Tak jakoś

Teresa Rudolf

Na skrzydłach

Przyleciała jak ptak
ta melodia znikąd,
trzepotała moim 
sercem jak skrzydłami.

Z zamkniętymi oczyma
patrzę na jej we mnie 
taniec cichy, na palcach
bez żadnych obrotów…

I odleciała niepostrzeżenie,
pomalowawszy mój dzień, 
na przezroczyście, ledwo
postrzegalnie, kryształowo…
…tak jakoś.

Wiem

Pomyślała, 
a kiedyś, kiedy mi już
nic nie zostanie,

wiem, gdzie w sobie 
grzebać kijkiem 
w ogniska popiołach.

A kiedyś, kiedy już
nic mnie nie ogrzeje,
wiem, gdzie znajdę,

w sobie płomień,
i wybuchnie on
życia wzruszeniem,

…wiem, 
wiem, wiem,
ale… nie powiem.

Życie, mój film

Ach wspomnienia,
film to cofany często
do swego początku.

Bez żadnej logiki,
sceny wylatujące
z niego niekiedy

wzruszają, szokują,
cieszą, bolą, drażnią
zawstydzają paląc,

raz lekkie jak motyle,
a raz jak stare granaty, 
wybuchają z potrącenia.

Lub oglądany od tyłu, 
w celowym porządku,
klatka, po klatce,

czasem denerwuje 
swym kiczem, urodą 
pieści, pustką zasmuca.

I nagle scena po scenie 
wskakuje znów w swój 
poprzedni porządek,

dając czas i miejsce,
aktualnym kadrom… 
…mojej codzienności.

Mucha Kierkegaarda 5

Oko trę
czyli ciąg dalszy wpisu o Animalsach (i komunikacji międzypokoleniowej)

Ewa Maria Slaska

W poprzednim wpisie udowodniłam, że przedstawiciele pokolenia Z mają rację, gdy sprawdzają wszystko, co do nich mówimy. Bo my, nawet jak myślimy, że wiemy lepiej, bo przy tym byliśmy, a oni się mieli urodzić dopiero za pół wieku, to jednak okazuje się, że sprawdzając nas w Sieci, Zetowcy wiedzą lepiej, jak było. My mamy dziury w pamięci, pamiętamy niedokładnie, o wielu rzeczach zapomnieliśmy, wiele dokleiliśmy, część została przez nas zracjonalizowana, czasem bo chcemy coś ukryć, eksponując coś innego, ale czasem po to, by chaotycznym fragmentom życia nadać pozór ładu. I wtedy rajstopy, które mi przywiózł z zagranicy ojciec, mini spódniczki, które dostałam od ciotki w Londynie i koncert Animalsów, choć dzieli je kilka lat, sklejają się, tworząc spójny obraz młodej dziewczyny, nadążającej za epoką. A ja nie nadążałam za epoką i miałam z tego powodu mnóstwo kompleksów.

(Nota bene, teraz też nie nadążam.)

Jednocześnie jednak we wpisie o Animalsach udowodniłam coś dokładnie przeciwnego. Przedstawiciele pokolenia Z nie mają racji, gdy myślą, że skoro sprawdzają wszystko, co do nich mówimy, to wiedzą lepiej. Bo jednak nie wiedzą. Bo jednak to my byliśmy na koncercie Animalsów w Hali Stoczni Gdańskiej a nie oni. Hali Stoczni już nie ma, Stoczni też już nie ma. O tym, jak było, piszą w Sieci ludzie młodsi od nas. Piszą to, co im się wydaje, ale sprzedają to jak to, jak było. Np, że znaliśmy angielski. Nie znaliśmy. Albo, że byliśmy super ubrani – nie byliśmy.

Mimo to przegrywamy. Czasem słusznie, czasem niesłusznie, ale zawsze. Jesteś z innego pokolenia, więc nie wiesz.

Rozmowy z osobami z pokolenia Z przypominają mi grę w pokera. Ja coś mówię, a Słuchacz mówi “Sprawdzam”.

Jedną z najgorszych porażek, jakich doświadczyłam w tym pokerze, była sprawa wierszyka, który na swój użytek nazywam oko trę.

Wierszyk ten pojawia się od czasu do czasu w sieci, po czym znika, aż ktoś sobie o nim znowu przypomni. Gdy kiedyś chciałam go pokazać Zetowcowi, nie mogłam go znaleźć, po czym zapomnieliśmy o sprawie na wiele miesięcy. Ostatnio ktoś go znowu przypomniał na Facebooku, niewiele myśląc, skopiowałam go, wysłałam do rozmówcy i napisałam króciutkie wyjaśnienie, że szukałam, że dawno, że znalazłam, że śmieszne.

My, ludzie starej daty, jesteśmy beznadziejni, brak nam jakiegokolwiek poczucia, że WSZYSTKO PODLEGA KONTROLI! WSZYSTKO I OD RAZU! Wobec tego nawet nie przyszło mi do głowy, żeby wysyłając taki żarcik, sprawdzić go i filologicznie, i w zakresie autorstwa.

Gdybym sama stwierdziła, że żarcik jest nieprawdziwy, NIE powinna bym była była go wysyłać.

Nie skontrolowałam prawdziwości tego żartu, wysłałam bezmyślnie i jeszcze próbowałam się stawiać, że wiem, że zawsze, że pamiętam… Zgodnie z zasadą Never Give Up długo się opierałam, posługując się jako główną bronią pytaniem, dlaczego to, co Zetowcy znajdują w sieci jest bardziej miarodajne, niż to, co znajdzie tamże osoba Starej Daty? I jak myślicie dlaczego? Bo oni mają rację!

