Transsyb (4)

Zbigniew Milewicz

Droga na kościach

Bez transsybu nie byłoby Nowosybirska, ale po kolei. Kiedy w górach Ałtaju na początku XIX wieku położono pierwsze w Rosji tory kolejowe o długości około 2 kilometrów, po których konne zaprzęgi transportowały urobek srebra z kopalni, w Anglii powstawały już pierwsze prototypy parowozów. Prawie kolejnych trzydziestu lat potrzebowała Rosja, żeby na linii Petersburg – Carskie Sioło – Pawłowsk otwarta została pierwsza pasażerska linia kolejowa, obsługiwana przez parowóz. W 1860 r. długość linii kolejowych na świecie wynosiła już 108 tys. km: w Stanach Zjednoczonych – 49 tys., Wielkiej Brytanii – 17 tys., Niemczech – 11 tys., a w ogromnej Rosji ledwie 1590 km. Światłe głowy w państwie rozumiały, że opóźnienia te hamują jego rozwój, ale w budżecie brakowało środków na postęp techniczny. Z pomocy prywatnego i zagranicznego kapitału cesarz nie chciał skorzystać, monopol na kolej miał być niepodzielnie państwowy.

Dopiero przegrana w Wojnie Krymskiej w latach 1853-1856 uświadomiła władzy konieczność pewnych kompromisów. Mogło nie dojść do poddania Sewastopola wojskom sprzymierzonym z imperium osmańskim, gdyby Moskwa miała połączenie kolejowe z Morzem Czarnym, umożliwiające szybki transport wojskowego wsparcia. W czasie wojny zmarł Mikołaj I Romanow. Następca tronu, Aleksander II był politykiem bardziej elastycznym i przewidującym, ale dopiero za panowania następnego z Romanowów koleje w Rosji otrzymały zielone światło. Aleksander III, znany ze skrajnego, politycznego konserwatyzmu, antysemityzmu, tudzież z wielkiej podejrzliwości wobec otoczenia (za jego panowania powstała słynna, carska Ochrana, protoplastka późniejszej Czeka i kolejnych służb bezpieczeństwa w tym kraju), był jednak dobrym gospodarzem. Poszerzył granice państwa o nowe zdobycze terytorialne i stworzył możliwości dla rozwoju technicznego. Jedno bez drugiego nie mogło się obejść. Na Wielkim Trakcie Syberyjskim, zwanym potocznie moskiewskim, albo irkuckim (w zależności od tego, kto dokąd zmierzał ) ruch był coraz intensywniejszy. Z centralnej części kraju na Wschód docierały towary przemysłowe i poczta, w odwrotnym kierunku – futra, złoto, srebro i herbata z Chin. Trakt kontynuował tradycje Wielkiego Szlaku Herbacianego, sięgające XVII wieku. Towarami najczęściej wysyłanymi do Chin były futra, skóry oraz arkusze żelaza, a najchętniej sprowadzanymi do Rosji, poza herbatą – jedwab, aksamit, cukier, laka. Autorzy dwutomowej pracy p.t. „Transport kolejowy Wschodniej Syberii od XIX do XX wieku“, opublikowanej na stulecie Transsyberyjskiej Magistrali1 podają, że w latach 1887-1891 przewóz towarów wzrósł na owym trakcie pięciokrotnie. Z Tomska w stronę Irkucka szło co roku do 70 tysięcy wozów z ładunkami towarów o łącznym ciężarze 1,6-1,7 miliona pudów. Zajęcie przy tym miało 16 tysięcy woźniców. Transport trwał jednak miesiącami, droga była trudna, niebezpieczna, w porze deszczów i roztopów w ogóle nieprzejezdna. Był to także szlak tysięcy zesłańcow, którzy na katorgę wędrowali pieszo, przeważnie zimą i latem, kiedy drogi się do tego nadawały. Ich też przybywało, carska Ochrana dwoiła się i troiła. Kolej miała te ograniczenia wyeliminować.

Pomysłodawcą budowy Wielkiej Syberyjskiej Drogi (tak pierwotnie ją nazywano, ale ostatecznie przyjął się termin pochodzący z angielskiego „Trans – Siberian Railway”) był generał-gubernator Wschodniej Syberii N.N. Murawiow-Amurskij. W roku 1886 został wydany stosowny carski ukaz i w teren ruszyły trzy ekspedycje, aby wytyczyć trasy środkowosyberyjskiej, zabajkalskiej i południowo-ussuryjskiej linii kolejowej. Dzieło miało być sfinansowane przez państwo, bez pomocy zachodniego kapitału, aby ograniczyć obce wpływy na Syberii i Dalekim Wschodzie. Budowę wytyczono jednocześnie z dwóch stron: od Czelabińska, trasą linii Zachodniosyberyjskiej, biegnącej do rzeki Ob i od Władywostoku, linią Ussuryjską aż do Chabarowska. Uroczystość położenia kamienia węgielnego odbyła się 12 maja 1891 roku we Władywostoku, ceremonii dokonał młody następca tronu, przyszły car Mikolaj II.

