Pani Irenka już u nas była, ale teraz się pozmieniała, uaktualniła i rozrosła do czterech odcinków. W zeszłym tygodniu był odcinek pierwszy, dziś – drugi.
Karolina Kuszyk
Najpierw to nawet myślałam o panu Stanisławie. Przecież zawsze ten, co nieboszczyka znajdzie, to pierwszy podejrzany, nie? Procedura taka. Ale jaki by pan Stanisław mógł interes mieć, żeby sąsiada swojego? Ani oni się nie gniewali ani nic, o pieniądze też przecież chodzić nie mogło, bo Kwiatkowski, proszę pani, w wojsku całe życie był, to rentę ładną miał, ale za to pan Stanisław w kopalni pracował, to oni teraz z żoną jak pączki w maśle, trójkę dzieci na studia wykierowali, magistry, a jeden syn nawet inżynier. W zeszłym roku nawet w tej, Grecji byli, czy w Hiszpanii. Poza tym pan Stanisław sam słabuje, gdzie on by Kwiatkowskiego, zdrowego chłopa?
Zaraz na drugi dzień po tej stypie u lekarza byłam, bo nadciśnienie mam i cholesterol, chociaż jajek prawie wcale nie jem i mrowi mnie, proszę pani, w prawej ręce. Na to mrowienie lekarz maść mi zapisał i mówi, niech pani tym smaruje rano i wieczorem i zawsze trochę bandażem owinie, powinno minąć. Do ty pory mi od ty maści, proszę pani, nie minęło. Co robić. Ale za to na fizyterapię mnie zapisał, gimnastykę taką specjalną. Dwa razy w tygodniu chodzę, i ręką zawsze trochę poruszam, to nawet trochę przechodzi. No i wracam ja od tego lekarza i jak raz spotykam znajomą taką, ona tam trochę dalej na Cieszyńskiego mieszka. Widzę, że oczy czerwone ma, to mówię, dzień dobry, a co to kochana, stało się? A nic, pani, ona na to, pogrzeb u nas jak raz był. To ja dopiero wtedy patrzę, że ona cała na czarno. Ale co, jak, pytam się, kto umarł? – Pani, Nowakową pani znała, co kiedyś krawcową była? – Tą elegancką? – pytam się. – Co podobnież kochanków sobie sprowadza? – Pani, mąż jej tak młodo umarł, to co miała robić kobieta? – Za mąż znowu wyjść, jak wdowa, tyle to i Kościół dopuszcza, już miałam powiedzieć, a nie młodych takich trzydziestoletnich sobie brać… przecież ona już zdrowo po pięćdziesiątce ma, ta Nowakowa, ale myślę sobie, a po co, na co, nie będę tu gadać na ulicy i pytam się dalej: – Krewny jaki jej zmarł czy co? – Gdzie, pani, to Nowakowa sama umarła! – Cooo? – ażem się za głowę złapała. – Ale co to się stało? – Pani, co to u nas było dwa dni temu. Przychodził do niej jeden taki. Ochroniarz. W Tesco pracuje. Młody, przystojny. I to on ją znalazł, pani, w mieszkaniu, nieprzytomną. Myślał, że może wypiła sobie, bo Nowakowa wypić zawsze lubiła, ale jak pulsu nie mógł wyczuć, to zaraz na pogotowie zadzwonił. Przyjechali na miejsce, popatrzyli i od razu powiedzieli: zgon. Lekarz powiedział, że zawał, ale i tak podejrzenie na tego młodego jest, że niby on zabił, z zazdrości. Bo ona jeszcze takiego innego na boku miała, policjanta. – Całe życie przydupasów miała, niech jej ziemia lekką będzie, ja na to. A tego ochroniarza to ja nawet znam, bo syn mu przecież pracę załatwiał, jeszcze ze szkoły znają się. Ale słychać co było, kłócili się, bił ją czy jak? – Pani, gdzie tam, słychać to tam co innego było… Ale żeby się kłócili, nic a nic. On taki miły mężczyzna, przyjemny. Zawsze dzień dobry pani mi na schodach powiedział. Często my się widywali, przecież ja zaraz pod Nowakową mieszkanie mam. Mnie tam, pani, to nie wydaje się, żeby on zabił. Przychodził, jak potrzebę miał, wiedział, że ten drugi też przychodzi, ale dyskretny człowiek był. I jak on rozpaczał, pani, jak ją karetka odwoziła. Jak na sygnale przyjechali, to jeszcze jakąś nadzieję chłopak miał, a jak jechali z powrotem, Nowakowa w takim czarnym zasuwanym