No i stało się, usłyszałam słowo: “Sprawdzam”.

Co gorsza, jak zostałam sprawdzona, to przegrałam. Wierszyka nie napisał Tuwim tylko niejaki Jaworski, a Tuwim to tylko zacytował w książce o żartach językowych – Pegaz dęba na stronie 300. To porażka numer jeden. Porażka numer dwa – a tak, bo jest jeszcze porażka numer dwa: wiersz w wersji francuskiej nic nie znaczy, a napisany jest tylko po części po francusku, a po części za pomocą różnych francuskopodobnych neologizmów.

Mea culpa.

Przypomniałam sobie początki pobytu w Niemczech. Byłam wówczas dość często zapraszana do różnych instytucji niemieckich, gdzie wygłaszałam wykłady na temat sytuacji Polek. Mur jeszcze stał w najlepsze, opowiadałam historie zza Muru, co do których można było może podejrzewać, że są zmyślone. Pewnie świadomie nikt tego nie zakładał, ale podświadomość nieodmiennie skłaniała dyskutantów (Niemki i Niemców) do wygłoszenia w dyskusji po wykładzie pewnego statementu. Brzmiał on: “pani Slaska ma rację”. Zawsze oddychałam wtedy z ulgą, no bo cóż ja bym, biedactwo, zrobiła, gdyby zgłosił się jakiś dyskutant i powiedział: “pani Slaska nie ma racji”. Niemiec z Niemiec potwierdzał swoim autorytetem, że Polka z Polski opowiedziała prawdę o tym, jak się żyje Polkom w Polsce.

Niestety te piękne czasy się skończyły. Z reguły nie ma koło mnie nikogo, kto potwierdzi, że ja, Osoba Starej Daty, wiem, co mówię o Czasach Starej Daty. A autorytet Internetu zawsze staje po stronie Oponenta.

No cóż. Amicus Plato sed magis amica Veritas. A co to znaczy, możecie sprawdzić TU. Musiałam przyznać, że Sieć mnie pobiła.

W sprawie Animalsów mnie pobiła (nie znałam nawet daty koncertów) i w sprawie Tuwima (bo to naprawdę nie on).

Była jeszcze trzecia próba, a opowiem o niej za tydzień.

Walczyliśmy jak Don Kiszot

List Ireny Bobowskiej, Neni, młodej poznańskiej poetki i konspiratorki, straconej w roku 1942 w Berlinie, opublikowany w książce Stefanii Tokarskiej-Kaszubowej Nenia (Poznań 1999):

Wyrokiem Landgerichtu zostaliśmy, niżej podpisana i dwaj współwinni, Michalski Stanisław i Zakrzewski Radziwój, skazani na karę śmierci. Proszę o ułaskawienie, zwłaszcza dla Michalskiego i Zakrzewskiego oraz – jeśli to możliwe – również dla mnie.
Szczególnie proszę o ułaskawienie dla Michalskiego i Zakrzewskiego, ponieważ czuję się za nich odpowiedzialna.
Oni by nigdy czegoś takiego nie uczynili, gdybym ja z mym kuzynem Kwiatkowskim ich obu nie namówiła.
Bądźcie Panowie ludzcy i uwzględnijcie, iż obaj ci oskarżeni byli młodzi i zawinili nie tyle przez swe przekonania i czyny, a przez swą młodzieńczą żądzę przygód. Nie każcie im płacić tak wysokiej ceny.

Zakrzewski i Michalski nie byli świadomi niebezpieczeństw, jakie wiązały się z zadaniem, które im zleciłam i na pewno dziś gorzko żałują swego czynu. Pomyślcie Panowie także, że cała ta nasza robota była jedynie czystą dziecinadą. Nie można bowiem powiedzieć, iż gazetka pisana na maszynie i drukowana na małym powielaczu w najwyżej 100 egzemplarzach w ciągu tygodnia, gazetka czytana przez z górą kilkuset ludzi, stanowiła zagrożenie dla Niemiec. Walczyliśmy jak Don Kiszot. Bądźcie Panowie wspaniałomyślni i nie każcie nam zapłacić za tę dziecięcą zabawę życiem.

Rozumiem, że w czasie wojny rzeczy takie traktowane są szczególnie surowo, lecz weźcie pod uwagę, iż wspaniałomyślność może nieraz więcej uczynić niż nieubłagana surowość.

I darujcie życie, jeśli już nie prowodyrom, to choćby tym dwóm, Michalskiemu i Zakrzewskiemu, którzy stanowili jedynie nasze narzędzie.

Irena Bobowska

List został napisany w więzieniu Plötzensee w przeddzień wykonania wyroku śmierci, 26 września 1942 roku. Następnego dnia o godzinie 4:36 Irena Bobowska została stracona.

***

Ostatnie pozdrowienie

Przez gwiazdy i księżyc i słońca promienie,
Przez wszystkie blaski istniejące,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje serce tęskniące.

Przez drzewa i krzewy i przez wiatru tchnienie,
Przez wszystko, co kwitnie i rośnie,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje sny o wiośnie.

Przez świeżą zieleń, przez błękit nieba,
Przez grę kolorów tęczową, lśnienia,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Tchnące miłością purpurową.

Przez bicie dzwonów, przez ptaszęce pienia,
Przez wszystkie śpiewy i dźwięki,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
W tonach żałosnej piosenki.

