Wałęsa

Ewa Maria Slaska

walesa
Wiem, zaraz ktoś na mnie naskoczy, przypomni, co każdy musi wiedzieć, że to ubek i chudy bolek, i jak mogę o nim w ogóle pisać? Bo jeśli już mi się oberwało za Tuwima, a co by było? co będzie, jak zaproponuję coś Gałczyńskiego? nie daj Bóg sobie wyobrażać, to co się stanie teraz, skoro zamierzam napisać o Wałęsie. I śmieszne, bo przecież go nawet nie lubię, ale muszę, staram się patrzeć uczciwie na moje, na nasze życie, i wiem, że tego dnia, 31 sierpnia 1980 roku NIGDY, ale to nigdy nie zapomnę. Bo chociaż nie pamiętam, co dokładnie tego dnia robiłam, ani co było na obiad, to jednak pamiętam i ZAWSZE będę pamiętać, że tańczyliśmy karamaniolę na ulicy.

Oczywiście byłam wystarczająco mądra, żeby wiedzieć, że wysokie C dnia, kiedy rewolucja zwyciężyła, szybko zmienia się w nużące glissando znojnego uprawiania poletka tejżeż rewolucji. Oczywiście znałam powiedzenie Dantona, które potem musieliśmy sobie niemal co dzień powtarzać, że “Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci” i że nie minęło wiele czasu, a ci, co tańczyli karamaniolę w pamiętnym roku 1789, niedługo potem położyli głowy pod gilotyną.

Oczywiście teraz jesteśmy jeszcze mądrzejsi o wiedzę, że prezydentura Wałęsy była marna, a on okazał się politykiem nieobliczalnym i, nawet jak na polityka, egoistycznym i zapatrzonym w siebie.

A mimo to, mimo to… żałuję tych, którym nie dane było tańczyć na ulicach. To dodaje skrzydeł na całe życie. Dlatego – mimo iż podejrzewam, że film będzie marny, dziś, 33  lata później, wciąż cieszę się, że Wajda nakrącił ten film. Bo “Wałęsa (to był wówczas dla nas i dla świata wegetującego pod sowieckim butem) człowiek z nadziei”.

Do zwycięstwa trzeba nam odwagi, odwagi i jeszcze raz odwagi.
Georges Jacques Danton (1759–1794) – adwokat francuski, znakomity mówca, jeden z organizatorów i przywódców rewolucji francuskiej.

Ogród króla świtu

Trzydzieści lat tego nie słyszałam. Słuchałam jak się ukazało. Był rok 1983. Marek Biliński pomógł nam wtedy w ciężkich, smutnych, beznadziejnych czasach. Już sam tytuł płyty przypominał, że świat to nie tylko ocet, liście laurowe, puste sklepy, gołe haki, śmierdzące jajka i szare papierowe torebki. Ogród króla świtu, jakie to było piękne, pamiętacie?


Viola znalazła w internecie i udostępniła taką wersję “Tańca w zaczarowanym gaju”:
“Po kilkunastu bezowocnych próbach, w miarę poprawnego zagrania tego utworu, bateria w aparacie skapitulowała… Zamieszczam zatem z klipem, w którym główną rolę gra Polina Semionowa… Oryginalnie zatańczyła do piosenki Herberta Grönemeyera — Demo (Letzter Tag). W moim odczuciu jednak, lepiej “komponuje się” z utworem Marka Bilińskiego…
Aranżacja i wykonanie na instrumencie Yamaha PSR-S710 – styl własny.
Miłego odbioru Wam życzę… 🙂
Piotr Zylbert.
Utwór – Taniec w zaczarowanym gaju pochodzi z płyty: Ogród króla świtu z 1983 r.”

