Reblog: Najładniejsze dekoracje halloweenowe w Nowym Jorku

Z blogu:

Little Town Shoes

zapiski o życiu w Nowym Jorku

Filmik nagrała i blog prowadzi Magdalena Muszyńska, która tak pisze o sobie:

O mnie

Przeniosłam się do Nowego Jorku osiem lat temu. Jak większość osób, które mieszkają tutaj jestem zakochana w tym mieście. Czasami trudno uwierzyć dlaczego, bo głośno, bo brudno, bo drogo:) Ale Nowy Jork jest niezwykłym miejscem. Energia, koloryt i tempo tego miasta uzależnia. Jest też jednym z tych niewielu miejs, gdzie każdy, bez względu kim jest i skąd pochodzi, może tu być sobą.

Obecnie pracuję w firmie social media w Soho, Trzy lata temu zostawiłam pracę w Agencji, a moja pasja czyli “opowiadanie o Nowym Jorku”, stała się moją pracą. Zdałam egzamin na przewodnika po NYC i oprowadzam po moim ukochanym mieście.

Jeżeli planujesz wyjazd do Nowego Jorku i szukasz prywatnego przewodnika i pomocy w organizacji wyjazdu tu znajdziesz więcej informacji.

Obecnie jako jedyny polskojęzyczny przewodnik otrzymałam „złotą gwiazdę” od miasta jako dowód uznania wiedzy o NJ.

W marcu została opublikowana moja książka “Z Nowym Jorkiem na NY”, która jest na pierwszym miejscu pod względem sprzedazy w Empiku w kategorii turystyka i przewodniki w 2016 roku.

Moj blog o Nowym Jorku, a życiu w Ameryce, o życiu na emigracji. To trochę subiektywny przewodnik po Nowym Jorku, to trochę zbiór notek o codziennym życiu w Nowym Jorku, to trochę „insiderskich” porad, od kogoś kto tu już kilka lat mieszka.

Moje opowiadania, nowojorskie historie i zdjęcia zostały pokazane między innymi w TVN, Radio Zet, Radio ZET Chilli, Magazynie Gazety Wyborczej, Elle Polska, Twoj Styl, wp.pl. i wielu innych publikacjach prasowych.

Mieszkam na Brooklynie z mężem, psem i dwoma kotami.

Do zobaczenia w Nowym Jorku!

Magda

Travel Channel & LittleTownShoes

Ich bin nicht tot / Nie umarłem / Nè son già morto

Einladung zum Besuch bei dem Grab von Prof. Brückner

Zapraszamy na wspólne odwiedziny przy grobie prof. Brücknera

Michelangelo Buonarroti  (1475-1564)

Qui vuol mie sorte c’anzi tempo i’ dorma:
Nè son già morto: e ben c’ albergo cangi,
resto in te vivo, c’ or mi vedi e piangi;
se l’un nell’ altro amante si trasforma.

Es sandte mir das Schicksal tiefen Schlaf.
Ich bin nicht tot, ich tauschte nur die Räume.
Ich leb in euch, ich geh in eure Träume,
da uns, die wir vereint, Verwandlung traf.

Los chciał, bym spał tu, nim moja wybije
Pora; nie zmarłem; po siedziby zmianie
W tobie płaczącym, żywy, mam mieszkanie,
Jeśli kochany w kochającym żyje.

Gesichter Berlins: Polnische Gräber in Berlin II
historische Führung auf den polnischen Spuren
Donnerstag, 1. November 2018 von 17:00 bis 20:00
Treffpunkt / Spotkanie: U-Bahnhof Ullsteinstraße (unten / na dole)
Ansprechpartnerin: Ewa Maria Slaska

Traditionell zum 1. November gehen wir mit Ewa Maria Slaska zum Grab von Prof. Brückner.
Über die polnische Persönlichkeit Berlins wird die Schriftstellerin und Bloggerin ausführlich berichten.
Unsere Wurzeln, unsere Geschichte in der Hauptstadt – lass uns mehr über uns selbst erfahren!

In Berlin gibt es 270 Friedhöfe, darunter ca. 30 sog. historische, die man also als Kulturdenkmal betrachtet und wiederum auch ca. 30, die, wie der Friedhof wo Prof. Brückner begraben liegt, aufgelöst werden. Wie man auf diesen Friedhöfen die polnische Gräber sucht, wie man sie identifiziert, obwohl die dort begrabenen manchmal deutschen Namen tragen und Polen sind, manchmal aber polnische Namen haben und die Familien ihre polnische Abstammung abstreiten. Welche Schicksale erzählen uns die Gräber, über die Menschen, aber auch über die Deutsch-Polnischen Beziehungen.

Abschliessend gehen wir Kaffee trinken und leckere Kuchen in der Ufa-Fabrik essen…


Achtung – bei der Führung kann man das Buch von Ewa Maria Slaska und Michał Rembas kaufen unter eben diesem Titel: Ich bin nicht tot / Nie umarłem – ein kleines schönes Buch über polnische Gräber in Berlin und deutsche in Stettin.

Nur 5 €! Nur ein paar Exemplare geblieben!

Barataria 89 Peru 5

W elitarnym klubie baratarystów pojawia się oto nowa autorka! Na blogu znana od dawna, ale w klubie – nie. 🙂

Joanna Trümner

Wyspy na jeziorze Titicaca

Opuszczamy kanion Colca. Zanim wyruszymy w dalszą podróż do Puno, największego miasta nad jeziorem Titicaca, mamy trochę wolnego czasu na wypicie pysznej herbaty z liśćmi koki i mięty andyjskiej (muña) i zwiedzenie kościoła na głównym placu w Chivay. Obrazy i rzeźby sakralne diametralnie różnią się od europejskich. „To wygląda jak maskarada”, myślę patrząc na niosącego krzyż Jezusa w przepięknym, zdobionym srebrem niebieskim ornacie. Święta rodzina w jednej z bocznych naw kościoła nosi równie bogate stroje. Obok rzeźba popularnego w Peru świętego Izydora  z Madrytu (Św. Izydor Oracz, patron Madrytu i rolników, żył w XI wieku w Hiszpanii, pochodził z bardzo bogobojnej i ubogiej rodziny, a bieda zmusiła go do ciężkiej pracy na roli w charakterze parobka u zamożnych sąsiadów. Według legendy podczas ciężkiej pracy pomagał mu anioł). Na rzeźbie w kościele w Chivay Izydor wygląda na zamożnego i pełnego elegancji mężczyznę.

