Jan Kozłowski
Pięknisie, pracusie i palaczki (czyli trzy grupy zawodowe
w pewnej instytucji naukowej)
Ach pięknisie,
Ach pięknisie,
Co noc któraś
Komuś śni się!…
Szczypczykami
Biorą ptysia,
Aby ptyś nie
Zbrudził pysia.
Uśmiech z serca –
Równym sobie,
Ten na pokaz –
Mnie i Tobie.
……………………….
Żyją stale
W ambarasie
W strachu, w stresie
W niedoczasie.
Ślepe na to,
Co jest wokół,
Bo co ważne,
To protokół.
Zawsze w normie.
Zawsze w ramach.
To pracusi
Cichy dramat.
………………………
Dym się wije,
Dym się skręca,
Dym palaczkę
Wciąż okręca.
Dym palaczka
Ciągle chłonie,
Chłoną uszy,
Chłoną dłonie,
Chłonie suknia,
Beret, sweter,
Szalik, mufka
I pies seter.
Tamże
Cztery wilki
Idą miedzą.
Tu gęś zjedzą,
Tam gęś zjedzą.
Nie pogardzą
Kuropatwą,
Byle żywą,
Nigdy martwą.
Taka była
Wola Boża,
Że dotarły
Do Wolborza.
Już-już miały
Schrupać wójta,
Gdy niewiasta
Krzyknie: „Stójta!
Wara wilkom
Od Wolborza,
Jakem Kasia,
Dziewka Hoża!
Innowacją
I rozwojem,
Ja z wilkami
Toczę boje!”
Nie minęła
Chwila czasu,
Cztery wilki,
Czmych do lasu!
