Przedruk / Reblog: Felietony z Wolnej Zony

w berlińskim piśmie emigracyjnym Pogląd 1.12.1985

Sardynki i komputery

Jadłem sobie właśnie smacznie, przywiezione przez przyjaciela z Polski, francuskie sardynki. Dotarły one drogą “zrzutów” do Kraju, lecz los kazał im powędrować do mojego żołądka. Żelazna racja przyjeciela zawieruszyła się w mojej lodówce i polepszyła emigracyjną dolę. Mam brzydki zwyczaj czytać przy jedzeniu: tym razem przeglądałem ostatni numer “Poglądu” i… kara boska mnie dosięgła, albowiem zakrztusiłem się straszliwie, czytając “Interlinie”: Kto przewozi do Polski komputery – brzmi myśl przewodnia – wspomaga reżym w Warszawie, ba, w Moskwie,

Pociągnąłem solidnie reńskiego wina i wracając powoli do siebie pomyślałem: ot, jak dobre zamiary i pobożne życzenia prowadzą do mylnych wniosków.

Jakież to komputery przewozi szary obywatel PRL-u, Jan Kowalski z Zachodu? Czyżby te straszliwe mózgi strategiczne, superskomplikowane maszyny n-tej generacji, które kosztują dziesiątki tysięcy dolarów? Nie. Te komputery załatwia sobie Moskwa bezpośrednio poprzez swoich agentów lub zachodnie firmy, które konkurując między sobą, znajdą zawsze sposób na najbardziej ostre embargo. Jan Kowalski przywozi do Polski “szaraczki”, “jabłuszka” i “kommodorki”. Tak, wzmacnia w ten sposób gospodarkę PRL-u, to jasne. Ale, ale… Czyżby naprawdę chodziło o to, że “im gorzej, tym lepiej”? Nie, o taki sposób rozumowania nie posądzam autora “Interlinii”.

Żadne embargo i żadne restrykcje ekonomiczne nie są w stanie zachwiać systemem w Polsce. To są bajki, do których bardzo chętnie się wraca, kiedy jest po temu sposobność i okazja (zwłaszcza wtedy, gdy się jest bezsilnym), “Rząd się jakoś wyżywi”, powiedział kiedyś Urban i jest w tym bezczelnym oświadczeniu gorzka prawda. Sądzę, że komunistom będzie się rządziło Polską biedną i ztujnowaną nawet o wiele lepiej. Urban swój komputer zawsze jakoś skombinuje. Czy załatwi go sobie podziemna “Solidarność”?

Przecież to właśnie dzięki komputerom przywiezionym przez Kowalskiego, mogło podziemie przeprowadzić, wspaniale zorganizowaną, akcję obliczania bojkotu wyborów. Gdyby nie te komputery, to podliczenie wyników byłoby nie tylko trudniejsze, ale trwałoby o wiele dłużej. A tak, wyniki bojkotu wyborów wyprzedziły wyniki “samych” wyborów. Także dzięki Janowi Kowalskiemu.

Kowalski zostawił w mojej lodówce puszkę sardynek. Zabrał ze sobą do Polski komputer o pojemności 64 kbajtów. Rybki były naprawdę smaczne. Cieszę się z tej “wymiany”.

AL

9 thoughts on “Przedruk / Reblog: Felietony z Wolnej Zony

  1. kto to jest marek ciesielczyk?
    autora tej (dwukrotnie umieszczonej na zdjeciu) publikacji nie znam
    (ale oczywiscie wiem niewiele, a na pewno mniej niz fotograf/ka
    tej fotograficznej nature morte otwierajacej moj wpis);
    kto jest w stanie mi tutaj pomóc?

    1. (…) to poglądy Poglądu wXXI wieku
      nie; wspomniana przeze mnie pozycja ukazala sie jeszcze w wieku XX ( 1989), kiedy Edward próbował reaktywować czasopismo na terenie Polski.

  2. natomiast (…)poglądy Poglądu wXXI wieku powstaly juz po smierci Edwarda, po tym jak tzw, antykomuniści przejeli *) digitalizowaną ( w latach 20o8 – 2012, min. takze przeze mnie) kolejna probe reaktywacji czasopisma, tym razem na niwie elektronicznej (internet);
    ———————————————————————–
    *) powiedzmy szczerze – ukradli;

  3. Ok, udawno usunęłam to zdjęcie, pokazujące (niektóre) okładki gazet i książek, nie warto już więc dalej dyskutować. Umieściłam je, bo myślę, że autor i ja wiemy, co to był Pogląd i jaką rolę odegrał w naszej aktywności w pierwszych latach naszego życia w Berlinie, ale potem popadł w głębokie, czarne zapomnienie, nie jest zatem wykluczone, że nasi czytelnicy spoza Berlina nie mają bladego pojęcia. A to była INSTYTUCJA.

      1. p.s.
        jak mówiła szara eminencja* tej INSTYTUCJI
        – zasuwasz dla idei!
        …………………………………………..
        * – leszek, dla nie wtajemniczonych;

Leave a comment