Podobne dzieła widzę w wielu kościołach w Peru, z każdym dniem spędzonym w podróży po tym kraju coraz bardziej rozumiem tajemnicę „przerobienia” historii Jezusa i życiorysów świętych na potrzeby lokalnej kultury. Nauczeni przez tysiąclecia życia w hierarchicznych strukturach członkowie kultur preinkaskich oraz sami Inkowie, wychowani w systemie, w którym symbolem władzy, mądrości i siły było złoto i bogate stroje, nie potrafiliby się modlić do leżącego w żłobku w stajence u pasterzy Jezusa lub obrabiającego w skwarze cudze pole Izydora. Nie bez powodu Inkowie nazywali swojego głównego boga, stwórcę świata Wirakoczę Wielkim, Wszechwiedzącym i Potężnym. Na wszystkich obrazach sakralnych w Peru Maria nie ukazuje stóp, co oznacza, że jest częścią ziemi, podobnie jak preinkaska Pachamama, matka wszechświata i Ziemi.

Kiedy patrzę na obrazy w kościele w Chivay, przypominam sobie rozmowę sprzed lat, spotkanie z Michaelem, bawarskim dominikaninem, który podjął się prowadzenia parafii w Imbassai (małe miasteczko nad Atlantykiem w Brazylii). Michael opowiadał mi, jak po kilku miesiącach pracy w Imbassai zrezygnował z walki z małym ołtarzem, który wierni z jego parafii ustawili z tyłu kościoła i na którym regularnie znajdował ofiary z ryżu i innych posiłków, wypieków, mlecznych zębów dzieci i kosmyków włosów. „Najważniejsze, że przychodzą na msze”, powiedział z rezygnacją w głosie.

Po godzinnej przerwie ruszamy w dalszą drogę do Puno, która po raz kolejny prowadzi przez Przełęcz Wiatrów (4.910 m). Tym razem nie mam problemów z wysokością, wysiadam z autokaru i rozprostowuję nogi patrząc na dymiący wulkan Sabancaya. Na ostatnim etapie drogi do Puno dużo czasu tracimy na korkach w dużym, kompletnie pozbawionym uroku mieście Juliaca, którego mieszkańcy dorobili się fortun na szmuglowaniu towarów z o wiele tańszej Boliwii.Pod okiem, a prawdopodobnie przy udziale policji, kwitnie tam nielegalny handel podróbkami podróbek, głównie sprzętów elektronicznych i ubrań.

Po noclegu w Puno wyruszamy w podróż statkiem po jeziorze Titicaca. Pierwszym postojem na jeziorze jest archipelag wysp Uros. Jest to 65 małych wysepek, na których mieszka około 2 tysięcy mieszkańców. Wyspy zbudowane są w całości z trzciny tortora, otaczającej Uros, a zakotwiczono je w dno jeziora za pomocą palików i kamieni.

Zwiedzamy jedną z wysp. Jej prezydentką jest Maria, która oprowadza nas po maleńkiej wyspie i opowiada o tym, jakie ma obowiązki. Maria odpowiada za porządek i konserwację wyspy (trzeba regularnie nawarstwiać ją świeżą tortorą). Na wyspie spotykamy tylko kobiety i małe dzieci, mężczyźni za dnia pracują w oddalonym o pięć kilometrów Puno lub zajmują się połowem ryb na jeziorze, a większe dzieci są w szkole na jednej z sąsiednich wysp lub w mieście. Na archipelagu Uros nie ma policji, konflikty wewnętrzne załatwia się porzez odłączenie części wyspy wraz z osobami, które te konflikty wywołały. Każda z wysp sama zadecydowała o wyznawanej przez siebie wierze. Nasza „wyspa kobiet” składa się w 97% z Mormonów, ponieważ przed laty dotarł tutaj misjonarz Mormonów, który do dzisiaj za darmo uczy indiańskie dzieci angielskiego. W duchu myślę, że zaznajomił tę społeczność również z zasadami działania wolnego rynku, ponieważ kobiety dosyć nachalnie próbują sprzedać nam swoje wyroby.

Kolejnym postojem jest wyspa Taquile. Mieszkańcy tej wyspy (około 2.500 osób) zachowali do dzisiaj stare tradycje i żyją w zgodzie z inkaskim kodeksem moralnym: „nie kradnij, nie kłam, nie leń się”. Mężczyźni zajmują się rolnictwem, rybołóstwem oraz wyrobem tekstyliów i produktów tkackich znanych w całym Peru z najwyższej jakości. UNESCO doceniło tę wyspę, nazywaną „Wyspą mężczyzn robiących na drutach”, wpisując ją w  2005 roku na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Jeden z mieszkańców Taquile opowiada nam, jak działają rosnące tu zioła. Mnie najbardziej zafascynował szampon z chujo (lokalny kaktus), który zapobiega siwieniu włosów i przywraca pofarbowanym tekstyliom ich naturalny kolor. Na zakończenie oglądamy jeszcze taniec rytualny wykonany przez mężczyzn.

Zarówno archipelag Uros jak i Taquile zostawiły u mnie mieszane uczucia, sposób prezentowania kultury przez mieszkańców miał charakter wyraźnie komercyjny i nie jestem do końca przekonana, że jest to ich tradycyjny sposób życia.

Mile zaskoczyło mnie natomiast docelowe miejsce naszego pobytu – jedyna prywatna wyspa na jeziorze Titicaca Suasi. Tutaj wszystko było autentyczne. Zbudowany z naturalnych materiałów, przypominający hiszpańską haciendę budynek bardzo różnił się od ofert dużych sieci hotelowych. Właścicielka wyspy, Marta, realizowała tutaj swoje ekologiczne wizje – to pierwsze miejsce w Peru, jakie widziałam, gdzie sortowało się śmieci i wykorzystywało energię słoneczną. Suasi jest w czwartym pokoleniu w posiadaniu rodziny Marty, energicznej, nigdy nie uśmiechającej się siedemdziesięciolatki. Wyspa jest zielona (a jesteśmy przecież na wysokości ponad 3.800 m), panuje tu absolutna cisza, a widok na jezioro jest niesamowity. Wieczorem patrzę na niebo pełne gwiazd i myślę o tym, że gdyby nie to przenikliwe, mokre zimno, to wyspa byłaby rajem. W nocy temperatura spada do zera i kiedy kładę się szczękając zębami z zimna do łóżka i odkrywam w nim nagrzaną gorącą wodą butelkę – przypomina mi się dzieciństwo i babcia Weronika.

Rano wstaję szczękając zębami z zimna i myślę: „Marta przesadziła z tą ekologią”.

Cdn.

Reblog 18 Things That Every Polish American Will Understand

Monika Marzec

If you’re 100% Polish you know these are all true

Growing up as a Polish American there are some things that are just so true because we have all experienced them. By not being totally American and not being totally Polish, we get the best of both worlds. From Polish school to Jan Pawel II, these are just some of the identifiers that we grew up with.

https://www.powr.com/video/top-10-scary-polish-urban-legends-3741941

1. Saturdays are for Polish school

Whether you want to go or not isn’t up to you. This made Friday night sleepovers nonexistent for basically your whole childhood and preteenhood. Forget doing anything fun on Fridays because you ALWAYS had to wake up early and finish doing last week’s homework.

