam cały przekrój społeczeństwa. Ramię w ramię siedzieli ludzie o różnych kolorach skóry, różnych języków i i wyznań. Nie dziwi mnie to, gdyż Berlin posiada całą gamę atrakcji kulturalnych, a przede wszystkim jest bardzo tolerancyjnym miastem. Berlin akceptuje wszystkich i wszystko. Panował tu całkowity luz, a czas płynął jakby wolniej. Wielokulturowość w całym tego słowa znaczeniu.

W okresie świątecznym miasto tętniło życiem i wyglądało niemal jak z bajki. Podobały mi się świątecznie udekorowane witryny sklepowe, z mnóstwem światełek. Miłym zaskoczeniem były zakupy w sklepach „Mały Książę” i „Pyza” z autentycznymi polskimi produktami. Mnóstwo artykułów z Polski, były tam m.in. pierogi z kapustą i grzybami, domowej roboty, sałatki, ciasta, polskie wędliny, bigos, ogórki kiszone – wszystko najwyższej jakości. Zaskoczyła mnie też obsługa sklepów mówiąca także po polsku. Jakże przyjemnie było usłyszeć „Zdrowych, wesołych Świąt” oraz móc odpowiedzieć „Dziękuję bardzo, również życzę Wesołych Świąt”. Dzięki takim sklepom można w Berlinie obchodzić tradycyjne polskie Święta. To było bardzo miłe doświadczenie.


Nasza Wigilia odbyła się w małym, kameralnym gronie najbliższych. I zgodnie z polską tradycją, na stole pojawiło się 12 potraw, było też zostawione miejsce dla wędrowca oraz łamanie się opłatkiem i składanie sobie życzeń. Aby tradycji stało się zadość, nie obyło się bez prezentów i oczywiście kolęd. Szkoda tylko, że Rysia, kotka, nie chciała przemówić ludzkim głosem. Natomiast najmilej będę wspominać nasze seanse filmowe spędzane wygodnie na łóżku.

W całym Berlinie można odwiedzić ponad 80 jarmarków bożonarodzeniowych. Świąteczne kiermasze są ważną tradycją w niemieckiej kulturze i przyciągają tłumy turystów każdego roku. Dlatego i ja odwiedziłam jedno z takich miejsc. Wybór padł na Świąteczny Jarmark przed słynnym pałacem Charlottenburg. Ogromne wrażenie wywarły na mnie iluminacje świetlne na fasadzie pałacu w świątecznym wydaniu. Panowała tam niesamowicie romantyczna atmosfera. Oferta świątecznych dekoracji jak i rękodzieła jest przeogromna. Z pewnością każdy znajdzie tu coś pięknego. Można było spróbować tradycyjnych lokalnych specjałów świątecznych, napić się grzanego wina z przyprawami, a także zakupić piękne świąteczne ozdoby, z czego oczywiście skorzystałam, dzięki czemu mam teraz piękną czerwoną lampkę w kształcie gwiazdy. Moim pragnieniem było również spróbować tradycyjnych lokalnych specjałów, no i się udało. W jednym z ogrzewanych pawilonów mieściła się knajpka, oferująca bardzo smaczne potrawy. Zjadłam tam danie z dziczyzny z kluseczkami, które smakowało obłędnie, po prostu niebo w gębie. Panowała tam iście świąteczna aura, ale to dzięki zasłudze osób z którymi dane mi było przebywać. Za wszystkie te cudowne doznania dziękuję Ewie.

Leave a comment