Tekst i zdjęcia: Lidia Głuchowska



Komentarz do części wpisu z wczoraj i całego dziś
Gdzieś w Południowo-Zachodniej Polsce, niedaleko granic Wschodnich Dolnych Łużyc w przeddzień Wigilii skrzaty zasiadają na parapecie i czekają na śnieg. W tym roku ich cierpliwość została nagrodzona. Oto na zewnątrz nastała śnieżna bajka, a wewnątrz zagorzało od przedświatecznej krzątaniny.
Pani domu to pasjonatka bombek. Ma ich około 1,5 tysiąca… Taniec wokół choinki rozpoczyna się więc ze dwa tygodnie przed Wigilią. Nie tylko na niej, lecz i na wszystkich regałach, komodach i szafach właścicielka pieczołowicie układa historyjki ze szklanych figurek. Są tu i chóry anielskie i armia dziadków do orzechów, bogactwo barwnej fauny i flory, dzwonki, szyszki, grzybki i rozgwiazdy. Z dekorowanych drewnianych skrzynek uśmiechają się bohaterowie bajek – Pinokio, Calineczka, Królewna Śnieżka, kominiarze, strażacy i koty wietroloty… Oprócz tego prawdziwe precjoza – bombki-jaja Fabergera – do wyboru i koloru, bomki-pozytywki, bombki-klosze ze szkła kryjące cudenka, drewniane figurki, rzeźbione latarnie rodem z Łużyc… Jest podświetlona szopka wykonana przez mamę – Góralkę.



Zresztą, czego tu nie ma?

















Na cały ten przepych z zadumą spogląda bombka-Myśliciel Rodina, a asystuje mu bałwanek-także myśliciel…

Dla niektórych dzieciństwo nigdy się nie kończy, a przynajmniej na moment odradza się w Święta.