2. Your friends never understood your parents’ accent

All your non Polish friends are guilty of the smile and nod when being asked anything by your parents.

3. Every summer you went to Poland to visit your family

Nothing like flying LOT airlines the day after school ends to see your family. Every year you meet a new aunt or uncle or family friend you never met before (where do they seem to spawn from?!). Everyone is always excited to see you because you’re coming from America.

4. You know your mushrooms

If you’ve spent a summer in Poland, chances are you went mushroom picking. You always had that uncle that would tell you that muchomory are poisonous, so just take a picture but do not touch.

5. Babcia taught you how to make pierogi

Babcia is always cooking but teaching you to make pierogi is a sacred rite of passage because even though you live in America, you cannot forget you are Polish. After a few hours, you have enough pierogi to feed a small army and dinner to last the next few days.

6. Communism

Somehow this is a topic that always comes up during family dinners… or when you want something and get a lecture how your parents didn’t have anything during communism.

7. You know your Disco Polo

You do not know how people still listen to this but whenever it comes on you sing all the words to it.

8. Babcia will keep feeding you because you are never full in her eyes

9. You have your American friends and then you have your Polish friends

Not everyone in your school is Polish so naturally you have your American friends that just do not get your Polish parents or why you have to go to Polish school. Regardless, having two groups of friends is awesome because some there are some things that your American friends will just never get if they’re not Polish.

10. Krowki are life and you always have a secret stash of them somewhere

11. Everyone has a picture of pope John Paul II in their house

Are you even Polish if you do not have a picture of the Polish pope in your house?

12. Whenever someone mentions Poland in school or public you immediately begin to pay attention

“Yes I’m Polish”

13. Translating things from Polish to English is sometimes challenging

Sometimes Polish words do not translate to English the same way. For example, why is stuffed cabbage called pigeon? Why is a chocolate dipped marshmallow called bird’s milk? We have so many questions…

14. Just because your Polish everyone assumes you’re a raging alcoholic

I mean, they are not entirely wrong because vodka almost sounds the same as the Polish word for water. Coincidence? I think not.

15. Just like Saturdays are for Polish school, Sundays are for church

As a Polish American youth, you do not have the luxury of sleeping in on weekends because you either have Polish school or church. And God forbid you are late to either, wstyd.

16. Everyone has the same leather kapcie

Image: KAPCIE GÓRALSKIE SKÓRZANE DAMSKIE LACZKI SKÓRA 38 7304975839 ..

goo.gl

You do not know where they come from or how they make a size for everyone, but you always have to wear them because if you walk barefoot on the floor, you will get pneumonia.

17. You speak Polish whenever you’re in public but want to talk about someone

Whether you’re at Home Goods with mama and you see someone you used to know and start gossiping about them, or you’re with your Polish friends and you’re talking about your crush who just happened to walk in, Polish comes in handy.

18. Your mom is always cleaning

You are not allowed to be in the room she just cleaned because she literally vacuumed everything including the cat and the picture frames. The living room is for show, not for living!!!!

Regardless of everything, you would not change being Polish for anything.


Source

Lili Marleen

Dla Iwonki

Ewa Maria Slaska

Jedna z opowieści, której nie zdążyłyśmy sobie opowiedzieć, bo trzy tygodnie to stanowczo za mało czasu na dwie opowieści o życiu i tysiąc i jedną opowieść o wszystkim i o niczym.

***
Lili Marleen to niemiecka piosenka z okresu wojny śpiewana przez Lale Andersen.
Pierwotny tytuł piosenki: Lied eines jungen Wachtpostens (Piosenka młodego wartownika).
Lale Andersen, naprawdę Liese-Lotte Helena Berta Bunnenberg (1905 – 1972), była niemiecką piosenkarką, autorką piosenek i aktorką. Na całym świecie znana jest przede wszystkim właśnie jako wykonawczyni piosenki Lili Marleen.

Vor der Kaserne vor dem großen Tor
Stand eine Laterne
Und steht sie noch davor
So wollen wir uns da wiedersehn
Bei der Laterne wollen wir stehen
Wie einst
Lili Marleen
Wie einst
Lili Marleen
XXX
Unsre beiden Schatten sahen wie einer aus;
Dass wir so lieb uns hatten
Das sah man gleich daraus
Und alle Leute sollen es sehen
Wenn wir bei der Laterne stehen
Wie einst
Lili Marleen
Wie einst
Lili Marleen
XXX
Schon rief der Posten: Sie bliesen Zapfenstreich;
Es kann drei Tage kosten!
Kam’rad, ich komm ja gleich
Da sagten wir auf Wiedersehn
Wie gerne würd’ ich mit dir gehn
Mit dir
Lili Marleen
Mit dir
Lili Marleen
XXX
Deine Schritte kennt sie
Deinen schönen Gang
Aller Abend brennt sie
Doch mich vergaß sie lang
Und sollte mir eine Leids geschehn
Wer wird bei der Laterne stehn
Mit dir
Lili Marleen?
Mit dir
Lili Marleen?
XXX
Aus dem stillen Raume
Aus der Erde Grund
Hebt mich wie im Traume dein verliebter Mund
Wenn sich die späten Nebel drehen
Werd’ ich bei der Laterne stehen
Wie einst
Lili Marleen
Wie einst
Lili Marleen
XXX
(Wenn sich die späten Nebel drehen
Werd’ ich bei der Laterne stehen)
Wie einst
Lili Marleen
Wie einst
Lili Marleen
Outside the barracks, by the corner light
I’ll always stand and wait for you at night
We will create a world for two
I’ll wait for you the whole night through
For you, Lili Marlene
For you, Lili Marlene
XXX
Bugler tonight don’t play the call to arms
I want another evening with her charms
Then we will say goodbye and part
I’ll always keep you in my heart
With me, Lili Marlene
With me, Lili Marlene
XXX
Give me a rose to show how much you care
Tie to the stem a lock of golden hair
Surely tomorrow, you’ll feel blue
But then will come a love that’s new
For you, Lili Marlene
For you, Lili Marlene
XXXWhen we are marching in the mud and cold
And when my pack seems more than I can hold
My love for you renews my might
I’m warm again, my pack is light
It’s you, Lili Marlene
It’s you, Lili Marlene
XXXMy love for you renews my might
I’m warm again, my pack is light
It’s you, Lili Marlene
It’s you, Lili Marlene

Tekst piosenki został napisany przez Hansa Leipa już w roku 1915, muzykę ułożył w roku 1939 Norbert Schultze i wtedy też piosenka została zaśpiewana i nagrana przez Lale Andersen (Electrola EG 6993). Podczas II wojny światowej piosenkę spopularyzowało radio dla żołnierzy niemieckich w Belgradzie, które nadawało ją zawsze na zakończenie audycji. Nagranie było ogromnym sukcesem finansowym – Lili Marleen była pierwszym utworem w historii dyskografii niemieckiej, który przekroczył sprzedaż miliona egzemplarzy. Piosenka była tak popularna, że przez jakiś czas śpiewali ja żołnierze po obu stronach frontu, co było jedynym takim wypadkiem w historii (ale nie wiem czy wojen, czy muzyki). To się oczywiście nie spodobało władzom hitlerowskim, które zakazały jej wykonywania – oficjalnie uznana została za utwór deprymujący i podkopujący morale żołnierza niemieckiego. Pod koniec wojny Lili Marleen śpiewali więc przede wszystkim żołnierze wojsk walczących z Niemcami. Wśród żołnierzy amerykańskich piosenkę spopularyzowla Marlene Dietrich.