Przez sny złote i srebrne marzenia,
I poprzez myśli tęsknych roje…
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Przyślijcie Wy mi serca swoje.

Niedatowany wiersz Ireny Bobowskiej, napisany zapewne z okazji świąt Bożego Narodzenia 1941 roku, gdy Nenia przebywała w szpitalu więziennym w Berlin-Moabit. Od momentu aresztowania 20 czerwca 1940 roku, Nenia była przetrzymywana w kilku różnych więzieniach – w Poznaniu były to najpierw areszt gestapo w Domu Żołnierza, a potem cela 23 w Forcie VII, potem ciężkie i okrutne więzienie we Wronkach, a w Berlinie kolejno więzienie w Spandau, szpital więzienny na Moabicie, więzienie kobiece na Barnimstrasse i wreszcie miejsce kaźni, ale tylko przez kilkanaście godzin – więzienie Plötzensee.

Nenia chorowała w dzieciństwie na chorobę Heinego-Medina i przez całe życie poruszała się o kulach albo w wózku inwalidzkim.



Bo, czyli Bożenna

Widziałam się z nią pewnie 25 lat temu. Wyjechała, straciłam ją z oczu. Aż przysłała maila:

Dear All,
I am very happy to tell you that our film will have the North American premiere on February 25th.
Here is the article that appeared today in DEADLINE 🙂
Love,
Bo

A pod spodem mailowa wizytówka: Bo(zenna) Intrator
producer, writer

I’ll find you

Matt Grobar

Lech Mackiewicz, Małgorzata Kożuchowska, Connie Nielsen

Courtesy of Witold Baczyk

Gravitas Ventures has acquired North American rights to the WWII-era romantic drama I’ll Find You from director Martha Coolidge (Valley Girl, Real Genius). The Anthem Sports & Entertainment company plans to release the title starring Adelaide Clemens (To the Stars), Leo Suter (Sanditon, Beecham House), Stephen Dorff (Old Henry, Deputy), Connie Nielsen (Zack Snyder’s Justice League, Wonder Woman 1984) and Stellan Skarsgård (Dune, Chernobyl) in theaters and on demand on February 25.

Inspired by true stories of Polish musicians from the 1930s and 1940s, I’ll Find You centers on the tender, music-infused relationship between Robert (Suter) and Rachel (Clemens) that is forged when the pair meet as music school students – he, a promising singer and she, a violin prodigy. While Robert is torn away from Rachel following the German invasion of Poland, he vows to find her, no matter the cost.

David S. Ward (Flyboys, Sleepless in Seattle) and Bozenna Intrator (The Magic Stone, The Bait) penned the script for the film, which was shot on location in Poland and New York. Intrator also produced it alongside Lukasz Raczynski, Zbigniew John Raczynski and Fred Roos, with Alexander Roos exec producing.

“I’LL FIND YOU is a beautiful romance film set against the harsh background of World War II,” said Gravitas Ventures’ Manager of Acquisitions, Brett Rogalsky. “What director Martha Coolidge was able to do with these elements is truly impressive, and we’re excited to be able to bring this film to the public.”

“From the beginning I loved the theme in this film that music has an almost magical power to heal,” added Coolidge, “and that it can inspire and move all people even those at opposite ends of the ideological spectrum.”

Coolidge is an Emmy nominee and DGA Award winner who has previously directed films including Material Girls, The Prince and Me, Angie, Lost in Yonkers, Rambling Rose, Plain Clothes, Real Genius and Valley Girl, along with episodes of such series as Siren, Angie Tribeca, Madam Secretary, The Night Shift, Psych and Weeds.

Gravitas Ventures was founded in 2006 and sold to multi-platform media company Anthem Sports & Entertainment in November. Recent releases from the company include Michael Lembeck’s Queen Bees; Gabriela Cowperthwaite’s Our Friend, starring Casey Affleck, Dakota Johnson, and Jason Segel; Vanguard, directed by Stanley Tong and starring Jackie Chan; and Andy Tennant’s The Secret: Dare to Dream, starring Katie Holmes. Gravitas has also recently acquired titles including Adrian Martinez’s feature directorial debut iGilbert; the Kathy Bates drama Home, from writer-director Franka Potente; family adventure film The King’s Daughter, starring Pierce Brosnan; Jason Pollock’s doc Finding Kendrick Johnson; and The Accursed, a horror film marking the feature directorial debut of writer-directors Elizabeta Vidovic and Kathryn Michell.

Wpis o wojnie

Przygotowany na dziś wpis ,”Słodki czwartek 4″ Joasi Rubinroth, zlikwidowałam na prośbę autorki o godzinie 6 rano. Autorka napisała: Putin wszedł do Ukrainy i strzela. No nie wiem, czy można dzisiaj dać słodki czwartek.

***

Na moją prośbę Ela Kargol zapisała pierwsze myśli o wojnie

Ela Kargol

Na poznańskim Zamku, kiedyś cesarskim, wybudowanym dla ostatniego cesarza niemieckiego i króla Prus Wilhelma II, załopotały ukraińskie flagi. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o architekcie zamku, którym był Franz Heinrich Schwechten, znany przede wszystkim berlińczykom z takich budowli jak Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche czy Anhalter Bahnhof, których ruiny stoją do dzisiaj, straszą wojną, ostrzegają przed wojną i przypominają o wojnie. Schwechten również zaprojektował wieżę stojącą do dzisiaj w berlińskim Grunewaldzie i wieżę upamiętniającą Johannesa Quistropa w Szczecinie. Wieżę wysadzono prawdopodobnie w powietrze w 1945 podczas walk o Szczecin lub zniszczono podczas alianckich nalotów bombowych.

https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36000,28156612,ukrainskie-flagi-na-zamku-podswietlony-teatr-nowy-zbiorki.html

Wojna niszczy, nie tylko budynki, których ruiny ostrzegają żyjących, wojna niszczy ludzi, ich myśli, dorobek, życie, zostawia trwałe ślady.
Wczoraj byłam w Szczecinie, byłam świadkiem pomocy Szczecinian (tak, wielką literą) i świadkiem przyjazdów, tych, którzy przed wojną uciekają. Czy można uciec przed wojną? Przed tak potężnym wrogiem? Czy nie będzie to kolejna walka z wiatrakami?
Moja mama, która przeżyla II wojnę światową, powiedziała, że już nie będzie uciekać, bo to nic nie dało.