Zwiedzanie półtoramilionowej stolicy Syberii rozpoczynamy od głównej atrakcji turystycznej miasta – Państwowego Teatru Opery i Baletu, przy pl. Lenina. Pod względem poziomu, repertuaru i wykonawców ma podobno wszelkie dane ku temu, aby konkurować z moskiewskim Teatrem „Bolszoj”. Niestety kanikuła, więc nie sprawdzimy, ale można podziwiać kopułę, która ma rozpiętość 60 m i wisi na wysokości 35 m. Budowę tego największego w Rosji teatru rozpoczęto w 1930 roku, jednak pierwsza premiera odbyła się dopiero w 1945 roku. W czasie wojny przechowywano tutaj dzieła sztuki, pochodzące z ewakuowanych rosyjskich muzeów, w tym ze słynnej Galerii Trietjakowskiej. Potężne są podziemia teatru. Opancerzone dodatkowymi wzmocnieniami z betonu i stali miały służyć za bunkier Stalinowi i ludziom z jego otoczenia, gdyby przyszło im uciekać przed Hitlerem na Syberię. Podziemnymi tunelami dojechać można spod teatru aż do dworca kolejowego.

Pomnik wodza rewolucji, usytuowany nieopodal, zdaje się przewyższać teatr, choć tak nie jest. Stoi tylko bardziej centralnie i stąd to złudzenie. Wznosi się nad pobliskim skrzyżowaniem ulic, w pozie, jakby kierował ruchem. Przypomina mi się bliźniaczy, choć oczywiście dużo skromniejszy, pomnik w Wesołej, koło Mysłowic na Śląsku, który jeszcze w latach 90 pokazywał, jak dojść do sklepu monopolowego. Ten tutaj miał stanąć pierwotnie w Berlinie Wschodnim, towarzysze niemieccy uznali jednak, że nie znajdą dostatecznie godnego miejsca dla jego gabarytów, więc został wśród swoich.

Nowosybirsk po Moskwie i Sankt Petersburgu jest trzecim co do wielkości miastem Federacji i stolicą obwodu. Ma filharmonię, sceny teatrów dramatycznych, trzy uniwersytety, instytuty naukowe, kilkanaście wyższych szkół, muzea i galerie sztuki. Jest wielkim ośrodkiem przemysłowym, m.in. maszynowym, elektronicznym, chemicznym, wodnoenergetycznym i hutniczym oraz ważnym węzłem drogowym i kolejowym. Łączy szlaki turksyberyjskiej kolei (Azja Środkowa – Syberia) z główną linią transsyberyjską. Miasto dysponuje metrem, portem rzecznym na Obie i międzynarodowym portem lotniczym.

Mogę czuć się, jak nad Bałtykiem, choć to przecież sztuczny, rzeczny zalew

Woda w morzu obskim jeszcze ciepła…

W miejscowym Muzeum Krajoznawczym znajdują się bogate zbiory, poświęcone historii powstania kolei transsyberyjskiej i miasta. Naczelnikiem budowy linii zachodniej był K.J. Michajłowskij, Polak z pochodzenia. Uchodził za jednego z najlepszych budowniczych carskich kolei i mostów. Pod jego nadzorem pracował inny nasz rodak, Wincenty-Ignacy Rojecki, odpowiedzialny za wytyczenie trasy linii, w tym m.in. przeprawy przez rzekę Ob. On więc zdecydował o lokalizacji Nowonikołajewska, późniejszego Nowosybirska. Teren był technicznie bardzo skomplikowany, a odpowiedzialność duża; inżynier wywiązał się ze swoich obowiązków, otrzymał za to znaczący awans, ale zapłacił zdrowiem. Zmarł w drodze do Warszawy, w której czekało na niego miejsce w jednej z klinik. Wśród budowniczych transsybu było wielu polskich inżynierów i urzędników, ich nazwiska widać na listach nagród: Zdziarski, Muchliński, Raciborski, Maliński, Poźniak, Olszewski, Grzybowski… Nazwisk robotników nie ma, wśród nich było naszych pewnie jeszcze więcej. Są natomiast liczby.