Popularność piosenki wśród żołnierzy amerykańskich spowodowała, że Lale Andersen, przedtem uważana za ulubienicę Hitlera, popadła w niełaskę. Przez jakiś czas w ogóle nie wolno jej było występować, a gdy już przwrócono jej prawo występów – nie wolno jej było wykonywać Lili Marleen. Piosenka została usunięta z archiwów niemieckich. Lale Andersen wycofała się do końca wojny z życia publicznego. W podziemiu niemieckim i europejskim krążyły legendy o jej aresztowaniu, o tym że była więźniarką obozu koncentracyjnego, że została uwięziona za romans z żydowskimi twórcą. Do tych legend nawiązuje niemiecki film wojenny Lili Marleen z roku 1981 w reżyserii Rainera Wernera Fassbindera. Główne role w filmie zagrali Hanna Schygulla jako piosenkarka Lale Andersen i Giancarlo Giannini jako jej ukochany, żydowski piosenkarz i kompozytor Rolf Liebermann (w filmie Robert Mendelsson). Scenariusz filmu powstał wprawdzie w oparciu o autobiografię piosenkarki pt. Der Himmel hat viele Farben (The Heavens Have Many Colors), ale mąż artystki wielokrotnie podkreślał, że film Fassbindera niewiele ma wspólnego z prawdą.

Lili Marleen po polsku w wykonaniu Kazika.

Music in NY

Text: Ewa Maria Slaska
Video: Iwona Schweizer

New York, 12th of Oct 2018. Two days earlier I came to America, but it is my first day in New York. We came with train from Ramsey. They are my first steps in NY sms  my first “meeting” with that incredible City after 27 years. And it is, what we see:

I do not know yet that music will be a very important element of my staying in NY this time.

Next day we go to Carnegie Hall to the concert of Singing Men of Texas (see here). During the break we go to the loo and we meet Maria, an almost blind Polish woman living in Manhattan. She invites us to the Piano Concert which is organized by New York Piano Society (NYPS) on the next day in Kaufman Music Center in Lincoln Hall. Elena Leonova, founder and artistic director of NYPS presents her students, all of them men of rang and position: a professor, a manager, a scientist, playing Bach, Chopin or Debussy.  They play very good, very professional, though as a matter of fact they are amateurs. On the website of NYPS I read, they are “pianists with non-musical careers”.

Some days later, on 17th of October we go to the Public Theater on the famous Lafayette Street. In Joe’s Pub we see Adrienne Haan, a…

chanteuse featuring in a Joseph Barry Production, A Tribute to Berlin’s Golden Age. Haan’s performance celebrated the 100th anniversary of the end of World War I and the beginning of the Weimar Republic with musical selections that characterize Berlin during the 20’s and early 30’s as a time of change.  The program under the musical direction of  pianist Richard Danley included Spoliansky’s, It’s All a Swindle, Hollaender’s Falling in Love Again, Berlin’s Puttin’ on the Ritz and Porter’s Night and Day. Ms. Haan performed with the Grammy-award winning 1920’s Big Band, Vince Giordano and The Nighthawks. (…) With a diverse repertoire that ranges from chanson to jazz, blues, klezmer and Broadway, Haan has a passion for the music of the 20s and 30s.  Highlights of Haan’s 2018 season include appearances at the Théâtre National du Luxembourg, Senftöpfchen Cologne, Beethovenfest in Bonn, the Ruhrfestspiele Recklinghausen Festival, performances of her Cabaret Français in Warsaw, and Tehorah in Łódź, Poland, and a return to Asuncion, Paraguay. Her latest CD Berlin, Mon Amour, hailed as “engaging and unique,“ is a tribute to 20s and early 30s Germany.

Everywhere in New York we meet music. In the metro station 14th street on our way to famous Chelsea Market (Oreo were produced there!) and the fascinating High Line we see piano – everybody could come and play…

It was Friday. On Saturday we go to one of Off Broadway theaters to see This One’s For The Girls, a piece with four women of different ages and colors singing with amazing voices, as they call it, the “soundtrack of our life” – a new musical written by Dorothy Marcic.

Spanning over the last 100 years, This One’s For The Girls tackles what it means to be a woman through song. From mournful laments such as “A Bird in a Gilded Cage” to angry anthems such as “I Am Woman” and “You Don’t Own Me,” the new musical is a high-energy celebration of womanhood. Top 40 hits such as “RESPECT,” “Stand by Your Man,” and “Girls Just Wanna Have Fun,” are just a few of the tunes you can expect to hear throughout the performance.

What I like in America?

Ewa Maria Slaska

Iwonka (Foto somebody)

Rich (Foto Iwonka)

Manhattan seen from Brooklyn (Foto Iwonka)

and from the Atlantic Ocean (Foto Iwonka)

Perkins Memory Drive (with Manhattan skyline)

“Our” Golf and Country Club (Fotos Iwonka)

Cardinals (Foto Iwonka in a winter!)

Golf course (View from the living room. Foto Iwonka)

Fireplace inside the living room.

Israeli Couscous

“Our” train to NY and back (Foto Iwonka)

New World Trade Center Train Station (designed by Santiago Calatrava)

“Clean Cranberry Snax” with Chia- or Pumpkin seeds

Cute Halloween cakes

UAE

Iwona Schweizer

I recently visited the United Arab Emirates (UAE), a vibrant tourist center in the Middle East.

With the discovery of oil in the 1960’s, the area was transformed from small fishing and pearling villages to a regional business center for the Gulf region.  In 1971 after independence from Britain, the seven emirates united and created the UAE. The population at that time was around 235,000.  The current population is close to 9.5 million people and the median age is 34.

UAE rulers understood early that diversification was critical to the country’s future.  Accordingly, they offered attractive tax advantages and brought major Fortune 500 companies to invest there.  Even though oil still plays important role in country’s total revenue other industries like real estate, finance, retail, and tourism are now part of the backbone of the UAE’s dynamic economy.

UAE ranks among the top 15 defense spenders worldwide, with a majority of the defense budget being spent on air defense systems and the air force.  The United States provides the UAE with military training and has treated the UAE as a leading partner in combating terrorism. Recently, UAE special operation forces were involved in Mali, Afghanistan, Egypt, Yemen, Somalia.  UAE does not have diplomatic relations with Israel (Israelis or Israeli products are not allowed in the country). However, both countries conduct joint military exercise in fighting terrorism.