  1. 2. 2022
    Taki dzień, gdy świat się zatrzymał.
    Taki dzień, gdy każdy się zdziwił.
    Taki dzień, gdy wielu spojrzało na mapę.
    Taki dzień, gdy ktoś się pomodlił,
    nawet ten, co nigdy tego nie robił.
    Strach
    Bezsilność
    Niepokój
    Wściekłość
    Powroty i Wyjazdy
    Przeszłość
    Przyszłość
    ?

Dziś premiera

Monika Sznajderman o Annie Bikont

Wydawczyni napisała: Jest to książka znakomita i wstrząsająca, jak tylko może być książka o świecie, w którym nieliczne ocalałe z Zagłady dzieci stają się przedmiotem handlu, rywalizacji, są towarem. O świecie, w którym uratowanego dziecka nie oddaje się ot tak, rodzinie, a nawet rodzicom, tylko trzeba je kupić, a jego wiek często poznać można tylko po zębach. O świecie, w którym dziecko nie jest dzieckiem, lecz tylko zakładnikiem religii i ideologii. I w którym nie ma dobrych wyborów, bo każdy najczęściej prowadzi do tragedii. Znakomicie zriserczowana i napisana z historycznym i reporterskim rozmachem, „Cena. W poszukiwaniu żydowskich dzieci po wojnie” odsłania przed nami całe połacie tego wciąż skrytego w mroku lądu, jakim jest Zagłada. A przy tym jest to książka wciągająca jak rzadko, jak najlepsza powieść detektywistyczna – każde poszukiwanie informacji o kolejnym dziecku zamienia się tu w pasjonujące śledztwo, które autorka za każdym razem stara się doprowadzić do końca. Trudno mi wyrazić moją wdzięczność za tę książkę – jako wydawczyni i osobiście.

Premiera 23 lutego, czyli dziś.

Haiku w Berlinie

Joasia Rubinroth (+ Eva Strasser, Tania Krüger)

Heute ist der merkwürdigste Tag in unserem Jahrhundert: 22.02.2022. Nur ein Punkt stört die (nie erreichbare) vollkommene Symetrie dieses Datums.

Foto Tanja Krüger
Foto aus dem Netz
Haiku von Eva Strasser
Haiku und Foto von Tanja Krüger

Wyjaśnienia dla polskich Czytelników:

Drzewa

Bardzo niepokojące w tych wichurach, które latają przez miasto przez zmiany klimatyczne, jest to, że już coraz mniej bywa Złotej Jesieni ze złotymi i czerwonymi liściami na drzewach, ponieważ jak tylko te liście kolorowieją, to robią się słabsze i wichury je zganiają i łamią duże gałęzie drzew, więc miasto wizualnie robi się coraz bardziej nieprzyjemne i niepokojące z takimi sterczącymi drzewo-badylami.

Pod mostem

Rosjanie tu i Rosjanie tam – to most przy Stuttgart Platz, pod którym mieszkają polscy i rosyjscy bezdomni, a za mostem jest sklep rosyjski otwarty 24 godziny na dobę, gdzie o 2:00 w nocy alfonsi rosyjscy z portfelami napchanymi banknotami po 500 € kupują kawior.

Noce między świętami a dniem Trzech Króli

Naprawdę można się zmartwić, gdy jedna Babcia mówi, że w żadnym razie nie wolno prać między rokiem i rokiem, w te specjalne dni, bo przecież złe duchy mogą się w praniu zawieruszyć i na pewno ktoś umrze, a druga babcia mówił, że w żadnym razie nie wolno iść w Nowy Rok z brudnym praniem. Życie jest po prostu niesprawiedliwe i czasami jesteśmy po jednej, czasami po drugiej stronie.

Basen na zewnątrz

Basen znajduje się na wyspie Hermanswerder w hotelu. W hotelu niby było fajnie, ale jednak koleżanka miała dziwne uczucie. Takie samo, jakie miała, kiedy się uczyła na Uniwersytecie, a potem się okazało, że właśnie pod tym budynkiem, w którym się uczyła i studiowała, znaleziono szkielety tych, na których eksperymentował doktor Mengele (jak jeszcze żyły).

Krogulec

Joasia: To się Tani zdarzyło kilka dni temu!!!!
Ewa: O matko. No, ale krogulec też musi coś jeść.
Joasia: No tak, bo w Rewe nikt mu nic nie sprzeda bez pieniędzy.
Ewa: Ale nawet za pieniądze musiałby kupić mięso, czyli niewidoczną dla kupującego krew. Bo to zapach krwi sprawia, że również my, ludzie tak lubimy jeść mięso. Nie kolor krwi, nie smak – zapach krwi.
Joasia: Na pewno kiedyś będzie dział z żywnością dla krogulców i dla wampirów, gdzie będą mogły kupić mięso z krwią i krew.
Ewa: Sztuczną krew, jak w tym filmie z Tildą Swinton, Only Lovers Left Alive.

