It’s not simple to say
That most days I don’t recognize me
That these shoes and this apron
That place and its patrons
Have taken more than I gave them
It’s not easy to know
I’m not anything like I used be, although it’s true
I was never attention’s sweet center
I still remember that girl
Niełatwo przyznać się
Że przez większość czasu sama siebie nie poznaję
Te buty, ten fartuch
To miejsce i ci ludzie tutaj,
Zabrali mi więcej niż dali
Niełatwo zdać sobie sprawę
Że już nie jestem tą osobą co kiedyś
Lecz tak właśnie jest
I choć nigdy nie byłam ważną osobą
Wciąż jeszcze pamiętam tę dziewczynkę
Sarah Bailles, She used to be mine
Joanna Trümner
Spotkanie
Podczas tygodni spędzonych w Walton Stuartowi cały czas towarzyszyło uczucie obcości. „To już nie jest moje życie”, myślał, chodząc ulicami rodzinnego miasta. Czasami zdarzało mu się spotkać kolegę ze szkoły lub sąsiada. Krótkie, powierzchowne rozmowy uświadamiały mu, jak bardzo oddalił się od ludzi wśród których spędził dzieciństwo. W kilka dni po przylocie do Walton równie przypadkowo spotkał na plaży swojego najlepszego przyjaciela z czasów szkolnych, Toma. Umówili się na wieczór w pubie. O siódmej popijali pierwsze piwo, w pół godziny później Stuart zaczął ukradkiem spoglądać na zegarek. Powoli kończyły się zdania „A pamiętasz jak..” i zaczęło im brakować tematów. Przysłuchując się słowom Toma, prowadzącego rodzinną piekarnię ojca dwójki dzieci, Stuart myślał o tym, że jego były przyjaciel jest przecież szczęśliwym człowiekiem. Człowiekiem, który nigdy nie chciał porzucić bezpieczeństwa i przewidywalności życia w Walton. Po dwóch godzinach pożegnali się. Na rozstanie Tom zaproponował bez przekonania „Może kiedyś do nas wpadniesz?” Z tonu zaproszenia widać było, że i on zrozumiał, że czas zmienił dwóch nierozłącznych, bawiących się godzinami na plaży chłopców w obcych ludzi.
W kilka dni później matka umarła. Po telefonie ze szpitala Stuart poczuł ulgę. „Jak dobrze, że nie musi się już dłużej męczyć”, pomyślał. W godzinę później stał przy pustym łóżku w szpitalnym pokoju i opróżniał szafkę, zbierając do torby ostatnie używane przez nią przedmiot. Z zaskoczeniem znalazł wśród nich różaniec. „Przecież ona sobie nic nigdy nie robiła z wiary”, pomyślał. Długo jeszcze stał przy łóżku i pocierając w palcach drewniane paciorki zastanawiał się, ilu jeszcze nieznanych, zaskakujących rzeczy dowie się o najbliższej osobie. „Śmierć pozbawia nas wszelkiej prywatności”, skonstatował, opuszczając szpital.
Kolejnych kilka dni minęło na załatwianiu formalności związanych z pogrzebem i porządkowaniu osobistych przedmiotów matki. Kate i Stuart przeglądali dokumenty, książki i albumy ze zdjęciami. Trzy grube, oprawione w skórę albumy opatrzone były napisami: Eve, Stuart, Kate i opowiadały historię ich dzieciństwa. Wiele zdjęć w jego albumie przypominało wydarzenia, których on sam wcale nie pamiętał. Na zdjęciu z datą 10 maja 1957 roku siedzący przy stole chłopiec patrzył prosto w kamerę z wyraźnym poczuciem winy w oczach. „Dzień pierwszych wagarów”, komentował podpis pod zdjęciem. Na kolejnym zdjęciu Stuart siedział w grupie kolegów przy ognisku na plaży i kurczowo trzymał w rękach gitarę. Wpatrując się w zdjęcie długo próbował wygrzebać z pamięci imiona najbliższych kolegów z czasów dzieciństwa. „Jego album kończył się fotografią z lotniska w Londynie zrobioną w dzień jego odlotu do Australii, skomentowaną słowami: „Na zawsze?”
Napisy pod zdjęciami w albumie Kate były równie zaskakujące i świadczyły o tym, jak uważnie matka obserwowała życie swoich dzieci. Na jednej z fotografii zatopiona w książce dwunastoletnia dziewczynka, w której bez trudu Kate rozpoznała siebie, otrzymuje od matki radę „Życie tak nie wygląda”. Jedną z ostatnich fotografii w jej albumie było wyjątkowo niekorzystne zdjęcie Waltera z komentarzem „Wielka miłość?” „Nie wiedziałam, że ona potrafiła dostrzec tyle rzeczy. A ja zawsze myślałam, że się nami wcale nie interesuje”, powiedziała Kate, odkładając swój album na bok. „Chciałam przy Walterze po prostu odpocząć po idiotach, z którymi przeszłam piekło”, dodała czerwieniąc się. „Zachowuje się tak, jakby tłumaczyła się przed matką”, pomyślał Stuart.
W chwilę później zaczęli oglądać album Eve. Ich uwagę przykuła fotografia siostry z Williamem, młodej pary stojącej przed weselnym tortem. Eve miała zamyślony, zrezygnowany wyraz twarzy, co matka skomentowała słowami „Po co?”
