Dzięki Ci Panie

Stefan Andrzejewski

Od dnia mojego srebrnego jubileuszu 25-lecia bycia księdzem zastanawiam się, czym jest dla mnie Kościół i bycie w Kościele.

Tak, jak pisałem w moim poprzednim, krótkim wpisie, od tego dnia wiele rzeczy uległo przewartościowaniu w moim życiu. Na pewno wtedy, 20 czerwca 1998 roku, czułem się dumnym, nowo wyświęconym funkcjonariuszem Wielkiej i Wielowiekowej Instytucji. Świadczyła o tym nienagannie wyprasowana sutanna, biret z pomponem na głowie i lakierki tak wypastowane, że można się było w nich przeglądać jak w lustrze. Bogu dzięki, szybko życie zaczęło mnie sprowadzać na ziemię. Poszedłem między ludzi i zobaczyłem, że ich zmaganie się z codziennością, ich dylematy moralne są tak dalekie od tego, czym żyje Instytucja, jak odległa jest nasza planeta od sąsiedniej galaktyki. Dzisiaj Kościół to już nie jest dla mnie wyłożony czerwonym dywanem korytarz w kurii, na którego końcu czeka na mnie pachnący wodą kolońską, ubrany w purpurę i obwieszony złotymi łańcuchami, opierścieniony Ksiądz Biskup.

Kościół ma dla mnie twarz mojej przyjaciółki Liliany. Kiedyś bardzo zaangażowanej, pracującej w branży jako katechetka. Magister teologii. Dziś jest na progu Kościoła, o ile jeszcze nie dalej. Wielu moich kolegów po fachu zraniło ją, oszukało, wykorzystało. Brakuje jej mszy, komunii, rytuału. Ale te zranienia powodują, że wejście do kościoła jest dla niej wyzwaniem nie do pokonania. Tak bardzo chciałbym ją przytulić i powiedzieć jej, jak Wołodyjowski Barbarze: “Nic to, Baśka “. Ale niestety nie “nic to”. Ci, którzy ją zranili, mają się dobrze, obrastają w piórka i bogate kościelne godności, a ich ” karawana jedzie dalej” drogą kościelnego triumfalizmu.

Kościół to dla mnie jej syn Witek – osiemnastolatek, który odkrył w sobie orientację seksualną inną od tej jedynie słusznej, którą Kościół akceptuje. Teraz jego rodzice muszą bronić go przed Kościołem jak przed zarazą. Bo co roku w Boże Narodzenie, Wielkanoc i Boże Ciało, gdy tylko polscy biskupi otworzą gębę, by głosić “Słowo Boże”, nauczają z wysokości swojego Majestatu, jaki to Witek i jemu podobni są źli, zepsuci i niemoralni. A kiedy jeszcze do tego chóru dołączy się Prezydent Rzeczypospolitej, to biedny Witek dowiaduje się, że nie jest człowiekiem, tylko ideologią. I też chciałbym go przytulić i powiedzieć mu, jak bardzo go kocham i że o jego wielkości i czlowieczeństwie nie świadczy jego orientacja seksualna. Bo pomijając wszystko, Witek to bardzo mądry, szlachetny i uczciwy młody człowiek. Ale jakoś mi głupio zrobić ten gest, bo przecież jestem, kurwa, przedstawicielem instytucji, która zamiast kojących Słów Ewangelii, pluje na Witka słowami pełnymi pogardy.

Kościół to dla mnie Tobiasz, od 35 lat mój przyjaciel. Kiedyś szedł tą samą drogą co ja, dziś jest ateistą. Jest dla mnie w wielu sprawach wzorem, autorytetem, zawstydza mnie swoją bezintetesownością, szlachetnością i wiernością zasadom. Ale znów, dla mojego Kościoła, to przedstawiciel “rasy”, której obce są wszelkie wartości. Dziś już wiem, gdzie jest mój Kościół. Jak ja jestem szczęśliwy, że nie obrosłem w piórka, że nie noszę purpurowego pasa około bioder. Że Liliana, Witek i Tobiasz uczą mnie bycia przede wszystkim człowiekiem. Że mogę spokojnie patrzeć na moją twarz podczas porannej toalety, a z lustra nie spogląda na mnie morda, na której widać pogardę i nienawiść.

Dzięki Ci Panie.

4 thoughts on “Dzięki Ci Panie

  1. Nie wiem, jak zwrócić się : Proszę Ksiedza? Proszę Pana?
    Czy po prostu po imieniu, bezpośrednio?
    I ta ostatnia opcja jest mi jakoś TU najbardziej bliska.
    Stefanie!
    Jestem głęboko wzruszona tym co przeczytałam, tą grą między odgraniczeniem się od tego co Ci jest duchowo i moralnie obce, od tego, z czym się identyntyfikujesz, czego bronisz, od czego nie uciekasz, a mógłbyś, jak wielu już to zrobiło.
    Znasz swoje miejsce Twego wyboru sprzed laty i wiernie go strzeżesz .
    I tak właśnie rozumiem słowo “powołanie”.
    Bardzo dziękuję za ten wpis.

  2. Poprawa tekstu (po wysłaniu dopiero zobaczyłam tę błędną “konstrukcję”) :
    powinno być…”tą grą między odgraniczeniem tego co jest moralnie i duchowo obce, od tego, z czym…itd”
    Przepraszam bardzo.
    Mam nadzieję rownież, że “Ty”, nie jest uznane tu za formę spoufalania się, lecz
    poczucia serdeczności, wynikającej z bywania czasem również autorką na blogu Ewy i osobistym poruszeniem po przeczytaniu wpisu .
    Pozdrawiam serdecznie.

  3. Bardzo Ci dziękuję za te słowa.
    Oczywiście nie należę do tej grupy duchownych, którzy obrażają się, gdy ludzie zwracają się do nich “Proszę Pana”. W końcu, jak to mówił kiedyś któryś
    z moich wykładowców seminaryjnych ( jeden z tych bardziej swiatlych i otwartych), przecież do Boga zwracamy się często “Panie Boże “.
    Odpisuję dość późno, bo jestem na urlopie w Polsce, pochłaniają mnie sprawy rodzinne, więc od dnia publikacji tekstu nie zaglądałem tutaj.
    Jest tak jak piszesz- wciąż uważam, że chrześcijaństwo w ogólności a katolicyzm w szczególności niesie w sobie duży potencjał który może być dla ludzkości, dla konkretnych ludzi pożyteczny.
    Niestety jednak w ciągu wieków obrósł on w dodatki zupełnie obce a nawet przeciwne temu, co było intencją jego Założyciela- człowieka ( my wierzymy że także Boga), który przełamywał stereotypy i szedł do tych, którymi inni pogardzali – rozmawiał przy studni Jakuba z kobietą z Samarii, nie bał się zaciągnąć nieczystości rytualnej gdy trzeba było dotknąć trędowatego; nie stronił od towarzystwa ludzi uważanych za margines społeczny.
    Jak chodzi o “tykanie ” 🙂. We wszystkich grupach i forach dyskusyjnych do których należę, chociażby na Facebooku, mamy taką zasadę, że mówimy sobie na “Ty”. Dlatego i tutaj taka forma jest dla mnie jak najbardziej na miejscu.

  4. Dziękuję za miłą i jakże rzeczową reakcję, życzę Ci dużo powodzenia w życiu, pozdrawiam serdecznie,
    Teresa

Leave a comment