Unusual architecture

Organic House

Project of Mexican architect Javier Senosiain

The design idea was taken from the image of a peanut shell: two spacious oval spaces with plenty of light, connected by a low, narrow, poorly lit passage. The idea was based on the elemental functions required by humans: a place to live and interact with others, which would include a living room, dining room and kitchen, as well as a sleeping area with dressing room and bathroom. The original concept is parted in two large spaces: day and night. The house is designed to feel, when you enter, as if you were going underground, without losing the integration of the interior with the green, natural landscape outside.

Urban forest

White church

A church made of thousands of white thin beams looks like suspended in the air in lavender field.

This church is a re-embodiment of the usual pattern of Catholic churches built in a purple lavender field in China

The church, named Sino-french Science Park Church, has been designed by Shanghai Dachuan Architects to redefine the form of a traditional church with light materials and new construction techniques.

The church, covering only 65-square-metre area, is built on a lavender field, in the light of impressionism, and illuminates the history of art from here. 

The church is made of thousands of white thin beams to give its pure form and to get its own light and shadow. There is no need to add en extra element to the church. It’s simple, white and looks like only light.

It does not stick to the traditional form to express the freedom, romance and diversity inherent spirit of this land. The church is a break. Break through traditional patterns, break through traditional materials, break through traditional structures, and break through traditional ways of construction, pure white and the free interlacing of light and shadow.

I drugi biały kościół w Chinach

Kamil Białas, 30 stycznia 2022 WhiteMAD, ARCHITEKTURA

Ten maleńki kościół zbudowano w miejscowośći Qingdao w Chinach. Jego projekt powstał w pracowni Büro Ziyu Zhuang. Kościół oddano do użytku w 2021 roku.

Budynek ma 771 m kw. powierzchni. Projektując go architekci chcieli stworzyć przestrzeń, która dla użytkowników będzie miejscem skupienia. Mogą tu przyjść, by w pozbawionym zbędnych ozdobników miejscu skierować swoje myśli ku przeszłości i przyszłości. Pomóc ma w tym nowoczesna i minimalistyczna architektura.

Aby stworzyć ikonę, musieliśmy zadbać o czystą formę, która wciąż przywołuje archetyp kościoła. Dlatego podczas projektowania zintegrowaliśmy różne obrazy fasad tradycyjnych kościołów. Elewacja wzorowana na tradycyjnych budynkach zyskała rzeźbiarską formę i oglądana z każdej strony wygląda inaczej.

Wnętrze niemal całe utrzymane jest w bieli. Powstały tam ramy, które niczym jaskinia mają dawać poczucie bezpieczeństwa. Wizualnie wnętrze ocieplają jedynie drewniane ławki.

Mucha Kierkegaarda 4

Animalsi, czyli o komunikacji międzypokoleniowej

(Powiedzmy, że ja, ale to chyba głos pokolenia)
Ewa Maria Slaska

Na początek przypomnę, że naukowcy, którzy patrzą na nas jak na szczury w labiryncie, podzielili nas na pokolenia. Już o tym pisałam.
Chcę tu opowiedzieć o moich rozmowach. Jestem osobą z pokolenia Wyżu Demograficznego (Baby Boomers), a rozmawiam z przedstawicielem Pokolenia Z. Zetowcy są już dorośli, studiują, pracują, w Polsce pozakładali już rodziny.

Ale są wciąż jeszcze młodzi, a niektórzy, zwłaszcza ci, którym wiek odliczają lata nowego tysiąclecia, są wręcz obłędnie młodzi. Gdy millenialsi już ćwierć stulecia temu mówili do nas, “nie mam z tobą o czym rozmawiać, jestem z epoki komputerów, a ty w dzieciństwie pluskałeś się w wannie z gumową kaczuszką”, myśleliśmy sobie, że guys dodają sobie wagi i nadymają się ponad normę. Pokolenie Z wcale tego nie mówi, bo już nie ma o czym mówić. Choćbyśmy się nie wiem jak starali, my, którzy spaliśmy z misiem i kąpaliśmy się z kaczuszką, nie mamy im nic do powiedzenia.

Z założenia zadecydowali, że zanegują nasze znawstwo i zasób zebranej przez nas wiedzy. (Chciałam całe to zdanie napisać ze słów “na zet”, ale poległam.) Wszystko, co mówimy, nawet, jeśli jest to ciekawe, podlega natychmniastowej kontroli. To nie brak zaufania do nas, a w każdym razie nie tylko. Wiedza pochodzi z sieci. To jest FAKT.

Do niedawna myślałam że naszym atutem w rozmowie pokoleń jest nasza własna pamięć, nasze osobiste wspomnienie o tym, jak było. Jak na przykład było w PRL-u, jak wyglądała gra w kapsle, a jak koncert Animalsów w Stoczni Gdańskiej. Ale jeśli nie mamy zdjęcia tego, jak było na koncercie Animalsów, to jak możemy udowodnić, że tam byliśmy? A dalej to już w ogóle kompletna porażka. O której był koncert? Czy tramwaj dojeżdżał pod samą halę? Jaki był numer tramwaju? Ile osób było na widowni? Co grali Animalsi?

I jaka jest moja odpowiedź? Było super, było głośno, byłam młoda. NIE MAM NIC PONAD TO DO POWIEDZENIA. Miałam 16 lat, 2 miesiące, 10 dni. I ten dziesiąty dzień zaważył na moim życiu.