W sypialni znaleźli też pamiętnik matki. Przez chwilę w milczeniu zastanawiali się, czy mają prawo przeczytać jej wspomnienia. Stuart jako pierwszy przerwał milczenie „Może w końcu dowiemy się czegoś o dziadkach”, powiedział, widząc, że siostra waha się i nie może się zdecydować, by odłożyć pamiętnik na stertę rzeczy przeznaczonych do wywiezienia na śmieci. „Na pewno by nie chciała, żebyśmy grzebali w jej prywatnych sprawach”, powiedziała Kate bez przekonania. Długo patrzyli na siebie w milczeniu, bijąc się z myślami. Stuart nagle poczuł, że dociera do niego wielkie zmęczenie ostatnich, intensywnych tygodn. Wiedział, że brakuje mu siły na dalsze emocjonalne wstrząsy. Zadecydowali, że Kate zabierze pamiętnik do Berlina i że przeczytają go przy następnym spotkaniu.
W kilka dni po pogrzebie udało im się załatwić sprawy związane z likwidacją rodzinnego domu. Przedłużyli umowę na wynajem pubu o dziesięć lat i poprosili Nata o pomoc w przygotowaniu mieszkania do wynajęcia. Założyli wspólne konto w banku, na które odtąd miał wpływać czynsz.
W kilka dni po pogrzebie Stuart czekał na lot powrotny do Sydney. „Jak dobrze, że wszystko udało nam się załatwić”, myślał. Nie mógł się doczekać powrotu do domu. Do odlotu pozstała jeszcze ponad godzina. „To zabijanie czasu jest najgorszą stroną podróży”, myślał przyglądając się otaczającym go ludziom. W jego terminalu czekali na odlot pasażerowie z sześciu samolotów. Na widok kobiety trzymającej za rękę kilkuletniego chłopca zaniemiał. „To niemożliwe”, pomyślał i podszedł bliżej, żeby się upewnić, że się nie myli.
Nie mylił się jednak. To była Ann, jego pierwsza miłość. Stuart schował się za plecami stojącego przed nim nieznanego mężczyzny i czekał, aż usłyszy jej głos. „Norman”, zwróciła się do dziecka „chodź, musimy się pospieszyć z pójściem do toalety, zaraz wywołają nasz samolot”. Tak, to był jej głos, to na pewno była ona. Ta ubrana w elegancką sukienkę kobieta z nienagannym makijażem, która miała w sobie coś obcego i nieznanego, to była jego była dziewczyna. Po chwili wahania postanowił do niej podejść. Ann też go poznała. „Dawno się nie widzieliśmy”, powiedział Stuart, nie wiedząc jak zacząć rozmowę. „Ponad dziesięć lat”, odpowiedziała z uśmiechem. „To mój syn, Norman”, powiedziała. Chłopiec ciągnął matkę za rękę, jakby był zazdrosny o nieznajomego. Może zrozumiał, że ten spotkany przypadkiem mężczyzna odgrywał kiedyś bardzo ważną rolę w życiu jego matki. „Lecimy do męża do Bostonu”, pżowiedziała Ann, „dostał pracę w dużej kancelarii adwokackiej. Zawsze chcieliśmy przez kilka lat pomieszkać za granicą”.
Stuart uważnie przysłuchiwał się temu, co mówi Ann. Zaskoczył go jej sposób opowiadania, to że większość zdań zaczynała od „my”. Ta nowa, nieznana Ann, wydała mu się egzaltowana, drażniła go i była mu obca. „Zamiast Yeatsa czytasz teraz przepisy kucharskie i rady na temat wychowywania dzieci”, pomyślał. Czas długich nocy w jego mieszkaniu na Greenwich, niekończące się rozmowy o sensie życia i deszczowe dni spędzone na czytaniu poezji w łóżku były zamierzchłą przeszłością. Chwię milczenia przerwał Norman. „Chodźmy już mamo”. „Powiedz mi jeszcze tylko, co porabia twój brat?”, zapytał Stuart. „To długa historia, Ian skończył kolejną kurację odwykową i chce wracać do Sydney. Myśli, że tam wszystko będzie inaczej. Niestety, już wiele razy tak myślał. Szczerze mówiąc my z mężem nie mamy z nim kontaktu”, dodała z westchnienem. „Naprawdę muszę już iść”, dodała. „Na pewno się jeszcze kiedyś spotkamy”, powiedziała podając mu rękę.
W kilka minut później Stuart siedział na ławce i przyglądał się wsiadającym do samolotu do Bostonu pasażerom. Ann pomachała mu na pożegnanie. Uśmiechnął się i myślał o tym, że ta inna, nowa Ann nie jest kobietą, z którą chciałby się znowu spotkać.
Myślał też o Ianie, przystojnym, wykształconym mężczyźnie z zamożnego domu, który zniszczył wszystkie otrzymane od życia szanse. Pomyślał o Benie, skromnym mężczyźnie ze skromnej rodziny, który wynajął od nich ich rodzinny pub, a po śmierci matki zaproponował nawet, że odkupi od nich i pub, i znajdujące się nad nim mieszkanie.
Cdn.