Nie lubię poniedziałku

Dorota Cygan 

„Nie lubię poniedziałku“ – dla Polaka takie westchnienie jest odniesieniem nie tylko do uniwersalnych ludzkich doświadczeń, ale – no, do czego, Drogi Czytelniku? Wiemy, wiemy, banalne pytanie, ten tytuł ma pewnie swoje miejsce w zbiorkach Skrzydlatych słów albo leksykonach pospolitych westchnień/ przekleństw – i nic na to nie wskazuje, by kiedykolwiek straciło swoją aktualność. My przewrotnie pomyślałyśmy, że nasz ostatni wspólny poniedziałek (26 sierpnia) będzie dobrą okazją, żeby dokonać małej aktualizacji: Tak, jak kiedyś reżyser wspomnianego filmu chciał pokazać najładniejsze zakątki Warszawy (w roku 1971!), tak my Wam pokażemy subiektywny wybór co ładniejszych zakątków Berlin,  uchwycony podczas malej przejażdżki statkiem owego poniedziałku 2013 roku. Bo łatwo się domyślić, że to przed poniedziałkiem właśnie schroniliśmy się na statku i udaliśmy się w mały Rejs, (a to akurat cytat niezamierzony, proszę nie iść tym tropem), choć istniał tez i inny, bardziej uroczysty powód, którego nie ma po co  zdradzać (uwaga, ci co znają niemiecki już i tak wiedzą!) Mamy wcale niemałe wewnętrzne przekonanie, ze wpis ten da Wam dobry argument dla pracodawcy, żebyście każdy następny poniedziałek spędzali w Berlinie. Nie ma wyjścia, skoro tak jak my nie lubicie poniedziałku.

To wszystko (przewodnik po Berlinie = widziany z wody) BĘDZIE, niechybnie w następnym wpisie. Jako doświadczeni uczestnicy rynku produktów kultury wiemy jednak, że koniecznie trzeba wyprodukować mały zwiastun, żeby Wam zaostrzyć apetyt. To więc to, co przeczytacie dzisiaj, temu właśnie (zwiastowaniu? oj, może nie aż tak) służy – i zupełnie nie jest nam z tego powodu głupio.

Dzisiejszy mini-fotoreportaż ma tytuł:

My berlińczycy w czasie pracy.

No, i znów wyszedł w połowie niemal cytat. To niech to będzie zagadka. Kto pamięta? Kto sięgnie do pamięci i jakoś skomentuje? Nie bądźcie tacy, napiszcie coś. Jedna z uczestniczek tej poniedziałkowej przejażdżki w tym wydarzeniu nawet maczała palce, więc będzie jej bardzo miło…

reporterkaDobrze, ale teraz już będzie na temat.

Na pozór wszystko wygląda na wakacyjną ściemę. Ale nie! Berlińczycy działają! Zjednoczeni w tym działaniu i jak rzadko zgodni polscy i niemieccy berlińczycy, a także inni, ci z domieszka protestanckiej etyki pracy lub, jak kto woli,  benedyktyńskiej. Działają!

Jako fotoreporterzy, niestrudzenie chwytając życie na gorąco. Ciągi obrazów układają się im potem w historie. A wszystko to dla Was.

P1170308Akredytacje zdobywają dzięki Instytutowi Polskiemu, finansowanemu przez… (nie powiemy, to nie jest tekst sponsorowany!)

P1170307W ciężkim upale jedni prowadzą rozmowy biznesowe, a  inni testują działanie promieni słonecznych w warunkach eksperymentalnych.

P1170302Podróżując statkiem, dzięki niecodziennej perspektywie na Tränenpalast zbierają materiał na researching na temat granic, ich przekraczania oraz wolności jednostki pływającej.

P1170301Jako poważni inwestorzy patrząc z pozoru na fasady dokonują wyboru miejsc pod siedzibę biur, mając na uwadze zwłaszcza tworzenie miejsc pracy.

P1170297Zasilają kasę miasta pozwalając zarobić armatorowi.

P1170296P1170290Szukając wątków polskich odkrywają działalność konspiry: zakamuflowane polskie flagi jako znak, że nasi zdobyli już niejeden przyczółek stolicy Niemiec.

P1170294Odbywają bilateralne spotkania orientacji proekologicznej.