Więc proszę, co zatem Zetowiec znajdzie w sieci.
Koncert odbył się 12 listopada 1965 roku. Piątek.
To była setlist:

I’m Crying (Play Video)
It’s My Life (Play Video)
We’ve Gotta Get Out of This Place (Play Video)
Don’t Let Me Be Misunderstood (Nina Simone cover) (Play Video)
Encore: Boom Boom (John Lee Hooker cover)

Patrzę i oczom nie wierzę. Grali pięć piosenek, w tym dwa covery! Pięć?! Nic nie pamiętam.

Dziury w pamięci, dziury w faktach.

Nagle olśniewa mnie, że nie, że żadna setlist z sieci nie udowodni mi, że było tak, a nie inaczej. Animalsi grali Dom Wschodzącego Słońca. Grali na pewno. Pamiętam, mimo że miałam wtedy 16 lat, a teraz mam, ile mam.

Niektóre źródła w sieci twierdzą, że koncert odbył się 14 listopada. Ale sieć i tak przypomina przede wszystkim koncert Animalsów w Trójmieście 7 lipca 2002 roku, który zdaniem fanów był oszukany, bo z całego dawnego zespołu do Gdańska przyjechał tylko preksusista John Steel. A to już jest problem z cyklu tytułowego, nazwanego przeze mnie Muchą Kierkegaarda. Czy jeśli w zespole gra jeszcze jeden (ale tylko jeden) z dawnych muzyków, to jest to wciąż tamten kultowy zespół?

Uważam, że nie i wiem, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia przeżyłam w Berlinie mnóstwo koncertów zespołów, które na to miano wcale nie zasługiwały. Polskich i nie polskich. Lombard bez ‎Małgorzaty Ostrowskiej, Czerwone Gitary bez Seweryna Krajewskiego i Krzysztofa Klenczona. Z nie polskich przypomnę choćby berliński koncert Madre Deus bez Teresy Salgueiro.

Sieć opowiada to, co opowiada. Koncert Animalsów w Gdańsku odbył się 12 listopada, w Krakowie – 14, w Warszawie 16. Animalsi nie pojechali potem do Pragi, jak to wynika z filmu o Nico, tylko wrócili do Ameryki.

Nie byliśmy ubrani jak odjechane nastolaty, mieliśmy na sobie to, co mogliśmy mieć. Dziewczyny spódniczkę i bluzeczkę, chłopaki – spodnie, koszulę, marynarkę. Dlatego mogli w trakcie koncertu kręcić tymi marynarkami nad głową.

No i najważniejsze: jako słuchacze nie byliśmi porażeni i zgorszeni tekstami Animalsów, a zwłaszcza Domem Wschodzącego Słońca, bo po pierwsze akustyka była koszmarna, a myśmy się darli, więc niczego nie można było zrozumieć. A po drugie nie znaliśmy angielskiego i dopiero PO koncercie Animalsów, a zwłaszcza potem Rolling Stonsów, zaczęliśmy się tego angielskiego uczyć. Zresztą jeśli to nie jest recital solo osoby, która ma piękną dykcję, jak Ewa Demarczyk, do dziś niewiele albo nic nie rozumiemy z tego, co się śpiewa na scenie.

Ale jedno trzeba przyznać – dzięki Sieci, jeśli dziś chcemy na widowni śpiewać z artystami, którzy są na scenie, to możemy. I wtedy cała sala śpiewa z nami.

I to jest w Sieci piękne.

Konkluzja: No ale jednak przegrałam z Siecią. Nie pamiętałam przecież ani dnia, ani godziny, ani nawet roku.

Ciąg dalszy za tydzień, a potem za tydzień.

Daniel Passent / Berlinale

Rzadko się zdarza, że jednego dnia muszą się ukazać dwa wpisy, ale dzisiaj muszą.

Monika Wrzosek-Müller

14 lutego 2022 zmarł Daniel Passent; nie był na dzisiejsze czasy stary, miał 83 lata.Dla mnie i wielu osób był ikoną tygodnika Polityka, odkąd pamiętam czytałam jego felietony. Był człowiekiem legendą dziennikarską, bo też przez 63 lata związany był z tygodnikiem, przemiły, sympatyczny, błyskotliwy i inteligentny człowiek. Ubierał się też na tle swoich kolegów po fachu z wyczuciem smaku. Pamiętam spotkanie z nim, kiedy mój mąż dostał nagrodę Polityki.

Ale teraz dopiero czytam i poznaję, jak ciężkie koleje losu nosił ze sobą; urodził się na terenie dawnej Polski w Stanisławowie, prawie nie znał swoich rodziców, którzy zginęli zaraz na początku wojny. Wychowywał się u wujowstwa, a ukrywał w czasie wojny, jako małe dziecko u nieznanych mu ludzi.

Pamiętam, że w okresie rozkwitu Solidarności trochę kłóciłam się z Polityką za zbytnią lojalność do nie mojej strony politycznej. W międzyczasie myślę, że bardzo potrzebne są gazety, a z nimi dziennikarze obiektywni, neutralni i tolerancyjni, no i oczywiście dobrzy, a tak odbierałam zawsze Passenta.

Wychował wspaniałą córkę, z którą miał zawsze dobry kontakt i która, miejmy nadzieję, przejmie pałeczkę pisania po nim.