W najintensywniejszym okresie, w latach 1895-96, przy budowie pracowało około 100 tysięcy chłopów, więźniów, zesłańców, żołnierzy. Najwięcej trudności sprawiały surowe warunki klimatyczne. Trasa przebiegała przez tereny najczęściej bezludne, porośnięte ciężką do przebycia tajgą, przecinały ją potężne rzeki, liczne bagna, jeziora, ziemię skuwał wieczny mróz. Nie było dróg dla dostaw materiałów budowlanych, a transportować trzeba było wszystko, za wyjątkiem drewna. Większość prac wykonywano ręcznie, przy pomocy najprymitywniejszych narzędzi – topora, piły, łopaty, kilofa i taczek. Pomimo tych utrudnień w ciągu niespełna 14 lat powstał odcinek trasy kolejowej od Czelabińska do Władywostoku i chińskiego Port-Artur na wybrzeżu Pacyfiku, będącego w owym czasie główną, ufortyfikowaną bazą morską rosyjskiej floty wojennej Oceanu Spokojnego. Średnia prędkość budowy linii wynosiła 740 kilometrów rocznie. Przekopano 100 milionów m3 ziemi, przygotowano i położono ponad 12 milionów podkładów kolejowych, około 1 miliona ton szyn i złączy, wybudowano około 100 kilometrów mostów i tuneli. Zakończenie prac, łącznie z trasą przez Chiny oraz szczególnie trudnym odcinkiem wokół Bajkału, ze względu na górzyste ukształtowanie terenu i wpadające do jeziora rzeki, nastąpiło w październiku 1904 roku.

Ten tranzytowy, chiński wariant nie był pomyślany zbyt szczęśliwie. Za Bajkałem zaczynała się Mandżuria, która po przegranej wojnie z Japonią dostała się w ręce wrogów. W 1905 roku Japończycy zajęli nowo oddaną linię kolejową i twierdzę w Port-Artur, więc Rosja musiała zdecydować o budowie obwodowej linii Amurskiej, liczącej 2 tysiące kilometrów, aby zapewnić sobie całkowicie niezależne połączenie z Władywostokiem.

Budowa trwała aż do roku 1916, narzędzia pracy znajdują się w muzealnych zbiorach; obok nich stroje z tamtej epoki – chłopskie, pańskie, uniformy sołdatów i łachmany więźniów. Ciężkie dyby do zakuwania niepokornych i bizuny, którymi chłostano ich grzbiety, sąsiadują z kołokołami gumieńców, różnej wielkości i przeznaczenia oraz dźwięków. Jeden do ślubu, drugi na pogrzeb dzwonił, innego znowu kupcy używali, swój mieli żandarmi. Ołówkiem jakiegoś rysownika przedstawiony jest szkic łagru, w którym trzymano katorżników. Baraki, pomieszczenia nadzoru, wieżyczki strażnicze, wszystko otoczone wysoką, drewnianą palisadą. Drutu kolczastego jeszcze brak, ten zachodni wynalazek upodoba sobie dopiero następna władza.

W 1895 roku w samym tylko Przyamurskim Kraju, przy budowie transsybu trudziło się ponad 11 tysięcy zesłanych na ciężkie, przymusowe roboty. Dzień roboczy u robotników kontraktowych wynosił od 12 do 14 godzin, więźniowie, podobnie, jak żołnierze, pracowali dłużej, praktycznie aż do kresu sił – nędznie odziani, zimą temperatury dochodziły do -50 stopni, wytrzymywali więc tylko nieliczni. Spali w ciasnych, prowizorycznie skleconych barakach, bez podłóg.

Na przestrzeni szerokości trzech sążni i siedmiu długości mieściło się trzydziestu skazanych – odnotowywał reporter jednej z ówczesnych, liberalnych gazet. – Prycze stały w jednym rzędzie, pół arszyna nad ziemią. Brud panował na nich straszny, siedzący na pryczach ludzie co chwile drapali się po bokach, piersi i głowie, najwidoczniej insekty nie dawały im spokoju. Racje żywnościowe były głodowe, prowiant często zepsuty i brakowało opieki lekarskiej. Szerzyły się więc epidemie, śmiertelność wśród zk-ów była duża. Danych na ten temat nie udało mi się niestety znaleźć, podobnie jak liczb mówiących o łącznych stratach ludzkich, poniesionych w czasie budowy transsybu. Potocznie bywa ona jednak nazywana drogą na kościach.

Powstały pod koniec lat 50 XX w. Akademgorodok prezentuje się na muzealnej makiecie ładniej niż w rzeczywistości. Makieta pokazuje, jak wyglądał w czasach rozkwitu. Miasteczko założył syberyjski oddział Akademii Nauk ZSRR. Miało być kuźnią narodowej wiedzy, zwłaszcza ścisłej, o co zabiegał usilnie znany fizyk i matematyk Michaił Aleksiejewicz Ławrentiew. Cel został osiągnięty, w ciągu krótkiego okresu powstały tutaj liczne instytuty naukowo-badawcze i uniwersytet. W najlepszych latach w miasteczku mieszkało i pracowało około 65 tysięcy naukowców oraz członków ich rodzin, była to strefa szczególnego uprzywilejowania akademickich elit, najlepszych z najlepszych. Po zawaleniu się systemu, państwowe subwencje dla nauki zostały poważnie okrojone, wielu intelektualistów wyjechało na Zachód, podupadł więc i Akademgorodok. Niektóre jego instytuty nadal cieszą się jednak światową renomą, zwłaszcza największy – Energii Atomowej oraz Mikrobiologii. Dobrze się ma także informatyka.