P1170292 P1170293Biorą udział w castingach do nowej wersji Rejsu, poprawnej politycznie, być może w kooperacji z zagranicą.

P1170289Zbierając materiały na konkurs fotografii architektonicznej są gotowi powtarzać przejażdżkę nawet poza poniedziałkami, by ujęcie było perfekcyjne.

integracjaAle ponad wszystko z wielkim zaangażowaniem udzielają się w ramach działalności aktywizującej polsko-niemiecko-berlińskie spotkania interkulturowe, przy soczku lub kawie, a czasem też przy piwie, czego reporter, dziwnym trafem, nie uchwycił.

Nie zapominajmy: berlińczyk pracuje zawsze. Nawet gdy okoliczności temu przeczą.

Zwłaszcza w poniedziałek. 

Ausflug in Berlin

Es war Montag. Wir waren zu sechst. Dorota, Lida, Felice, Mini, Adrian und ich. Eine von uns hatte Geburtstag. Wir machten eine Schifffahrt. Drei FFF, richtig? Am Ende des Tages ist ein gemeinsamer Text entstanden. Mit unheimlich viel Konjunktiven. Die Polen und Polinnen unter uns freuen sich deshalb, da ein Konjunktiv etwas Feines und in Polnischem kaum Benutztes ist. Im Laufe des Tages sind auch jede menge Fotos entstanden. Ein davon ist ein Rätsel.

Was ist es?

zagadka-berlin-zwodyEs ist der Schatten eines Polers (eines Knechts) auf dem Schifftisch.

Der Rest der Fotos und kleine Reportage für diejenige, die Polnisch kennen – morgen. Für heute dies, was am Tag selber entstanden ist:

Wenn ich das gewusst hätte, was auf mich zukommt, hätte ich nichts zum Frühstück gegessen, hätte ich mich gestern noch mehr drauf gefreut, hätte ich mich über jeden Grashalm auf der Strecke informiert (Adrian lacht über “Gras” – Gras wäre tatsächlich eine gute Ergänzung zum Chillen gewesen). Ich hätte nichts anders gemacht! Aber vielleicht hätte ich vorher ein Buch über die Architekturgeschichte Berlins lesen sollen. Berlin ist eine Stadt am Wasser, alles spiegelt sich und leuchtet, und ich habe so viele Bauten gesehen, die ich nicht kannte.

Alle

PS. 1. Hiermit verpflichte ich mich zum nächsten Geburtstagausflug mit Lida ein bisschen Gras zu besorgen. (Vom feinsten) – Adrian.

PS. 2. Ist gut. Ich habe gerade mit Johanna und Tanja den Film Paulette gesehen. Danach haben sie den Wunsch geäußert, unbedingt einen Schokokuchen mit Haschisch zu essen. Ich glaube ein mit Gras ginge auch. Den soll ich backen! – Ewa Maria Slaska.

PS. 3.

Zum Geburtstag für Liduś am 26. August 2013

Hab Dank für einen schönen Tag
voll Sonne und Burgunder,
nach Landwehr, Spree und Bundestag
im Ankerklausenwunder.

Auf dass noch viele solche Tage
gemeinsam uns begleiten –
In Schleusen geht es auf und ab,
wie in des Lebens Weiten.

Mini

Fortsetzung folgt morgen / To be continued tomorrow / Ciąg dalszy nastąpi jutro

Und zum Schluß schöne Geburtstagsmusik:

http://www.youtube.com/watch_popup?v=G4nX0Xrn-wo&sns=em

Puppendienstag: Köpfe

M.Soika1.webLiebe Ewa,
es ist durchaus nicht so, daß mir der Stoff ausgegangen ist in den letzten Wochen – ich war allerdings konzentriert mit dem Bärchen meines erkrankten Freundes unterwegs.
Und da gibt es vor allem Fotos mit Köpfen von den Künstlern, denen ich begegnet bin.
Darf es diesmal auch so etwas sein?
Der Künstler Michael Soika arbeitet gemeinsam mit seiner Frau in dem Dorf Stücken.

