Stuart 32

You got me singing
(Signing) even tho the world is gone
You got me thinking
(Thinking that) I’d like to carry on
You got me singing
(Singing) even it all went wrong
You got me singing
(Singing) the Hallelujah song

Dzięki tobie śpiewam
(Śpiewam) nawet, gdy odejdzie świat
Dzięki tobie myślę
(Myślę), że chcę żyć dalej
Dzieki tobie śpiewam
(Śpiewam), choć wie, że nic się nie udało
Dzięki tobie śpiewam
(Śpiewam)
Alleluja

Leonhard Cohen, You got me singing

Joanna Trümner

Ian

W pół roku później Stuart był na kolejnym pogrzebie, pogrzebie swojej starszej siostry – Eve. Pod koniec maja dowiedział się od matki, że siostra przegrała walkę z rakiem i że do końca życia pozostało jej niewiele czasu. Natychmiast odwołał zaplanowane na najbliższy miesiąc koncerty i poleciał do Anglii. Zdążył się z nią pożegnać. Ostatnimi słowami, które od niej usłyszał i które długo po jej śmierci chodziły mu po głowie, było jej pozbawione emocji stwierdzenie: „A tak bardzo chciałam chociaż raz w życiu zobaczyć kangury”. Po raz pierwszy od dawna Stuart nie odebrał słów siostry jako zarzutu.

W dzień po spotkaniu z bratem Eve straciła przytomność i umarła. „Jakby czekała ze śmiercią na mój przylot”, pomyślał Stuart po tym, jak odebrał telefon ze szpitala. „W ciągu pierwszego półrocza tego roku straciłem dwie bliskie osoby. Jaki sens ma śmierć osób, które nie przeżyły jeszcze nawet połowy swojego życia, które były potrzebne rodzinie i miały plany na przyszłość, podczas gdy osiemdziesięcioletni mieszkańcy domów starców żyją dalej?”, zastanawiał się, myśląc równocześnie z zazdrością o Lucasie, dla którego dzięki wierze wszystko stawało się proste i nabierało sensu.

W drodze z pogrzebu do domu Stuart poczuł w ręce małą rączkę siostrzeńca. „Jakie to dziwne, że on tak do mnie lgnie. Przecież mógłby teraz przytulić się do ojca albo do babci, a on najwyraźniej szuka właśnie mnie”, pomyślał patrząc z czułością na małego George’a. Kilka dni temu to dziecko, które widział po raz pierwszy w życiu, czekało na niego w domu z Walton. „To twój wujek, Stuart”, zwróciła się do chłopca babcia. „My się przecież znamy”, odpowiedział George, kurczowo trzymając w rękach wielkiego brązowego misia. „A mogę dzisiaj u Ciebie spać?”, dodał, przyglądając się wujkowi. Spędzili razem tę pierwszą noc, w pokoju, który przed wieloma laty był jego pokojem. Mały spał niespokojnie i Stuart budził się co chwila, nasłuchując, co chłopiec szepce przez sen.

W dzień przed pogrzebem zjawiła się Kate ze swoim synem – czteroletnim Paulem. „Walter nie dostał wolnego w szkole”, wytłumaczyła nieobecność parntera na pogrzebie. Stuart nigdy nie czuł się dobrze w obecności Waltera, sam zastanawiał się nieraz nad tym, co mu w tym człowieku przeszkadza – jego powolność, jego brak humoru, a może po prostu fakt, że słabo znał angielski, co ograniczało konwersację do spraw przyziemnych i niezbędnych. Stuart nie mógł się oprzeć wrażeniu, że również matka była zadowolona, że Waltera nie było w Walton. Chciała spędzić możliwie dużo czasu ze swoimi dziećmi i wnukami. Jej przyjaciel wpadł na krótko, żeby przywitać gości i wrócił do siebie, zostawiając rodzinę samą ze sobą. Po wspólnym obiedzie chłopcy bawili się w chowanego w ogródku za domem. „Zachowują się tak, jakby nie czekał nas jutro pogrzeb”, pomyślał Stuart, słysząc pokrzykiwania i śmiech chłopców.

George zostanie u mnie jeszcze przez kilka dni. William bardzo przeżył chorobę i śmierć Eve, i odnoszę wrażenie, że jest to mu bardzo na rękę, że przez kilka dni zajmiemy się małym”, powiedziała matka. Stuart i Kate wymienili między sobą spojrzenia.

Po południu Stuart przez kilka godzin bawił się z chłopcami, Układali konstrukcje z klocków, a siostrzeńcy prześcigali się w pomysłach. Kiedy Stuart zobaczył w ich oczach dziecięcą radość ze wspólnego pięknęgo dzieła – zamku z fosą i wieżami dla wartowników, zastanawiał się, dlaczego wbrew przekonywaniom Meg, nie zdecydował się na wspólne dziecko. „Na co ja wtedy czekałem? Może wszystko inaczej by się potoczyło, gdybyśmy mieli dzieci?”.