Z centrum jedzie się do miasteczka godzinę. Położone wśród pinii i brzóz, nad brzegiem „morza obskiego“, nadal cieszy się sławą elitarnego. Przed Instytutem Energii Atomowej stoi pomnik jego pierwszego dyrektora, Igora Wasilijewicza Kurczatowa. Fizyk jądrowy, uznawany za ojca radzieckiej bomby atomowej, już w 1942 r. przewidział, nawet dokładniej niż Einstein, jej ogromną moc. Z biegiem czasu stał się, podobnie jak amerykańscy naukowcy z programu Manhattan, gorącym zwolennikiem zaprzestania prób jądrowych. Funkcje dyrektora IEA pełnił aż do śmierci w 1960 r. Po nim przejął to stanowisko jego najwierniejszy uczeń, Andriej Sacharow**.

W pamięci tych nielicznych, żyjących jeszcze w miasteczku dawnych pracowników instytutu, Kurczatow pozostał jako człowiek niekonwencjonalny. W czasie przerwy w pracy lubił na przykład z okna gabinetu obserwować, którędy ludzie chodzą do domu i na zajęcia. Powstawały w ten sposób ścieżki, bo dróg jeszcze nie było. Później na tym planie kazał budowniczym wytyczać ulice i chodniki, co na ogół nie zgadzało się z ustalonymi założeniami zagospodarowania miasteczka, ale respektowano zdanie uczonego. Do dziś te jego trakty istnieją, niektóre logistycznie są idealne, inne trochę dziwne, ale wiadomo przecież, że nauka chodzi swoimi ścieżkami.

1 Irkuckij Institut Inżinierow Żeleznodorożnogo Transporta. Izdatielstwo „Oblmaszinform”, Irkuck 2001

2 Pisząc ten reportaż nie wspomniałem więcej o Andrieju Dimitriewiczu Sacharowie (1921-1989). Przypomnę tu więc, że ten wybitny fizyk i współtwórca radzieckiego programu jądrowego, w pewnym momencie stał się dysydentem. Musiał w związku z tym opuścić kraj. Laureata nagrody Nobla z 1978 r. i twórcę ruchu obrony praw człowieka „ułaskawił” dopiero pierestrojkowy prezydent Gorbaczow, ale w międzyczasie na Kremlu – tak jak w Warszawie – władza się pozmieniała, przyszedł Putin i zaczął ostry kurs. O tym co trudne i niewygodne znowu najlepiej było nie mówić, tylko brać Rosję, taką, jaka ona jest… Nie napisałem więc wtedy w swoim reportażu, co kiedyś powiedział Sacharow, że Związek Radziecki ma strukturę imperium, które powstało przy użyciu siły, wbrew woli większości narodów. To imperium trzeba zdemontować, a w jego miejsce utworzyć dobrowolną konfederację republik. Korzystam więc z okazji, że znowu jest głasnost´ w polskiej polityce ntdo Rosji i cytuję mądre słowa Andrieja Dimitriewicza, z którymi Putin na pewno się nie zgadza.

Ciąg dalszy w następny wtorek

3 thoughts on “Transsyb (4)

  1. Ależ informacyjny jest ten wpis, tyłu rzeczy po po prostu nie wiedziałam … Ciekawy historycznie kraj i jego rozwój. Dla mnie najbardziej fascynującym fenomenem jest ta niesłychana “żarłoczność” (nie wchodzę w szczegóły) na więcej i więcej, (czyli znany już z historii imperializm) , co jest między innymi powodem obecnej wojny z Ukrainą. Tysiące ludzi z obu stron oddają życie w walce o obszary, których domaga się Putin, będący prezydentem największego na świecie kraju jeśli chodzi o jego powierzchnię: 17 098 242 km kw.
    Wiadomo oczywiście, że ten apetyt bierze się
    przede wszystkim z potrzeby posiadania władzy na tych terytoriach. Dziękuję Zbychoo.

  2. Dziekuje bardzo za ten komentarz. Temat wladzy za wszelka cene i checi posiadania w wydaniu rosyjskim kapitalnie rozpracowal m. in. Ryszard Kapuscinski w swoim Imperium, co mnie w swoim czasie chyba ukierunkowalo, jezeli chodzi o temaryke pisania.

  3. Dziękuję Zbychoo za tę info, bo chciałam już zapytać w moim poprzednim komentarzu właśnie o to, skąd tyle ciekawości i wiedzy o tym włanie kraju. A teraz rozumiem.
    Pozdrawiam

Leave a comment