Sehr liebe Grüße

Gertraud

M.Soika3-2M.Soika4-5M.Soika6-8

Zdrój

Lidia Głuchowska

Zdrój  and the Poznań Expressionism

The periodical Zdrój. Dwutygodnik poświęcony sztuce i kulturze umysłowej (The Source. Bi-weekly dedicated to arts and intellectual culture), was the most efficient Expressionist publication and the first avant-garde magazine in Poland. It was published in Poznań, the capital of western Poland, prior to the state’s regaining its sovereignty after being divided for123 years between Prussia, Russia and the Austro-Hungarian Empire. Printed by the Ostoja Publishing House from April 1917 to December 1920, Zdrój made 68 issues in 13 volumes, which, though planned as a monthly, closed down in 1922 after the publication of one issue (as vol. 14). The print-run rose to 1,500 copies and thanks to representative offices in Warsaw, Kraków, and Lvov (Lwów, Lviv), it reached a nationwide readership. It had the most extensive international contacts among the early avant-garde Polish reviews; nevertheless, the term ‘Poznań Expressionism’ associated with it wrongly limits its impact to a local phenomenon.

The editor-in-chief of Zdrój, Jerzy Hulewicz was a printmaker, painter, novelist, and dramaturge. For over a year, however, the magazine was informally led by Stanisław Przybyszewski, the Nestor of the Polish avant-garde, who enjoyed ambivalent fame as a ‘genius Pole’ and Satanist in turn-of-the-century Berlin. Later, as the editor of the art magazine Życie, he transferred the ideals of German and Nordic modernism to Kraków. From mid-1917, first covertly and then openly, he exerted a powerful influence on the programme and structure of Zdrój. Each editorial was followed by poems, prose, translations, articles about art and philosophy, as well as ‘Miscellanea’, comprising reviews, correspondence with readers, and socio-political polemics. As a local cultural centre Zdrój held eight ‘matinées’ and ‘soirées’, musical concerts and open lectures, some of which were repeated in Warsaw and Lvov.

The art profile of the magazine evolved over distinct stages. During the first year, under Przybyszewski’s influence, the magazine was somewhat eclectic. It promoted the epigone stylistics of so-called ‘Young Poland’ and its ideals of ‘l´art pour l´art’. This was appropriate to the ‘unpoetic district’ of Poznań which, under German rule, was reluctant to adopt new trends and was regarded as provincial. Therefore, Zdrój initially asked for the cooperation of some older literary authorities like Wacław Berent and Jan Kasprowicz, while the magazine’s graphic design was dominated by Art Nouveau.

Zdroj KubickiThe heroic era of the magazine’s existence, and the second most intriguing stage of its history, was ushered in by the ‘palace revolution’ of April 1918, instigated by the Bunt (Revolt) group (1917-22). This consisted of the artists Władysław Skotarek, Stefan Szmaj, Jan Jerzy Wroniecki, August Zamoyski, the poet Adam Bederski, and the trio of Margarete and Stanisław Kubicki and the editor Hulewicz, who all three aired their views in texts and art works. The group published Zeszyt Buntu, which promoted early avant-garde tendencies, usually defined in Zdrój by the cover term ‘Expressionism’, first used in 1917.

Kubicki, the ‘spiritus rector’ of the group’s radical wing, proclaimed a collective declaration of the Bunt in his aphoristic credo, ‘Notes’:

I. Art has nothing in common with the concept of ‘beauty and goodness’ (kalokagathia) …. We are far removed from the aesthetic game …

II. The fight is on, not for images of aesthetic issues but for MAN and for our DAY  (it will come) against the sordidness of your day ….