Po pogrzebie siostry Stuart spędził jeszcze kilka dni w domu rodzinnym, zajmował się chłopcami, chodził z nimi na długie spacery nad morze, a przed zaśnięciem grał im na gitarze. Po wyjeździe Kate do Berlina spędzał dużo czasu z małym Georgem i czuł, że to dziecko staje się dla niego kimś bardzo ważnym. „Przecież ja więcej i bardziej otwarcie z nim rozmawiałem, niż przez całe życie z jego matką. Jak tylko będzie większy, wezmę go do siebie na wakacje, niech chociaż on raz w życiu zobaczy kangury”, obiecał sobie w duchu.

Dwutygodniowy pobyt w Walton minął bardzo szybko. „Ten pobyt bardzo mnie wyciszył”, pomyślał w drodze powrotnej do Sydney. „Wszystko ma jednak jakiś sens. Przypomniałem sobie, gdzie są moje korzenie, przypomniałem sobie, że mam rodzinę. Wiem, że nie jestem na tym świecie zupełnie sam.”

W Sydney zatrzymał się na kilka dni u Toma. „Ja też mam nowości”, oznajmił mu już na lotniusku przyjaciel. „Oświadczyłem się i za dziesięć miesięcy będę wyprawiał ślub. Liczę na ciebie, musisz być moim świadkiem”. Stuart bardzo się ucieszył z decyzji Toma. Nie była to jedyna nowina, z jaką czekał na niego Tom. Wśród listów, które przyjaciel wybrał z jego skrzynki pocztowej podczas jego pobytu w Anglii, znalazły się dobrze płatne propozycje kolejnych występów w Australii i Nowej Zelandii.

A słyszałeś może coś o Ianie?”, zapytał Stuart, który od wielu miesięcy nie miał kontaktu z przyjacielem. „Tak, odezwał się, ale to dłuższa historia. Był przez ponad pół roku w szpitalu”, odpowiedział Tom, a widząc pytający wzrok Stuarta, dodał. „Najlepiej niech ci sam o wszystkim powie. Jutro się z tobą skontaktuje”.

W dwa dni później Stuart poznał tajemnicę zniknięcia Iana na pół roku. Ojciec odwiedził go w Sydney i jako lekarz szybko zorientował się, że jego jedyny syn jest uzależniony od narkotyków. Ian „wypożyczył” sobie sporo pieniędzy w banku, w którym pracował. Po uregulowaniu długów syna i uproszeniu dyrekcji banku o uciszenie sprawy, ojciec zawiózł Iana do kliniki leczącej uzależnienia. Ian spędził w niej pół roku. „A teraz jestem pod rodzinną kuratelą”, dodał pod koniec rozmowy z przyjacielem. „Rodzina chce, żebym wrócił na stałe do Anglii. Zostawili mi trochę gotówki i miesiąc na pozałatwnienie spraw. Za dwa tygodnie lecę do domu. A tam głęboka angielska prowincja i rodzinna kuratela”. „Ty nie znasz prawdziwej głębokiej angielskiej prowincji”, powiedział Stuart, myśląc równocześnie, że powrót do domu wcale nie oznacza porażki i że dla jego przyjaciela jest to najprawdopodobnie najlepsze wyjście z sytuacji, w którą się sam wpakował.

Myślę, że powinieneś to zrobić, nic cię tutaj przecież nie trzyma. Po tej historii w banku możesz na razie chyba zapomnieć o jakiejś sensownej pracy, a w Anglii nikt o tym nie wie i możesz po prostu zacząć od nowa”, skomentował.

Ale to tak, jakby cały ten wyjazd do Australii był kompletnie niepotrzebny, jakbym sobie kompletnie w życiu nie dał rady”,odparł przyjaciel.

Za dużo przeszedłeś i może naprawdę nie będzie źle, jeśli zaczniesz od nowa. Ważne, że przestałeś brać to świństwo i masz trzeźwą głowę”. „Tobie jest łatwo, ty zawsze miałeś muzykę, cokolwiek by się w życiu nie stało, zawsze potrafisz się wyłączyć i znaleźć w innym świecie. A ja nie mam nic, dla czego warto byłoby żyć”. „Masz trzydzieści dwa lata, a mówisz tak, jakbyś stał nad grobem. Przestań się nad sobą rozczulać i zacznij szukać jakiegoś sensu. Ale z trzeźwą głową. Mi w ciągu ostatniego pół roku zmarły dwie bliskie osoby i też się nieraz zastanawiam, po co wstaję. Ja też już nie mam dla kogo”, odpowiedział Stuart, w duchu dodając: „Ale wszystko się przecież może jeszcze wydarzyć”.

Cdn.

Leave a comment