Myślę, że Polsce akurat teraz potrzeba dziennikarzy, którzy spokojnie i z dystansem, bez wielkich namiętności potrafią spojrzeć na rzeczywistość i ją opisać. Będzie nam go bardzo brakowało.

Tibor Jagielski

zmarł daniel passent

…pisałem na jego blogu en passant w polityce prawie 20 lat
będzie mi go brakowało

cześć jego pamięci
***

Ela Kargol

Berlinale, filmy, miejsca, zdarzenia

Spoglądając na mapę miejsc, w których można obejrzeć jeden z filmów 72 Festiwalu Berlinale, należałoby zaplanować niejedną ciekawą wycieczkę po mieście, a nawet poza granice Berlina. Tak jest od lat, a od jakiegoś czasu samo miejsce i film stały się dla mnie równie ważne.

W tym roku, w czasie nadal trwającej pandemii, sprzedaż biletów odbywa się w kasach online, całe szczęście filmy można oglądać w kinach – kto może, to może, zaszczepieni mogą. Obostrzenia, testy, odstępy, maski, te wymogi nie były dla mnie przeszkodą. Przeszkodą okazała się karta Visa, niezarejestrowana tam gdzie trzeba. Poprosiłam o pomoc młodsze pokolenie, a więc córkę, której nie zawsze wysyłałam czytelne komunikaty. A więc przypadkowo otrzymałam dwa bilety na tę samą godzinę w tym samym dniu. Bez zastanowienia wybrałam miejsce, nie film. Bilet na film oddałam przyjaciółce.

Od kilku albo kilkunastu lat jedną z sekcji lub projektów Berlinale jest tzw. Berlinale Goes Kiez. Filmy konkursowe i inne, te ważne i mniej ważne, interesujące i nudne, dziwne i niezrozumiałe trafiają do małych kin. A ja małe kina po prostu lubię.

Najlepsze to małe kina
w rozterce i w udręce,
z krzesłami wyściełanymi
pluszem czerwonym jak serce.

K. I. Gałczyński

Jednym z pierwszych małych kin, w którym oberzałam festiwalowy film było bliskie mojemu sercu i adresowi Bundesplatz Kino.

Film był czeski. Siedziałam obok Czeszki, jedynej Czeszki na sali. Gdy reżyser zapytał się, czy jeszcze jest ktoś z Czech, po długim milczeniu, powiedziałam, wydawało mi się, po czesku: ja sem z Polski. Ucieszył się reżyser, ja też, choć był to naprawdę „czeski film“ w polskim rozumieniu tego słowa. Pamiętam po roku, gdy pojechałam do Pragi wszędzie wisiały reklamy tego właśnie filmu, coś o mladej nocy w tytule.

Effi Briest obejrzałam w Adrii na Steglitz. Nie było biletów. Na Berlinale często nie było biletów, ale ja byłam prawie zawsze sama, czekająca do końca. I potem ten bilet się nagle znajdował, ten ostatni. Tak było z Effi Briest. Projekcja się zaczęła, ciemno, pani wychodzi z sali i mówi, że jest jedno miejsce. Jedno miejsce na środku sali w środkowym rzędzie. Gdy jest wybór, zawsze siadam z boku i blisko ekranu. Wtedy wracałam z pracy, z zakupami do domu i z moim nieodłącznym plecakiem, a sama jestem rozmiaru 46, a nawet 48.
Gdy szłam do mojego miejsca, cały czas przepraszałam. Nie każdy był wyrozumiały. Skąd mogłam wiedzieć, że spotka mnie tyle szczęścia, którego dla innych zabrakło. Jednak może szczuplejszej się należało. Effi Briest z przystojnym Sebastianem Kochem w roli barona Geerta von Innstetten chętnie zobaczyłabym jeszcze raz. Ostatnio czytałam biografię Elisabeth von Plotho, po mężu von Ardenne, pierwowzorki powieściowej postaci Theodora Fontane’a Effi Briest. Elisabeth von Plotho rozwiodła się z mężem, co na tamte czasy było dość odważną decyzją. Dzieci zostały przy ojcu. Dopiero po latach spotkały się z matką. Elisabeth von Plotho po rozwodzie została pielęgniarką, pracowała długie lata w tym zawodzie. Zmarła w wieku prawie 100 lat. Pochowana jest na cmentarzu w Stahnsdorfie pod Berlinem.

Jest to jeden z cmentarzy, który oprócz wiadomych usług, oferuje bogaty program kuturalno-poznawczy. Wyobrażam sobie, że prędzej czy później Berlinale pojawi się również tutaj, tak jak zagościło przed kilku laty w byłym krematorium na Weddingu. Pierwsze krematorium w Berlinie, po prawie stuletniej działalności przestało być krematorium, a stało się miejscem (silent green Kulturquartier) w którym zadomowiła się sztuka, w szerokim słowa tego znaczeniu.

Pamiętam Nocny pociąg do Lizbony z Martiną Gedeck, obecną na sali kina w Babelsbergu. Film zaczął się bardzo późno, kino leży poza Berlinem, w granicach Poczdamu i pech chciał, że kolejka podmiejska z jakichś powodów w drodze powrotnej miała dłuższy przestój. To był nocny pociąg do Berlina, a trwał tyle samo w moim odczuciu, jak do Lizbony. W tym czasie to bym się nawet portugalskiego nauczyła.

Nie lubię Friedrichstadtpalast, jako miejsca na Berlinale, nie wiem dlaczego, może wielkość, może filmy, które tam oglądałam nie należały do najciekawszych, ale należały do ważnych. Takim był Beuys, biograficzny film o artyście światowej sławy i inne, których tytułów nie pamiętam.