III. WE are Art.

ZdrojKubickaThe group’s appeals affirmed activism and the identification of art and life, and as in other avant-garde manifestos, were of a performative character oriented towards interaction with the audience. Their main ideas were presented during meetings accompanying the first exhibition of the Bunt group, held amidst a moral scandal. The Jury of the Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych (Society of Friends of the Fine Arts) had prohibited the exhibition of two ‘obscene’ works by Zamoyski and Szmaj. Residents of Poznań were ambivalent towards Expressionism. They associated it both with German art and also with the German occupation. For the Bunt group, a revolutionary movement operating without institutions, and emphasising the role of ethics rather than aesthetics, it was a pars pro toto of modernity, perpetuating a myth of a ‘new art’ for a ‘new man’.

The linocuts appearing in the magazine were shocking in their use of contrasting black-and-white surfaces and primitivist deformation. Apocalyptic in Skotarek’s prints, examples of organic abstraction by Jerzy Hulewicz, Kubicka, and Zamoyski or Kubicki’s geometrical abstraction were a complete novelty. The explosive synergy of word and image, typical of avant-garde periodicals, highlighted the programmatic attempt to ‘épater le bourgeois’.

Like the Berlin periodicals, Die Aktion and Der Sturm Zdrój engaged in publications, exhibitions, lectures, music events, and the production of a series of postcards. It also included translations from Die Aktion and undertook joint publishing and exhibition projects, inspired by the Kubickis. The Zdrój artists expressed their ideas in an international visual language, and the parallel publications of their poetry and manifestos in Poland and Germany overcame the differences in literary idiom. For Kubicki, an author of Polish and German revolutionary-biblical poetry who came to terms with the utopia of a ‘new society’, the bilingual and international character of art was a matter of course.

Fragments of the article published with footnotes as:

Lidia Głuchowska, Poznań and Łódź: National modernism and international avant-garde. Zdrój (1917-22); Yung-Yidish (1919); and Tel-Awiw (1919-21) (Kap. 51). In: Brooker, Peter/ Thacker, Andrew/ Weikop, Christian/ Bru, Sascha u. a.  (Hg.): Modernist Magazines: A Critical and Cultural History. Vol. 3, part 2: Europe 1880-1940, Oxford University Press 2013, S. 1208-1233.

Poesie – Poezja – Poetry / Paul Celan

Todesfuge

Schwarze Milch der Frühe wir trinken sie abends
wir trinken sie mittags und morgens wir trinken sie nachts
wir trinken und trinken
wir schaufeln ein Grab in den Lüften da liegt man nicht eng
Ein Mann wohnt im Haus der spielt mit den Schlangen der schreibt
der schreibt wenn es dunkelt nach Deutschland

dein goldenes Haar Margarete
er schreibt es und tritt vor das Haus und es blitzen die Sterne
er pfeift seine Rüden herbei
er pfeift seine Juden hervor lässt schaufeln ein Grab in der Erde
er befiehlt uns spielt auf nun zum Tanz

Schwarze Milch der Frühe wir trinken dich nachts
wir trinken dich morgens und mittags
wir trinken dich abends
wir trinken und trinken

Ein Mann wohnt im Haus der spielt mit den Schlangen der schreibt
der schreibt wenn es dunkelt nach Deutschland
dein goldenes Haar Margarete
Dein aschenes Haar Sulamith

wir schaufeln ein Grab in den Lüften da liegt man nicht eng

Er ruft stecht tiefer ins Erdreich ihr einen ihr andern singet und spielt
er greift nach dem Eisen im Gurt er schwingts seine Augen sind blau
stecht tiefer die Spaten ihr einen ihr andern spielt weiter zum Tanz auf

Schwarze Milch der Frühe wir trinken dich nachts
wir trinken dich mittags und morgens wir trinken dich abends
wir trinken und trinken
ein Mann wohnt im Haus
dein goldenes Haar Margarete
dein aschenes Haar Sulamith
er spielt mit den Schlangen
Er ruft spielt süßer den Tod
der Tod ist ein Meister aus Deutschland
er ruft streicht dunkler die Geigen
dann steigt ihr als Rauch in die Luft
dann habt ihr ein Grab in den Wolken da liegt man nicht eng