About 10-15% of the population are native citizens. 80% of the population is foreign born. Emiratis have many privileges provided by the government such as free education, healthcare, grants to cover wedding costs, subsidized utility payments, and well-paid jobs in public sector. UAE is often called expatriate’s paradise. Expats with good jobs are compensated very well. The often receive a housing allowance and car allowances. Domestic help is cheap, almost every household employs a maid. There is no income tax or sales tax.

Due to the influx of foreigners, Emiratis often complain about losing their cultural identity. A common complaint is that too often Islamic guidelines for modest clothing, displays of affection, and consumption of alcohol are not enforced. It is common to see people dressed in western style outfits next to a native wearing an abaya, burka or kandura. Alcohol is served in licensed bars and hotels, and the UAE is famous as a sex tourist destination in the Middle East.

Temporary workers (construction, service) are often unhappy but would usually say “it is still better than back home.” They send money home, educate their children, and save for old age. Many families in Asia were lifted out of poverty because someone in their family works in UAE. I spoke to few hotel and restaurant workers who were very satisfied. Many employers pay for tickets to visit home.

There are also sad stories of people leaving in deplorable conditions, who for some reason had their passports confiscated, and/or whose wages were not paid by their employers. I came across a few circumstances where people claimed they were unable to go back home because they did not have the money to travel.

One can often see nannies with children in local coffee shops. My friends have a nanny from the Philippines. She has worked in Dubai for 12 years and seems very happy there. She is paid $600 month to clean, cook, and take care of two small children. Her wages allow her to send money to her parents every month. By doing so, she was able to build her parents a small house.

Dubai is the cleanest, elegant, the most modern city I ever saw. It often feels unreal, with wide boulevards, big shopping malls, an indoor ski slope, and even a three story aquarium in one of the shopping centers. Dubai also boasts the tallest building in the world. It has the finest restaurants, luxurious hotels. Dubai Healthcare Center is a hub for wealthy people in the Gulf area. Wealthy individuals can even purchase a manmade island in the shape of the world.

UAE is the second safest country in the world, after Finland. You can leave your iPhone on a table and nobody will touch it. Surveillance and undercover police are common. Cameras are everywhere. UAE has experienced no political unrest so far.  That being said, criticizing the government or Islam can result in imprisonment or deportation.

A friend who lives there for years told me about his colleague who went out with his buddies one night.  The following day he received the call and was told to leave the country within 24 hours. When he asked why, caller said “no explanation, no questions asked, you have 24 hours to get out”.

Cars and car insurance are inexpensive. You can see high end cars like Jaguar, Bugatti, Lamborghini on the roads and mall parking lots.  Dubai is famous for its Maserati and Porsche police cars.

In 2016, almost 15 million people visited Dubai. It is the fourth most visited city in the world.  There are a lot of efforts to expand culture in UAE.  Last year, a magnificent opera house opened in Dubai.  There are plans to open Guggenheim and Louvre museums in Abu Dhabi.  Such initiatives should have a positive effect on the country’s leisure sector.

UAE is supposedly one of the happiest countries on the planet. They even have “Minister of State for Happiness” driving government policy to provide social satisfaction.

Reblog: An Open Letter…

Monika Marzec

…To My Biological Parents Who Haven’t Seen Me Since I Was Born

Every year when it’s my birthday, do you think of me?

Hi!

I know I haven’t seen you guys since I was born, but I want you to know that every day, I think about you. I was lucky that the family that adopted me has stayed together so I got to grow up with two parents. However, I like to think that I grew up with four. Even if you weren’t with me physically, a part of you was still around. I know both of you didn’t end up together and got married to other people, but I want to know – does that technically bring up the parent count to six now?

 

Every year when it’s my birthday, do you think of me? Is July 9th a day that you celebrate silently?

I want you to know that I’m okay. I grew up in a good neighborhood on Long Island where I went to elementary school, middle school, and high school. Every summer I went to Poland to see my family and even got to go to camp. The first summer I went to camp, I cried because I couldn’t read in Polish so I had no idea what the plan for the day was or what was for dinner. And that fall, my parents enrolled me in Polish school. I hated it. I grew up playing soccer and volleyball and made captain in high school. My favorite subjects in school were always math and science because I loved learning and problem-solving.

I always grew up thinking that I was going to meet you on my 18th birthday, but it came and went and I still don’t know you.

Something stupid that depresses me sometimes is when I go to a doctor’s office and they ask me about my family’s medical history. I always say I was adopted so I don’t know what was genetically passed down or what I’m at risk for.

Being adopted is unique because you have two pasts: your biological parents’ and your adoptive parents.’ Some adoptees are okay with not knowing about their biological parents and treat them like a simple sperm and egg donor, but I want to know. I want to know everything. Your likes, your dislikes… I grew up an only child so do I have half siblings? That would be really cool because playing Candyland was lonely growing up.

Not knowing anything about you besides being genetically related makes me feel like no matter what I learn about myself, or how many times I ‘find’ myself, I still have a little piece of the puzzle missing.

I love you. I don’t know you.

Hopefully one day we will meet and I can tell you about everything and everyone that is important to me. I want to thank you for giving me up for adoption and not aborting me because you gave me a life that is worth living – even if you haven’t been a part of it.


This article was first published on an Odyseeyonline

Barataria 88 Pitcairn

Lech Milewski

Barataria Pacyfiku

Kilka tygodni temu pisałem tu o Wyspach Kokosowych, swoistej Baratarii oceanu Indyjskiego. Myślę zresztą, że nie jedynej.
Logiczne więc, że zerknąłem również na wschodnią stronę Australii, Ocean Spokojny i znalazłem – Pitcairn.

Historia buntu na statku Bounty jest dość szeroko znana. Temat ten wykorzystano w wielu filmach, w których wystąpili tacy aktorzy jak: Errol Flynn, Clark Gable, Marlon Brando, Anthony Hopkins, Mel Gibson.

A więc posłuchajmy od początku…
W październiku 1787 roku statek Bounty pod dowództwem kapitana Wiliama Bligh’a – załoga 43 marynarzy plus 2 botaników – został wysłany na Tahiti z zadaniem zaopatrzenia się w sadzonki chlebowca i przewiezienia ich do Indii Zachodnich. Wyprawa została zorganizowana przez Royal Society – Królewskie Towarzystwo Naukowe. Towarzystwo spodziewało się, że chlebowiec przyjmie się w Zachodnich Indiach, a jego owoce będą doskonałym pokarmem dla niewolników.