worku, to już bez sygnału, spokojniutko, bez spieszenia. Bo co się z trupem spieszyć mają, nie? – I tak mi ta z Cieszyńskiego opowiada i łzy ociera, widać, że naprawdę lubiła tamtą, nieboszczkę, i już nawet i mnie się tej Nowakowej szkoda zrobiło, latawica była bo była, ale sympatyczna kobieta i taka zawsze szykowna, chociaż jakby mnie się kto pytał, wstydu to ona nie miała za grosz. Ale, co będę gadać, bo to wiadomo, co w drugim człowieku siedzi? Może potrzeby miała takie same jak chłop? Ale prawda też taka, że krzywdy nigdy nikomu nie zrobiła i zrobić nie dała. Jak jej raz dzieciaki piłką okno stłukli, to tylko się śmiała i zaraz po szklarza zadzwoniła. I jeszcze dzieciaków przed rodzicami broniła. Szklarz przyszedł, okno wstawił, ani grosza od niej nie wziął, powiedział, że od firmy dla miłej pani. Potem trochę jeszcze do niej przychodził. I co niedziela w kościele na sumie ją widziałam. Do spowiedzi też chodziła. Ciekawość, co jej tam ksiądz na pokutę dawał. Bo że grzech był, to był. Wiadomo. Ale może te jej grzechy to już nie takie wielkie jak kiedyś? Przecież teraz młodzi ze sobą mieszkają i już przed ślubem uprawiają. Bo wiadomo, że uprawiają, święci nie są. Czy grzech zmienia się? Raz większy jest a raz mniejszy? Jakby tak te trzydzieści lat temu taka u nas na wiosce żyła, proszę pani, to by ją z ambony ksiądz przeklął i z kościoła wyrzucił. A jeszcze gorzej baby by jej dały. No, ale Nowakowa taka nie była, nieżonate do niej tylko przychodziły, kawalery. To może i grzech mniejszy.
No, ale zaraz żeśmy pożegnały się, a ja do siebie i dumam. Takie, myślę sobie, nieszczęście, najpierw Kwiatkowski, potem Nowakowa. I oboje podobnież na serce. Ale nie chorujące, zdrowe? I tak mi to spokoju nie dawało, że aż do syna zadzwoniłam, i mówię, że teraz jeszcze Nowakowa nie żyje i podobnież podejrzenie jest przez policję, że ten młody ją zabił, ale też i nie jest, bo ponoć całkiem dobrze ze sobą żyli, poza tym ona podobnież zawał miała. I mówię, że mnie to zupełnie spokoju nie daje i że chyba nie zasnę i znowu tabletkę na spanie będę musiała brać. Syn się zaraz zdenerwował i mówi: Niech się mamusia przestanie mieszać. Mamusi sprawa czy policji? Mamusiu, ja teraz czasu nie mam, jak się mamusia w detektywa chce bawić, to proszę bardzo, ale niech mamusia nie zapomina, że ja teraz w wyborach kandyduję i że mnie nie bardzo pomoże, jak mamusia będzie wsadzała nos w nieswoje sprawy. Tu chodzi o mój wizerunek medialny, rozumie mamusia?
I sobie, i synowi wtedy przyrzekłam, że przestanę wsadzać nos w nieswoje sprawy, i Pana Boga za grzech ciekawości przeprosiłam. Lato takie ładne przyszło, to i tak prawie codziennie na działce byłam za tymi moimi roślinkami i nawet więcej o tych naszych nieboszczykach nie myślałam. Umarli, bo umarli, widać taka wola Boska i tyle. Ale potem, jakoś tak pod koniec czerwca, wnuczek ze świadectwem przychodzi, zadowolony taki, stopnie pokazuje. Zdać zdał, pani. Dawidek to niezbyt taki jest do uczenia. Ciasto z kruszonką upiekłam, to zaraz ukroiłam, usiedliśmy sobie w stołowym, i tak spoglądam na to jego świadectwo i pytam się, Dawidek, a piątki są z góry do dołu? W żartach tak. A on niby obrażony, że babciu, babcia to by zaraz chciała same piątki, albo lepiej szóstki, całkiem jak tata, tata to też się od razu spytał, a czemu z angielskiego tylko trója, bo angielski to teraz podstawa i że na cholerę on tyle za te korepetycje płaci, a matura już za rok, i żebym się wziął i w ogóle. A na szóstkę z informatyki to nie spojrzał nawet. Oj, już dobrze, Dawidek, dobrze, przecież babcia tak tylko żartuje sobie, nie