Schwarze Milch der Frühe wir trinken dich nachts
wir trinken dich mittags
der Tod ist ein Meister aus Deutschland
wir trinken dich abends und morgens wir trinken und trinken
der Tod ist ein Meister aus Deutschland sein Auge ist blau
er trifft dich mit bleierner Kugel er trifft dich genau
ein Mann wohnt im Haus
dein goldenes Haar Margarete
er hetzt seine Rüden auf uns
er schenkt uns ein Grab in der Luft
er spielt mit den Schlangen und träumet
der Tod ist ein Meister aus Deutschland

dein goldenes Haar Margarete
dein aschenes Haar Sulamith

Paul Celan liest sein eigenes Gedicht

Krakowski zespół Sublokator śpiewa Fugę śmierci po polsku

And here an English translation of “Todesfuge”. The translation tries to honor the cadence and rhythm of the original German.

Utwór dotyczy autentycznych zdarzeń związanych z Holokaustem. W kilku nazistowskich obozach śmierci, w Lublinie, obozie Janowskim, ale też w Auschwitz, część skazanych była zmuszana przez hitlerowców do grania tzw. „Tanga śmierci”, gdy tymczasem inni więźniowie mieli kopać groby. Do tego faktu odnosi się również utwór “Dance me dance me to the end of love” śpiewany przez Leonarda Cohena. Pisałam o tym TU.
Konstrukcja tekstu przypomina zasady kompozycji muzycznej fugi.

Stara kobieta i morze…

…możliwości, czyli Paulette.


Przepraszam Czytelników, że zwiastun po niemiecku… Po polsku na youtubie nie znalazłam.
Bernadette Lafont, aktorka grająca rolę Paulette zmarła miesiąc temu, ale ja dopiero wczoraj dotarłam do kina na jej ostatni film. Zabawna komedia, opowiadająca podobno prawdziwą historię, aczkolwiek oczywiście mocno sfabularyzowaną. Polecam. W sam raz film na hard day’s night.  Z kin już pewnie powoli wychodzi, ale zapewne pojawi się gdzieś w telewizji, w sieci czy na DVD.

A zamiast recenzji przemyślenia. Starzy mężczyźni w filmie, stare kobiety… Nie liczyłam, ale wydaje mi się, że jest ich w produkcji kinowej po równi. Czyli inaczej niż w prawdziwym życiu, gdzie demograficznie więcej jest starych kobiet, a w społeczeństwie i polityce wciąż jeszcze więcej – starych mężczyzn. Stare kobiety, ba, jak twierdzi Tokarczuk już nawet kobiety w średnim wieku, stają się przezroczyste, niewidzialne. Starym mężczyznom nadal jeszcze wiele wolno. Mniej niż przed kilkudziesięciu laty, ale wciąż jeszcze dużo. Bardzo dużo. I wszędzie ich widać.

Starzy mężczyźni. Oczywiście klasyk czyli Stary człowiek i morze. Wikipedia entuzjastycznie pisze: “Przesłaniem utworu jest refleksja, że człowiek jest zdolny zrobić wszystko (…). Rybakowi nawet starość nie przeszkodziła w zdobyciu marlina.” W filmie rybaka Santiago gra Anthony Quin. Inne filmy. Bez ładu i składu: The Straight Story (Prosta historia), Broken flowers Jima Jarmuscha, About Schmidt z Jackiem Nicholsonem, Schultze gets the blues. A też Searching for Sugar Man.

