Jan Kozłowski
Pociąg do wiedzy
Stoi na szafie encyklopedia.
Ciężka, ogromna i bardzo biedna.
Płacze i szlocha, szlocha i dyszy –
Encyklopedii nikt dziś nie słyszy!
Czarni i biali, duzi i mali,
Wszyscy na Google się poprzesiadali.
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
Nikt nadal na nią okiem nie łypie.
Tomiska w rzędzie poustawiali,
Oprawy ze skóry, klamry ze stali.
I pełno haseł w każdym tomiszczu,
W tym to o pryszczu, w tamtym o spichrzu,
A w pierwszym znajdziesz same frykasy:
Asy, atłasy, Asyż, arrasy.
W ostatnim także są smakołyki:
Żaby, żyrafy, żubry i żbiki.
A woluminów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby nadszedł pan bibliotekarz,
Co łyknął wszystko, co dał aptekarz,
I choćby nie wiem jak się natężał,
To nie udźwignie, taki to ciężar!
Nagle – co to?
Nagle – kto to?
Co za duch?
Tomy – w ruch!
Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszył czytelnik po tomy, ospale,
Szarpnął tomisko i ściąga z mitręgą,
I ściąga, i ściąga, tę księgę za księgą,
I sapie, i dyszy, i zipie, i łka,
Ach czemuż, ach czemuż, ach czemuż to tak?
A co to, a kto to tak jego to pcha?
To wiedza, to wiedza, by ssać ją do cna.
Przez strony, przez tomy, przez księgi, przez czas,
Przez jurę, przez kredę, przez sylur, przez trias,
Przez antyk, przez gotyk, przez barok, secesję,
Przez kryzys, przez rozkwit, przez zastój, recesję.
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
Wyczerpać, wyczerpać, tę wiedzę do dna.
Już wieczór, już północ, już księżyc, już noc,
Rozumu narasta potęga i moc.
……………………………………………………………………………………
Choć daleki wiedzy kraniec, przed oczami liter taniec,
Przed oczami liter wir, za oczami muł, pył, żwir.
Głowa ciąży, kiwa, spada, i na „Dada” nos osiada.
Czoło pada na tomisko, pchając księgi w osuwisko.
Kurz się wzbija, kręcą koła.
Wokół mola – aureola.

Gratuluje autorowi, bardzo trafnie i dowcipnie rzecz ujal.
Bardzo zgrabna parafraza – Julian Tuwim by się nie obraził 🙂
A w porannym mailu od jednej z Autorek bloga zdanko: świetny wierszyk o encyklopedii!
Kapitalne 🙂