Żegluga na Tahiti trwała nieco ponad rok. To była dłuższa trasa, dookoła Afryki. Długość – ponad 50,000 km.
Mieszkańcy Tahiti przyjęli brytyjski statek przyjaźnie, niektórzy pamiętali jeszcze wizytę kapitana Cooka sprzed 15 lat. Kapitan Bligh przywiózł prezenty dla wodza plemienia i z łatwością ustalili miejsce i warunki pobrania sadzonek.
Pobyt na Tahiti trwał aż 5 miesięcy, załoga nie miała zbyt wiele pracy i zadomowiła się na uroczej wyspie. Wielu marynarzy nawiązało bliskie kontakty z miejscowymi kobietami.
Nic dziwnego, że dyscyplina zaczęła się rozluźniać. Kapitan Bligh reagował na takie przypadki ostro – surowa kara, często chłosta.

Bunt.
Wreszcie, w lutym 1789 roku, zakończono załadunek i statek był gotowy do powrotu. Ze względu na charakter towaru większe kabiny na statku zostały przekształcone w inspekty, ludzie musieli się ścieśnić na dużo mniejszej powierzchni. To, połączone z niezadowoleniem z powodu opuszczenia wyspy, spowodowało wiele sarkań załogi i przyczyniło się do niedbałego wykonywania obowiązków. Kapitan Bligh reagował na wszelkie uchybienia paranoidalnym gniewem. Szczególnie upatrzył sobie Fletchera Christiana.

27 kwietnia 1789 roku miarka się przebrała. W nocy Christian z pomocą dwóch marynarzy opanował pokład, a następnie zyskał dostęp do skrzyni z bronią i wdarł się do kabiny kapitana. Kapitanowi związano ręce. Christian zamierzał wysłać kapitana i dwóch jego najbliższych współpracowników w małej łodzi. Ku jego zaskoczeniu okazało się, że wiekszość załogi woli dryfować z kapitanem w łódce niż pozostać na statku pod dowództwem rebeliantów. W tej sytuacji przydzielono uchodźcom największą, 7-metrową, łódź. Ostatecznie na łodzi zmieściło się 19 lojalistów – grubo powyżej jej pojemności, burty łodzi były zaledwie 17 cm nad wodą.

Bunt

Kilku lojalistów musiało zostać na zbuntowanym statku. Kapitan Bligh obiecał, że będzie o nich pamiętać, gdy przyjdzie pora wymierzenia sprawiedliwości.
Wygnańcy otrzymali kompas, sekstant, tablice nawigacyjne oraz zapasy żywności i wody na 5 dni. Kapitan Bligh doprowadził łódź do pobliskiej, wyspy mając nadzieję na lepsze przygotowanie łodzi do dalekiej żeglugi. Jednak po 3 dniach stosunki z mieszkańcami wyspy zaogniły się i wygnańcy musieli pospiesznie uciekać. Kapitan Bligh postanowił nie ponawiać takich prób lecz żeglować 6,600 km do holenderskiej kolonii na wyspie Timor. Załoga jednomyślnie zgodziła się na nowe normy wyżywienia: 1 uncja (28.35 grama) chleba i 1/4 pinty (118 ml) wody dziennie.

28 maja czyli po miesiącu żeglugi łódź dopłynęła do Wielkiej Rafy Koralowej u wybrzeży Australii. Kapitan Bligh zaryzykował lądowanie na niewielkim atolu koralowym, gdzie załoga mogła się nieco odżywić jagodami i ostrygami. Atolowi nadano nazwę Restoration Island i pożeglowano dalej.
14 czerwca wygnańcy zobaczyli brzegi wyspy Timor. Na maszt wciągnięto prowizoryczną flagę brytyjską i dumnie przybito do brzegu.
Po czterech miesiącach kapitan Bligh z dwiema osobami pożeglował na statku handlowym do Anglii, jego towarzysze pozostali w Batawii (obecnie Dżakarta).

Tymczasem na Bounty…
Fletcher Christian słusznie przewidywał, że Tahiti nie jest bezpiecznym miejscem na osiedlenie się. Wcześniej czy później na wyspy przybędzie statek z Wielkiej Brytanii, jeśli nie ekspedycja karna, to misja poszukiwawcza zaginionego statku Bounty.
Gospodarzom, przyjaznym mieszkańcom Tahiti, opowiedziano bajeczkę, że kapitan Bligh spotkał się z kapitanem Cookiem i razem zakładają angielską kolonię na wyspie Aitutaki. Ta opowieść zaowocowała szczodrymi darami ze strony Tahitańczyków i serdecznym pożegnaniem. Około 30 mieszkańców Tahiti, w tym sporo kobiet, dołączyło do załogi Bounty.
Bounty pożeglował zaś na dużo bliższą wyspę Tubuai (650 km na południe od Tahiti). Przyjęcie przez tutejszych mieszkańców nie było przyjazne i wkrótce zamieniło się we wzajemną wrogość. Nowoprzybyli wybudowali sobie obronną twierdzę. To zaostrzyło konflikt. W jednej z bitew 66 tubylców zostało zabitych. Christian czuł, że władza wymyka mu się z rąk – zarządził głosowanie. 8 osób zadeklarowało lojalność, pozostałych 16 głosowało za powrotem na Tahiti. Vox populi, vox dei – Christian posłuchał głosu suwerena.

Jednak na Tahiti czekała ich niemiła niespodzianka. Tubylcy dowiedzieli się, że zostali okłamani, że kapitan Cook od dawna nie żyje, statek Bounty został przywitany z wrogością.
Christian pozwolił 16 członkom załogi opuścić statek. Jednocześnie zwabił na Bounty grupę tubylców, głównie kobiet, i korzystając z ciemności nocy, odpłynął.

Pandora.
Kapitan Bligh dotarł do Anglii w marcu 1790 roku i został powitany jak bohater. Złożył raport z wyprawy przed sądem wojennym, który uwlonił go od odpowiedzialności. Na Tahiti wysłano statek HMS Pandora z zadaniem schwytania buntowników i dostarczenie ich do Anglii na proces.
Pandora dotarła na Tahiti w marcu 1791 roku (och te odległości) i wszyscy byli członkowie załogi Bounty, bez różnicy czy uczestniczyli w buncie, czy nie, zostali schwytani i aresztowani. Na pokładzie statku wybudowano dla nich więzienie, które nazwano Puszką Pandory.
Pandora próbowała początkowo odszukać statek Bounty i główną grupę buntowników, ale wkrótce zrezygnowano z tej misji i statek skierował się w stronę wyspy Timor. Na obrzeżu Wielkiej Rafy Koralowej HMS Pandora rozbił się o rafy. 31 osób utonęło, w tym kilku więźniów. Kilku buntowników uciekło. Pozostali rozbitkowie, podobnie jak 2 lata wcześniej kapitan Bligh, wsiedli do łodzi i pożeglowali na wyspę Timor.
Ostatecznie 10 buntowników stanęło przed sądem w Londynie. Proces był skomplikowany, zeznania oskarżonych trudne do zweryfikowania. Ostatecznie sześciu zostało skazanych na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano na 3 osobach.