Otóż więc w przeciwieństwie do życia publicznego, w filmie są całe masy starych kobiet. Mają one oczywiście również swoją klasykę czyli przemiłe staruszki z broadwayowskiej komedii sfilmowanej w roku 1944 – Arszenik i stare koronki. Była też wspaniała Miss Marple Agathy Christie grana przez równie wspaniałą Margaret Rutherford. Wożąc Miss Daisy Bruce’a Beresforda, Sierpniowe wieloryby Lindsaya Andersona. Oczywiście Golden girls, a jakże. Dziewczyny z kalendarza Nigela Cole’a i Irina Palm z niezapomnianą Marianną Faithefull. Te ostatnie są nawet podobne do Paulette – to stare panie, które, przymuszone okolicznościami, podejmują się pracy, o jakiej w poprzednim życiu nawet nie słyszały. Dziewczyny z kalendarza fotografują się nago, żeby zarobić na kanapę w szpitalu. Irina chcąc zapewnić leczenie choremu wnukowi  na własną rękę (dosłownie!) zdobywa pieniądze zatrudniając się w seksbiznesie. Paulette… ale nie będę zdradzała, o co chodzi, bo wygląda na to, że beznadziejni współcześnie recenzenci nie streścili jeszcze filmu w pierwszym akapicie swej recenzji. I a nuż nadal tego nie zrobią. W każdym razie z zawodu Paulette przypomina może (trochę, trochę) Irinę Palm, ale z charakteru jest oczywiście nowym wcieleniem straszliwej, cudownej starej ciotki francuskiej Tatie Danielle zagranej nadzwyczaj przekonująco przez Tsillę Chelton.

Przypominam tu tylko kilka z filmów o starych – czy jakby to elegancko w dzisiejszych czasach należało powiedzieć: starszych paniach, żeby ogłosić, co następuje. Otóż nawet jeśli dla “pięknych, młodych i bogatych” jesteśmy może bytami niewidzialnymi, to dla siebie wiemy, że mamy jeszcze morze możliwości. I tej wersji będziemy się trzymać.

Paul Celan

Paul Celan. Urodził się w rodzinie żydowskiej w 1923 roku w Czerniowcach, mieście które wówczas znajdowało się w Rumunii, a dziś na Ukrainie, zabił się skacząc do Sekwany 20 kwietnia 1970 roku. Naprawdę nazywał się Paul Antschel lub Ancel, Celan to anagram prawdziwego nazwiska. Uważany za jednego z najważniejszych poetów języka niemieckiego, a jego wiersz Fuga śmierci, za najistotniejszy wiersz o zagładzie. Fugę zaprezentuję w niedzielę, dziś zaproszenie na… na co właściwie? Koncert muzyki klezmerskiej? Recital poetycki? Wieczór poezji śpiewanej? Nic z tego, a zarazem wszystko na raz. Dwóch artystów – aktor i muzyk – stworzyło wieczór poezji Celana z najsłynniejszego jego tomu wierszy Mak i pamięć (1952).

Zusammen_Feidman_Becker_2_c_F.Broede_u_A.MeisterGiora Feidman und Ben Becker: Zweistimmig

Wczoraj w Berlinie odbyła się premiera – w ramach tegorocznych Dni Kultury Żydowskiej. Giora Feidman jest znakomitym klarnecistą, o pokolenie młodszy Ben Becker – aktorem i piosenkarzem. Beckera znamy przede wszystkim z filmu Josepha Vilsmaiera Brat snu według powieści Roberta Schneidera (1995), a obaj artyści spotkali się też w brawurowym filmie muzycznym tegoż reżysera Comedian Harmonist (1997), autentycznej historii o sześciu muzykach z Berlina w latach 30.

Uwaga Administratorki z roku 2020: dalsza część wpisu jest już dziś całkowicie niepotrzebna, Ben Becker zagrał w międzyczasie świetną rolę w filme Dzieło bez autora (Werk ohne Autor)  Floriana Henckela von Donnersmarcka (2018), powiem więc przy okazji, że jeśli nie obejrzeliście tego filmu w kinach, koniecznie poszukajcie go na DVD albo jednym z licznych portali streamingowych. Tylko na Boga! – nie czytajcie recenzji ani zwiastunów filmu. Zdradzą Wam, o co i o kogo chodzi w ciągu piwrwszych 10 sekund, i na zawsze odbiorą ciekawość, z jaką ogląda się to świetne kino, nie wiedząc… Po prostu oglądając.

A kto chce posłuchać Giory Feidmana (starszy pan, urodzony w roku 1936, wciąż jeszcze świetnie gra), to proszę bardzo: TU.