Filmem o zespole też światowej sławy Die Toten Hosen, Weil du nur einmal lebst – Die Toten Hosen auf Tour sprawiłam ogromną radość mojej córce. Zobaczyła ich wszystkich, a nieraz oglądała ich na koncertach, ale w lutym 2019 otarła się o Campino i crew właśnie przed Friedrichstadtpalast, a autografami chwali się do dziś. W tym roku razem wybieramy się na koncert zespołu.

Krótko po przyjeździe do Berlina, byliśmy z całą klasą dziś już dorosłej córki, wtedy siedmioletniej lub ośmioletniej Marty, na filmie, którego nie mogę znaleźć w archiwum. Piękny film, produkcji południowoamerykańskiej, o chłopcu i jego psie, który jechał koleją, prawdopodobnie Koleją Transandyjską, budowaną swego czasu przez inżyniera Ernesta Malinowskiego. Bilety (do kina, nie na pociąg) kosztowały, ponieważ byliśmy grupą, 1 markę. To był chyba najbardziej korzystny finansowo kinderball.

Nie pamiętam, które było moje pierwsze Berlinale, mogło to już być w roku 1985, lub 1986. Festiwal odbywał się w Berlinie Zachodnim, w kinach na Ku’dammie i w Zoo Palast. Na początku były to filmy polskie, które koniecznie chciałam zobaczyć. Wajda przyjeżdżał do Berlina wielokrotnie. Katyń oglądałam siedząc prawie obok niego i Englerta, bo ktoś mi oddał krótko przed seansem swój bilet. Kieślowski odbierając nagrodę, powiedział: Noch ist Polen nicht verloren. Te słowa cytował też Tagesspiegel. Wtedy mój pracodawca, zapytał mnie, co to właściwie znaczy. Wyjaśniłam mu, na tyle ile pamiętałam, historię powstania hymnu polskiego. Pamiętam Siekierezadę, filmy Agnieszki Holland, Szumowskiej i inne.

W czerwcu 1951 roku w Titania-Palast w berlińskiej dzielnicy Steglitz filmem Alfreda Hitchcocka Rebeka otwarto pierwszy Festiwal Berlinale. Od 1978 roku festiwal odbywa się w lutym. We wschodniej części miasta, w odpowiedzi na Berlinale, odbył się Festiwal Filmów Demokracji Ludowej, na którym pokazywano głównie filmy z ówczesnego bloku wschodniego.

Od roku 2000 Theater am Potsdamer Platz jest głównym miejscem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, jest sercem Berlinale, w czerwonym kolorze. W tym czasie teatr nosi nazwę Berlinale Palast. Obok premier filmów konkursowych pokazywany jest tu film otwarcia i ceremonia wręczenia nagród. To tu co roku rozciągnięty jest największy czerwony dywan i tu najczęściej pojawiają się gwiazdy. Złoty Niedźwiedź (Goldener Bär), nagroda przyznawana filmom konkursowym, nawiązująca do flagi i herbu Berlina, została zaprojektowana przez niemiecką rzeźbiarkę Renée Sintenis (1888–1965). Te niedźwiedzie stoją przy wjazdach do Berlina, nie zdążyłam nigdy zwrócić na nie uwagi. Ten pierwszy stanął w roku 1958, z okazji 70 urodzin artystki na środkowym pasie dzielącym autostrady 115 między Dreilinden a węzłem autostradowym Zehlendorf. Chyba można byłoby go dojrzeć, jadąc na Berlinale do Kleinmachnow. Tylko, że ja, jadąc do kina w Kleinmachnow, wybrałam inną drogę.

http://www.strassengeschichte.de/Menueoptionen/Geschichte/HistorieGesch/BerlinerBaeren/Baeren.htm

Berlinale 2022

Filmy, które widziałam, nie zdobyły chyba żadnej nagrody, oprócz filmu Lutza Pehnerta, Bettina.

Piękny film o życiu, o przywiązaniu do miejsca i tęsknocie za nim, o jednym mieście murem podzielonym i dwóch politycznych systemach. Film wyśpiewany, zaśpiewany poezją, którą poznałam dawno temu w Polsce i nie pamiętam, jakie to były piosenki, pewnie te o miłości, bo w swoim repertuarze ma ich dużo. Bettina Wegner, szansonistka, poetka, feministka bohaterka filmu była obecna na widowni. W masce i z odstępem, przez nikogo niezauważona przeszła po czerwonym dywanie.

Dwa następne filmy, były z tych filmów, które ma się okazję obejrzeć tylko na Berlinale, nudne i ważne. Nuda nie musi być doznaniem negatywnym. Pierwszy bardzo interesujący przez swoją problematykę społeczną, o życiowej odrębności, samotności i potrzebie bliskości. Oszczędny w grze, przekazie i obrazie. I nie wiem nawet, czy jest filmem drogi, choć tytuł o tym zapewnia: Nie zgubiliśmy drogi*.

Film Echo mniej mnie interesował niż miejsce. Neue Kammerspiele w Kleinmachnow, budynek zbudowany i przeznaczony od razu na kino krótko przed II wojną światową, propagujący kulturę w różnych systemach politycznych i różnych systemów politycznych, po upadku muru powrócił do spadkobierców i od kilku lat jest częścią Berlinale w sekcji Berlinale Goes Kiez.

___

* Autorka tego nie pisze, dodam więc, że Nie zgubiliśmy drogi to film polski, w reżyserii i wg scenariusza Anny Sasnal i Wilhelma Sasnala