Teresa Rudolf
Chory świecie nasz
Tysiące bezstialskich
śmierci bez śmierci,
tej, co po ludzku
przychodzi, pukając
do życia drzwi…
Setki, tysiące, miliony
okrzyków przerażenia,
zanim serce ostatnim
oddechem odda swoje
królestwo tej ciszy złej.
Świat, ta mogiła zbiorowa
tych śmierci najgorszych;
wielkie trzęsienia ziemi,
i te okrutne powodzie,
bądź bezlitosne pożary,
i też ciągłe, straszne,
odwieczne wojny
krajów przeciw
innym krajom…
…a na ulicy,
człowiek
zadźga
człowieka
nożem…
Dzieci naszego świata
Miliony dzieci,
te czarnowłose,
te blond, rudowłose,
chłopcy, dziewczynki,
przechodzą ulicą,
jadą tramwajem,
siedzą w szkołach,
w przedszkolach,
bawią się w piasku,
stawiają babeczki,
śpiewają cienkim
dziecka głosem.
Są małe,
dziś śliczne,
a kim kiedyś będą?
a jakie kiedyś będą?
Dawno, dawno temu,
rosły przesłodziutkie
dzieci, małe “hitlerki”
i całkiem niedawno
ciche dzieci “putinki”,
a jakie zaczynają
już dziś rosnąć,
ciemnowłose,
rudowłose,
blond?
Oby
przeżyły
swe życie
po ludzku,
jak… ludzie.
Drzemiące Zło
Nagle budzi się,
najpierw na
chwiejnych
nogach,
coraz pewniej
stawia kroki,
biegnie już
szybko,
coraz
szybciej,
by zdążyć
przed Dobrem,
choćby
tylko…
…o jeden
krok…

I znów dziś następny odcinek
z utworów Andrzeja Poniedzielskiego:
Piekne ilustracje muzyczne do rownie poruszajacej poezji Teresy. Tak, smierc jest rownie wielka tajemnica, co narodziny i milosc. Dla biologa te pojecia sa latwe do wytlumaczenia, dla poety wrecz przeciwnie, jednak co do zla Tereso, mam odmienne zdanie, ono nigdy nie spi. Moze pozoruje ten stan, ale zawsze jest czujne i wie, kiedy uderzyc.
Dziękuję Ci bardzo Zbychoo, masz dużo racji z tym złem, ale wolę się połudzić, że czasem da odpocząć, bo spi, drzemie, jest akurat gdzieś na Kanarach…🤣
Cholerka, bardzo dziwnie się teraz tu nazywam, co te komantarze ze mną już wyrabiają, nie mogę się już połapać, w każdym razie to ja, Teresa Rudolf