Z Facebooka
Chochlik kulturalny

Public domain (Wikipedia)
Elegancka kobieta, teoretycznie mająca wszystko, wychodzi na taras swojego apartamentu na jedenastym piętrze, wspina się na stół, przy którym setki razy piła kawę z przyjaciółkami, a potem skacze… Wcale nie opowiadam tu początku „Zmowy pierwszych żon”, fantastycznej komedii z Diane Keaton, Goldie Hawn i Bette Midler. To finał życia Poli Nireńskiej… Mówi się, że jej niemiecką karierę tancerki zrujnował Hitler, w Polsce dopadł ją antysemityzm, we Włoszech – przegrała z Mussolinim, w Anglii – z wojną. W Stanach Zjednoczonych natomiast – tam była już zbyt wiekowa…
Urodziła się jako Pola Nierensztejn w Warszawie 28 lipca 1910 r. Od dzieciństwa interesowała się tańcem i gimnastyką, jednak ojciec uznawał te pasje za niezbyt przyzwoite. Rodzice posłali córkę do szkoły katolickiej, wywołując tym spore zdziwienie przyjaciół. Dziewczynka była świetną uczennicą. Potajemnie uczęszczała jednak na lekcje baletu, w skrytości ducha marząc o tańcu współczesnym, wyzwolonym z uwarunkowań płci czy stroju (tak, tak, tańczono już wtedy nago!). Jako piętnastolatka przygotowała swoją pierwszą choreografię (do “Danse macabre” Saint-Saënsa).
Po maturze zapragnęła uczyć się tańca u swojej wymarzonej mistrzyni, Mary Wigman, w Dreźnie. Rodzice byli przeciwni (argumentując m.in., że tam się tańczy boso!), ostatecznie jednak skapitulowali, błagając tylko córkę o to, by uczyła się tylko przyzwoitych tańców. Trzy lata studiów to był dla Poli wspaniały czas. Była najlepsza w klasie. Zaraz po studiach wyjechała z drezdeńskim zespołem na tournée po Stanach Zjednoczonych. To wówczas zmieniła nazwisko na Nireńska.
Po powrocie do Niemiec w 1933 r. Mary Wigman zmuszona została do zaprzestania kontaktów z żydowskimi uczennicami. Pola musiała więc wyjechać wtedy do Warszawy. W 1934 r., reprezentując Polskę na Międzynarodowym Kongresie Tańca, zdobyła pierwszą nagrodę za choreografię i drugą w dziedzinie tańca solowego. Opromieniona sukcesem zapełnia sale teatrów, a jednak recenzje są nieprzychylne, wypominają jej żydowskie korzenie, zarzucają parodiowanie polskiej kultury… W obliczu fali antysemityzmu Pola odrzuca ministerialne stypendium i wyjeżdża na studia za granicę.
Rodzice Poli ruszają w podróż do Palestyny, ona sama przez Wiedeń trafia do Florencji. W tamtejszej operze jednak wielkiej kariery nie robi. Reżim Mussoliniego odsuwa niearyjskich artystów od pracy. W 1935 r. Nireńska ucieka do Londynu. Wychodzi za mąż za urodzonego w Argentynie hrabiego Johna Justiniana de Ledesma, początkującego aktora. Na jednym z przyjęć poznaje Jana Kozielewskiego (później Karskiego). Kobieta fascynuje młodego dyplomatę. Tymczasem mąż Poli, występując pod pseudonimem John Justin, gra w filmie Vincenta Kordy „Złodziej w Bagdadzie”. W 1940 r. film zdobędzie trzy Oscary.
Pola występuje sporo, ale brakuje pieniędzy na sztukę. Kryzys przechodzi też jej małżeństwo. Koniec wojny to smutny czas. W Treblince zginęła siostra tancerki. Dopiero w 1949 r. Pola dostaje zaproszenie do Stanów Zjednoczonych. Tam jest mekka tańca nowoczesnego. Wreszcie może robić to, co kocha: tańczyć. Po jednym z występów w 1954 r. dostaje kwiaty od Jana Karskiego. Wie kto to, widzieli się kilka razy przez ostatnią dekadę. Obiad przeciąga się w kolację, potem – jak powie Jan Karski – także w śniadanie.
Swoją pierwszą szkołę w Waszyngtonie: Pola Nirenska Dance Company, otwiera tancerka mając czterdzieści sześć lat. Szybko buduje swoją renomę, studenci biją się o miejsca. Jan Karski zostaje w tym czasie profesorem Georgetown University. By wziąć katolicki ślub, Pola konwertuje się. Księdzu na pytanie, co jej się najbardziej podoba w Kościele, powiedziała, że fakt, iż Bóg na matkę swego syna wybrał Żydówkę.
Trzy lata po ślubie przechodzi na taneczną emeryturę. Zaczyna kolekcjonować sztukę, interesuje się fotografowaniem. W 1968 r., słysząc co dzieje się w Polsce, odnajduje fragment swojej recenzji sprzed lat i stwierdza, ze w kraju nic się nie zmieniła, nawet wojna i miliony straconych istnień niczego Polaków nie nauczyły.
Kiedy mąż bierze udział w kolejnych konferencjach na temat Zagłady, nigdy nie ma jej przy nim. Przyjaciele- tancerze namawiają ją wciąż do powrotu na scenę. W 1980 r. przyjmuje Metropolitan Dance Award za całokształt dorobku. 10 marca 1982 r. występuje w „Wieczorze choreografii” w waszyngtońskim Marvin Theater. To nie jest jednak powrót na długo. Pola podupada na zdrowiu. Walczy z artretyzmem i depresją. Ukochany taniec staje się niedostępny. Zrywa się jeszcze do lotu na chwilę w 1990 r. W waszyngtońskim Dance Place wystawia „Tetralogię Holocaustu”. To historia matki i czterech córek, pokazująca, jak szczęśliwe życie zmienia się w smutny koniec w obozie zagłady. To jednak jest już pożegnanie ze sztuką. Pojawiają się nowe objawy chorobowe, Nireńska staje się agresywna wobec najbliższych. Nie mogąc znieść tego, co się z nią dzieje, Pola decyduje się na krok ostateczny… To było dokładnie trzydzieści jeden lat temu…

To było dokładnie trzydzieści jeden lat temu…
straszny wpis, niegodny chyba tej wspaniałej kobiety…
pachnie ostro paszkwilami prasy prl -u,
po śmierci jana lechonia…
Ojej!
p.s.
…albo yellow press na zachodzie;
dzisiaj jest w londynie demonstracja ku czci i pamieci sinaed o’connor;