denerwuj się, mówię, najważniejsze, że żeś zdał i że teraz wakacje masz, nie? A tak w tajemnicy ci powiem, że tata twój też żaden prymus nie był. A teraz, proszę – kandyduje. No, ale ty prosto ze szkoły, to może ciasta ci jeszcze ukroić? I herbatki sobie posłódź. I tak żeśmy sobie posiedzieli, zaraz mój film był, to i popatrzyliśmy razem. No i mi Dawidek zaraz tego samego dnia tych łiskasów przyniósł. Znaczy takie same jak te co reklamują, tylko tańsze. Sama tych puszek przecież ze sklepu nie zatacham, to Dawidek ma przykazane, żeby mi zawsze przyniósł, pieniążków mu daję, to jeszcze mu tam ździebko zostanie, na kino czy na co. I te kotki tutaj, proszę pani, dokarmiam. Takie, co tu chodzą, osiedlowe. Tośmy potem z Dawidkiem jeszcze na dół zeszli z tymi łiskasami, kotkiśmy nakarmili i tak przyglądamy się, jak jedzą, bo to, proszę pani, aż przyjemność popatrzeć. Wzięłabym nawet jakiego, ale tak strasznie kicham po ty sierści! Lekarz mówi, że to podobnież ta, alergia. Alergia, pani. Kiedyś tego nie było. Nowe choroby jakieś teraz wymyślają. Ale powiem pani, że miałam ja z sąsiadami za te kotki. Że niby na klatce sikają, że parszywe, że to, że tamto. Sikają, akurat. Wnuczek przecież wyłapywał i do tej, stylizacji woził, za moje pieniądze, pani, z emerytury, nikt z sąsiadów nie dołożył, a chodziłam pytałam. A jak kocur raz wystylizowany, to już nie zasikuje. A te w kółko Macieju, że sikają i że brudne. Ta Danka najgorsza. W końcu jej powiedziałam, mówię, pani to brudniejsza od tego kota, bo on to się codziennie porządnie umyje, i to nie raz, a pani to tylko szminką buzię pomaza, perfumką pokropi i myśli, że umyta. Myć się trzeba, pani, mydłem! To aż purpurowa się zrobiła. No, ale w końcu ktoś jej powiedział, bo czas był najwyższy. Czasem w windzie, proszę pani, to koło niej po prostu wytrzymać nie można. Fuknęła tylko, i zaraz zabrała się i poszła. I skończyło się. Kot jej brudny. No i tak patrzymy sobie z wnuczkiem na te kotki, aż nagle wnuczek odzywa się: Babciu, a wyjaśniło się z tym, co go u was w piwnicy zabili? Dawidek, mówię, i aż podskoczyłam, gdzie tam zabili, przecież on na serce! A Dawidek tylko głową kręci i tak do mnie: E babciu, babcia to każdą ściemę łyknie. Że co ty mówisz? Ale zrozumiałam, że mu chodziło, że z tym sercem to i może nieprawda. Ale nic nie mówię. A Dawidek dalej: Nie pamięta babcia, jacy tu do niego przyjeżdżali? No, jakiś miesiąc temu będzie? I jak powiedziałem, patrz babciu, jaka fura zajechała. Beemką podjechali, obydwaj w gajerach, a babcia jeszcze wtedy do mnie: Patrz, Dawidek, jacy ładni panowie, a jak ładnie ubrani. Żebyś ty zawsze miał tak spodnie na kant uprasowane, jak będziesz duży. I jak babci powiedziałem, że teraz taki kant na spodniach to obciach. I że to jakieś buraki są. No co, pamięta babcia czy nie? I jak potem z tej fury wysiedli i od razu do Kwiatkowskiego. Wiem, bo zeszłem wtedy na dół. I jak to Dawidek tak opowiada, to mi, pani, jak raz wszystko staje przed oczami. Bo byli tu tacy, ze dwa razy. Niby wiedziałam, ale tak jakoś nie skojarzyłam. Człowiek stary już, do niczego. Jak czasem tabletki gdzie położę, proszę pani, to się naszukam, naszukam, nawzdycham, nadenerwuję. Pięć razy mieszkanie wte i wewte przejdę, a one sobie spokojnie w kuchni na stole leżą. No, ale jak tacy byli, z teczkami, to znaczy, że jest ta, poszlaka. Na filmach zawsze tacy eleganccy to najbardziej podejrzani i w tych teczkach te dolary czy inne czeki mają pochowane. A kto to, pani, może wiedzieć, czy na starość Kwiatkowski za jakie nielegalne interesy nie wziął się.
Ciąg dalszy w następną sobotę