Podczas procesu oceniono bardzo negatywnie postępowanie kapitana Bligh’a: wpadł w niełaskę władz i w 1806 roku został mianowany gubernatorem stanu New South Wales czyli praktycznie całej Australii.
Tutaj też nie akceptowano jego bezwzględnego zachowania i po dwóch latach został obalony podczas Rebelii Rumowej – KLIK. Było to jedyne w historii Australii przejęcie władzy siłą.
Po powrocie do Anglii kapitan Bligh nie wypłynął już na morze, po kilku latach emerytury zmarł.

Pitcairn.
Bounty żeglowało kilka miesięcy po Pacyfiku zanim znalazło bezpieczne miejsce osiedlenia. Pitcairn – KLIK – niewielka wyspa odkryta w 1767 roku przez Anglików. Nazwa wyspy to nazwisko członka załogi, który ją pierwszy zauważył.

Istotne było, że wyspa została błędnie naniesiona na mapy, co zmniejszało szanse znalezienia jej przez angielskie statki. Rozumowanie okazało się słuszne, pierwszy statek (amerykański zresztą) dotarł na Pitcairn dopiero w 1808 roku.
Dygresja: powodem błędu była niedokładność zegarka, używanego do określenia długości geograficznej. Był to istotny problem dla ówczesnych nawigatorów. Rzeczywista pozycja wyspy Pitcairn była prawie 350 km na wschód od pozycji zanotowanej przez odkrywców. Brytyjski parlament wydał specjalną ustawę – Longitude Act – obiecującą nagrodę osobie, która rozwiąże ten problem. Nagrodę otrzymał John Harrison, twórca chronometru pokładowego. Było to jednak rozwiązanie dość drogie i niewiele statków z niego korzystało

Wyspa Pitcairn okazała się bardzo przyjazna dla osadników, jedzenia w bród, żyzna gleba. Odcięli więc sobie drogę powrotu – rozłożyli statek Bounty na czynniki pierwsze. Co się dało wykorzystać przenieśli na ląd, resztę spalili.
Już po kilku miesiącach urodziło się pierwsze dziecko. Ojcem był przywódca rebeliantów Christian, matką kobieta przywieziona z Tahiti. Ponieważ dziecko, chłopiec, urodziło się w czwartek, 14 października, nadano mu imiona Thursday October, gdyż ojciec nie chciał żeby cokolwiek przypominało mu Anglię.
Jednak sielanka nie trwała długo. Wkrótce doszło do konfliktu między angielskimi rebeliantami a Tahitańczykami. Ci ostatni stwiedzili, że są wykorzystywani, traktowani jak własność. W rezultacie Tahitańczycy zabili 5 Anglików, w tym Christiana.

Jak trwoga to do Boga.
Spirala gwałtów kręciła się, w 1799 roku pozostało przy życiu tylko 2 rebeliantów – John Adams i Ned Young. Na dłoniach mieli świeżo przelaną krew swojego towarzysza.
Co robić?
Odpowiedź znaleźli w uratowanej ze statku biblii. Bardzo szybko przemienili się we wzorowych chrześcijan. Po kilku latach cała społeczność wyspy ( 9 Tahitanek i 19 urodzonych na Pitcairn dzieci ) przyjęła chrześcijaństwo.
W 1808 roku na wyspę przez przypadek trafił amerykański statek Topaz i zastał tam wzorcową, kwitnącą społeczność. O swoim odkryciu Topaz powiadomił angielską admiralicję, ale ta nie zwróciła na to uwagi, gdyż była zajęta wojną (z Francją Napoleona).
W 1814 roku, wyspę odwiedziły, również przez przypadek, dwa angielskie statki. Na wyspie zastali 46 mieszkańców żyjących zgodnie pod niekwestionowanym panowaniem Johna Adamsa. Tym razem admiralicja przeczytała raport i zdecydowała pozostawić Johna Adamsa w spokoju.
W 1828 roku na wyspę przybył poszukiwacz przygód – George Hunn Nobbs. John Adams mianował go nauczycielem i pastorem.

W tym czasie liczba mieszkańców wzrosła do 66, zaczęło brakować żywności i materiałów. John Adams wysłał do rządu w Londynie oficjalną prośbę o przeniesienie społeczności do Australii.

Exodus.
John Adams nie doczekał się spełnienia swej prośby, zmarł w 1829 roku, ale biurokratyczna machina działała. Mimo pozytywnych raportów o sytuacji na wyspie, w lutym 1831 roku przybyły z Sydney dwa statki z zadaniem ewakuacji mieszkańców Pitcairn na Tahiti.
Królowa Tahiti – Pomare IV – i jej podwładni przyjęli przybyszy bardzo życzliwie, zaopatrzyli ich w artykuły pierwszej potrzeby, przydzielili tereny na osiedlenie się. Jednak “Pitcairnczycy” nie czuli się jak u siebie w domu. Raziła ich rozwiązłość miejscowej ludności, do tego dołączyły się choroby zakaźne. W ciągu pierwszych 3 miesięcy pobytu zmarło 10 przesiedleńców. Tego było za wiele, zaczęto poszukiwać możliwości powrotu na Pitcairn. W sierpniu 1831 roku trafiła się okazja. Za przejazd trzeba było zapłacić £500, sprzedali więc wszystko co posiadali i wrócili.

Konstytucja.
Byli więc z powrotem w domu. Jednak po nieudanej przeprowadzce na Tahiti czuli się jak owce bez pasterza. Nie mogli się zdecydować na wybór nowego przywódcy, szerzyła się anarchia i pijaństwo.
Natura nie znosi jednak próżni. W październiku 1832 roku na wyspę przybył purytański aktywista, Joshua Hill, oświadczył, że jest wysłannikiem rządu brytyjskiego i mianował się prezydentem wspólnoty Pitcairn.
Jego pierwszym posunięciem był zakaz domowej produkcji alkoholu. Następnie wprowadził surowe kary za najdrobniejsze wykroczenia i doprowadził do usunięcia George’a Nobbsa z wyspy. Te posunięcia wywołały niezadowolenie, które stopniowo rosło. Miarka przebrała się, gdy na wyspę dotarła wiadomość, że Joshua Hill skłamał i nie reprezentuje żadnych instytucji rządowych. W 1838 roku został zmuszony do opuszczenia wyspy. Z wygnania powrócił George Nobbs.
Uwaga: historia Joshua Hill’a prawdopodobnie zainspirowała Marka Twaina do napisania opowiadania – Rewolucja w Pitcairn. W tym opowiadaniu na wyspie pojawia się Amerykanin i proponuje mieszkańcom swoisty Brexit – oderwanie się od Wielkiej Brytanii. Skutki są fatalne.

Te siedem chudych lat uświadomiło mieszkańcom wyspy potrzebę formalnej regulacji stosunków na wyspie. Z pomocą kapitana brytyjskiego statku HMS Fly, który właśnie odwiedził wyspę, opracowali lokalną “konstytucję”. Dokument został zawieziony do Londynu i zatwierdzony przez brytyjski parlament. Z dniem 30 listopada 1838 roku wyspy Pitcairn stały się częścią Imperium Brytyjskiego.
Opracowana lokalnie i zatwierdzona przez brytyjski parlament konstytucja Pitcairn dawała kobietom prawo głosu i wprowadzała obowiązkowe nauczanie.
Uwaga! To był pierwszy w historii przypadek przyznania kobietom powszechnego prawa głosu.

Mając taką konstytucję społeczność Pitcairn funkcjonowała wzorowo. Wyspa była odwiedzana okresowo przez wielorybników, którzy wykonywali tu drobne naprawy sprzętu i zaopatrywali się w żywność. To zachęciło mieszkańców do bardziej systematycznej pracy na roli i do rozwoju drobnego rzemiosła.

I znowu sukces doprowadził do kryzysu. Liczba mieszkańców przekroczyła 190 osób i na wyspie o powierzchni 4.6 km2 zrobiło się ciasno. Przyjaciele w Anglii i Australii radzili ewakuację.
Mając w pamięci doświadczenie sprzed 25 lat mieszkańcy wyspy postawili jeden warunek – przeprowadzą się na jakąś większą wyspę, ale musi być bezludna.

Norfolk Island.
Los zrządził, że kilka miesięcy wcześniej została zlikwidowana kolonia karna na Norfolk Island. Ostatni przebywajacy tam skazańcy zostali przeniesieni na Tasmanię.
Norfolk Island ma powierzchnię 36 km2 . Zamieszkujący ją przez 60 lat skazańcy zostawili po sobie budynki, drogi, dobrze utrzymane pola. Na wyspie pozostało sporo bydła i innych zwierząt domowych.
8 czerwca 1856 roku 194 mieszkańców Pitcairn przybyło na Norfolk Island.
Wydawało się, że to już koniec historii, ale nie. Kilkanaście osób nie mogło wyleczyć się z tęsknoty. Pod koniec 1858 roku trafiła się okazja powrotu i skorzystało z niej 16 osób.
Swoją byłą ojczyznę zastali w ruinie. Okazało się, że przez pewien czas na wyspie zamieszkiwali rozbitkowie ze statku, który rozbił się na pobliskich rafach. Zdewastowali oni zastane budynki.
Z drugiej strony jednak, przybyli tu w bardzo ważnym momencie, gdyż wyspę właśnie odwiedził francuski statek i sadząc, że jest bezludna i niczyja zamierzał zaanektować ją dla Francji.

Zaczęła się praca od podstaw. Po 6 latach, niespodziewanie, na wyspę powróciła kolejna grupa niezadowolona z życia na Norfolk Island. Ludność Pitcairn liczyła 46 osób.

Sytuacja ekonomiczna jednak pogorszyła się. Złote lata wielorybnictwa minęły. Zamiast jak poprzednio 40, wyspę odwiedzało rocznie niewiele ponad 10 statków. Istotną pozycją stały się pobyty rozbitków, którzy czekali na wyspie na okazję zabrania się na jakiś statek, a po powrocie do domu nie omieszkali odwdzięczyć się gościnnym mieszkańcom wyspy. Na wyspę wysyłano sprzęt kuchenny i domowy, ubrania, książki. Przysłano nawet organy.
I tak minęło prawie 30 lat.

Nowe oblicze Boga.
Przez te wszystkie lata społeczność wyspy nie miała silnego przywódcy. Istniejące prawa zapewniały spokojną egzystencję, ale ludzie szukali czegoś więcej.
W roku 1876 na wyspę dotarły z USA publikacje religijne kościoła adwentystów.
Przez prawie 80 lat mieszkańcy wyspy byli gorliwymi wyznawcami religii anglikańskiej. Publikacje adwentystów zachwiały ich wiarą. W październiku 1886 roku zgodzili się na przybycie na Pitcairn misjonarza adwentystów, aby przedstawił swoje argumenty.
Argumenty okazały się przekonujące. W wyniku głosowania przyjęto zasady nowej wiary. Wydarzenie to wzbudziło entuzjazm w centrali Adwentystów w USA, które wysłało na wyspę suto wyposażony statek misyjny.

Nowonawróceni zostali ponownie ochrzczeni (pełne zanurzenie), zabito wszystkie znajdujace sie na wyspie świnie, aby nie wiodły na pokuszenie. Poza tym żadne zmiany fizyczne nie były potrzebne. Mieszkańcy Pitairn nie pili alkoholu, nie palili.
Misjonarze Adwentystów zabrali się za intensywną prace z młodzieżą – nauka historii, gramatyki, gotowanie, pierwsza pomoc. Założyli gazetę i przedszkole.
Ten przykład dodał energii mieszkańcom, którzy wprowadzili poważne zmiany w konstytucji – 7-osobowy parlament, oraz w kodeksie karnym – dodano surowe kary za cudzołóstwo, bicie żony, okrucieństwo, podglądanie sąsiadów.

XX wiek.
W 1904 roku rozbudowno nieco aparat administracyjny wyspy i wprowadzono pierwszy podatek – od posiadania broni palnej.
Istotne dla mieszkańców wyspy było otwarcie Kanału Panamskiego w 1914 roku. Wyspa leży w połowie drogi z Panamy do Australii, więc nieomal co tydzień w okolicy pojawiał się statek pasażerski.
W 1936 roku ilość mieszkańców wyspy osiągnęła szczyt – 260 osób. Od tego czasu zmalała do około 50 osób.

Mee too.
W roku 2004 na wyspie wybuchł skandal – 1/3 mieszkańców płci męskiej została oskarżona o molestowanie i gwałty nieletnich dziewcząt.
Mieszkańcy, popierani przez sporą ilość kobiet, argumentowali, że było to zgodne z polinezyjską tradycją. Sąd nie uznał tych argumentów i prawie wszyscy zostali skazani.

Pozytywną informacją może być to, że od 2015 roku na wyspie dozwolone są małżeństwa osób tej samej płci. Jak dotychczas nikt nie skorzystał z tej możliwości.

Informacje praktyczne.
Na wyspie nie ma lotniska ani portu. Przypływające tu statki muszą zakotwiczyć w bezpiecznym miejscu, ludzie i towary transportowane są na łodziach.
Osoby, które chcą odwiedzić wyspę na ogół na noc wracają na statek, chociaż ostatnio wprowadzono możliwość kilkudniowego pobytu przy tutejszej rodzinie.
Elektryczność – generator zapewnia elektrycznośc w godzinach 8-13 i 17-22. Niepokojący jest fakt, że jedyny elektryk na wyspie ma 68 lat.
Internet – istnieje połączenie satelitarne. Miesięczny abonament kosztuje $100 za 2 GB.

Źródła.
Wikipedia – Bounty Mutiny – KLIK.
Mark Twain – Rewolucja w Pitcairn – zbiór Bajeczki dla starych dzieci – PIW 1950 rok.
Pitcairn Islands Study Center – KLIK.